Poniedziałek, maj 21. 2012Sernik tiramisu![]() Nie ma takiej temperatury powietrza, która byłaby dla mnie zbyt wysoka. Zwykle jestem zdania, że termometr wskazuje zbyt mało kresek, by móc wyjść ubranym tak jak większość ludzi ubiera się w danej temperaturze. Ja muszę założyć na siebie przynajmniej o jedną warstwę więcej. A gdy temperatura powietrza przekracza 30 stopni, nie ma wiatru ani żadnych obłoczków na niebie, które mogłyby dać odetchnąć od nieustannie prażącego słońca – ja dopiero wtedy czuję, że żyję. Uwielbiam czuć jak promienie ogrzewają moje plecy, jak łapią mnie za ręce, jak padają mi do nóg. Bo ja zakładam letnie sukienki, krótkie spodnie, lekkie bluzki dopiero wtedy, gdy inni chowają się gdzie tylko mogą przed duchotą. Gdy dla innych upał jest poważną przeszkodą w normalnym funkcjonowaniu, gdy nawet wiatraki i klimatyzacje nie dają sobie rady z obniżeniem temperatury. Kocham taki stan. Ale poszukuję jednak małej równowagi – rzeczy, które jem, muszą być schłodzone. I konkretne. Sałatki, ryby, zimne napoje, budynie – wszystko zimne. Wszystko wtedy inaczej mi smakuje. A serniki prosto z lodówki są absolutną poezją! Uwielbiam w upalny dzień zjeść kawałek zimnego, konkretnego i słodkiego sernika. Ciężkiego, o wyraźnym smaku. Jeden kawałek, który starczy na długo. Kawałek który starczy na jakiś czas, po którym wiem, że zjadłam ciasto. Taki oto jest poniższy sernik. Miał być tiramisu z wyraźnie widocznymi herbatnikami, ale cóż….lekko się wtopiły w tło….. Ciasto jest pyszne. Dla wielbicieli amaretto i czekolady. Jest ciężkie i bardzo konkretne. Nie zapycha, nie zasładza – dzięki alkoholowi i kawie, która jest obecna w prawie każdej warstwie. Cały sernik jest niezwykle miękki, wręcz kremowy – zarówno spód ciasta jak i warstwa ciasta są lekko maziste, ale bardzo dobrze utrzymują kształt – nie ma obaw o rozpadnięcie się ciasta w trakcie przekładania z patery na talerzyk. Naprawdę bardzo polecam, ciasto jest pyszne, choć nie widać, by takie było. Szczególnie w stosunku do przepisu, na którym się wzorowałam. Składniki: Spód: • 65 g ciemnej czekolady • 2 łyżeczki kawy rozpuszczalnej w proszku • 1 łyżka likieru Amaretto • 65 g miękkiego masła • 50 g drobnego cukru • 1 jajko • 40 g mąki • 14 - 16 podłużnych biszkoptów do nasączenia biszkoptów: • 10 g (2 płaskie łyżeczki) żelatyny w proszku • 60 ml wody • 20 g kawy rozpuszczalnej w proszku • 20 ml likieru Amaretto Masa serowa: • 750 g sera śmietankowego lub gładkiego twarożku • 250 g sera mascarpone • 300 g cukru (dałam 200 g) • 30 g mąki ziemniaczanej • 5 jajek • 100 ml śmietanki kremówki • 2 łyżeczki ekstraktu z wanilii • 20 ml likieru Amaretto Wierzch: • 300 g gęstej, kwaśnej śmietany 18% • 30 g cukru • 10 g kawy rozpuszczalnej w proszku • 20 ml likieru Amaretto Czekoladę roztopić w kąpieli wodnej. Ostudzić. W malutkim garnuszku podgrzać likier i rozpuścić z nim kawę. Odstawić do wystygnięcia. W oddzielnej misce masło utrzeć z cukrem na puszystą, jasną masę. Jajko dobrze ubić. Na zmniejszonych obrotach miksera połączyć utarte masło z ostudzoną czekoladą, następnie z przesianą mąką, a na koniec z ubitym jajkiem oraz rozpuszczoną kawą. Gładką masę przełożyć do wyłożonej papierem do pieczenia tortownicy o średnicy około 25 cm, wyrównać powierzchnię i ułożyć biszkopty wciskając je do połowy w masę. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 175 stopni Celsjusza, piec przez 8 minut. Po wyjęciu z piekarnika odczekać aby spód zastygł. W między czasie żelatynę zalać 10 ml chłodnej wody i odstawić na 5 minut. W rondelku zagotować 50 ml wody i rozpuścić w niej kawę, zdjąć z ognia, dodać żelatynę i mieszać aż żelatyna całkowicie się rozpuści. Wymieszać z likierem, ostudzić i odczekać około 15 minut, aż troszkę zgęstnieje. Nasączyć biszkopty, odstawić. Do misy miksera włożyć twarożek razem z serem mascarpone i mąką. Ucierać przez około 2 - 3 minuty na średnich lub niskich obrotach miksera, aż masa będzie gładka. Stopniowo dodawać cukier, cały czas miksując na małych obrotach miksera (starając się nie napowietrzać masy przez zbyt szybkie miksowanie). Wbijać kolejno jajka miksując przez około 30 sekund po każdym dodanym jajku. Na koniec zmiksować ze śmietanką, ekstraktem z wanilii i likierem Amaretto. Masę delikatnie wylać na spód, wyrównać powierzchnię i ustawić na kratce piekarnika w środkowej jego części. Piec przez 15 minut, następnie zmniejszyć temperaturę do 120 stopni i piec przez kolejne 90 minut, do czasu aż masa serowa się zetnie (środek może pozostać nieco luźniejszy). W naczyniu wymieszać z cukrem śmietanę. W garnuszku rozpuścić kawę w gorącym likierze Amaretto i ostudzić. Pozostawić około 2 łyżeczki kawy do zrobienia wzorków, resztę wymieszać ze śmietaną. Sernik wyjąć z piekarnika i rozprowadzić na nim śmietanę równą warstwą, nałożyć łyżeczką odłożoną kawę i rozsmarować ją na powierzchni śmietany tworząc fantazyjny wzór. Wstawić z powrotem do piekarnika na 15 minut. Sernik wyjąć z piekarnika i ustawić na kratce, ostudzić. Gdy będzie całkowicie zimny, zdjąć obręcz i wstawić do lodówki na całą noc.
Piątek, maj 18. 2012Kajmakowo-bananowo-piankowe ciasto![]() Czasami piekę takie ciasta, które jem, jem i nie mogę zjeść. Nie dlatego, że są tak niedobre, z ogromnym zakalcem albo tak monstrualnych rozmiarów – nie, czasami są po prostu zbyt słodkie. Chociaż zwykle zmniejszam ilość cukru w wypiekach i wiem mniej – więcej czy podana w przepisie ilość nie jest zbyt hojna to potrafię wybrać ciasta, desery, batoniki czy ciastka, w których nie da się cukru odjąć, bo go nie ma w ogóle, a pomimo wszystko są absolutnie ekstremalnie słodkie. Ale to jest zupełnie inna słodycz – słodycz karmelu, kajmaku, mleka skondensowanego lub miodu. Każda z nich jest inna i bardzo, bardzo słodka! Bardzo lubię, gdy w przepisie zamiast cukru występuje jakiś zamiennik, który – nie ma co ukrywać – zmienia smak ciasta Tym razem jednak chyba przesadziłam – ciasto z każdą warstwą przesłodką. Spód – ciasteczkowy, potem banany, kajmak, na dodatek połączony ze słodzonym mlekiem skondensowanym i pianki marshmallows. O matko! Ale słodkie! Ale dobre! Cóż mogę o tym deserze napisać – poza tym, że naprawdę mocno zasładza. Uzależnia – każda warstwa się bardzo dobrze ze sobą komponuje, struktura jest podobna – jedynie lekka warstwa orzechów jest odmianą od miękkiej, lepkiej masy ciasta. Pianki marshmallows naprawdę się ciągną jak ser, kajmak z mlekiem skondensowanym – zapycha (pozytywnie!), banany – jak to banany – nadają słodyczy, ale takiej specyficznej – bananowej. Warto spróbować, szczególnie gdy będziecie mieli ochotę na coś ekstremalnie słodkiego! Przepis z tej strony. Składniki: • 150 g herbatników lub ciasteczek Digestive • 50 g masła • 200 g solonych orzechów arachidowych • 120 g czekoladowych markizów z mlecznym nadzieniem • 300 g bananów (około 3 sztuk) • 400 g mleka skondensowanego słodzonego • 300 g kajmaku • 90 g pianek marschmallows Ciastka Digestive (lub herbatniki) pokruszyć w misce. Masło stopić i dodać do ciastek. Wymieszać, aby powstała konsystencja mokrego piasku. Gdyby masa była zbyt sucha – dodać roztopione masło. Tak przygotowany spód ciasta przełożyć do wyłożonej papierem do pieczenia formy (u mnie kwadrat o boku 17 cm), wylepić dno i ugnieść. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 175 stopni Celsjusza i piec przez około 12 minut. Wyjąć, wystudzić. Markizy pokroić na mniejsze kawałki (ale nie pokruszyć) zachowując ich strukturę. Banany obrać i pokroić na plasterki o grubości około 0,5 cm. Mleko skondensowane słodzone z kajmakiem w mieseczce – dokładnie wymieszać. Jeżeli masa nie będzie chciała się połączyć – można ją lekko podgrzać, wtedy nie powinno być z tym problemu. Na wystudzony ciasteczkowy spód ciasta wysypać pokrojone markizy, potem wysypać warstwę orzechów i na nie ułożyć plasterki bananów. Wszystko zalać mieszanką kajmakową i wstawić do piekarnika rozgrzanego do 175 stopni Celsjusza na 25 minut. Ostudzić. Gdy ciasto stygnie - pokroić pianki mrschmallows na mniejsze kawałki i posypać nimi wystudzone ciasto. Wstawić je jeszcze na dosłownie 2 minuty do piekarnika nastawionego na funkcję „grill” i jak pianki się roztopią – wyjąć i wystudzić całkowicie. Przed pokrojeniem schłodzić, najlepiej całą noc w lodówce, wtedy nie będzie problemów z utrzymaniem wyglądu ciasta w trakcie krojenia. ![]()
Środa, maj 16. 2012Eklerki z kremem kawowym![]() ![]() Pamiętam jak kilkanaście klat temu Mama zabierała mnie do cukierni na ciastko. Zawsze mogłam wybrać tylko jedno na raz, co przyprawiało mnie nierzadko o ból głowy – nie mając pojęcia na które się zdecydować spośród kilkunastu dostępnych. A wszystkie były takie piękne! Dzisiaj nie pamiętam, które ciastko było moim ulubionym – wiem tylko, które zawsze omijałam. Pamiętam jak stałam przyklejona do lady analizując wzrokowo składniki ciastek i oczywiście ich wielkość. Bo ja chciałam największe, by móc jak najdłużej cieszyć się jego smakiem. A dzisiaj – na każdym rogu cukiernia, w której wybór ciastek jest jeszcze większy niż kiedyś, której rynkowym wyznacznikiem popularności jest cena, więc niestety też adekwatna do niej jakość sprzedawanych tam wyrobów. Ciastka sprzedawane tam cały czas robią wrażenie, pysznie wyglądają, ale niestety – poza kilkoma wyjątkami – już tak dobrze nie smakują. Dlatego też postanowiłam choć część sprzedawanych w cukierniach wyrobów zrobić w zaciszu domowym. Dla siebie – z odpowiednią ilością cukru, bez zbędnych aromatów, z czekoladą a nie wyrobem czekoladopodobnym, z nadzieniem, które mi smakuje, a nie cukiernikowi przygotowującemu te ciastka. Upiekłam eklerki – czyli wszystko to, czego nienawidzę w smaku. Ciasto ptysiowe i bita śmietana. Dla mnie połączenie nie do przejścia. Chyba nigdy nie zjadłam całej eklerki. Zawsze po jednym gryzie kończyłam. Nie byłam w stanie takiego połączenia przetrwać. I taka niechęć utrzymuje się do tej pory – jednakże, gdy przeczytałam składniki tych eklerek, pomyślałam, że trzeba wziąć byka za rogi – bowiem one mogą być pyszne. I takie też były. Ciasto parzone, niesłodkie, miękkie, lekko gumowate – typowe dla tego typu wypieków. Ale krem….poezja…..kawowy. Na bazie budyniu, a nie ciężkiej bitej śmietany. Mocno aromatyczny, ale i słodki. Posiada charakterystyczną dla wszelkich kawowych smaków gorycz, ale jest ona absolutnym atutem! Nadaje charakteru wypiekowi, niweluje słodycz i fantastycznie łączy się z suto polaną po wierzchu czekoladą. Prawdziwą. Nie polewą czekoladową z proszku, lub czymś czekoladopodobnym. Całość jest wspaniała. Naprawdę pyyyszna. Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie zmodyfikowała przepisu na swój gust – zredukowałam ilość śmietanki, zwiększyłam kawę i zmniejszyłam cukier. Wyszło pyszne. Lepsze niż z niejednej cukierni. Może dlatego, że kompletnie inne….? Składniki (na około 8 eklerek): Ciasto parzone: • 2 jajka • 1 żółtko • 50 g masła • 20 ml mleka • 60 ml wody • 15 g cukru • 75 g mąki • ¼ łyżeczki soli Krem kawowy: • 300 ml śmietanki kremówki (dałam połowę mleka, połowę śmietanki) • 70 g cukru • 1½ łyżeczki kawy rozpuszczalnej (dałam 2 bardzo czubate łyżeczki) • 3 żółtka • 20 g mąki ziemniaczanej • 20 g masła • ½ łyżeczki ekstraktu waniliowego Ponadto: • 100 g czekolady (mlecznej lub gorzkiej) • 20 g śmietany kremówki • Cukier puder do smaku (ja pominęłam) Ciasto: W garnku połączyć masło, mleko, wodę, cukier oraz sól. Podgrzewając na niewielkim ogniu doprowadzić do wrzenia. Zdjąć z ognia i wsypać całą mąkę. Intensywnie mieszać, aż wszystko dokładnie się połączy i mieszanina będzie odchodzić od boku garnka. Z powrotem postawić garnek na gaz i mieszać zawartość, aż będzie błyszcząca i gładka. Następnie zdjąć z ognia, przestudzić (około 5 minut) i dodawać po jednym jajku – miksując po każdym dodaniu. Gdy ciasto będzie gęste, ale lejące, gładkie i jednolite – oznacza, że jest już gotowe (miksowanie z jakami powinno zająć około pół minuty). Tak przygotowane ciasto włożyć do rękawa cukierniczego i wyciskać podłużne paski (najgrubszą końcówką) długości około 10 cm, zachowując duże odstępy między sobą (ciasto bardzo rośnie) na blachę wyłożoną papierem do pieczenia. Piec w piekarniku nagrzanym do 210 stopni Celsjusza przez 15 minut, a następnie zmniejszyć temperaturę do 175 stopni i piec kolejne 8-10 minut. Gotowe ciastka powinny być złocisto-brązowe i bardzo wyrośnięte. Piekarnik wyłączyć. Po tym czasie eklerki należy wyjąć z piekarnika i w każdej zrobić dziurkę wzdłuż ciastka (nie będzie to trudne, bo ciastka są puste w środku), aby wypuścić powietrze i umożliwić sobie wszprycowanie do środka kremu. Tak przygotowane eklerki ponownie włożyć do wyłączonego piekarnika i z uchylonymi drzwiczkami suszyć przez około 45 minut. Następnie wyjąć i odstawić do całkowitego wystygnięcia. Krem: W dużym garnku zagotować śmietankę (w moim przypadku połączenie jej z mlekim) z 55 g. cukru, solą. Gdy mieszanina będzie bardzo gorąca dodać kawę. Zagotować. W między czasie żółtka utrzeć z resztą cukru (cukier powinien się rozpuścić, a żółtka zjaśnieć). Dodać mąkę ziemniaczaną i ponownie utrzeć do połączenia składników (około 30 sekund). Bardzo powoli i ostrożnie wlewać zagotowaną miksturę do żółtek, cały czas mieszając. Przelać wszystko z powrotem do garnka i nadal mieszając gotować na małym ogniu, aż masa mocno zgęstnieje i pojawią się na niej pęcherzyki powietrza. Zdjąć z ognia, wmieszać masło i wanilię. Odstawić do ostudzenia do temperatury pokojowej – budyń powinien jeszcze zgęstnieć. W miseczce, na parze rozpuścić czekoladę wraz ze śmietaną. Dokładnie wymieszać i dodać cukier puder – w zależności od preferencji smakowych zaczynając od łyżki, dokładnie mieszając po każdym dodaniu. Gdy ciasto wystygnie, budyń osiągnie temperaturę pokojową i zgęstnieje przełożyć go do rękawa cukierniczego i nadziewać eklerki (poprzez wcześniej zrobioną dziurkę). Nadziane eklerki polać polewą czekoladową i odstawić do wystygnięcia. Smacznego! ![]() ![]()
Poniedziałek, maj 14. 2012Krajanka z mlekiem skondensowanym i kremem czekoladowo – orzechowym![]() Czasami zastanawiam się, kiedy będę miała dość. Kiedy wreszcie znudzi mi się mleko skondensowane. Z nadzieją otwieram kolejną puszkę, że może to już teraz, może odechce mi się go kupować, przerabiać, próbować, jeść i delektować się nim. Może przestanie mi smakować. Ale niestety tak się nie dzieje – im bardziej próbuje od niego uciec, tym częściej o nim myślę i zastanawiam się co upiec z jego udziałem, żeby mieć wymówkę podpicie mleka prosto z puszki. Tak, tak – bardzo często wybierając ciasto do upieczenia kieruję się składnikami, a raczej ich smakiem, szczególnie we wspólnym połączeniu, zanim wstawię ciasto do piekarnika. A jeżeli widzę w składzie mleko skondensowane – wiem, że przed przepisem nie ucieknę, choćby wymagał kilkugodzinnej pracy, ekwilibrystycznych manewrów w kuchni, pobrudzenia wszystkich garnków, miseczek, łyżeczek i szpatułek i pieczenia przez trzy dni. Dlatego właśnie u mnie bardzo często pojawiają się przepisy z wykorzystaniem właśnie mleka skondensowanego. Ja po prostu wiem, że wszystko z nim w składzie musi być pyszne. I jest. Poniższa krajanka również. Jest tak słodka, że malutki kawałek wystarcza nawet mnie. Mleko skondensowane, choć już pod postacią karmelu jest mocno wyczuwalne, ale masło czekoladowo – orzechowe także. Połączenie królewskie, żaden smak nie dominuje nad drugim, pysznie i bardzo słodko się uzupełniają. Samo ciasto – kruche, praktycznie nie słodkie, z kruszonką na wierzchu, która rzeczywiście się kruszy. Te jej kawałeczki, które nie przykleiły się do masy karmelowej po wyjęciu z piekarnika odpadały, Ale większość ładnie się trzyma. Cała krajanka jest bardzo miękka i słodka. Pomimo ominięcia cukru w warstwie spodniej i zewnętrznej, słodycz karmelu i masła czekoladowo – orzechowego zdecydowanie tę słodycz zapewnia. A nawet przekracza dopuszczalną dawkę. Konsystencja ciasta jest taka, jaką uwielbiam – miękka, ale do pogryzienia, można spokojnie jeść łyżeczką, ale także wziąć w palce i ugryźć, bez obaw o zabrudzenie spodni, butów lub stołu. Masa pięknie zastyga. Kruche ciasto jest miękkie, lekko wytrawne, wierzchnia kruszonka bardziej podpieczona niż dół ciasta – dlatego też jest bardziej chrupiąca. Propozycja zdecydowanie dla wielbicieli słodyczy, dla fanów mleka skondensowanego i półpłynnej, lekko ciągnącej konsystencji efektu finalnego. Przepis znalazłam tu i oczywiście pozmieniałam na swoje własne potrzeby. Składniki: • 250 g masła • 100 g cukru (dałam 50 g) • ¼ łyżeczko soli • 5 ml ekstraktu z wanilii • 300 g mąki (podzielona na dwie części: 250 g oraz 50 g) • 2-3 łyżki mleka do sklejenia ciasta • 40 g masła • 10 g syropu kukurydzianego (ja zastąpiłam miodem) • 50 g brązowego cukru (dałam mniej – 20 g) • 300 g kremu orzechowo – czekoladowego do smarowaniapieczywa • 1 puszka mleka skondensowanego słodzonego W misie miksera zmiksować masło, cukier i sól na puszystą, jasną masę, następnie dodać wanilię i wymieszać. Dodać 250 g mąki, zmiksować do połączenia się jej z masą maślaną. Jeżeli ciasto nie będzie chciało się połączyć można dodać cały czas miksując po łyżce mleka aby masa stała się jednolita i połączona (nie płynna!). ¼ ciasta odłożyć, resztą (¾) wylepić dokładnie dno formy o wymiarach około 32 x 22 cm (ja wolę ciasta wyższe, więc dałam znacznie mniejszą formę – o boku 20 cm) wyłożonej papierem do pieczenia. Tak przygotowany spód włożyć do lodówki na czas przygotowywania pozostałych części ciasta. Odłożone 1/4 ciasta zmiksować z pozostałymi 50 g mąki aż powstanie kruszonka. Odstawić. W garnku o grubum dnie umieścić masło, syrop kukurydziany (lub miód), brązowy cukier i mleko skondensowane. Gotować na średnim ogniu, często mieszając aż z mieszaniny powstanie karmel, czyli zmieni kolor na brązowy oraz zgęstnieje. Trzeba cały czas mieszać, żeby mleko się nie spaliło i nie przywarło do dna garnka. Po około 10 – 12 minutach karmel powinien być gotowy. Garnek zdjąć z ognia i odstawić do przestygnięcia, około 20 minut, mieszając co jakiś czas. Po tym czasie wyjąć spód ciasta z lodówki. Wyłożyć na niego warstwę kremu orzechowo – czekoladowego i wyrównać. Na kremie delikatnie rozprowadzić karmel i szybko posypać po wierzchu przygotowaną wcześniej kruszonką. Tak przygotowane ciasto wstawić do piekarnika nagrzanego do 175 stopni Celsjusza i piec 30 minut (powinno być widać, jak nadzienie bulgocze spod kruszonki). Po tym czasie wyjąć z piekarnika i całkowicie wystudzić przed krojeniem. Smacznego! ![]() ![]()
Środa, maj 9. 2012Pyszne....majonezowe brownie![]() Myślałam, że już nic nie jest w stanie mnie zaskoczyć. Kulinarnie zaskoczyć. Bardzo często przeglądam Internet w poszukiwaniu inspiracji i odnajduję tam tak przeróżne przepisy, smaki i łączenia składników, że naprawdę wydawało mi się, że jestem odporna na wszystko. Książki kucharskie nie gustują w udziwnionych przepisach, choć ciasto marchewkowe i z dodatkiem cukinii już w kilku widziałam. I jakież było moje zdziwienie, gdy zatapiając się w lekturze mojej ulubionej ostatnio książki znalazłam przepis na brownie z majonezem. O matko! Sałatka z majonezem, jajka z majonezem – owszem. Nawet frytki z majonezem jadłam. Ale ciasto? No bez przesady! Pfff…. Ale przeczytałam składniki, technologię wykonania. Przypomniałam sobie smak majonezu – nijaki, mdły, może lekko kwaśny, ale nie przytłaczający. Nieeee, to nie może być dobre. Kto jada majonez z cukrem i czekoladą? Nie zrobię. Ale z drugiej strony, skoro przepis znalazł się w tej właśnie książce…. Spróbuję. I spróbowałam. I absolutnie nie żałuję. Powiem więcej – szczerze Wam polecam! Bo ciasto jest: 1. Pyszne 2. Bardzo czekoladowe 3. Mocno wilgotne i zakalcowate jak brownies 4. Świeże nawet po kilku dniach – nie wysycha, jak typowe ciasto czekoladowe 5. Majonezu nie czuć w smaku ale myślę, że ma on duży wkład w konsystencję wypieku 6. Z wierzchu chrupiące, w środku ciągnące z kawałkami posiekanej czekolady – czego chcieć więcej? Gdyby nie Anna Olson i jej „Back to baking" chyba bym się nie zdecydowała….. Składniki: • 125 g gorzkiej czekolady • 400 g cukru (zdecydowanie zbyt dużo – ja dałam 250 g) • 1/3 szklanki majonezu (około 160 ml) • 3 jajka • 5 ml ekstraktu waniliowego • 130 g mąki • 30 g kakao • ½ łyżeczki soli • 100 g posiekanej czekolady (dowolnej – mlecznej, deserowej lub gorzkiej) Czekoladę (125 g) posiekać, wsypać do miski i rozpuścić na parze (miskę z czekoladą ustawić na garnku z gotującą wodą tak, aby jej dno nie dotykało wody i mieszając rozpuścić czekoladę). Zdjąć z garnka i wmiksować cukier. Następnie majonez i po jednym jajku – dokładnie miksując po dodaniu każdego. Dodać wanilię. Wsypać mąkę, kakao i sól. Zmiksować do połączenia składników. Na końcu wsypać posiekane 100 g czekolady i wymieszać. Gotowe ciasto przelać do formy wyłożonej papierem do pieczenia (u mnie kwadratowa o boku 17 cm) i piec przez 30 minut w piekarniku nagrzanym do 175 stopni Celsjusza. Smacznego! ![]()
(Strona 1 z 30, łącznie 148 wpisów)
» następna strona
|
Wyszukaj na stronieKategorieAdministracja blogiemKontakt |

