Muffinki Magic Blondies



Chociaż nie należę do ludzi, którzy lubią i umieją podejmować decyzje nagle, ot tak, to jednak czasem zdarza mi się zrobić coś niespodziewanego. To coś wynika zwykle z nadmiaru niezaplanowanego czasu, którego staram się mieć jak najmniej ale nie zawsze jestem w stanie sobie rozpisać każdą minutę. Wtedy – kiedy na wyjście do sklepu, kina lub załatwienie czegoś zaległego jest za mało czasu, w telewizji kompletnie nie ma nic ciekawego a w komputerze przejrzę już wszystko co potrzebuję, przychodzi czas na moje działania w kuchni. Najczęściej wybieram coś, co robi się szybko i równie szybko piecze. Nie bawię się w długie, mozolne mieszanie składników, odmierzanie co do grama, napowietrzanie masy, chłodzenie i zastyganie. Zwykle robię coś szybkiego, co można zaraz spróbować, na co nie będę musiała długo czekać. Idealne na takie niespodziewane kulinarne zachcianki są muffinki. Nie mam z nimi dużo do czynienia, robiłam je raptem….pierwszy raz. No i rzeczywiście – w przygotowaniu szybkie, szybko się pieką, składniki większość osób ma non-stop w domu, nic tylko brać się do roboty! A smak….na małe co nieco, na zaspokojenie głodu słodyczowego super. Puszyste, najlepsze jeszcze lekko ciepłe. Orzechy zawarte w składzie wcale nie są twarde, nie są tak mięciutkie jak samo ciasto, stawiają lekki opór zębom. A dodatek czekolady i wiórków kokosowych uszlachetnia ten wypiek. Oryginalny przepis pochodzi od Marthy Stewart.

Składniki (na 12 sztuk):
• 100 g wiórków kokosowych
• 180 g groszków czekoladowych (lub posiekanej czekolady)
• 120 g orzechów, posiekanych
• 220 g mąki pszennej
• 1 łyżeczka proszku do pieczenia
• ¾ łyżeczki soli
• 125 g masła
• 220 g. brązowego cukru
• 2 jajka
• 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii


W naczyniu wymieszać razem wiórki kokosowe, posiekaną czekoladę i orzechy. Odstawić.
W drugim naczyniu wymieszać mąkę, proszek do pieczenia i sól.
W misce utrzeć masło z cukrem (aż będzie jasne i puszyste), dodawać po jednym jajku cały czas ucierając. Dodać ekstrakt waniliowy. Zmiksować. Zmniejszyć prędkość miksera i powoli wmiksować mąkę (z proszkiem do pieczenia i solą). Następnie dodać połowę mieszanki koksowo-orzechowo-czekoladowej. Wymieszać. Rozłożyć masę do 12 foremek muffinkowych, wlewając masę do około ¾ wysokości foremki. Po wierzchu posypać resztą mieszanki (można lekko wcisnąć ją w ciasto, szczególnie gdy orzechy i czekolada są w większych kawałkach). Piec około 20 minut (do suchego patyczka).

Smacznego!



Wietnamskie ciasto bananowe



Podobno cel uświęca środki…w moim przypadku bardziej na miejscu jest powiedzenie, że środki uświęcają cel, gdyż bardzo, ale to bardzo często zabieram się za coś, co w głównych punktach przestankowych jest absolutnym hitem (dla mnie) ale efekt końcowy już nie zachwyca. Rzadko kiedy sięgam aż tak daleko w przyszłość, by zdać sobie sprawę z konsekwencji swoich obecnych czynów. Jak coś robię to dlatego, bo akurat teraz mam na to ochotę, bo jakaś część tej roboty sprawi mi ogromną przyjemność, bo w trakcie mogę spodziewać się czegoś dobrego…a że dana sprawa zakończy się niepowodzeniem, sukcesem, będzie neutralna lub po prostu o niej zapomnę – nie ważne. To będzie kiedyś. Ważne jest to co jest teraz. Nie jest to zdrowe podejście do życia, niechęć przewidywania konsekwencji swoich czynów, jak i bezgraniczne oddawanie swojego losu szczęściu lub nieszczęściu raczej sprowadzi na mnie to drugie, ale będę się tym martwić jak już to nadejdzie. Póki co mam zamiar cieszyć się chwilą!
Cały, długi wstęp przedstawiłam Wam po to, żeby wytłumaczyć trochę ideę upieczenia tego ciasta. Ciasto samo w sobie jest bardzo dobre, oryginalne w smaku jak i w konsystencji, ale nie wiem czy bym się na nie zdecydowała, gdyby nie…..mleko skondensowane słodzone. Kocham je. Uwielbiam jego smak i zanim dodam go do ciasta, potrafię sporo wypić prosto z puszki. Dlatego, jak tylko zobaczyłam ten przepis tutaj, to wiedziałam, że choć nie przepadam za bananami będę musiała to ciasto zrobić. I tak też się stało. Mój ulubiony składnik – mleko skondensowane, w formie ciasta nie jest już tak zachwycający, ale nie jest niedobry. Ciasto jest ciekawe w konsystencji i w smaku. Bananowe, lekko mleczne, oczywiście słodkie i o strukturze takiej jak mocno zastygnięty budyń. Warto spróbować, aby samemu się przekonać, czy takie ciasta jest się w stanie przełknąć, czy lepiej oddzielnie zjeść każdy składnik.


Składniki:
• 9 średniej wielkości bananów
• 60 g drobnego cukru
• 7 jajek
• puszka mleka słodzonego skondensowanego
• 250 g masła, roztopionego
• 200 g mąki pszennej, przesianej


Banany pokroić w plasterki, wymieszać z cukrem, odstawić na 30 minut. Jajka zmiksować (w całości), dodać mleko skondensowane i roztopione masło, dalej miksując. Dodać mąkę i wymieszać. Delikatnie wmieszać banany. Piec w formie okrągłej o średnicy 24 cm (ja miałam owalną 17 cm x 23 cm) wyłożonej papierem do pieczenia przez około godzinę (u mnie 50 minut) w temperaturze 200 stopni C. Wystudzić w stygnącym piekarniku. Wyjąć, przechowywać w lodówce.



Brownie z orzechami



Podobno nie ma prawdziwego ucznia bez choć jednej jedynki w dzienniku, podobno nie ma prawdziwego studenta, który choć raz nie spał w akademiku. I nie ma prawdziwego wielbiciela pieczenia ciast, który nie upiekłby choć raz prawdziwej klasyki blogów kulinarnych – brownie. Ja mogę o sobie powiedzieć, że jestem w 2/3 porządnym obywatelem naszego kraju. Pał w latach szkolnych zaliczyłam tyle, że mogłabym spokojnie obdzielić nimi jeszcze kilka osób, a studentem ponoć nie byłam. Choć przysięgam Wam, że ukończyłam wszystkie studia, które zaczęłam, wszystkie z oceną bardzo dobrą i wszystkie egzaminy zaliczałam w terminach zerowych albo pierwszych. Nigdy żadnej poprawki. A teraz….jestem już pełnoprawnym „piekaczem ciast” bo popełniłam to wspaniałe, cudo. Mocne, intensywnie czekoladowe. Mokre, lekko ciągnące. Niebo w gębie. Zakalec? Nie…ono ma, takie ma być. Dzięki temu, że nie ma proszku do pieczenia, jest płaskie, trochę zbite ma mocno skoncentrowany smak. Wyglądem nie zachwyca, ale każdy, słownie: k a ż d y, kto spróbuje to ciasto – natychmiast zarzuci ocenianie go po wyglądzie i rozpłynie się w rozkoszach czekoladowej lawiny rozlewającej się w ustach….
Ja robiłam brownie z orzechami według przepisu Agnieszki Kręglickiej, z tym, że dałam również czekoladę mleczną, dlatego ciasto nie jest tak ciemne, jakby było z samych gorzkich tabliczek.



Składniki:
• 200 g gorzkiej czekolady
• 200 g masła
• 100 g mąki
• 300 g cukru (zdecydowanie za dużo, polecam dać mniej)
• 6 jaj
• 50 g łuskanych włoskich orzechów


Nad garnkiem z gotującą się na małym ogniu wodą rozpuścić w misce masło z pokruszoną czekoladą, dokładnie rozmieszać. Jaja ubić mikserem, stopniowo dodawać cukier i mąkę. Do masy jajecznej wmiksować przestudzoną czekoladę i wymieszać z pokruszonymi orzechami. Spód blachy (wielkości 60 x 35 cm) wyłożyć pergaminem, ciasto wlać na blachę. Wstawić do piekarnika rozgrzanego do 200 st. C, piec 18 - 20 minut.





Sałatka z makaronem ravioli



Poza pogodą, długimi dniami, wakacjami i ogólnie panującym dobrym nastrojem wśród tłumów ludzi codziennie przemierzających ulice mojego miasta, obecną porę roku – lato, lubię jeszcze (a może głównie?) z jednego powodu. W tym okresie przypada szczyt sezonu na większość warzyw i owoców. Są one przepiękne – ładniejsze nawet niż na obrazkach, w książkach czy broszurach zachęcających do ich spożywania. Niedaleko mojego rodzinnego domu jest bazar – ot, co – zwykły, jakich tysiące. Ale oprócz typowych budek z wszelkim możliwym do wyobrażenia sobie asortymentem, dużą część zajmują tak zwani straganiarze, czyli rolnicy, rozkładający skrzynki wzdłuż alejek, jeden obok drugiego, w kilku rzędach. O rany! Co oni tam mają i jak to wygląda! No nie da się przejść obojętnie. Przepiękne pomidory, nie tylko o typowym kształcie i czerwonym kolorze, ale także te niekształtne o mniej intensywnej barwie. Podobno „swojskie”. Obok pięknie prezentuje się sałata – cała skrzynka, ułożonych obok siebie główek. Nie zgniecionych! Położonych obok siebie każda. Papryka – czerwieni się błyszcząca, apetyczna, widać, że soczysta. A rzodkiewki – ze zdrowymi liśćmi, duże, twarde. Pyszne. Tuż obok mnie ktoś kupuje fasolkę szparagową. Żółtą. I naprawdę żółtą, a nie z domieszką szarości. Nie żółto-brązową, bo takie też się zdarzają. Kawałek dalej w alejce sprzedaje się owoce. Jabłka, które w drewnianych skrzynkach wyglądają dużo apetyczniej niż w papierowych przegródkach ułożone w supermarkecie. Wiśnie, czereśnie. Ale zapach – maliny przypominają o swojej obecności i tak się uśmiechają, gdy się koło nich przechodzi, że nie ma możliwości nie kupić. Są jeszcze morele, brzoskwinie. Okrąglutkie, czyste, całe, nie poobijane. Niektórzy sprzedają arbuzy – przekrojone, aby każdy mógł zobaczyć ten czerwony, słodziutki miąższ. Dla chętnych degustacja. Banany, a nawet papryczki chilli też można tam dostać bez problemu. Spacerując po tym bazarze, biorąc dorodne okazy do ręki często zastanawiam się co można wyczarować z tych pięknych warzyw i soczystych owoców. Tym razem przedstawiam Wam letnią, chrupiącą sałatkę, z dorodnych warzyw „bazarowych”, a także z małym ale konkretnym wsadem – makaronem nadziewanym mięsem. Sałatka jest chrupiąca za sprawą rzodkiewek, soczysta dzięki ogórkom i konkretna – przez makaron. Można się nią najeść, ale nie przejeść. Nie zapycha. Nie łączyłam jej żadnym sosem, gdyż nie lubię takich, ale lekki sos majonezowo – jogurtowy byłby idealny dla tego zestawienia!

Składniki:
• 100 g. makaronu ravioli z nadzieniem mięsnym
• 200 g. ogórka świeżego
• 200 g. rzodkiewek
• 200 g. papryki (może być konserwowa)
• pół pęczka szczypiorku


Makaron ugotować według przepisu na pakowaniu. Odcedzić. Ogórka pokroić w półplasterki, rzodkiewki w plasterki, a paprykę w kosteczkę. Wszystko wymieszać, po wierzchu posypać szczypiorkiem i jeszcze raz przemieszać.

Smacznego!



Chrupiące ciasteczka



Gdy człowiek wbije sobie coś do głowy, zapamięta lub w coś uwierzy, to żadna siła nie jest w stanie sprawić, by zdanie zmienił. Można się starać, męczyć, przekonywać ale nie. Bo on wie lepiej, bo już kiedyś to próbował i nie wyszło, bo ma przeczucie, bo to jest niemożliwe (albo względnie – pewne) i..moje ulubione: bo wszyscy tak sądzą. Tymi wszystkimi najczęściej okazuje się koleżanka, ewentualnie jakaś ciotka. A jeżeli jednak jakaś nieziemska siła sprawi, że człowiek zmieni swój pogląd, przyzna komuś rację i co gorsza – polubi tę odnowioną i zmienioną „starą” rzecz lub czynność – to jeszcze pozostaje przyznać się do tego, co wielu osobom sprawia niemałą trudność. A ponieważ gust zmienia się podobno co 7 lat, każdego z nas co najmniej raz już taka zmiana poglądów już dotknęła. W moim przypadku zmiana dotyczyła preferencji smakowych. Przez chyba 20 lat nie zbliżałam się nawet do gorzkiej czekolady – a dziś uwielbiam ją. Brokuły i brukselka mogły dla mnie nie istnieć, a teraz nie wyobrażam sobie obiadu bez któregoś z tych warzyw. Płatki owsiane i otręby – kiedyś – wiedziałam, że są, wiedziałam do czego się je używa, ale mleko wolałam ze słodkimi chrupkami, a pieczywa nie piekłam, żeby dosypać trochę otrąb czy płatków. Obecnie płatki owsiane obecne są w mojej diecie codziennie, nie tylko do śniadania ale jako dodatek dosypuję ich porządną ilość do wszelkiego rodzaju tworzonego przeze mnie pieczywa, a otręby……właśnie, co z nimi? Wyobraźcie sobie, że dodaję je do słodyczy. A dokładnie do ciastek. Dziwne? A jakie pyszne! I zdrowe. Otręby troszkę zmieniają smak ciastek, zwłaszcza w połączeniu z mąką pełnoziarnistą – na trochę orzechowy, trochę przytłumiający smak białego cukru, ale to nie oznacza, że ciastka są niesłodkie. Absolutnie nie – dosładza je czekolada, w której są zamaczane od spodu aż po brzegi. Bardzo ciekawa odmiana, oryginalne połączenie i na pewno zdrowsze niż ciasta zrobione z samej białej mąki. Przepis pochodzi z książki „Czekolada”.

Składniki (na 20 małych ciastek):
• 85 g masła
• 70 g. cukru
• 1 jajko
• 30 g otrąb
• 100 g mąki pełnoziarnistej
• 50 g mąki pszennej
• 1 ½ łyżeczki proszku do pieczenia

Ponadto:
• 120 g czekolady stopionej do obtaczania ciastek (dałam pół mlecznej i pół gorzkiej)


W misce utrzeć masło z cukrem na puszystą masę. Dodać jajko i rozetrzeć. Przesiać oba rodzaje mąki, proszek do pieczenia i otręby. Dodać do masy maślanej. Wymieszać. Wyrobić rękami ciasto. Z ciasta formować małe kulki, układać na blaszce i spłaszczać lekko widelcem. Piec w piekarniku rozgrzanym do temperatury 180 stopni, przez około 15 minut, aż będą złociste. Pozostawić do wystygnięcia.
Gdy ciastka będą już kompletnie zimne, zanurzać je w rozpuszczonej (na parze) czekoladzie, aby pokryć je od spodu i wokół krawędzi. Nadmiar czekolady powinien spłynąć do miski. Ciasteczka ułożyć na pergaminie stroną pokrytą czekoladą do góry. Pozostawić do wystygnięcia w chłodnym miejscu.

Smacznego!