WESOŁYCH ŚWIĄT



Moi Drodzy!

Dziś, w tak szczególny dzień chciałabym Wam życzyć przede wszystkim wesołych, spokojnych i rodzinnych Świąt. Przepełnionych wyjątkową, cieplutką atmosferą, radością, odpoczynkiem od codzienności i trudów, z którymi na co dzień się borykacie i dalekich od trosk!
Oczywiście, choć to jest pewne - życzę Wam także bogatego Mikołaja oraz absolutnego przejedzenia! To przecież jedyne takie Święta w roku!!!



- Marta

Muffinki z ananasem



Mam niezwykle mocno rozwinięte bodźce podprogowe. Wystarczy, że pomyślę o nieznośnym upale i duchocie, gdy w mroczny, zimny i wietrzny poranek muszę wyjść z domu do pracy i już jest mi lepiej. Cieplej. Jakoś milej. Podobnie odwrotnie – gdy na dworzu panuje niemiłosierny upał, a ja nie jestem w stanie się przed nim schować – przypominam sobie jesienne poranki, padający deszcz i przenikliwy wiatr. I od razu gorąco już tak nie doskwiera. Zimą lubię jeść lekkie posiłki, nieciężkie ciasta (choć te także uwielbiam, bez względu na porę roku), desery bez śmietany, a napoje piję prosto z lodówki. Pora roku ma niewielki wpływ na dobór posiłków, sposób ich przygotowania i podania. Oczywiście – gdy temperatura za oknem spada poniżej zera, lub oscyluje w jego okolicach, po powrocie do domu muszę się czymś rozgrzać – wiedząc, że zaraz czeka mnie obowiązkowe bieganie. Wtedy sięgam po zupę. Gorącą. Parzącą w ręce i w podniebienie. Rozgrzewając się płynem, myślę o lecie, wysuszonych trawach, palącym słońcu, letnich owocach i o wszystkim tym, z czym się lato kojarzy – plaża, biały piasek, błękitna woda, hamak zawieszony gdzieś w cieniu pomiędzy dwoma egzotycznymi drzewami i ja – czytająca książkę, ubrana w biały kostium kąpielowy, z ogromnym, również białym kapeluszem na głowie, lekko owiewana przez gorące podmuchy wicherku, sączę przez słomkę drinka z palemką z wydrążonego ananasa. Istne Hawaje! Ale zaraz z marzeń wyrywa mnie uderzający w moje okno podmuch wiatru, zacinający deszcz o parapet i łyse gałęzie zahaczające o szybę gdy silniej powieje. A ja jeszcze na hamaku, jeszcze łyk tego drinka…. Co zrobić, żeby na dłużej zatrzymać się w iście wakacyjnym otoczeniu? Nic innego tylko upiec wakacyjne, letnie ciasto. Albo ciastka, łatwiej po nie sięgnąć. Albo muffinki – są takie urocze i zgrabne. Z pomocą przyszedł mi blog Moje Wypieki, w którym autorka zamieściła przepis na takie właśnie muffinki. Ananasowe. Letnie, hawajskie.
Muffinki są dość ciężkie, zawierają bowiem płatki owsiane, które nadają im konkretną strukturę. Wiadomo co się je. Nie są zbyt słodkie, chociaż na pierwszy rzut oka wydawałoby się, że będą mocno przesłodzone – ale nie. Są przyjemnie słodkie i mocno ananasowe. Naprawdę – owoce i sok dodany do ciasta dają niesamowicie intensywny smak, ananasy jednocześnie pozostają w swojej formie, nie rozpadają się, więc jedząc mięciutką muffinkę na pewno natrafimy na kawałki do pogryzienia. Brązowy cukier stanowi pyszną, chrupiącą skorupkę, będący kropką nad i w tym iście wakacyjnym wypieku! Polecam!



Składniki (około 14 muffinek – mnie wyszło 18 niedużych):
• 200 g mąki
• 120 g szklanki cukru
• 1 duże jajko
• 100 ml maślanki
• 80 ml syropu ananasowego (z puszki, po ananasach – dałam 100 ml)
• pół szklanki oleju
• 100 g płatków owsianych górskich
• 1,5 łyżeczki (płaskiej) proszku do pieczenia
• 3/4 łyżeczki (płaskiej) sody oczyszczonej
• 250 g ananasów z puszki, pokrojonych na kawałki (ja dałam 300 g)

Ponadto:
• cukier demerara
• płatki migdałowe (pominęłam)

W jednym naczyniu wymieszać suche składniki: mąkę, cukier, płatki owsiane, proszek do pieczenia oraz sodę. W drugim mokre: roztrzepane jajko, maślankę, syrop ananasowy i olej. Następnie połączyć zawartość obu naczyń, wymieszać tylko do połączenia się składników, wmieszać owoce.
Formę do muffin wyłożyć papilotkami. Nałożyć do nich ciasto. Z wierzchu posypać płatkami migdałowymi i cukrem demerara. Piec w temperaturze 190ºC przez około 25 minut. Wystudzić.

Kajmakowe brownie



Podobno dwa grzybki w barszcz to za dużo, rzadko komu udaje się upiec dwie pieczenie na jednym ogniu, a złapanie dwóch srok za ogon grozi murowaną katastrofą. Co za dużo to niezdrowo. Ha! A wcale, że nie! Nie – jeżeli chodzi połączenie brownie i karmelu. Taki miks musi być pyszny. Słodki, aż do przesady – choć gorzka czekolada w brownie równoważy karmel, jednakże sama czekoladowa część jest także słodziutka. Gdy mam ochotę na odrobinę szaleństwa, na rozgrzanie się w te chłodne dni, na ucieczkę psychiczną od codzienności i zanurzenie się po szyję w błogim lenistwie lub zaaplikowanie sobie najprzyjemniejszego na świecie zastrzyku energii sięgam po kawałek tegoż brownie.
Co mogę o nim napisać – jest przepyszne! Przesłodkie, mocno kremowe – jak to brownie ale jeszcze z aksamitnym karmelem, ciągnące i bardzo, bardzo długo zostawia smak w ustach. Pycha! Przepis z tej strony.



Składniki:
• 115 g masła
• 170 g gorzkiej czekolady
• 25 g kakao
• 3 jajka
• 200 g cukru (dałam mniej o ok. 50 g)
• 1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
• 140 g mąki
• 400-500 g kajmaku (może być kupny, albo gotowany samodzielnie)


W garnku, na małym ogniu, stopić masło, następnie dodać czekoladę i mieszać aż czekolada się rozpuści i połączy z masłem. Zdjąć z ognia i dodać kakao. Mieszać, aż kakao się dokładnie rozprowadzi i nie pozostaną żadne grudki. Następnie, po kolei dodawać jajka, miksując po każdym dodaniu. Wsypać cukier, ekstrakt waniliowy oraz mąkę (można dodać także orzechy jak ktoś chce). Zmiksować.
Do kwadratowej formy o średnicy 17 cm, wyłożonej papierem do pieczenia wyłożyć połowę masy brownie. Na nią, w niewielkich odległościach od siebie robić kleksy z kajmaku, zużywając 1/3 ilości. Końcówką noża rozprowadzić kleksy po całym cieście, robiąc nieregularne wzory. Następnie wyłożyć pozostałą połowę brownie i resztę kajmaku. Ponownie końcówką noża zrobić wzory. Ciasto włożyć do pierkanika rogrzanego do 175 stopni Celsjusza i piec przez 35 – 45 minut.



Karmelowe ciasto z polewą karmelowo - cytrynową



Ciasta babkowate, poza tym, że świeżutkie i mięciutkie są jedynie w dniu upieczenia mają taką zaletę, iż są lekkie. Nie zapychają, nie zaklejają buzi, przyjemnie się je konsumuje z kubkiem mleka. Ale jeżeli chodzi o smak…..to moim zdaniem babki nie mają go wyrazistego. Są dobre, owszem, słodkie, ale mało konkretne. Chyba, że doda się do nich składnik, który jest mocny, konkretny i nadaje charakteru ciastu. Z pewną rezerwą podeszłam do ciasta, które ma w składzie karmel. Uwielbiam karmel, ale obawiałam się, że połączenie tej ekstremalnej słodyczy z ucieranym, babkowatym w strukturze ciastem będzie dla mnie niezjadliwe. Jaka była moja pomyłka, gdy spróbowałam je zaraz po ostygnięciu. Słodkie, owszem – ale wyraźnie karmelowe, nie mdłe. Karmelowe. Przyjemnie miękkie, zachowujące świeżość nawet do trzech dni po upieczeniu. A polewa – kwaskowata, przyjemna. Ciasto do powtórzenia. Bez kremu, bez nadzienia, bez problemu. Wielbiciele babek będą zachwyceni. Przepis spisany gdzieś z Internetu.


Składniki:

Karmel:
• 240 g cukru
• 120 ml wody
• 240 ml wody (dodatkowo, do zatrzymania procesu karmelizacji cukru)
Ciasto:
• 100 g masła
• 240 g cukru
• 1/3 łyżeczki soli
• 1/3 szklanki karmelu (dałam więcej – pół szklanki)
• 2 jajka
• 270 g mąki
• ½ łyżeczki proszku do pieczenia
• 200 ml (szklanka) mleka

Polewa:
• 120 g masła
• 100 g cukru pudru
• 40 ml śmietany kremówki
• Ekstrakt waniliowy
• 4 łyżki karmelu (przygotowywanego do ciasta)
• sól do smaku
• sok z cytryny


Przygotować karmel: Do rondelka o grubym dnie wsypać cukier i wlać 120 ml wody. Zagotować i gotować aż cukier się rozpuści i powstanie bursztynowy karmel. Nie mieszać (jedynie potrząsać garnkiem), aż karmel uzyska bursztynowy kolor. Następnie bardzo powoli wlać pozostałą wodę (uwaga pryska!) i mieszając rozpuścić kryształki karmelu i gotować na niewielkim ogniu, aż syrop zgęstnieje. Zdjąć z ognia, odstawić.

Aby przygotować ciasto należy w dużej misce utrzeć masło na puszysty krem. Dodać cukier, sól i dalej ucierać. Stopniowo dolewać karmel, cały czas miksując aż mikstury się dobrze połączą. Dodawać po jednym jajku nie przerywając miksowania.

Przesiać mąkę z proszkiem do pieczenia.

Do masy jajeczno karmelowej wsypać 1/3 ilości mąki, zmiksować. Następnie wlać połowę mleka, znowu zmiksować. Gdy masa się połączy, wsypać kolejną 1/3 mąki, następnie wlać mleko, miksując po każdym dodaniu i na końcu dodać ostatnią część mąki.

Ciasto przełożyć do tortownicy o średnicy ok. 22 cm wyłożonej papierem do pieczenia i piec w piekarniku rozgrzanym do 180 stopni Celsjusza przez około 50 minut (do suchego patyczka). Po tym czasie ciasto wyjąć, ostudzić.

Przygotować polewę: W garnuszku rozpuścić masło, gotować aż zbrązowieje, wystudzić. Gdy będzie już zimne dodać pozostałe składniki i zmiksować. Polewa powinna być gęsta, więc niewykluczone, że podana ilość cukru będzie zbyt mała, warto jest mieć go pod ręką, aby regulować konsystencję. Gdy okaże się, że polewa jest za gęsta – wystarczy dodać roztopione masło, lub rozrzedzić odrobina mleka. Polewę równomiernie rozprowadzić po wystudzonym cieście i odstawić do zastygnięcia.

Smacznego!

Wytrawne, serowe krakersy



Akurat tak się składa, że istnieją takie dni, w których nie mam ochoty na słodycze. Oczywiście nie jest ich dużo, nie są to całe dni, a jedynie część dnia, ale zawsze. Jestem także w stanie zrozumieć innych, którzy przychodzą do mnie z wizytą i nie mają ochoty na czekoladę, batoniki, słodkie ciasta czy ulepkowate desery. Co wtedy robię? Słone, pikantne i aromatyczne krakersiki. Mieszczące się w dłoni, chrupiące, lekko twardawe. I przede wszystkim niesłodkie. Zamiast popcornu do filmu, zamiast chipsów do książki, zamiast paluszków do piwa. Można dowolnie modyfikować smaki posypując je dowolnymi przyprawami. I należy pamiętać, aby nie piec zbyt długo, żeby się nie przypaliły. Zdecydowane polecam. Z podanej porcji wychodzi jedna blacha tych przysmaków, więc akurat jest to porcja na jeden raz :-) Przepis wzięłam stąd.


Składniki:
• 130 g ostrego żółtego sera
• 120 g mąki
• 20 ml mleka
• 80 g masła
• 5 g (łyżeczka) soli – dałam dwa razy więcej
• 10 g (łyżka) cukru – ja dałam połowę mniej
• Ulubione przyprawy – u mnie ostra papryka, czosnek granulowany i zioła prowansalskie


Ser zetrzeć na tarce o małych oczkach, dodać mąkę, mleko i masło, wyrobić ciasto i włożyć do lodówki na co najmniej 30 minut. Następnie ciasto rozwałkować na grubość kilku milimetrów, wykrawać dowolne kształty, posypać każdy krakers przyprawą i włożyć na blachę wyłożoną papierem do pieczenia. Gotowe krakersiki piec w piekarniku rozgrzanym do 180 stopni Celsjusza przez około 20 minut (należy sprawdzać, czy za bardzo się nie przypalają).


Smacznego!