Bajaderki



Pisałam już Wam, że codzienna powtarzalność czynności jest zbawienna dla mojej psychiki. Gdy wiem co mnie czeka i czego mogę się w niedługim czasie spodziewać łatwiej mi wszystko załatwić, przygotować się do działania i spokojnie wyczekiwać następnego dnia. Wiecie również, że jedyne miejsce, w którym monotonia mi przeszkadza to…kuchnia. Ciężko mi jest jeść przez więcej niż dwa dni to samo, a regularne powtarzanie kilku potraw przez nawet niedługi czas wywołuje u mnie bunt, niechęć i koszmarne znudzenie. Połączenie tego z moim uwielbieniem do pieczenia powoduje, że dużo gotowych wypieków leżakuje w szafkach, lodówce lub zamrażarce. Upiekłam je, spróbowałam je, oceniłam i już. Do zjedzenia później. Ale kiedy będzie to później, skoro ja ciągle robię coś nowego? Ile czasu zamrożone ciasta i ciastka są w stanie przetrwać w zamrażarce? Jak długo w zamkniętym pojemniku mogą czekać owsiane ciastka? Na szczęście, mój problem sam znalazł rozwiązanie. Bajaderki. Ciastka z resztek. Z zakalców, z zapomnianych babeczek, z przyschniętych babek. Coś kiedyś o nich słyszałam, gdzieś czytałam przepis, coś pamiętałam. Ale nie do końca. Poszukałam, poczytałam i znalazłam. Oparłam się na tym przepisie choć sama wprowadziłam kilka zmian.
Ciastka są bardzo dobre. Miękkie, mocno czekoladowe, ale z nutą kwaskowych wiśni i alkoholu Amaretto. Wykonanie – banalne. Jeżeli macie rozmrożone kawałki ciast, wszystko zajmie 10 minut. Niestety potem należy ciastka schłodzić i obtoczyć, ale im mniejsze kulki zrobicie, tym szybciej będą gotowe. Jeżeli ktoś lubi naprawdę ekstremalnie słodkie słodycze, może sypnąć odrobinę cukru lub miodu, ja jednak zrezygnowałam z niego całkowicie na rzecz dużej ilości dżemu wiśniowego i alkoholu. Bajaderki są bardzo miękkie, wręcz kremowe (a dałam kilka ciastek owsianych), u mnie – w czekoladowej wersji, ale myślę, że gdybyście użyli składniki bez czekolady, zrezygnowali z kakao i zastapili krem czekoladowy w składzie jakims jasnym kremem, to bajaderki w wersji jasnej byłyby równie pyszne! Dzięki dodatkowi alkoholu przyjemnie szczypią w język, zabijając mdłość i słodycz. Dałam dżem z całymi wiśniami - prawie ich nie czuć w masie, ale czasami można natknąć się na większy kawałek owocu, co tylko dodaje bajaderkom dekadencji!



Składniki (z moimi porządnymi modyfikacjami):
• 800 g ciastek, ciast, babeczek, muffinek, herbatników – jednakże bez kremu i bez żelatyny (autorka zaleca jeszcze ominąć ciasta z owocami, ja jednak dałam dżem z kawałkami owoców i wszystko wyszło pyszne)
• 30 ml mleka
• 60 g masła
• ewentualnie: cukier do smaku
• 70 ml Amaretto
• 1 słoik (ok. 400 g ) dżemu, najlepiej kwaskowatego – typu wiśniowy
• dowolne bakalie (łącznie pół szklanki – mogą być orzechy, rodzynki (wcześniej namoczone), żurawina)
• ok. 60 g mleka w proszku (do zagęszczenia masy, gdyby była zbyt rzadka)
• 4 łyżki kremu czekoladowo – orzechowego do smarowania
• 30 g kakao
• wiórki kokosowe


W dużej misce pokruszyć na drobne kawałki ciastka.
Mleko zagotować z masłem i kakao. Lekko przestudzić i dodać do ciastek. Dolać Amaretto i wymieszać dokładnie. Dodać dżem, krem czekoladowo – orzechowy, bakalie i wszystko dokładnie wymieszać. Jeżeli masa jest rzadka – należy dosypać tyle mleka w proszku, by ostatecznie ciężko było ją mieszać, by była mocno zwarta. Masę można schłodzić (gdyby nadal była zbyt rzadka do formowania kulek) lub od razu uformować z niej kuleczki, dowolnej wielkości. Obtoczyć je w wiórkach koksowych i schłodzić w lodówce, by stężały (około dwóch godzin).

Smacznego!



Blok czekoladowy



Czasami mam ochotę sprawdzić smak produktów i potraw teoretycznie w dzisiejszych czasach niedostępnych, które za czasów mojego wczesnego dzieciństwa były bardzo powszechne i bardzo lubiane – bo jedyne. Na przykład wyroby czekoladopodobne, czekolada przygotowywana z mleka w proszku, lody Bambino czy cukierki karmelki w metalowych puszkach. Niektóre można i dzisiaj dostać, trzeba tylko porządnie poszukać. Ja poszukałam, ale nie w sklepie, a w opowieściach Rodziców i w zeszycie Mamy, w którym zgromadzone są przepisy sprzed naprawdę ładnych kilkunastu lat. Szukałam, patrzyłam, zglądałam i – również dzięki Mamie, która nie mogła się go nachwalić – zdecydowałam się na blok czekoladowy. Miał zastępować czekoladę w czasach, gdy nie była ona dostępna. Czy miał odejść w zapomnienie, gdy słodycze stały się tak powszechne jak są dzisiaj? Ale dlaczego coś tak dobrego i jednocześnie oryginalnego miałoby zniknąć kojarzone jedynie z mało przyjemnymi zamierzchłymi czasami? Na szczęście bloki czekoladowe pojawiają się na blogach, ale jednym z ich składników jest mleko w proszku i kakao – mój natomiast nie ma mleka w składzie, kakao jedynie dla podkreślenia smaku, a dwoma odmiennymi składnikami są jajka i budynie czekoladowe.
Co mogę napisać o tym wyrobie? Pyszny. Dość miękki, ale nie rozpadający się. Na tyle twardy, że spokojnie można go kroić nożem. Czekoladowo – kakaowy, słodki, ale nie przesłodzony i nie zapychająco czekoladowy. Niestety ma na tyle wyważone proporcje smakowe, że nie ma problemu ze zjedzeniem całej blachy na raz. Obowiązkowo z herbatnikami, ale można dodać wiórki kokosowe, suszone owoce, orzechy – lub co kto chce!



Składniki:
• 600 g herbatników (6 paczek)
• 200 g masła
• 250 g cukru (można więcej dla lubiących mocno słodkie desery)
• 3 jajka
• 2 budynie czekoladowe bez cukru
• 30 g kakao (niekoniecznie, dla podkreślenia smaku)
• ekstrakt lub aromat waniliowy


Połowę herbatników zetrzeć na tarce na proszek (lub rozdrobnić w food procesorze), drugą połowę pokruszyć na kawałki.
W garnku o grubym dnie (postawionym na innym garnku gotującą się i parującą wodą) rozpuścić masło, dodać cukier i jajka. Rozmieszać. Dodać budynie i mieszać na parze przez około pół godziny, aż masa wyraźnie zgęstnieje. W między czasie należy spróbować masę, by w razie potrzeby dosypać kakao albo cukru. Dodać aromat. Gdy masa będzie gęsta, zestawić garnek z pary i wsypać herbatniki. Wymieszać dokładnie, choć ostrożnie – by kawałki herbatników się jeszcze bardziej nie pokruszyły. Mieszanie będzie bardzo ciężkie, ale trzeba zrobić to porządnie. Gotową masę wyłożyć do naczynia wyłożonego folią spożywczą, lub papierem do pieczenia, wyrównać wierzch, przykryć (by nie chłonęła obcych zapachów) i włożyć do stężenia na co najmniej 4 godziny (choć najlepiej na całą noc) do lodówki.

Smacznego!