Piaskowe ciasto z Nutellą i kawową polewą



Babka piaskowa lub babka ucierana? Tak – ale tylko zaraz po wyjęciu z piekarnika, najlepiej jeszcze na ciepło i z grubą warstwą polewy. Torty? Mhm, ale bez owoców, z małą ilością kremu – nie maślanego ani nie z bitej śmietany, placki ciasta nie nasączone, ale też nie suche. Najlepiej niebiszkoptowe. Ciężko mnie zadowolić. Chociaż, gdy ciasta przygotowuję sama – wiem co i w jakiej ilości dodać, by efekt końcowy był przynajmniej zadowalający. Zwykle udaje mi się sprostać tej niełatwej sztuce jaką jest zaspokojenie wymagań mojego podniebienia, choć zdarzają się wyjątki. Niestety, nie zawsze potrafię osiągnąć efekt wizualny taki jak wzór, na którym się wzoruję, choć mogę spokojnie napisać, że bardzo często smak rekompensuje wszystko! Wina w tym jest moja – zwykle wydaje mi się, że nadzienia jest zbyt mało i pakuję więcej niż trzeba, dlatego ciasto nie zawsze wyrasta, środek się rozlewa, miesza z pozostałymi składnikami i traci na wyglądzie. Ale na smaku….zyskuje. Więcej nadzienia – więcej aromatów, esencji i istoty ciasta – przynajmniej tego.
Taka właśnie jest ta babka – pyszna, wilgotna, aromatyczna i słodka, ale….ciężka. Nadzienie, którego dałam więcej niż trzeba – opadło na dno, choć na szczęście nie wypłynęło. Nadzienie, ba – w zasadzie powinnam napisać Nutella bo w istocie tylko ona stanowi nadzienie i nadaje sens, odmienność i zdecydowany smak tej, bądź co bądź – dość pospolitej babce. Kremu czekoladowego dałam dużo – z premedytacją, aby był wyczuwalny, aby było go mocno czuć, aby nawilżył ciasto. Samo ciasto jest zwykłe – klasyczna babka, bez udziwnień, utrudnień czy modyfikacji.
Na wierzch dałam polewę kawową – mocną, o wyrazistym smaku kawy, ale bardzo słodką. Wszystko razem bardzo dobrze się komponuje, jest pyszne, ale ciężkie. Klejące, zapychające i słodkie – dzięki czemu jeden kawałek wystarcza. Ale nie na długo bo uczucie w ustach smaku waniliowej babki, z czekoladowym, gęstym kremem a na końcu polewą intensywnie kawową sprawia, że choć mamy już dość słodyczy – sięgamy po kolejny, przepyszny kawałek. Przepis z jednego z zagranicznych blogów.



Składniki:
• 250 g mąki
• 5 g proszku do pieczenia
• ¼ łyżeczki soli
• 4 jajka
• 10 ml ekstraktu waniliowego (2 łyżeczki)
• 250 g masła
• 200 g cukru
• 450 g Nutelli (lub innego podobnego kremu)
Polewa:
• 60 g cukru pudru
• 20 ml mocnej kawy


W niewielkiej miseczce lekko zmiksować jajka z wanilią. Nie ubić, ale spienić. Odstawić.
Mąkę przesiać z proszkiem do pieczenia i solą. Odstawić.
W naczyniu (lub misie miksera) zmiksować masło z cukrem na puszystą, jasną masę – około 3 minut. Następnie partiami, na cztery razy, dodawać spienione jajka, miksując bardzo dobrze po każdej części. W trzech partiach dodać mąkę, również miksując dokładnie każdą dodaną partię, by nie było żadnych grudek, ani nierozbitych części ciasta.
Nutellę lekko rozmieszać (by łatwiej było go nakładać na ciasto)
Foremkę na ciasto (u mnie 23 cm x 8 cm) wyłożyć papierem do pieczenia. 1/3 ciasta wylać na spód foremki. Posmarować je połową kremu i na niego wylać kolejną 1/3 ciasta. Dokładnie pokryć całą powierzchnię i ponownie wyłożyć drugą połowę kremu. Na krem wyłożyć ostatnią 1/3 pozostałego ciasta. Wyrównać powierzchnię, wstawić do piekarnika nagrzanego do 160 stopni Celsjusza i piec przez godzinę, do tzw. suchego patyczka. Wyjąć, zostawić do przestygnięcia w formie przez około 30 minut, następnie wyjąć z foremki i całkowicie wystudzić.
Aby przygotować polewę należy utrzeć (najlepiej wypukłą częścią łyżki) kawę z cukrem pudrem na gładki, ale bardzo gęsty krem – jak lukier. Polać nim ostudzone ciasto, zostawić do zastygnięcia polewy i podawać.

Smacznego!



Precelki nadziewane masłem orzechowym



Jednym z moich największych grzechów i nawyków, których nie mogę się pozbyć jest podjadanie. Nie potrafię – wyjmując jedną rzecz z lodówki – nie skubnąć czegoś przygotowanego wcześniej, schładzanego. Gdy przechodzę obok ciasteczek stojących na wierzchu – zawsze ułamię choć kawałek. Bo rzeczywiście – całego, dużego ciastka na raz nie zjem, ale po kawałeczku już tak. Na szczęście czekolady mam schowane w szafce, co wymaga ode mnie konieczności otworzenia jej, wyjęcia koszyczka z nimi i zdecydowania na jaki smak mam akurat ochotę. A to łącznie daje bardzo dużo czynności, które wykraczają poza termin „podjadanie”. Starałam się z tym walczyć, ale im bardziej zabraniałam sobie skubnięcia czegoś w między czasie, tym bardziej nie mogłam się przed tym opanować. Walka była bardzo nierówna – przegrałam z kretesem w ekspresowym tempie. Teraz już nie robię takich eksperymentów, bo tylko się denerwuję i stresuję niepotrzebnie. W zamian za to – przygotowuję małe ciasteczka, takie na jeden raz – właśnie do włożenia do ust na raz, gdy ma się ochotę na coś niesprecyzowanego. Nic konkretnego, nie do najedzenia, nie do zagłodzenia – po prostu do pogryzienia. Trzymam je w miseczce na blacie, koło którego średnio przechodzę około 87 razy dziennie. I wiecie co? Wcale nie rzucam się na nie – są pyszne, ale nie mam takiej ogromnej potrzeby aby ciągle coś jeść – bo wiem, że mogę. Nie mam zamiaru jeść na siłę, a szkoda, bo te ciasteczka są przepyszne.
Słodko – słone, chrupiące i miękkie zarazem. Najpierw przebijam się przez warstwę deserowej czekolady, która przyjemnie chrupie, następnie dostaję się do również chrupiącego słonego precelka, by na końcu zanurzyć zęby w kremowym nadzieniu z masłem orzechowym w roli głównej. I to w efekcie 2D bo od spodu jest dokładnie tak samo – pyszna czekolada, słony precelek i słodko-słone nadzienie. Precelki wcale nie miękną, utrzymują fason, twardość i smak, a nadzienie i czekolada nie rozpuszczają się pod wpływem temperatury panującej ostatnimi dniami w pomieszczeniach. Spokojnie można takie co-nieco wziąć do ręki i bez zbędnych ceregieli spokojnie zjeść. A potem sięgnąć po następnego precelka i jeszcze jednego. Nie zasłodzą. Nie są aż tak słodkie. Przyjemna odskocznia w jedzeniu słodkich ciast i batoników popijanych słodzoną kawą….. Zdecydowanie polecam! Przepis stąd.



Składniki:
• 250 g masła orzechowego
• 20 g masła
• 100 g cukru pudru
• 150 g cukru brązowego
• 100 g czekolady deserowej
• około 50 sztuk małych precelków


W misce ubić masło orzechowe z masłem na gładką, puszystą i jednolitą masę. Następnie dodać cukry i ponownie bardzo dokładnie zmiksować. Masa powinna być na tyle gęsta, by można było w dłoniach uformować z niej kuleczki. Jeżeli okaże się zbyt rzadka – należy dodać cukru pudru, gdy zbyt gęsta – rozrzedzić masłem orzechowym.
Na papierze do pieczenia, wyłożonym na płaskiej blasze do pieczenia, lub dużej desce (ewentualnie talerzu) ułożyć połowę precelków. Z masy nabierać porcje wielkości łyżeczki do herbaty, formować w dłoniach (można je wpierw zmoczyć) kulki i kłaść – lekko przyciskając – na przygotowanych precelkach. Po wyczerpaniu całej masy na każdą kulkę kłaść drugiego precelka, wciskając go porządnie w masę. Tak przygotowane ciasteczka schłodzić w lodówce kilka godzin, lub wstawić na pół godziny do zamrażalnika.
W między czasie czekoladę rozpuścić na parze i zostawić do lekkiego przestygnięcia. Każde ciastko maczać do połowy w czekoladzie i odstawić do zastygnięcia. Na ten czas najlepiej włożyć je do lodówki, potem można przechowywać poza nią.

Smacznego!





Sernik tiramisu



Nie ma takiej temperatury powietrza, która byłaby dla mnie zbyt wysoka. Zwykle jestem zdania, że termometr wskazuje zbyt mało kresek, by móc wyjść ubranym tak jak większość ludzi ubiera się w danej temperaturze. Ja muszę założyć na siebie przynajmniej o jedną warstwę więcej. A gdy temperatura powietrza przekracza 30 stopni, nie ma wiatru ani żadnych obłoczków na niebie, które mogłyby dać odetchnąć od nieustannie prażącego słońca – ja dopiero wtedy czuję, że żyję. Uwielbiam czuć jak promienie ogrzewają moje plecy, jak łapią mnie za ręce, jak padają mi do nóg. Bo ja zakładam letnie sukienki, krótkie spodnie, lekkie bluzki dopiero wtedy, gdy inni chowają się gdzie tylko mogą przed duchotą. Gdy dla innych upał jest poważną przeszkodą w normalnym funkcjonowaniu, gdy nawet wiatraki i klimatyzacje nie dają sobie rady z obniżeniem temperatury. Kocham taki stan. Ale poszukuję jednak małej równowagi – rzeczy, które jem, muszą być schłodzone. I konkretne. Sałatki, ryby, zimne napoje, budynie – wszystko zimne. Wszystko wtedy inaczej mi smakuje. A serniki prosto z lodówki są absolutną poezją! Uwielbiam w upalny dzień zjeść kawałek zimnego, konkretnego i słodkiego sernika. Ciężkiego, o wyraźnym smaku. Jeden kawałek, który starczy na długo. Kawałek który starczy na jakiś czas, po którym wiem, że zjadłam ciasto. Taki oto jest poniższy sernik. Miał być tiramisu z wyraźnie widocznymi herbatnikami, ale cóż….lekko się wtopiły w tło…..
Ciasto jest pyszne. Dla wielbicieli amaretto i czekolady. Jest ciężkie i bardzo konkretne. Nie zapycha, nie zasładza – dzięki alkoholowi i kawie, która jest obecna w prawie każdej warstwie. Cały sernik jest niezwykle miękki, wręcz kremowy – zarówno spód ciasta jak i warstwa ciasta są lekko maziste, ale bardzo dobrze utrzymują kształt – nie ma obaw o rozpadnięcie się ciasta w trakcie przekładania z patery na talerzyk. Naprawdę bardzo polecam, ciasto jest pyszne, choć nie widać, by takie było. Szczególnie w stosunku do przepisu, na którym się wzorowałam.


Składniki:

Spód:
• 65 g ciemnej czekolady
• 2 łyżeczki kawy rozpuszczalnej w proszku
• 1 łyżka likieru Amaretto
• 65 g miękkiego masła
• 50 g drobnego cukru
• 1 jajko
• 40 g mąki
• 14 - 16 podłużnych biszkoptów

Do nasączenia biszkoptów:
• 10 g (2 płaskie łyżeczki) żelatyny w proszku
• 60 ml wody
• 20 g kawy rozpuszczalnej w proszku
• 20 ml likieru Amaretto

Masa serowa:
• 750 g sera śmietankowego lub gładkiego twarożku
• 250 g sera mascarpone
• 300 g cukru (dałam 200 g)
• 30 g mąki ziemniaczanej
• 5 jajek
• 100 ml śmietanki kremówki
• 2 łyżeczki ekstraktu z wanilii
• 20 ml likieru Amaretto

Wierzch:
• 300 g gęstej, kwaśnej śmietany 18%
• 30 g cukru
• 10 g kawy rozpuszczalnej w proszku
• 20 ml likieru Amaretto


Czekoladę roztopić w kąpieli wodnej. Ostudzić. W malutkim garnuszku podgrzać likier i rozpuścić z nim kawę. Odstawić do wystygnięcia.
W oddzielnej misce masło utrzeć z cukrem na puszystą, jasną masę. Jajko dobrze ubić. Na zmniejszonych obrotach miksera połączyć utarte masło z ostudzoną czekoladą, następnie z przesianą mąką, a na koniec z ubitym jajkiem oraz rozpuszczoną kawą. Gładką masę przełożyć do wyłożonej papierem do pieczenia tortownicy o średnicy około 25 cm, wyrównać powierzchnię i ułożyć biszkopty wciskając je do połowy w masę. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 175 stopni Celsjusza, piec przez 8 minut. Po wyjęciu z piekarnika odczekać aby spód zastygł.
W między czasie żelatynę zalać 10 ml chłodnej wody i odstawić na 5 minut. W rondelku zagotować 50 ml wody i rozpuścić w niej kawę, zdjąć z ognia, dodać żelatynę i mieszać aż żelatyna całkowicie się rozpuści. Wymieszać z likierem, ostudzić i odczekać około 15 minut, aż troszkę zgęstnieje. Nasączyć biszkopty, odstawić.
Do misy miksera włożyć twarożek razem z serem mascarpone i mąką. Ucierać przez około 2 - 3 minuty na średnich lub niskich obrotach miksera, aż masa będzie gładka. Stopniowo dodawać cukier, cały czas miksując na małych obrotach miksera (starając się nie napowietrzać masy przez zbyt szybkie miksowanie). Wbijać kolejno jajka miksując przez około 30 sekund po każdym dodanym jajku. Na koniec zmiksować ze śmietanką, ekstraktem z wanilii i likierem Amaretto. Masę delikatnie wylać na spód, wyrównać powierzchnię i ustawić na kratce piekarnika w środkowej jego części. Piec przez 15 minut, następnie zmniejszyć temperaturę do 120 stopni i piec przez kolejne 90 minut, do czasu aż masa serowa się zetnie (środek może pozostać nieco luźniejszy).
W naczyniu wymieszać z cukrem śmietanę. W garnuszku rozpuścić kawę w gorącym likierze Amaretto i ostudzić. Pozostawić około 2 łyżeczki kawy do zrobienia wzorków, resztę wymieszać ze śmietaną. Sernik wyjąć z piekarnika i rozprowadzić na nim śmietanę równą warstwą, nałożyć łyżeczką odłożoną kawę i rozsmarować ją na powierzchni śmietany tworząc fantazyjny wzór. Wstawić z powrotem do piekarnika na 15 minut. Sernik wyjąć z piekarnika i ustawić na kratce, ostudzić. Gdy będzie całkowicie zimny, zdjąć obręcz i wstawić do lodówki na całą noc.

Kajmakowo-bananowo-piankowe ciasto



Czasami piekę takie ciasta, które jem, jem i nie mogę zjeść. Nie dlatego, że są tak niedobre, z ogromnym zakalcem albo tak monstrualnych rozmiarów – nie, czasami są po prostu zbyt słodkie. Chociaż zwykle zmniejszam ilość cukru w wypiekach i wiem mniej – więcej czy podana w przepisie ilość nie jest zbyt hojna to potrafię wybrać ciasta, desery, batoniki czy ciastka, w których nie da się cukru odjąć, bo go nie ma w ogóle, a pomimo wszystko są absolutnie ekstremalnie słodkie. Ale to jest zupełnie inna słodycz – słodycz karmelu, kajmaku, mleka skondensowanego lub miodu. Każda z nich jest inna i bardzo, bardzo słodka! Bardzo lubię, gdy w przepisie zamiast cukru występuje jakiś zamiennik, który – nie ma co ukrywać – zmienia smak ciasta :-) A jeżeli można przy okazji skubnąć trochę miodu, mleka słodzonego….mmmm…… I w związku z moją absolutną miłością do zamienników cukru powstają w mojej kuchni wypieki tak słodkie, że aby zjeść niedużą ich ilość – potrzeba naprawdę kilku dni.
Tym razem jednak chyba przesadziłam – ciasto z każdą warstwą przesłodką. Spód – ciasteczkowy, potem banany, kajmak, na dodatek połączony ze słodzonym mlekiem skondensowanym i pianki marshmallows. O matko! Ale słodkie! Ale dobre! Cóż mogę o tym deserze napisać – poza tym, że naprawdę mocno zasładza. Uzależnia – każda warstwa się bardzo dobrze ze sobą komponuje, struktura jest podobna – jedynie lekka warstwa orzechów jest odmianą od miękkiej, lepkiej masy ciasta. Pianki marshmallows naprawdę się ciągną jak ser, kajmak z mlekiem skondensowanym – zapycha (pozytywnie!), banany – jak to banany – nadają słodyczy, ale takiej specyficznej – bananowej. Warto spróbować, szczególnie gdy będziecie mieli ochotę na coś ekstremalnie słodkiego! Przepis z tej strony.



Składniki:

• 150 g herbatników lub ciasteczek Digestive
• 50 g masła
• 200 g solonych orzechów arachidowych
• 120 g czekoladowych markizów z mlecznym nadzieniem
• 300 g bananów (około 3 sztuk)
• 400 g mleka skondensowanego słodzonego
• 300 g kajmaku
• 90 g pianek marschmallows


Ciastka Digestive (lub herbatniki) pokruszyć w misce. Masło stopić i dodać do ciastek. Wymieszać, aby powstała konsystencja mokrego piasku. Gdyby masa była zbyt sucha – dodać roztopione masło. Tak przygotowany spód ciasta przełożyć do wyłożonej papierem do pieczenia formy (u mnie kwadrat o boku 17 cm), wylepić dno i ugnieść. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 175 stopni Celsjusza i piec przez około 12 minut. Wyjąć, wystudzić.
Markizy pokroić na mniejsze kawałki (ale nie pokruszyć) zachowując ich strukturę. Banany obrać i pokroić na plasterki o grubości około 0,5 cm.
Mleko skondensowane słodzone z kajmakiem w mieseczce – dokładnie wymieszać. Jeżeli masa nie będzie chciała się połączyć – można ją lekko podgrzać, wtedy nie powinno być z tym problemu.
Na wystudzony ciasteczkowy spód ciasta wysypać pokrojone markizy, potem wysypać warstwę orzechów i na nie ułożyć plasterki bananów. Wszystko zalać mieszanką kajmakową i wstawić do piekarnika rozgrzanego do 175 stopni Celsjusza na 25 minut. Ostudzić.
Gdy ciasto stygnie - pokroić pianki mrschmallows na mniejsze kawałki i posypać nimi wystudzone ciasto. Wstawić je jeszcze na dosłownie 2 minuty do piekarnika nastawionego na funkcję „grill” i jak pianki się roztopią – wyjąć i wystudzić całkowicie. Przed pokrojeniem schłodzić, najlepiej całą noc w lodówce, wtedy nie będzie problemów z utrzymaniem wyglądu ciasta w trakcie krojenia.



Eklerki z kremem kawowym





Pamiętam jak kilkanaście klat temu Mama zabierała mnie do cukierni na ciastko. Zawsze mogłam wybrać tylko jedno na raz, co przyprawiało mnie nierzadko o ból głowy – nie mając pojęcia na które się zdecydować spośród kilkunastu dostępnych. A wszystkie były takie piękne! Dzisiaj nie pamiętam, które ciastko było moim ulubionym – wiem tylko, które zawsze omijałam. Pamiętam jak stałam przyklejona do lady analizując wzrokowo składniki ciastek i oczywiście ich wielkość. Bo ja chciałam największe, by móc jak najdłużej cieszyć się jego smakiem. A dzisiaj – na każdym rogu cukiernia, w której wybór ciastek jest jeszcze większy niż kiedyś, której rynkowym wyznacznikiem popularności jest cena, więc niestety też adekwatna do niej jakość sprzedawanych tam wyrobów. Ciastka sprzedawane tam cały czas robią wrażenie, pysznie wyglądają, ale niestety – poza kilkoma wyjątkami – już tak dobrze nie smakują. Dlatego też postanowiłam choć część sprzedawanych w cukierniach wyrobów zrobić w zaciszu domowym. Dla siebie – z odpowiednią ilością cukru, bez zbędnych aromatów, z czekoladą a nie wyrobem czekoladopodobnym, z nadzieniem, które mi smakuje, a nie cukiernikowi przygotowującemu te ciastka. Upiekłam eklerki – czyli wszystko to, czego nienawidzę w smaku. Ciasto ptysiowe i bita śmietana. Dla mnie połączenie nie do przejścia. Chyba nigdy nie zjadłam całej eklerki. Zawsze po jednym gryzie kończyłam. Nie byłam w stanie takiego połączenia przetrwać. I taka niechęć utrzymuje się do tej pory – jednakże, gdy przeczytałam składniki tych eklerek, pomyślałam, że trzeba wziąć byka za rogi – bowiem one mogą być pyszne. I takie też były. Ciasto parzone, niesłodkie, miękkie, lekko gumowate – typowe dla tego typu wypieków. Ale krem….poezja…..kawowy. Na bazie budyniu, a nie ciężkiej bitej śmietany. Mocno aromatyczny, ale i słodki. Posiada charakterystyczną dla wszelkich kawowych smaków gorycz, ale jest ona absolutnym atutem! Nadaje charakteru wypiekowi, niweluje słodycz i fantastycznie łączy się z suto polaną po wierzchu czekoladą. Prawdziwą. Nie polewą czekoladową z proszku, lub czymś czekoladopodobnym. Całość jest wspaniała. Naprawdę pyyyszna. Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie zmodyfikowała przepisu na swój gust – zredukowałam ilość śmietanki, zwiększyłam kawę i zmniejszyłam cukier. Wyszło pyszne. Lepsze niż z niejednej cukierni. Może dlatego, że kompletnie inne….?


Składniki (na około 8 eklerek):
Ciasto parzone:
• 2 jajka
• 1 żółtko
• 50 g masła
• 20 ml mleka
• 60 ml wody
• 15 g cukru
• 75 g mąki
• ¼ łyżeczki soli

Krem kawowy:
• 300 ml śmietanki kremówki (dałam połowę mleka, połowę śmietanki)
• 70 g cukru
• 1½ łyżeczki kawy rozpuszczalnej (dałam 2 bardzo czubate łyżeczki)
• 3 żółtka
• 20 g mąki ziemniaczanej
• 20 g masła
• ½ łyżeczki ekstraktu waniliowego

Ponadto:
• 100 g czekolady (mlecznej lub gorzkiej)
• 20 g śmietany kremówki
• Cukier puder do smaku (ja pominęłam)


Ciasto: W garnku połączyć masło, mleko, wodę, cukier oraz sól. Podgrzewając na niewielkim ogniu doprowadzić do wrzenia. Zdjąć z ognia i wsypać całą mąkę. Intensywnie mieszać, aż wszystko dokładnie się połączy i mieszanina będzie odchodzić od boku garnka. Z powrotem postawić garnek na gaz i mieszać zawartość, aż będzie błyszcząca i gładka. Następnie zdjąć z ognia, przestudzić (około 5 minut) i dodawać po jednym jajku – miksując po każdym dodaniu. Gdy ciasto będzie gęste, ale lejące, gładkie i jednolite – oznacza, że jest już gotowe (miksowanie z jakami powinno zająć około pół minuty). Tak przygotowane ciasto włożyć do rękawa cukierniczego i wyciskać podłużne paski (najgrubszą końcówką) długości około 10 cm, zachowując duże odstępy między sobą (ciasto bardzo rośnie) na blachę wyłożoną papierem do pieczenia. Piec w piekarniku nagrzanym do 210 stopni Celsjusza przez 15 minut, a następnie zmniejszyć temperaturę do 175 stopni i piec kolejne 8-10 minut. Gotowe ciastka powinny być złocisto-brązowe i bardzo wyrośnięte. Piekarnik wyłączyć. Po tym czasie eklerki należy wyjąć z piekarnika i w każdej zrobić dziurkę wzdłuż ciastka (nie będzie to trudne, bo ciastka są puste w środku), aby wypuścić powietrze i umożliwić sobie wszprycowanie do środka kremu. Tak przygotowane eklerki ponownie włożyć do wyłączonego piekarnika i z uchylonymi drzwiczkami suszyć przez około 45 minut. Następnie wyjąć i odstawić do całkowitego wystygnięcia.
Krem: W dużym garnku zagotować śmietankę (w moim przypadku połączenie jej z mlekim) z 55 g. cukru, solą. Gdy mieszanina będzie bardzo gorąca dodać kawę. Zagotować.
W między czasie żółtka utrzeć z resztą cukru (cukier powinien się rozpuścić, a żółtka zjaśnieć). Dodać mąkę ziemniaczaną i ponownie utrzeć do połączenia składników (około 30 sekund).
Bardzo powoli i ostrożnie wlewać zagotowaną miksturę do żółtek, cały czas mieszając. Przelać wszystko z powrotem do garnka i nadal mieszając gotować na małym ogniu, aż masa mocno zgęstnieje i pojawią się na niej pęcherzyki powietrza. Zdjąć z ognia, wmieszać masło i wanilię. Odstawić do ostudzenia do temperatury pokojowej – budyń powinien jeszcze zgęstnieć.

W miseczce, na parze rozpuścić czekoladę wraz ze śmietaną. Dokładnie wymieszać i dodać cukier puder – w zależności od preferencji smakowych zaczynając od łyżki, dokładnie mieszając po każdym dodaniu.
Gdy ciasto wystygnie, budyń osiągnie temperaturę pokojową i zgęstnieje przełożyć go do rękawa cukierniczego i nadziewać eklerki (poprzez wcześniej zrobioną dziurkę). Nadziane eklerki polać polewą czekoladową i odstawić do wystygnięcia.

Smacznego!