Ciastka nadziane ciastem



Czasami wydaje mi się, że wszystkie możliwości pieczenia ciast zostały już wyczerpane. Bo ile set, tysięcy istnieje modyfikacji ciast czekoladowych, ile dodatków można dodawać do ciast maślanych no i jak bardzo można udziwniać serniki? Wszystko ma pewne granice. Można bawić się konkretnymi produktami, które będą bardziej lub mniej trafionymi dodatkami ale nikt z pustego w próżne nie naleje – ciasto czekoladowe z owocami już kiedyś ktoś wymyślił i choćby nie wiem co, nic nowego z tym nie da się zrobić. Poza coraz to nowymi owocami. Na moim blogu także jest cała masa ciast bazujących na jakimś przepisie, które różnią się czymś malutkim, ale znacznie wpływającym na smak. Dlatego absolutnie nikogo nie krytykuję, nie uważam, że pieczenie kilku bardzo podobnych ciast i dodawanie ich na bloga nie ma sensu, wszak sama tak robię i uważam, że dzięki temu czytelnicy mają znacznie większy wybór – co danego dnia chodzi im po głowie. Orzechy? Proszę – ciasto z orzechami, maliny, wiśnie? Bardzo proszę… Mam nadzieję, że mój blog niedługo też będzie na tyle duży, że każdy znajdzie coś dla siebie.
Tym razem proponuję – na zasadzie kolejnych ciastek i kolejnego czekoladowego ciasta mix iście nietypowy, bowiem: ciasto w ciastku. Pyszne ciastko, na lekko ucieraną modłę, nadziane upieczonym kawałkiem brownie. Dziwne, prawda? Ale w smaku ciekawe – dość suche, wszak nadzienie jest pieczone dwa razy (najpierw jako zwykłe ciasto a potem jeszcze w ciastku), ale samo ciastko – pyszne. O specyficznym, takim słodko – czekoladowym smaku, chrupiące z zewnątrz, mięciutkie w środku. Z kawałkami czekolady, które ulegają rozpuszczeniu i zaraz po wyjęciu z piekarnika pysznie się ciągną. Pycha


Składniki:
• 50 g upieczonego wcześniej ciasta brownie
• 100 g masła
• 50 g białego cukru
• 50 g brązowego cukru
• 1 jajko
• 250 g mąki (plus trochę w zapasie)
• 1 łyżeczka soli
• 5 g sody oczyszczonej
• 60 g gorzkiej czekolady


Gotowe brownie pokroić na małe (o boku ok. 1 – 2 cm) kwadraciki.
Czekoladę posiekać na małe kawałki.
Mąkę, sól i sodę przesiać i wymieszać.
W misce utrzeć masło z cukrami na puszystą, jasną masę. Dodać jajko i dokładnie zmiksować. Wsypać mieszankę mączną i delikatnie zmiksować. Ciasto powinno być bardzo gęste (jeżeli kompletnie nie będzie dało się połączyć można dodać odrobinę mleka, jogurtu albo śmietany, a gdy będzie zbyt luźne – dodać mąkę). Następnie wsypać czekoladę i ponownie wymieszać (najlepiej robić do łyżką).
Ręce zwilżyć.
Odrywać kawałki masy wielkości piłeczki ping-pongowej, lekko rozpłaszać i na środek kłaść kwadracik brownie. Oderwać drugi, podobny kawałek masy, lekko go spłaszczyć i nim przykryć kwadracik i zlepić brzegi masy ciastowej dolnej i górnej, aby dokładnie obtoczyć brownie. Tak postępować z każdym ciastkiem. Odłożyć przygotowane ciasto na blachę, w dużych odstępach – ciastka rozlewają się na boki i piec w piekarniku nagrzanym do 175 stopni Celsjusza przez około 15 minut.
Ciastka rozlewają się na boki – ja w trakcie pieczenia otworzyłam piekarnik i nożem zgarnęłam rozlaną masę na wierzch ciastka – stąd te nieregularne kształty rozpuszczonej czekolady na wierzchu. Aby zrobić ładny, okrągły kształt ciastek należy zaraz po upieczeniu obkroić je dookoła czekoladowej niespodzianki.

Smaczego!




Bananowe ciasto z czekoladą i herbatnikami



Są takie rzeczy, które każdy, ale po prostu każdy w swoim życiu musi zrobić choć raz. Zaspać, zawalić pracę, ściągać na klasówce, bez skrupułów lenić się przez cały dzień, nie przyjść do pracy, lub szkoły z czystego lenistwa. Pójść na wagary. Jeść nocą. Mnożyć przykładów można bez końca, niektóre robiąc raz i dając spokój, a inne powtarzać z mniejszą lub większą regularnością. Jak sięgnę pamięcią, nawet nie tak bardzo odległą, mogę powiedzieć, że niektóre z powyższych i inne niewymienione działania zdarzało mi się z pełną premedytacją powtarzać kilka razy. A co tam, życie jest zbyt krótkie, by być niepowtarzalnym i wspaniałe chwile tylko wspominać nie starając się ich ponownie wprowadzić w życie. Jedynie w ciastach staram się być za każdym razem oryginalna. Nie lubię ich powtarzać, piec ponownie – bo wiem już jak smakują, a tyle jeszcze przede mną nieodkrytych smaków! Oczywiście są wyjątki, ale na wyraźne czyjeś życzenie. Dla siebie to nie. Nawet jeżeli piekę podobne ciasta, różniące się niewielkimi detalami staram się to robić w dużych odstępach czasu, żeby oczyścić kubki smakowe. Tak właśnie było z tym ciastem. Chlebek bananowy mam już na blogu, dlatego bardzo długo zwlekałam ze zrobieniem kolejnego ciasta z tym składnikiem, o podobnej strukturze i smaku. Ale jednak po przeczytaniu przepisu na kolejne ciasto z bananami doszłam do wniosku, że muszę je upiec. Inne poprzez dwa banalne dodatki – czekoladę i herbatniki. Proste, prawda? A jakie pysznie odmienne!
Ciasto jest naprawdę pyszne. Wilgotne, słodkie i lekkie, ale dzięki czekoladzie, którą jest przełożone – nabiera specyficznej ciężkości. Po prostu – wiadomo co się je. Konkretne ciasto. Smak – mocno bananowy i oczywiście czekoladowy. Ale nie ulepkowaty. Banany czuć bardzo, ale jednocześnie lekko daje się we znaki czekolada. Herbatniki czuć zaraz po upieczeniu i przestygnięciu, gdy są jeszcze dość chrupkie, bo jak tylko ciasto wystygnie całkowicie, nie sposób jest ich odróżnić od reszty smaku. Ale to nie przeszkadza w całym cieście. Naprawdę jest ono pyszne – szczególnie ciepłe, gdy czekolada jest na wpół płynna.
Zdecydowanie polecam, bo warto! Przepis z tej strony, z moimi małymi zmianami.



Składniki:
• 60 g masła (dałam 30 g)
• 100 g cukru
• 1 jajko
• 250 g bananów (dwa duże)
• 75 ml kwaśnej śmietany (dałam kefir)
• 150 g mąki
• 1 łyżeczka proszku do pieczenia
• 1 łyżeczka sody oczyszczonej
• ¼ łyżeczki soli
• 20 g pianek marshmallow, pokrojonych małe kawałeczki (ominęłam)
• 150 g herbatników
• 200 g czekolady mlecznej

Banany obrać, zmiksować na puree.
W dużej misce utrzeć masło z cukrem na puszystą masę. Dodać jajko, banany, kefir i dokładnie zmiksować. Wmieszać mąkę, proszek do pieczenia, sodę, sól i pianki marshmallow. Dokładnie zmiksować.
Połowę ciasta wylać na dno formy wyłożonej papierem do pieczenia (u mnie forma kwadratowa, o boku 17 cm). Na nie ułożyć herbatniki, jeden obok drugiego, by przykryć całą powierzchnię, a następnie na herbatniki ułożyć czekoladę. W mojej formie zmieściły się obok siebie dwie tabliczki, idealnie zakryły całe herbatniki. Na wierzch wyłożyć drugą połowę ciasta. Wyrównać i wstawić do piekarnika nagrzanego do 175 stopni Celsjusza. Piec 45 – 50 minut. Po tym czasie wyciągnąć ciasto z piekarnika, odczekać 30 minut i wyjąć z formy. Ostudzić, pokroić na porcje i podawać.

Smacznego!



Dyniowe brownie



Zwykle staram się mieć w domu produkty z których – w razie przypływu weny twórczej, zwykłej zachcianki lub nagłej rządzy po przeczytaniu jakiegoś przepisu – mam możliwość upieczenia czegoś pysznego. Dlatego można powiedzieć, że mam w domu mini sklep spożywczy, bo nigdy nie wiem co akurat przyjdzie mi do głowy i staram się mieć wszystko. Czasami kupuję rzeczy, których kompletnie nie miałam w zamiarze, ale istnieje prawdopodobieństwo, że w najbliższym czasie wpadnie mi w ręce przepis, do użycia którego muszę mieć właśnie ten konkretny produkt. I kupuję. Oczywiście staram się nie magazynować rzeczy o krótkim terminie ważności, lub kompletnie mi nie znanych, raczej celuję w typówki. I moja żelazna zasada brzmi: nie otwierać, dopóki nie będę potrzebować. Żadnego próbowania, wyjadania łyżeczką, czy smakowania tylko odrobinki. Inaczej nic by się u mnie nie przechowało. Do tej zasady musiałam się przyzwyczaić, przekonać i mocno pilnować, aby jej nie złamać i teraz mogę powiedzieć, że chyba w większości przypadków mi się udaje ją spełnić. Mam więc w domu, poza typowymi produktami niezbędnymi do pieczenia: nutellę, różne rodzaje czekolad, masę kajmakową, mleko skondensowane, orzechy na masło orzechowe (masło wyjadam powoli, ale odkąd robię je sama, nie muszę aż tak bardzo się tym martwić) i różnego rodzaju sypkie dodatki.
I taki spontaniczny wypiek zdarzył mi się ostatnio. Widziałam na blogach, w sklepach i na bazarach, że sezon dyniowy trwa w najlepsze, a ja, zauroczona zeszłorocznymi wypiekami z tym warzywem nie mogłam przejść obok niego obojętnie. Koniecznie chciałam zrobić ciasto z dynią, ale sernik już znam (zresztą nie miałam sera), coś na kształt babki także robiłam a jeszcze nie miałam przyjemności próbowania dyniowego brownie. Decyzja była natychmiastowa. Mąka, cukier, jajka, czekolada – są. A dynia? Nie miałam. Ale pokusa zrobienia tego ciasta była większa niż zdrowo-rozsądkowe myślenie, więc zaczęłam kombinować, czy iść do sklepu i kupić kawałek dyni, obrać, pokroić, ugotować (upiec), ostudzić i przetrzeć na puree, czy może użyć….dyni marynowanej, którą jeszcze w zeszłym roku robiłam razem z mamą jako jarzyna do obiadu. Dynia jest wytrawna, choć ma w zalewie cukier. Ale także i ocet – i nie miałam pojęcia jak to połączenie się uda. Spróbowałam i nie żałuję.
Jak ciasto smakuje? Jak mocno gliniaste, bardzo ciężkie i bardzo, bardzo sycące brownie. Sama dynia nie jest wyczuwalna w smaku, ale patrząc na konsystencję – widać, że skład nie jest zupełnie typowy. Octu nie czuć, przypraw korzennych nie dodawałam, bo sama dynia lekko nimi smakowała, więc ciasto głownie jest czekoladowe, może z leciutką nutką „inności”. Dzięki dodatkowi dyni, brownie bardzo długo utrzymuje świeżość, kompletnie nie wysycha. Nie jest sypkie, wręcz w buzi lekko ciągnące. Ja dodałam na wierzch warstwę serka waniliowego, oczywiście z dynią, żeby podkreślić główny składnik wypieku i zmienić smak wykończenia (udało się znakomicie!). Jednym słowem – polecam!



Składniki:
• 25 g masła
• 120 g gorzkiej czekolady
• 10 g kakao
• 70 g cukru
• jajko
• 160 g mąki
• 200 g dyni marynowanej
• 50 g białej czekolady
Ponadto:
• 250 g gęstego serka waniliowego
• 150 g dyni
• szczypta cynamonu
• ewentualnie 2 łyżki mleka w proszku do zagęszczenia


Dynię zmiksować na puree, odstawić. Białą czekoladę posiekać na małe kawałeczki.
W żaroodpornej misce umieścić masło z czekoladą. Postawić ją na garnku z gotującą się wodą i mieszając rozpuścić zawartość do uzyskania gładkiej masy. Ostudzić do temperatury pokojowej. Następnie dodać kakao, jajko i cukier. Zmiksować. Dodać puree dyniowe, ponownie zmiksować a na końcu wmiksować mąkę. Gdy masa będzie gładka, dodać białą czekoladę i wymieszać. Ciasto przelać do wyłożonej papierem do pieczenia formy (u mnie kwadratowa o boku 17 cm) i piec w piekarniku nagrzanym do 180 stopni Celsjusza przez około 30 minut. Patyczek włożony w ciasto powinien być leciutko oblepiony. Po tym czasie wyjąć ciasto z piekarnika, ostudzić.
Przygotować wierzch: 100 g dyni zmiksować na puree, 50 g pokroić na małe kawałeczki. Połączyć z serkiem waniliowym i cynamonem, schłodzić w lodówce, by masa trochę stężała. Gdy nie będzie chciała osiągnąć odpowiedniej konsystencji – należy dodać około 2 łyżek mleka w proszku, wymieszać i ponownie schłodzić – powinno pomóc.
Na zimne ciasto wyłożyć serek i podawać. Smacznego!






Trójwarstwowa, chrupiąca krajanka z masłem orzechowym



Ostatnio non stop robię masło orzechowe w domu. Przekonałam się do niego zaraz po tym, jak zobaczyłam o ile oszczędniej jest kupować orzechy i samemu je miksować niż wydawać co najmniej dwa razy więcej na gotowy wyrób. Dodatkowo skład takiego masła także jest nie do pobicia – sklepowe ma całe mnóstwo ulepszaczy, stabilizatorów, dodatków smakowych a nawet cukru, podczas gdy zrobione w domu – jedynie orzechy i sól. Urzekła mnie także konsystencja domowego masła – jest znacznie rzadsze i bardziej płynne, co w moim przypadku działa bardzo „na plus”, bo zdecydowanie wolę taką lejącą konsystencję, niż stałą masę. Takie masło można dowolnie modyfikować – dodać cynamon, rozpuszczoną białą czekoladę, paprykę w proszku, miód. Możliwości bez liku, a koszt – naprawdę niewielki. Ale poza wyjadaniem masła saute z przyjemnością dodaję go także do różnych ciast, ciastek, deserów albo…wytrawnych past. A przepisów z jego użyciem jest całe mnóstwo, więc chcąc choć malutki ułamek procenta spróbować i nie zbankrutować przy okazji, przygotowywanie masła orzechowego w domu jest jedyną i naprawdę rewelacyjną opcją. A jak się je robi? Banalnie – potrzebny jest do tego dobry malakser z ostrzami do siekania, trochę prądu i orzechy. I już. Orzechy wsypujemy do maszyny i mielimy, mielimy i mielimy. Aż uzyskamy pożądaną przez nas konsystencję. Może być bardziej płynna lub mniej, gładka, z kawałkami orzechów. Do wyboru – do koloru. A kiedy już z tym się uporamy, można działać. Rozwinąć wodze wyobraźni :-) Moje wodze zostały troszkę tylko popuszczone, a to dlatego, iż w planach miałam zrobienie takiej krajanki, ale – jak się okazało – bardzo mocno go zmodyfikowałam. Po części z braku składników, po części z dziwnego sposobu przygotowania poszczególnych warstw. Efekt? Super.
Usunęłam cukier ze spodniej warstwy, dzięki czemu uzyskałam mocno orzechową masę o wyraźnym smaku, ale słodką, dzięki płatkom kukurydzianym.
Z warstwą budyniową również postąpiłam według swojego nosa. Kompletnie nie podobało się dodawanie do rozpuszczonego masła proszku budyniowego, a następnie rozrzedzanie go mlekiem. No i ten cukier – ile go! Jak zobaczyłam 4 szklanki na dwa budynie i ¼ szklanki mleka – zwątpiłam. Zrobiłam kompletnie po swojemu, zmieniając także proporcje. I wyszło. Wyszło super.
Pyszna krajanka z mega chrupiącym spodem, aksamitnym środkiem i łamiącym się pod wpływem ugryzienia wierzchem. Wszystko słodko – słone, odpowiednio wyważone, nie zapychające, wręcz – nie można się nią najeść. Łączące się smaki, przenikające konsystencje sprawiają, że naprawdę trudno jest się oderwać i poprzestać na jednym kawałku, jakiejkolwiek wielkości byłby.



Składniki (z moimi dużymi modyfikacjami, wykonanie także):
• 350 g masła orzechowego
• 100 g kukurydzianych płatków do mleka (warto mieć ok. 50 g w zapasie)
• 0,5 l mleka
• 2 budynie waniliowe z cukrem
• 30 g cukru
• 50 g masła
• 100 g deserowej czekolady (lub pół na pół gorzkiej i mlecznej)


Foremkę o boku 17 cm wyłożyć przezroczystą folią spożywczą.
W garnuszku podgrzewać masło orzechowe, cały czas mieszając, aby uzyskało płynną konsystencję. Jeżeli masło jest płynne – nie trzeba go podgrzewać. Dodać do niego płatki kukurydziane i dokładnie wymieszać, aż wszystkie będą pokryte masłem i masa będzie bardzo gęsta, którą ciężko jest mieszać łyżką. Gdyby była zbyt rzadka – należy dodać jeszcze trochę płatków. Taki spód wyłożyć do przygotowanej foremki, wyrównać wierzch, odstawić.
Przygotować budyń – 400 ml mleka zagotować z 30 g. cukru, pozostałą część wymieszać z proszkami budyniowymi. Gdy mleko zawrze, zdjąć z ognia, wlać rozmieszane budynie i mieszać do zagotowania i zgęstnienia. Pogotować minutę, zdjąć z ognia i wystudzić. W misce utrzeć masło i partiami wcierać w nie zimny budyń. Przełożyć go na masę z płatków. Wyrównać wierzch.
Czekoladę stopić na parze, po czym wylać równomiernie na budyń. Słodzić około godziny w lodówce. Pokroić na kawałki i podawać.

Smacznego!


Sernik z białą czekoladą i pistacjami



Jak wiecie uwielbiam wszelkie orzechy i bardzo lubię ich dodatek do potraw, tak bardzo, że nawet czasem dodaje je do wypieków, choć przepis o nich nie wspomina. Uwielbiam masło orzechowe, które zwykle wyjem łyżeczką prosto ze słoika zanim zabiorę się do stworzenia z niego czegoś pysznego. Ale moim numerem jeden wśród orzechów od zawsze są pistacje. Mają bardzo charakterystyczny, słonawy smak, który chyba nigdy mi się nie znudzi. Kiedyś kupowałam je dość często na wagę i jadłam, jadłam i jadłam tłumacząc to bogactwem witamin i składników mineralnych. Nawet mozolne zdejmowanie skorupek mi w ogóle nie przeszkadzało. Przestałam się nimi zapychać, gdy cena nagle bardzo wzrosła, a jak wiadomo takie małe pyszne przekąski napędzają apetyt i skutecznie sieją spustoszenie w portfelu. Dość długo ich nie jadłam, długo nic z nimi nie tworzyłam, aż do momentu, kiedy buszując po Internecie znalazłam ten przepis. Sernik? Z pistacjami i białą czekoladą? To mi wystarczyło, żeby nakręcić się na upieczenie go tak szybko jak tylko zdołam kupić wszystkie składniki. A kupiłam w przeciągu kwadransa. Od razu wiedziałam, że ten sernik będzie pyszny. Choć mój obiektywizm jest w tym przypadku mocno nadszarpnięty ze względu na sam rodzaj ciasta – ja bowiem uwielbiam wszystkie serniki. Ostatnio nawet tymi na zimno nie pogardzę. Choć co do nich mam bardzo duże wymagania. Ale wróćmy do hitu dzisiejszego dnia.
Sernik jest przede wszystkim bardzo kremowy. Nie kruszy się, nie oddziela, nie jest twardy. Można go rozetrzeć językiem o podniebienie, a taką konsystencję lubię najbardziej. Biała czekolada sprawia, że masa jest bardzo aksamitna, a dość charakterystyczny kwaskowy smak sernika jest bardzo zrównoważony i w ogóle nie mdły. Słodki. Pyszny. Pistacje są drobniutko posiekane, więc nie ma problemów z ich pogryzieniem, ale są mocno wyczuwalne w smaku. Jak ktoś spróbuje – od razu odgadnie jakie orzechy są w środku.
Myślałam, że proces pieczenia będzie dla mnie nie lada wyzwaniem, ale okazało się, że metoda gazetowa, którą podaję poniżej jest banalnie prosta i nie stwarza żadnych problemów. Jednym słowem – piec! Koniecznie, koniecznie, koniecznie! Przepis z forum Cin – cin.



Składniki:
• 150 g ciasteczek Digestive
• 50 g masła
• 700 g sera śmietankowego
• 150 g cukru
• 4 jajka
• 170 g białej czekolady
• 250 g pistacji
• 25 g mąki pszennej (2 łyżki)
• 10 ml ekstraktu waniliowego, lub jeden cukier wanilinowy


Dodatkowo – namoczone w wodzie opaski z codziennych gazet (nie kolorowych magazynów): kartkę złożyć wzdłuż na pół i jeszcze raz na pół. To samo zrobić z drugą kartką. Przygotowane opaski włożyć do miski napełnionej zimną wodą . Położyć na nich coś ciężkiego, by nie wypływały. Moczyć 20 minut.

Zamiast piec metodą gazetową, można też piec tradycyjnie, w kąpieli wodnej (godzina w 160 - 170 stopniach plus dodatkowo pół godziny po wyłączeniu piekarnika).

W miseczce pokruszyć ciasteczka, a masło stopić w rondelku. Połączyć oba składniki i wymieszać (powinny mieć konsystencję mokrego piasku). Powstałą masę ugnieść na dnie tortownicy (o średnicy ok. 23 cm) tworząc spód ciasta. Włożyć do lodówki, a potem piec w temperaturze 180 stopni Celsjusza przez 10 minut. Schłodzić.
Pistacje obrać ze skorupek, drobniutko posiekać.
Czekoladę stopić na parze. Przestudzić.
W misce wymieszać ser z cukrem i wanilią. Dodawać po jednym jajku, miksując tylko do połączenia składników. Dodać rozpuszczoną czekoladę, wymieszać. Nie miksować zbyt energicznie, aby za bardzo nie napowietrzyć masy. Odłożyć dwie łyżki pistacji do dekoracji ciasta (ja to pominęłam). Pozostałe pistacje wymieszać z mąką i dodać do masy serowej. Wylać masę na podpieczony spód.
Nagrzać piekarnik do 250 stopni Celsjusza.
Tortownicę z sernikiem umieścić na blasze.
Owinąć boki (obręcz) tortownicy przygotowanymi wcześniej opaskami z namoczonych gazet, wstawić do piekarnika na 10 minut. Potem wyjąć ciasto, zmniejszyć temperaturę do 160 stopni, zmienić opaski na nowe i piec około 50 minut.
Po wyjęciu z piekarnika odstawić na metalową podstawkę do wystudzenia. Po 10 minutach objechać nożem boki ciasta i zdjąć obręcz tortownicy. Zostawić ciasto do całkowitego wystudzenia, a potem wstawić na noc do lodówki (najlepiej w zamkniętym pojemniku na tort).
Następnego dnia dowolnie udekorować i posypać pozostałymi pistacjami.


Smacznego!