Wesołych Świąt!



Kochani czytelnicy!

Dziś Wigilia - życzę Wam w te Święta samych wesołych chwil, uśmiechów, radości, ciepła, pysznego jedzonka na stole (zarówno dziś, jak i w najbliższe dwa dni) i wspaniałych prezentów! Życzę Wam także, by te Święta były wyjątkowe i naładowały Was pozytywnie na cały najbliższy rok, abyście mieli siłę przetrwać do przyszłych Świąt!

Marta

Muffinki z cookie dough



Pomiędzy pieczeniem świątecznych babek, makowców i serników, kupowaniem karpia, ubieraniem choinki i pakowaniem prezentów zawsze znajdę chwilę na zrobienie czegoś kompletnie innego. Nie dlatego, że nie lubię tych przygotowań – wręcz przeciwnie, uwielbiam je i jak tylko zaczyna się grudzień, ba – wręcz spadnie pierwszy śnieg – ja już myślę o potrawach świątecznych, rozglądam się za papierem do prezentów i zastanawiam się nad kolorem bombek, którymi w tym roku przystroję choinkę. Ale czasami wręcz potrzebuję takiej odskoczni, która pozwoli mi odetchnąć i ze świeżością umysłu wejść z powrotem w wir przygotowań. Tak było i tym razem – musiałam upiec coś wybitnie odmiennego, czego w najbliższym czasie nie będę robić, czegoś innego, ale jak to ja – niepospolitego.
Wybrałam muffinki. Niby zwykłe, niby to tylko muffinki ale….ze składnikiem, który podbił amerykańskie podniebienia (moje podbił już baaardzo dawno) ale na polskich stołach gości dość rzadko – o ile w ogóle. Tym składnikiem jest tzw. cookie douhg, czyli surowe ciasto. Robiłam już brownie z surowym wierzchem, a teraz przyszedł czas na muffinki.
Efekt? Przepyszny. Naprawdę rewelacyjny. W surowym nadzieniu nie czuć mąki (choć wrażliwe podniebienia ją na pewno wyczują), ale jest pysznie miękkie, z czekoladowymi kawałkami, lepkie i po prostu wspaniałe. Sama muffinka – jak to muffinka, waniliowa, dość miękka choć trochę sucha. Na wierzchu jest jeszcze krem maślany – dla mnie zbyt tłusty, ale dzięki temu trwały i trzyma idealnie kształt. Podsumowując – wypiek jest dla mnie wybitnie na plus, a nadzienie boje wszystkie inne składniki mocno na głowę. Przepis zaczerpnęłam stąd i zdecydowanie polecam wszystkim tym, dla których surowe ciasto nie budzi obrzydzenia :-)


Składniki (na 12 muffinek):
• 12 markizów (ciemnych z jasnym nadzieniem)
• 130 g mąki
• 1 łyżeczka proszku do pieczenia
• 50 g cukru
• 1 jajko
• 20 ml oleju
• 150 ml maślanki
• 1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
Nadzienie:
• 80 g masła
• 20 g brązowego cukru
• 120 g mąki
• 150 g mleka skondensowanego słodzonego
• 1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
• 30 g gorzkiej czekolady
Krem:
• 100 g masła
• 20 g kakao
• 1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
• 10 ml mleka
• Ok. 200 g cukru pudru (lepiej przygotować więcej)


Markizy podzielić dwie części – oddzielić wierzch ciastka (bez kremu) od części z kremem. Tę część bez kremu ułożyć na dnie papilotek, w których będą potem pieczone muffinki.
Mąkę przesiać razem z proszkiem do pieczenia i wymieszać z cukrem.
W miseczce wymieszać jajko z olejem, maślanką i ekstraktem. Dodać do suchych składników i wszystko razem wymieszać. Formę na muffinki wyłożyć papilotkami z włożonym wcześniej ciastkiem. Napełniać każdą ciastem do wysokości ok. 3/4 formy. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 175 stopni Celsjusza i piec 20 minut. Wyjąć, przestudzić. Gdy będą jeszcze ciepłe wykroić ostrym nożem dość duży otwór w muffince (wykrojone ciasto można zjeść) na nadzinie.
W między czasie przygotować nadzienie: Czekoladę posiekać na malutkie kawałki. Do miski przełożyć masło, cukier, mąkę, mleko skondensowane i ekstrakt. Dokładnie wymieszać. Masa powinna być na tyle gęsta, by można było ulepić z niej kulki (nie będzie to konieczne, ale taka ma być gęstość ciasta). Dodać posiekaną czekoladę i wszystko dokładnie wymieszać.
W wydrążony wcześniej otwór muffinki nakładać nadzienie, dokładnie go wypełniając.
Przygotować krem: Miękkie masło ubić na puszystą masę. Dodać kakao, ekstrakt i mleko. Zmiksować. Następnie powoli, partiami wmiksowywać cukier puder – aż powstanie konsystencja gęstego kremu. Przełożyć go do rękawa cukierniczego i dekorować wierzch muffinek.

Smacznego!



Marchewkowe ciasto na mleku skondensowanym



Ciasto marchewkowe już mam w swoim dorobku, dlatego zanim zdecydowałam się upiec następne z tym składnikiem musiałam przeanalizować wszystkie konsekwencje tego wypieku. Zwykle tak robię – tworzę w głowie drzewo decyzyjne i dobudowuję do niego poszczególne gałęzie: za i przeciw. Dotyczy to wszelakich dziedzin życia, nie tylko sfery kulinarnej i jakby tak zebrać wszystkie stworzone przeze mnie drzewa – można by spokojnie powiedzieć, że wyhodowałam sobie w głowie całkiem pokaźny las. Ale cóż. Przynajmniej drzewa w nim rosnące nie są takie same. Niektóre mają bardzo długie, mocne i pokaźne gałęzie „za”, a lekkie i prawie połamane „przeciw”. Inne są równiutkie, proste, idealne – niczym z obrazka (takie są najgorsze, bo to oznacza, że decyzję musze podjąć na podstawie intuicji, której jak wiadomo – nie mam), a jeszcze inne – mają zielone, bardzo rozłożyste gałęzie po stronie „przeciw”, a po stronie „za” – pusto. Nawet mech i kora na nich nie rośnie. Las jak się patrzy.
A to ciasto zdecydowanie przypadło mi do gustu ze względu na składniki, prostotę wykonania a potem smak. Trochę jak piernik, ale dodatkowo mocno wilgotne, słodkie, z mlekiem skondensowanym i bardzo fajne wizualnie. Ciasto jest mokre – wręcz zakalcowate, ale takie ma być. Ciężkie, konkretne i słodkie. Marchewki w nim nie czuć, mleko skondensowane także chowa się przyćmione smakiem korzennych przypraw, ale według mnie to dodaje ciastu wyjątkowego, konkretnego charakteru – lekko świątecznego i…..rozgrzewającego – wszak cynamon rozgrzewa, myśl o Świętach także rozgrzewa – umysł i serce (a cynamon się z nimi kojarzy), a zapach wydobywający się z piekarnika rozgrzewa i pobudza kubki smakowe. Przepis pochodzi stąd, ja jednak go zmodyfikowałam na swoje potrzeby. Zdecydowanie zredukowałam cukier. I to polecam wszystkim!


Składniki:
• 210 g mąki
• 1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
• 50 g cukru (w przepisie jest 200 g ale moim zdaniem można z niego zupełnie zrezygnować)
• 1 łyżeczka cynamonu
• ¼ łyżeczki gałki muszkatołowej
• 20 g wiórków kokosowych
• 150 g masła
• 4 jajka
• 400 g mleka skondensowanego słodzonego
• 250 g marchewek (waga po oskrobaniu)
• Ekstrakt waniliowy (1 łyżeczka)
Ponadto:
• 100 g czekolady mlecznej
• Garść orzechów

Masło stopić i ostudzić, marchewki oskrobać, umyć i zetrzeć na tarce (o standardowych oczkach).
W dużej misce umieścić przesianą mąkę, proszek do pieczenia cukier, cynamon, gałkę muszkatołową i wiórki kokosowe. Wymieszać. Dodać stopione masło, jajka (wszystkie na raz), mleko skondensowane i ekstrakt waniliowy. Dokładnie zmiksować. Dodać marchewki – wszystko razem zmiksować, lub dokładnie wymieszać łyżką. Masę przełożyć do tortownicy o średnicy około 22 cm, wyłożonej uprzednio papierem do pieczenia i wstawić do piekarnika nagrzanego do 175 stopni Celsjusza. Piec 45 minut lub do suchego patyczka. Wyjąc ciasto z piekarnika, ostudzić.
Czekoladę stopić na parze i polać nią zimne ciasto. Orzechy drobno posiekać i posypać po wierzchu. Odstawić na chwilę przed krojeniem aby czekolada stężała.
Smacznego!


Pani Walewska



Nierzadko sama nie mogę się sobie nadziwić z jaką łatwością i gracją schrzaniam banalne sprawy, rozwalam rzeczy i psuję po prostu wszystko co napotkam na swojej drodze. Oczywiście nie zawsze, ale są takie dni, w których czego się nie dotknę – kończy się katastrofą o różnym nasileniu - jednak zawsze wprost proporcjonalnym do istoty sprawy. Im bardziej mi zależy – tym większe zniszczenia. Ile ja już naczyń potłukłam myjąc i przekładając tak, by nic im się nie stało. Ile kartek pogięłam w książkach, ile papierów zalałam kawą. A ile rzeczy pogubiłam – zawsze chowając je tak, by nie szukać i wiedzieć gdzie są. Mnóstwo. Sporo także naprodukowałam zakalców, zbyt słodkich lub kwaśnych, suchych lub nietrzymających formy ciast. Ile razy robiłam desery, które okazały się niejadalne – choć już wcześniej zapowiedziałam, że właśnie tworzę coś pysznego i zapraszam na degustację.
Pani Walewska nie odbiega od reguły – to ciasto było skazane na katastrofę już od początku. Chciałam zrobić je tylko dla siebie, więc zdecydowałam się mocno zmniejszyć składniki. Wydawało mi się, że wszystko dobrze obliczyłam, podzieliłam i przede wszystkim – że wybrałam dobrą formę na tak małe ciasto. Okazało się jednak, że nie. Nie dość, że piana opadła, dżem przemoczył kruche ciasto, a migdały się spaliły, to jeszcze starając się jednak cokolwiek uratować – próbowałam rozsmarować budyń, na jednej warstwie, ale gdy próbując przykryć go drugą warstwą ciasta, jedna jego (ciasta) część wpadła mi na sztorc do kremu, który okazał się zbyt rzadki, bo rozprysnął się po całej kuchni, a druga część została mi w rękach z kapiącym dżemem…. No takiej porażki to już dawno nie miałam! Odechciało mi się tego ciasta na długo. Bardzo długo!
Aż w końcu – pamiętając o nim cały czas postanowiłam wykonać je ponownie. Tym razem trzymałam się przepisu dokładnie, odmierzając co do grama ilości składników. Jedynie zwiększyłam ilośc białek – co wpływa tylko pozytywnie na efekt końcowy (więcej bezy!). Inspiracją był przepis z Moich Wypieków, jednakże gdzieś wyczytałam, że Pani Walewska to ciasto z orzechami więc moja wersja została trochę zmodyfikowana w stosunku do wzoru – zawiera orzechy, a nie migdały i aromat migdałowy.
A co mogę o cieście powiedzieć? Pyszne – wiele smaków i wiele struktur. Zdecydowanie warte nakładu pracy – długo świeże, pysznie chrupiące dzięki bezie, oraz kremowe za sprawą kremu budyniowego. Kwaśny dżem przełamuje słodycz (c0 jest tutaj bardzo pożądane) a kruche ciasto wszystko trzyma w ryzach. Polecam, polecam jeszcze raz polecam.



Składniki (ilości cytuję za autorką):

Kruche ciasto:
• 500 g mąki
• 1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
• 100 g cukru pudru
• 200 g masła
• 6 żółtek

Beza:
• 8 białek (dałam o 2 więcej niż w przepisie, ale dzięki temu beza jest wyższa)
• 350 g cukru
• 25 g mąki ziemniaczanej (1 bardzo czubata łyżka)

• 450 g – 1 słoiczek kwaśnego dżemu (ja dałam wiśniowy)
• 120 g orzechów (posiekanych drobno)

Krem budyniowy:
• 500 ml mleka
• 30 g mąki
• 50 g mąki ziemniaczanej
• 2 żółtka
• 30 g cukru
• cukier wanilinowy
• 200 g masła

Ponadto:
• orzechy do dekoracji (posiekane)
• cukier puder do oprószenia


Wszystkie składniki ciasta wyrobić. Zagnieść w kulę i podzielić na dwie połówki.
Białka ubić na sztywno, a następnie powoli dodawać do nich cukier cały czas miksując. Dodać mąkę i bardzo delikatnie wymieszać.
Dwie formy o wymiarach 25 x 33 cm wyłożyć papierem do pieczenia.
Jedną część ciasta wyłożyć na spód, wyrównać. Posmarować je połową dżemu a na wierzch wyłożyć połowę bezy. Posypać połową orzechów. Tak samo przygotować drugą część ciasta – posmarować pozostałym dżemem, wyłożyć bezę i posypać orzechami.
Ciasto można piec jedno po drugim, wtedy najlepiej jest bezę ubić tuż przed pieczeniem (białka i składniki podzielić na pół i drugą część przygotować jak już jeden placek będzie się piekł).
Ciasto piec w piakrniku nagrzanym do 175 stopni Celsjusza przez około 40 minut (do zbrązowienia bezy). Upieczone placki przestudzić w wyłączonym i uchylonym piekarniku (15 minut) a następnie na blacie – do zupełnego wystygnięcia.
Przygotować krem: 250 ml mleka zagotować z cukrami. Drugą zmiksować z żółtkami i mąkami, dodać do gotującego się mleka, zagotować. Ostudzić, przykrywając folią spożywczą. Miękkie masło utrzeć na puch, a następnie stopniowo dodawać ostudzony budyń, cały czas miksując.
Ostudzony placek położyć na talerzu (paterze), na niego wyłożyć krem (na tę część z bezą), a następnie przykryć drugim plackiem – bezą do góry. Wierzch posypać orzechami i cukrem pudrem. Schłodzić przez minimum 3 godziny w lodówce.

Smacznego!



Makowa babka bez mąki



Nadszedł mój ulubiony okres w roku. Gdy tylko zobaczę pierwsze lampki oświetlające witryny sklepowe, pierwsze bombki i reniferki – w głowie moje trybiki oznajmiają, że już nadchodzą Święta. A jak spadnie pierwszy śnieg – to bez znaczenia czy w kalendarzu widnieje październik, czy grudzień – ja już rozglądam się za prezentami i kupuję przyprawę do piernika. A magiczna, jak dla mnie data 1 grudnia otwiera bramy szaleństwa świątecznego i sama, z własnej woli staram się spędzać czas w miejscach, gdzie bożonarodzeniowe dekoracje i cała związana z tym otoczka jest już pokazana w pełnej krasie. Absolutnie nie przeszkadzają mi chadzające po korytarzach centrów handlowych aniołki, choinki stojące przed sklepikami, migające lampki i oczywiście piosenki świąteczne – uwielbiam. Mogłabym bez celu kilka godzin dziennie łazić po takich miejscach i napawać się tymi chwilami. Nie mogę doczekać się, kiedy w radiu zacznie się wyścig na piosenki, najpierw nieśmiało a potem już ciągle – co roku te same, co roku tak oczekiwane przeze mnie.
Dlatego też nie mogąc doczekać się wspólnego pieczenia makowca, wybierania prezentów i ubierania choinki postanowiłam nieco przyspieszyć sobie ten czas i poczuć magię Świąt wcześniej.
Upiekłam babkę makową. Świąteczną. Choć u mnie tradycyjnie króluje na stole makowiec, ta babka trochę mi Święta przybliżyła. Nie mentalnie, nie psychicznie ale organoleptycznie.
Cóż mogę o niej napisać? Smak babki makowej każdy zna – ta nie różni się zanadto, choć użyte zamiast mąki orzechy dodają odrobinę dekadencji wypiekowi. Miękka, wilgotna, długo świeża. Plusem w przygotowaniu babki jest dodawanie mielonego, ale nie moczonego i przyprawionego maku. Tak więc jeżeli ktoś (tak jak ja) nienawidzi gotowych mas makowych, a nie chce się bawić w moczenie i mielenie suchego maku, wystarczy, że kupi gotowy zmielony i już. Łatwo, szybko i przyjemnie. Przepis z forum Cin – cin. Polecam!



Składniki:
• 200 g masła
• 60 g cukru pudru
• szczypta mielonego cynamonu
• cukier waniliowy
• 8 żółtek
• 8 białek
• 180 g cukru
• 300 g mielonego maku
• 150 g drobno mielonych orzechów laskowych
Ponadto:
• 100 g czekolady deserowej
• 30 g śmietany kremówki
• kakao


Białka oddzielić od żółtek.
W garnuszku rozpuścić masło. Wystudzić. Następnie przelać do miski i zmiksować z cukrem pudrem, cukrem waniliowym i cynamonem. Cały czas miksując dodawać po jednym żółtku, aż powstanie emulsyjna masa.
W oddzielnej misce ubić białka z cukrem (180 g) na kremową masę. 1/3 powstałej masy dodać do żółtek. Wymieszać. Resztę białek dokładnie wymieszać z makiem i orzechami. Obie masy połączyć ze sobą dokładnie mieszając. Ciasto przelać do formy wysmarowanej masłem i wysypanej mąką i piec na dolnej szynie w piekarniku nagrzanym do 170 stopni Celsjusza przez około 70 minut. Wyjąć, ostudzić.
W garnuszku rozpuścić czekoladę ze śmietaną, wystudzić i wstawić do lodówki aż zgęstnieje.
Wylać na zimną babkę i oprószyć kakao.

Smacznego!