Sernik z masłem orzechowym



Wiem, że jestem nudna. Wiem, że ostatnio bardzo często na moim blogu umieszczam serniki. Wiem też, że nawet najbardziej wytrwałemu wielbicielowi mojej twórczości szybko się znudzi (o ile już tego nie zrobiła) ta monotonia.
Jednak ten sernik musiał się pojawić – abym znowu przekonała się, że wersja bez pieczenia tak zwana „na zimno” jest także możliwa do przełknięcia. I chociaż kilka tego typu ciast mam już na blogu, do każdego następnego muszę się od nowa przekonywać.
Jednakże są pewne składniki, koło których nie umiem przejść obojętnie. Jest to doskonale Wam znane mleko skondensowane oraz masło orzechowe. To ostatnie bardzo często robię sama w domu – wychodzi znacznie taniej, a konsystencję i skład można poddać własnej kontroli dyktowanej zmysłami. Dlatego też, mając w domu słoiczek masła orzechowego, jak zwykle zapas mleka skondensowanego oraz trochę czasu – zabrałam się za pracę. Czasu rzeczywiście wystarczy troszkę, bo masę robi się bardzo szybko! Zaskakująco szybko! Szybko też zastyga – choć wszystko zależy od konsystencji, jaką chce się uzyskać. Ja zdecydowałam się na kremową, rozpływającą się, która prawdę mówić – okazała się bardzo ciężka do krojenia, dlatego zdecydowanie polecam jednak zwiększyć ilość żelatyny.... chyba, że ktoś, tak jak ja lubi konsystencję rozpływającą się w ustach, jak krem.
Wg oryginalnego przepisu spód powinien składać się z pokruszonych czekoladowych ciasteczek, ja jednak zdecydowałam się użyć upieczonego wcześniej kawałka ciasta czekoladowego, zmieszanego z karmelowymi ciasteczkami.
Jak wyszło? Kremowo, trochę zbyt maziście – dlatego w przepisie podaję już większą ilość żelatyny, ale mocno orzechowo, trochę czekoladowo i lekko sernikowo. Słodko – słono, więc dla mnie idealnie. Do powtórzenia. Bo pyszne. Nie zapychające, nie zasładzające, nie do znudzenia. Pycha. Przepis stąd.


Składniki:
• ok. 4 plastrów czekoladowego ciasta
• 60 g ciasteczek karmelowych (można ciasto i ciasteczka zastąpić 150 g wafelków czekoladowych)
• 40 g masła
• 5 g. żelatyny + 1 łyżka wody
• 300 g twarogu kremowego
• 400 g mleka skondensowanego słodzonego
• 150 g masła orzechowego
• 50 g czekolady gorzkiej
• odrobina kakao

W garnuszku stopić masło. W miseczce pokruszyć ciasto czekoladowe i ciastka karmelowe – dodać stopione masło, dokładnie wymieszać i wylepić formę o boku 17 cm wyłożoną wcześniej folią spożywczą. Wyrównać, odstawić do lodówki.
Czekoladę posiekać na małe kawałeczki.
W naczyniu utrzeć ser z mlekiem skondensowanym i masłem orzechowym.
W szklaneczce żelatynę zalać wrzątkiem, wymieszać i wstawić (szklaneczkę z żelatyną) do garnuszka z gotującą się wodą i mieszając cały czas dokładnie rozpuścić żelatynę. Przelać do masy serowej. Dokładnie zmiksować. Wmieszać posiekaną czekoladę, wymieszać wszystko łyżką i przelać na schłodzony spód. Schłodzić w lodówce około 2 godzin (choć im dłużej tym lepiej). Przed podaniem wierzch posypać kakao.

Smacznego!



Kremowy pudding ryżowy



Jednym ze sztandarowych punktów mojej dziecięcej codzienności były zupy mleczne, które codziennie jadłam na śniadanie. Ależ one były pyszne! Każdego dnia Mama przygotowywała mi miseczkę takiej i zaraz po wstaniu z łóżka miałam podane pyszne, gorące śniadanko. Gęste i słodkie – bo dla mnie liczyły się tylko zupy na słodko i na gęsto. Owsianki, płatki, kluski lane, ryż czy makaron – wszystko z przyjemnością pałaszowałam. Bardzo, bardzo mi to odpowiadało. I chociaż jadłam takie śniadania przez wiele lat – nie mogę powiedzieć, żeby mi się one znudziły lub przejadły. Teraz tak już nie jadam, ale zupy mleczne i mleczne posiłki nadal bardzo, bardzo lubię. Dlatego zdecydowałam się powrócić choć na chwilkę do czasów dzieciństwa i choćby jednym małym posiłkiem poczuć się znowu jak dziecko.
Ugotowałam sobie pudding ryżowy. Co prawda takiego puddingu kiedyś nie jadałam, ale jak postanowiłam znowu stać się małą dziewczynką, to zupełnie „na wypasie”. I zrobiłam. Przepis trochę pamiętałam z programów kulinarnych, trochę dodałam od siebie, wymieszałam, zagotowałam i już. Zrobiłam. Pyszny, kremowy, gorący pudding. Niestety ryż, który idealnie nadaje się do takiego posiłku był poza moim zasięgiem, ale zwykły także zdał egzamin celująco. Pycha! Zdecydowanie polecam wszystkim miłośnikom gęstych mlecznych zupek!


Składniki:
• 500 ml mleka
• 65 g ryżu (powinien być do risotto, ale ja dałam zwykły i też się udało)
• 1 cukier wanilinowy
• 20 g cukru
• 2 łyżki śmietany kremówki
• cynamon

Mleko, ryż i cukier wlać do garnka (najlepiej większego, by nie wykipiało) i zagotować co jakiś czas mieszając. Gdy mleko zawrze – zmniejszyć ogień i gotować jeszcze około 30 minut mieszając, aż ryż wchłonie większość mleka i mocno zgęstnieje. Na końcu wmieszać śmietanę. Gotowy pudding przełożyć na talerz, posypać po wierzchu cynamonem i jeść.

Smacznego!



Muffinki z jabłkami i żurawinami



Do czekolady pasuje chyba wszystko. Każdy dodatek zyska na wartości, gdy konsumowany będzie razem z czymś czekoladowym. Albo kakaowym. Nauczyłam się już jeść ciasta z owocami – wręcz przepadam za nimi, więc jak tylko mam na coś ochotę, staram się moje wypieki nimi wzbogacać i dlatego postanowiłam dodać trochę owoców do ciasta, ciastka, a w zasadzie muffinki kakaowej. Ponieważ z owocami wypieki wydają mi się wilgotniejsze i dłużej świeższe zdecydowanie pomysł bardzo mi się spodobał, więc przystąpiłam do działania. Miałam do wyboru jabłka albo pomarańcze – więc wybór był raczej prosty. Sięgnęłam jeszcze po żurawinę, która w swojej słodkiej kwaskowości wspomogła jabłko i przełamała słodycz muffinki. Wierzch postanowiłam udekorować serkiem homogenizowanym waniliowym wymieszanym z ubitą kremówką, ale okazało się, że śmietana nie jest w stanie utrzymać lejącej się konsystencji sera. Jaki efekt? Czekoladowo, jabłkowo słodko - jabłkowe muffinki. Niestety poza smakiem jabłka nie czuć go w konsystencji wypieku, ale zdecydowanie nadrabia to żurawina – suszona ma specyficzną gumiastą i twardą dość strukturę, którą jak najbardziej wyczuwa się gryząc muffinkę. Wypiek może nie jest dziełem sztuki kulinarnej, ale zdecydowanie zasługuje na uwagę!


Składniki:
• 300 g mąki
• 1 łyżeczka proszku do pieczenia
• 20 g kakao
• 150 g cukru
• 1 jajko
• 10 ml oleju
• 300 ml kefiru
• 1 jabłko (ok. 150 g)
• 50 g żurawiny suszonej
Ponadto:
• 160 g serka homogenizowanego waniliowego
• 50 ml śmietany kremówki
• Kilka draży kakaowych

Jabłko umyć, obrać ze skórki i pokroić na małe kawałeczki (kostkę).
W misce wymieszać mąkę, proszek do pieczenia, kakao i cukier.
W drugiej, mniejszej miseczce roztrzepać jajko z olejem i kefirem.
Do mieszanki mącznej dodać masę jajeczną. Zmiksować. Na końcu dodać pokrojone jabłko i żurawinę. Wymieszać łyżką.
Formę na muffinki wypełnić 10 papilotkami. Do każdej wlewać porcję ciasta (do maksymalnie 2/3 wysokości) i piec w piekarniku nagrzanym do 180 stopni Celsjusza przez 22 minuty (lub do suchego patyczka). Wyjąć, wystudzić.
Kremówkę ubić, dodać do serka homogenizowanego – wymieszać. Udekorować wierzch muffinki a na czubek ułożyć po jednej draży.

Smacznego!



Twixowo – Kit-Katowy sernik



Serniki są dla mnie prawdziwą zagadką. Dlaczego praktycznie nigdy się nie nudzą? Dlaczego pieczony biały ser z cukrem i jajkiem jest taki pyszny? Dlaczego sernik nie ma prawa nie wyjść? I dlaczego do sernika wszystko pasuje? Te i inne pytania zawsze przychodzą mi do głowy gdy miksuję ser, dodaję jajka i włączam piekarnik. Odpowiedzi sama sobie nie umiem udzielić, osoby, które o to zapytałam również pozostawiły mnie w kropce. Generalnie – miałam nie zajmować się takimi błahostkami, tylko piec, kroić i przynosić kolejne tego typu ciasta. Tak też czynię. Piekę, piekę, mieszam i podaję. Na razie serniki – bo je uwielbiam! Tym razem sernik bez specjalnego obejścia, zadęcia i wielu składników. Ot zwykły sernik, który pomiędzy ciasteczkowym spodem a swoją właściwą warstwą ma batoniki. I to nie byle jakie! Jedne z nadzieniem karmelowym, drugie – wafelkowym. Ależ niespodzianka dla konsumujących! Niby nic, ale ten karmel wylewający się po przekrojeniu kawałka, ta chrupkość wafelka i smak czekolady nim oblanej! Zdecydowanie miłe zaskoczenie. Przyjemnie chrupiący dodatek, a na dodatek słodki, który wszyscy lubią!


Składniki:
• 150 ciasteczek lub herbatników (ja dałam część z kawałkami czekolady)
• 40 g masła
• 500 g sera twarogowego lub sera na serniki
• 130 g cukru
• 1 cukier wanilionowy
• 2 jajka
• 30 g mąki ziemniaczanej
• 3 batoniki z karmelem (typu Twix,)
• 3 batoniki wafelkowe (typu Kit-Kat)
Ponadto:
• 100 g czekolady (50 g gorzkiej i 50 g mlecznej)
• 20 g masła


W miseczce pokruszyć ciasteczka, a masło stopić w rondelku. Połączyć oba składniki i wymieszać (powinny mieć konsystencję mokrego piasku). Przełożyć do tortownicy o średnicy 20 cm, wyłożonej uprzednio papierem do pieczenia. Podpiec w piekarniku nagrzanym do 180 stopni Celsjusza przez ok. 10 minut. Wyjąć, przestudzić (w czasie przygotowywania reszty ciasta).
W misie miksera zmiksować ser z cukrem i cukrem wanilinowym, dodać po jednym jajku, miksując. Na końcu wmieszać mąkę ziemniaczaną.

Na ciasteczkowy spód ułożyć obok siebie batoniki. Zalać je masą serową, wygładzając wierzch. Tak przygotowane ciasto wstawić do piekarnika nagrzanego do 180 stopni Celsjusza i piec 40 minut (sernik powinien być mocno ścięty przy brzegach a na środku „galaretowaty). Wyjąć, wystudzić.

W garnuszku, najlepiej na parze rozpuścić czekoladę z masłem i polać nią zimy sernik. Wstawić do lodówki najlepiej na całą noc.

Smacznego!



Ucierane ciasto z podwójnym dżemem



Ostatnio szukałam czegoś w kuchni, otworzyłam szafkę, gdzie leżakują sobie pyszne przetwory i w poszukiwaniu czegoś zaczęłam je wszystkie przeglądać. Wszystkie przetwory słodkie – czyli dżemy. Bo ogórki, dynie, gruszki i syropy mam w innej szafce, do której czasem także zerkam – ale na dokładny ich przegląd czas jeszcze nie nadszedł. Wróćmy jednak do dżemów. Kiedy wyjmowałam je, by zobaczyć ile jakich smaków mam w zapasie, ledwo byłam w stanie w kuchni się poruszać! Zdecydowałam więc, że koniecznie muszę dżemy jakoś przerobić. A ponieważ jedzenie ich prosto ze słoika idzie mi dość mozolnie (kanapek z dżemem w ogóle nie jadam), mieszanie ich z jogurtem już mi się znudziło – przyszedł czas na ciasto. Ciasto z dżemem. Od razu wykreowałam sobie wizję ciasta w głowie, wiedziałam jakie smaki połączę więc nie czekając na nic – schowałam niepotrzebne słoiki i przystąpiłam do pracy.
Efekt? Pyszne ciasto (znacznie lepiej smakuje niż wygląda), cały czas mocno wilgotne – słodkie, ale z kwaskowatym akcentem. Długo świeże, ale z rodzaju tych ciężkich, wszak w jego składzie jest dużo dżemu. Ja wybrałam smak brzoskwiniowy i wiśniowy, ale można z nimi dowolnie eksperymentować! Na co ma się ochotę! Pyszna propozycja do herbaty, na popołudniowy deser lub drugie śniadanie!


PONIEWAŻ W KOMENTARZACH WIDZĘ WPISY, ŻE NIESTETY CIASTO NIE WYCHODZI - prawdopodobnie jest to wina zbyt małej ilości proszku do pieczenia w stosunku do ciężkości masy. Postanowiłam więc zmienić lekko przepis - zwiększyć ilość proszku i zmniejszyć jogurtu. U mnie zadziałało. Mam nadzieję, że i Wam się uda!

Składniki:
• 50 g masła
• 150 g cukru
• 2 jajka
• 300 g mąki
• 2 łyżeczki proszku do pieczenia
• 120 g jogurtu naturalnego
• 4 bardzo czubate łyżki dżemu brzoskwiniowego
• ok. 200 g dżemu wiśniowego
• cukier puder do oprószenia


Mąkę razem z proszkiem do pieczenia przesiać.
W misce utrzeć masło z cukrem na puszysta masę. Wbić jajka, po kolei miksując po każdym dodaniu. Wsypać 1/3 mąki, zmiksować, następnie wlać połowę jogurtu – wymieszać. Wsypać kolejną 1/3 mąki i jogurt. Zmiksować, a na końcu dodać ostatnią część mąki. Dodać dżem brzoskwiniowy. Zmiksować.
Tortownicę o średnicy 20 cm wyłożyć papierem do pieczenia, lub posmarować masłem i posypać mąką. Wlać do niej ciasto, a na wierzchu, małą łyżeczką nakładać kopczyki – lekko je wbijając w ciasto – z dżemu wiśniowego.
Piec w piekarniku nagrzanym do 180 stopni Celsjusza przez 35 minut.
Wyjąć, wystudzić, oprószyć cukrem pudrem.

Smacznego!