Drożdżówki z budyniem



Nie lubię pracować z ciastem drożdżowym. Nie wiem ile czasu trzeba je wyrabiać, żeby było dobre, czy należy robić to ręcznie, czy może mnie w tej kwestii wyręczyć robot. I to rośnięcie... Ile powinno rosnąć – bo ja nigdy nie umiem określić co to znaczy, że ciasto ma podwoić objętość. A potem je uformować i znowu odstawić do rośnięcia, i znowu – nadziać, uformować – odstawić. I tak zabierając się za drożdżowe wypieki wiem, że spróbuje ich dopiero po kilku ładnych godzinach. Dlatego tak rzadko je robię. Ale czasami mam po prostu ochotę na coś innego, dla mnie zupełnie nietypowego. Czyli na drożdże. Jak już coś takiego piekę, to zwykle są to drożdżówki, bo spokojnie można je zamrozić, uformować w dowolne kształty, nadziać i przede wszystkim szybko zjeść.
Dlatego też poniższe drożdżówki są trochę wytworem mojej wyobraźni, kształtem ściągnięte z wypieków prezentowanych na innych blogach, trochę podczytane gdzieś, trochę zapamiętane. Taki miks, ale całkiem smaczny! Niestety zbyt spieczony – już wiem, że będę musiała krócej je piec. Słodkie nadzienie, miękki miąższ, chrupiąca skórka. Naprawdę fajne ciacha na drugie śniadanie!


Składniki (8 duuużych sztuk):
• 250 g mąki
• 40 g cukru
• 1 łyżeczka suszonych drożdży
• 100 ml mleka
• 1 jajko
• 20 g masła
• szczypta soli

• budyń waniliowy + 400 ml mleka
• ok. 200 g kremu orzechowego do smarowania pieczywa

• 300 g cukru pudru
• 40 ml wody (około)

Budyń ugotować zgodnie z przepisem na opakowaniu – zmniejszając ilośc mleka do 400 ml. Wystudzić.
Mleko lekko podgrzać, masło rozpuścić i ostudzić.
Mąkę, cukier i drożdże wsypać do miski. Dodać mleko i odstawić na chwilę, aż drożdże ruszą (dosłownie 5-7 minut). Po tym czasie wbić jajko, dodać masło i sól i wyrobić. Dokładnie, aż ciasto będzie miękkie i gładkie. Miskę przykryć ściereczką i dostawić do wyrośnięcia aż ciasto podwoi objętość (około 1,5 h).
Po tym czasie ciasto podzielić na 8 części, każdą rozwałkować na prostokąt o grubości ok. 0,5 cm. 1/3 długości prostokąta naciąć obok siebie, tworząc podłużne paski (jakby zęby w grzebieniu). Na środkowej 1/3 rozsmarować budyń, a na nim posmarować krem orzechowy. Używając pustej, dolnej 1/3 ciasta zakryć tę część z nadzieniem, a następnie, na wierzch założyć tę, z której powstał grzebień. Ścisnąć brzegi każdej drożdżówki. Odstawić do wyrośnięcia na około pół godziny. Po tym czasie wstawić je do piekarnika nagrzanego do 190 stopni Celsjusza i piec 20 minut, uważając by za bardzo się nie zrumieniły. Następnie wyjąć, wystudzić.
Przygotować lukier: cukier puder utrzeć z wodą (powinna powstać dość gęsta masa – regulować ją należy dodawaniem cukru pudru lub wody).
Gdy drożdżówki wystygną – posmarować je powstałym lukrem.

Smacznego!






Mus w paski z trzech czekolad



Kiedy byłam mała, a pogoda na dworzu nie dawała nawet chwili wytchnienia, słońce grzało ze wszystkich stron świata, a wiatr zapomniał, że w okolicy mojego ówczesnego miejsca zamieszania zawsze wieje bardzo mocno, Mama jako deser przygotowywała sernik na zimno. Taki najbardziej popularny – na galaretkach i serkach homogenizowanych. Bo nie trzeba go piec, bo szybko się robi, bo nie zasładza, a w upał przesłodzone potrawy raczej nikomu nie chodzą po głowie...I tak jadałam te serniki, aż któregoś razu mnie one przerosły – myśl o nich, widok i wyobrażenie smaku do tej pory budzi we mnie niechęć i wywołuje kwaśną minę. I chociaż bardzo lubię przyrządzać desery na zimno, zawsze jednak kojarzą mi się z tym nielubianym przeze mnie sernikiem. Bo zamiast do piekarnika wstawia się do lodówki do stężenia. Ale za każdym razem, gdy wyjmuję gotowy produkt wiem, że moje uprzedzenia są bezpodstawne, desery lodówkowe są fajne, pyszne, przyjemne i absolutnie do częstego przygotowywania.
A ten mus? Absolutna rewelacja – słodki, kremowy, ale jednocześnie lekki i co najważniejsze – trzymający bardzo dobrze formę. Nie rozpływa się, nie rozpada. Wyraźnie czuć każdą warstwę, choć gorzka nie jest tak naprawdę gorzka, tylko mniej słodka.
Niestety deser robi się długo, choć szybko zastyga, ale pomimo tego – trzeba się z nim bardzo spieszyć. Działanie żelatyny jest nie do zatrzymania! Ale warto się pomęczyć dla wspaniałego efektu końcowego! Przepis z książeczki „Czekolada” z serii Z kuchennej półeczki.



Składniki (ilości lekko pozmieniane):
• 3 jajka
• 5 g mąki ziemniaczanej
• 40 g cukru
• 300 ml mleka
• 4 łyżeczki żelatyny
• 50 ml wody
• 300 ml śmietanki kremówki
• 75 g białej czekolady
• 75 g mlecznej czekolady
• 75 g gorzkiej czekolady


Białka oddzielić od żółtek, wykładając każde białko na inną miseczkę. W misce żaroodpornej żółtka utrzeć z cukrem i mąką na puszystą masę.
Mleko wlać do rondelka i podgrzać na małym ogniu. Podgrzane przelać do utartych żółtek, mieszając. Masę podgrzewać na parze (miskę postawić na garnuszku z wrzącą wodą) aż zgęstnieje. Zdjąć z ognia.
W szklance żelatynę zalać gorącą wodą i wymieszać aż się całkowicie rozpuści. Dodać do masy żółtkowej – wymieszać, odstawić.
Kremówkę ubić, przełożyć do masy, delikatnie wymieszać. Przełożyć równo do trzech misek.
Rozpuścić oddzielnie trzy czekolady.
Ubić na sztywno jedno białko.
Czekoladę gorzką dodać do jednej miski (z 1/3 ilości masy żółtkowej), wymieszać. Dołożyć białko, delikatnie wymieszać.
Formę keksową o długości ok. 18 cm wyłożyć folią spożywczą, a na dno delikatnie przełożyć masę z gorzkiej czekolady. Wyrównać, wstawić do lodówki aby stężało (u mnie tężało kilkanaście minut tylko!).
W tym czasie do drugiej części masy jajecznej wlać roztopioną białą czekoladę. Ubić drugie białko. Dodać do masy z czekoladą – wymieszać. Przelać na zastygniętą część z gorzką czekoladą. Wyrównać, wstawić do lodówki aby stężała.
Tak samo postąpić z ostatnią warstwą – do masy żółtkowej wlać mleczną czekoladę oraz ubite na sztywno trzecie białko. Wymieszać i wylać na zastygniętą masę z białą czekoladą. Wstawić do lodówki, by dokładnie masa zastygła.
Przed podaniem można obsypać kakao.

Smacznego!










Waniliowo – kokosowe ciasto



Lubię wracać do starych zdjęć, wspomnień, notatek, przeglądać stare zeszyty szkolne, w których przepięknie kaligrafowałam dyktowane przez nauczyciela zdania, pisząc na kolorowo definicje i ważne do nauczenia informacje. Ostatnio miałam taki spontaniczny i nostalgiczny powrót do przeszłości, bowiem przeglądając zalegające w szafach wczesno licealne zeszyty przypominałam sobie tamte naprawdę świetne czasy.
Podobnie mam z przepisami – lubię przeglądać te stare z gazet sprzed lat, w których składniki są proste, powszechnie dostępne i łatwe w zdobyciu. Tak się akurat złożyło, że przeglądając jeden ze starych numerów Mojego Gotowania natrafiłam na to kokosowe ciasto. Wygląd miało przyjemny, z pozoru bardzo łatwe do zrobienia, smak – jak to każde kokosowe ciasto – na pewno pyszny! Wszystko szybko, łatwo i sprawnie. Składniki miałam w domu, postanowiłam zrobić przy najbliższej okazji. A ponieważ ciasto jest nieskomplikowane, w rodzaju ucieranych, bez kremu – można spokojnie upiec je szybko i łatwo, w każdy wolny wieczór.
Upiekłam i......efekt bardzo dobry, ale niestety warstwa kokosowa została wyparta na boki przez mocno rosnące ciasto – co niestety spowodowało, że kokosa nie czuć aż tak jak się spodziewałam, ale pomimo tego samo ciasto jest bardzo dobre – miękkie i puszyste. Kokosowa warstwa jak zwykle smakuje wybornie, nie wiedziałam tylko, że należy ją wklepać w środek ciasta.


Składniki (z moimi małymi zmianami):
• 100 g masła
• 200 g cukru
• cukier wanilinowy
• 150 g kefiru naturalnego
• 4 jajka
• 400 g mąki
• 1 czubata łyżeczka proszku do pieczenia
Wierzch:
• 150 g wiórków kokosowych
• 10 g mąki
• jajko
• ½ torebki cukru wanilinowego
• 1 łyżka miodu
• ½ łyżeczki proszku do pieczenia

Przygotować ciasto: Żółtka oddzielić od białek.
Margarynę utrzeć z cukrem i cukrem waniliowym na puszysta masę. Stopniowo dodawać kefir i żółtka, miksując po każdym dodaniu. Mąkę przesiać z proszkiem do pieczenia i stopniowo dodawać do masy cały czas mieszając.
Pianę z białek ubić na sztywno i partiami dodawać do masy, delikatnie mieszając.

Przygotować wierzch: w misce wymieszać wiórki koksowe, z mąką. Dodać jajko, cukier wanilinowy, miód i proszek do pieczenia. Dokładnie wymieszać.

Keksówkę o wymiarach 23 cm x 8 cm wyłożyć papierem do pieczenia. Wlać ciasto, wyrównać a na nie wyłożyć kokosowy wierzch. Przyklepać go na środku ciasta (by się nie rozlało w piekarniku) i piec w temperaturze 180 stopni Celsjusza przez około 40 minut (do suchego patyczka). Po tym czasie wyjąć i wystudzić.

Smacznego!



Pomarańczowe ciasto z sokiem i kawałkami pomarańczy



Najgorszym błędem, który ja ciągle popełniam jest wychodzenie na zakupy na głodniaka. Wtedy na wszystko mam ochotę i to w ogromnych ilościach! Ser żółty – tak, koniecznie. A może jeszcze wędzony? Mhm, też wezmę. Wędlinka, kabanos, serek homogenizowany, jogurt i wychodzę z pełnym wózkiem, zamiast trzema niezbędnymi rzeczami. Na szczęście coraz bardziej jestem w stanie się kontrolować, powtarzając sobie, że nie muszę kolejnego jogurtu mieć w lodówce, deser czekoladowy też nie jest mi niezbędny do życia, a grejpfrut będzie leżał i leżał, aż sam powędruje do śmieci. I nie kupuję. Jak na razie. Ale na widoku, na środku stołu miałam jeszcze, mocno domagające się wykorzystania pomarańcze. Chodziłam koło nich, myślałam co zrobić – na sok kompletnie nie miałam ochoty, a jedzenie ich saute także do mnie nie przemawiało. Stąd pomysł na ciasto z dodatkiem pomarańczy.
Przepis wymyślałam na bieżąco – i naprawdę wyszedł godny polecenia, więc puszczam go dalej! Ciasto jest mocno wilgotne, bardzo pomarańczowe ale jednocześnie słodkie i czekoladowe. Bo połączenie czekolady z pomarańczą okazało się wspaniałym pomysłem! Dodatkowo kawałki owoców zatopione w cieście także stanowią bardzo przyjemną niespodziankę – nie tylko w różnej strukturze wypieku ale i w smaku – choć owoce były bardzo słodkie, przełamują słodycz ciasta.



Składniki:
• 100 g masła
• 150 g cukru
• 2 jajka
• 300 g mąki
• 1 czubata łyżeczka proszku do pieczenia
• 50 g czekolady gorzkiej
• 250 ml (szklanka) soku wyciśniętego z pomarańczy (ok. 3 pomarańcze)
• 1 pomarańcza


Pomarańczę obrać, usunąć białe części i pokroić na małe kawałeczki.
Czekoladę rozpuścić na parze.
W dużej misce utrzeć masło z cukrem na puszystą masę. Dodać jajka, miksując po każdym wbiciu.
Mąkę przesiać z proszkiem do pieczenia. Do mieszanki jajecznej dodawać mąkę na zmianę z sokiem pomarańczowym cały czas miksując. Masę podzielić na dwie części. Do jednej dodać roztopioną czekoladę – wymieszać. Połowę pokrojonej pomarańczy dodać do masy jasnej, a połowę do czekoladowej – wymieszać.
Kwadratową formę do pieczenia o boku 17 cm wyłożyć papierem do pieczenia i przelać do niej jasne ciasto. Na nie wylać ciemne i wstawić do piekarnika nagrzanego do 180 stopni Celsjusza i piec ok. 30 minut (do suchego patyczka). Wyjąć, wystudzić, pokroić na porcje i zajadać.

Smacznego!



Czekoladowe salami



Wczoraj, przy okazji Tłustego czwartku usłyszałam w radio wypowiedź jednego ze słuchaczy, iż od pączków i faworków woli schabowego. Uśmiechnęłam się pod nosem, bo ja ani pączkowa ani kotletowa a tym bardziej faworkowa nie jestem i takie zamienniki są mi kompletnie nie w smak. Poza tym jak można porównywać słodycze do obiadu?
Ale chwilę zastanowiłam się nad tym i przypomniałam sobie wielokrotnie widziane i czytane na blogach wypieki, które należą do deserów, a nazwy mają kompletnie ich nie sugerujące. Przypomniałam sobie ich wygląd, technologię przygotowania i to jak mogą smakować......
Pomyślałam, że i ja chcę mieć coś takiego, a co! Chcę mieć na blogu czekoladowe salami. I zrobiłam.
Banalnie proste, ekspresowo szybkie, choć musi nabrać odpowiedniej konsystencji w lodówce, ale po tym czasie – bajeczny smak. I kompletnie inny niż salami.
Jak bok czekoladowy, ale zdecydowanie twardszy – mocno czekoladowy, herbatnikowo – kokosowy. Dodatki możecie wybrać sami – wrzucić owoce suszone, bakalie, orzechy, wiórki kokosowe – co chcecie. Tak naprawdę macie kompletną dowolność. Ale żeby wyrób wyglądał jak salami – warto też dać coś kontrastującego od koloru czekolady (w mięsnym odpowiedniku widać drobinki tłuszczu na tle czerwonego mięsa). W moim – kawałki ciastek na tle czekolady. Zdecydowanie polecam, zdecydowanie do powtórzenia!!!


Składniki:
• 250 g czekolady (150 g gorzkiej, 100 g mlecznej)
• 30 g masła
• 50 g ciastek maślanych (lub herbatników)
• 40 g wiórków kokosowych
• 40 g płatków kukurydzianych

W kąpieli wodnej rozpuścić czekoladę z masłem.
Ciastka maślane pokruszyć na mniejsze kawałki, wsypać do miski. Dodać do niej wiórki kokosowe oraz płatki kukurydziane (można je trochę rozbić wałkiem pomiędzy dwoma warstwami folii spożywczej lub w torebce śniadaniowej. Można też zgnieść w dłoniach). Wymieszać. Gdy czekolada z masłem się rozpuści i powstanie jednolita masa, przelać ją do ciasteczek i wszystko bardzo dokładnie wymieszać.
Przygotować płat folii spożywczej. Wymieszaną masę przełożyć na folię i zwinąć w rulon przypominający kształtem salami. Zwinąć brzegi i wstawić do lodówki przynajmniej na 2h do zastygnięcia. Po tym czasie kroić na plastry.

Smacznego!