Czekoladowo – skondensowana krajanka



Ja wiem, że jest lato. Ja wiem, że teraz trzeba najeść się w na zapas świeżych owoców prosto z krzaka lub z łubianki. Ja wiem, że przy panujących wszędzie upałach bezwiednie sięga się po lżejsze potrawy, owoce zawierające więcej wody, mniej słodkie i niezapychające desery. Ale wiem też, że ja nie jestem podatna na takie sezonowe zachcianki i wiem, że ciężkie ciasta typu brownie, ciągnące i bardzo słodkie ciastka oraz zawiesiste sosy są dla mnie tak samo atrakcyjne przy trzydziestostopniowym upale, jak i dwudziestostopniowym mrozie. Wiem też, że jeżeli mam ochotę na dżem truskawkowy, to choćby obok słoika pyszniły się świeżutkie, czerwoniutkie i słodziutkie owoce – ja sięgnę po dżem.
A poniższy deser łączy wszystko to, czego w lecie z reguły się unika – dżem, czekoladę i słodkie mleko skondensowane. Wszystkie składniki słodkie, wszystkie dostępne cały rok, wszystkie ciężkie. Ale jakie pyszne! Pomieszanie z poplątaniem a udało się wspaniale. I wcale nie słodko – wręcz przeciwnie, próbując deser zdziwiłam się, że tak wyraźnie czuć kwaskowość dżemu pomimo użycia całej puszki mleka skondensowanego. Dlatego ten deser dostaje ode mnie duży plus – bo bardzo pozytywnie mnie zaskoczył.
Słodko – kwaśno – czekoladowy wierzch, skonfrontowany z chrupkim, kruchym spodem. Bardzo dobre połączenie. Dobrze się kroi, nie rozpuszcza w cieple, nie twardnieje na kość w lodówce. Spełnia moje normy w 100 procentach. Polecam!


Składniki:
• 150 g mąki
• 50 g masła
• ½ łyżeczki soli
• 40 g cukru pudru
• 2 łyżki wody

• 200 g gorzkiej czekolady
• 400 g mleka skondensowanego słodzonego
• 400 g dżemu wiśniowego

• 200 ml śmietany kremówki
• 20 g cukru pudru (opcjonalnie)
• 2-3 łyżki dżemu wiśniowego

W misce umieścić mąkę z masłem i solą. Wyrabiać pomiędzy palcami, wyrabiając aż powstanie coś na kształt kruszonki. Dodać cukier puder i wodę – zagnieść gładkie, kruche ciasto. Rozwałkować i wylepić formę o boku ok. 20 cm, wyłożoną papierem do pieczenia. Pozakłuwać widelcem dno i wstawić do piekarnika nagrzanego do 170 stopni Celsjusza i piec 20 minut, aż ciasto lekko zbrązowieje. Wyjąć, wystudzić całkowicie.

W między czasie do garnuszka wlać mleko skondensowane i wsypać czekoladę. Podgrzewać na niewielkim ogniu, cały czas mieszając – połączyć do uzyskania jednolitej masy. Zdjąć z ognia i dodać dżem. Dokładnie wymieszać. Masę wylać na ostudzony spód. Wstawić do lodówki i schłodzić w lodówce przez około 1 godzinę aż masa mocno zgęstnieje.
W misce ubić śmietanę kremówkę, pod koniec ubijania dodać cukier puder. Wyłożyć na schłodzone ciasto, udekorować wierzch kleksami z dżemu.

Smacznego!



Nutellowe ciasteczka



To co najbardziej mnie pociąga w pieczeniu to element zaskoczenia, który towarzyszy praktycznie każdym wypiekom – pod warunkiem, że rzeczywiście tymi wypiekami są, czyli do ich przygotowania był niezbędny piekarnik. Smak wszelkich trufli, serników na zimno, musów czy galaretek bardzo dobrze znam zanim jeszcze przełożę je do odpowiedniego naczynia – bowiem zawsze, ale to zawsze podjadam to co robię. A w przypadku ciast pieczonych nie jest już tak łatwo odgadnąć efekt finalny. Czasami zdarza się, że mega pyszne surowe ciasto po upieczeniu nie zachwyca, puszysta masa opada, drożdże nie wyrastają a brownie po prostu trzyma się w piekarniku zbyt długo. Jednakże zdecydowanie częściej wyobrażając sobie smak i wygląd mojego dzieła po obróbce termicznej, dokonując pierwszego i zarazem najważniejszego cięcia nożem – jestem bardzo pozytywnie zaskoczona. Nie tylko wyglądem ale i smakiem. Nierzadko zupełnie innym niż na surowo, więc zaskoczenie moje jest tym większe im lżejsze i delikatniejsze ciasto powstaje z wydawałoby się ciężkiej, mocnej surowej masy.
Podobna sytuacja miała miejsce z poniższymi ciastkami. I chociaż ich smak znałam dobrze, bo jak pod wpływem temperatury może zmienić się smak złożony z trzech składników – o tyle po ugryzieniu i zasmakowaniu samego środka ciastka – nie posiadałam się z zachwytu. Ciastka brownie! Z wierzchu ze spieczoną skórką, a w środku – ciągnące, ciężkie i zakalcowate czekoladowe. Miękkie i pełne smaku. Zawsze chciałam taki efekt uzyskać, zawsze chciałam takie ciastka upiec. Od razu po upieczeniu, jeszcze gorące – mają nadzienie zupełnie płynne, po wystudzeniu zastyga, tworząc niebiański środek.
Ciastka trzymane w szczelnym pojemniku nawet po 3 dniach są idealne.
Zdecydowanie polecam!

Składniki:
• 130 g (1 szklanka) mąki
• 300 g (1 szklanka) Nutelli lub podobnego kremu
• 1 jajko
• 50 g białej czekolady

Czekoladę posiekać.
W misce umieścić mąkę, Nutellę i jajko – zmiksować. Masa będzie gęsta, twarda, wchodząca w piórka miksera. Tak ma być. Łyżką wmieszać czekoladę. Z powstałej masy formować kulki wielkości orzecha włoskiego i układać na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Piec w piekarniku nagrzanym do 180 stopni Celsjusza przez 6 – 7 minut. Ciastka mają zmatowieć, lekko się rozlać ale być nadal miękkie w dotyku. Wystudzić.

Smacznego!



Pudding czekoladowy



Mogę o sobie powiedzieć, że w pewnych kwestiach nie nadaję się na przedstawiciela płci pięknej – nie lubię zakupów, wybieranie, przeglądanie czy przymierzanie elementów garderoby jest dla mnie koszmarnie nudne. Dlatego staram się szybko mieć to już za sobą – gdy czegoś szukam to w kwadrans jestem w stanie „oblecieć” przynajmniej 5 sklepów. A jak już coś znajdę to nie potrafię się zdecydować czy naprawdę jest mi to potrzebne, czy gdzieś obok nie będzie czegoś tańszego i czy w ogóle mi się to podoba. Dziwne, prawda? Ale ile czasu zyskuję dzięki takim ekspresowym zakupom!
Jednakże z innej perspektywy jestem już bardziej kobieca – potrafię wybaczyć błędy innym, ba – nawet często to robię, ale nigdy nie zapominam. Nie zapominam swoich błędów (chociaż nie mogę powiedzieć, że się na nich uczę) i nie potrafię zapomnieć co inni dla mnie zrobili.
I pamiętam także porażki i perełki kulinarne, szczególnie teraz – gdy prowadzę bloga.
Wiem co mi bardzo smakowało, co w ogóle, co było niezłe, co mnie bardzo zawiodło a co bardzo pozytywnie zaskoczyło.
Deserem, który wywołał u mnie emocje inne niż u większości jego degustatorów był krem brulee. Niby dobry, niby słodki ze skarmelizowanym cukrem na wierzchu – ale dla mnie jak zwykły budyń, choć bardziej aksamitny. Nic specjalnego. Zrażona takim obrotem sprawy zrezygnowałam z wszystkich podobnych przepisów – puddingów i musów, sądząc, że każdy będzie taką samą porażką.
Ależ ja byłam w błędzie! Dopiero, kiedy spróbowałam – bez wiary w coś dobrego – pudding czekoladowy zreflektowałam się ile przez jeden kiepski deser straciłam.
Pudding ten jest przepyszny. Słodko – gorzki. Dominuje smak gorzkiej czekolady i kakao, ale na języku pozostaje słodka nuta, uzupełniająca gorycz. Konsystencja – idealnie kremowa, choć z lekko przypieczonym wierzchem. Koniecznie prosto z lodówki – nabiera wtedy odpowiedniej konsystencji, temperatury i smaku. Naprawdę rewelacyjny! Przepis robi się podobnie jak krem brulee ale dodaje się do niego kakao i gorzką czekoladę. Taki mały dodatek, a jaką robi różnicę! Polecam! Przepis pochodzi z książki „czekolada 50 łatwych przepisów” Academia Barilla.


Składniki (na malutką foremkę):
• 2 żółtka
• 50 g cukru
• 200 ml śmietanki kremówki
• 10 g kakao
• 20 g gorzkiej czekolady
• owoce do przybrania

W niewielkim rondelku mocno podgrzać śmietankę.
W między czasie w naczyniu utrzeć żółtka z cukrem na kogel-mogel. Dodać kakao i ucierać dalej. Bardzo powoli, mieszając wlewać gorącą śmietanę. Wymieszać i dodać gorzką czekoladę. Ponownie wymieszać, aż czekolada się rozpuści i powstanie jednolita masa.
Masę wlać do naczynia (u mnie prostokątna ceramiczna foremka: 4 cm x 9 cm) i piec w piekarniku nagrzanym do 100 stopni Celsjusza około pół godziny (pudding z większej ilości składników, w większym naczyniu należy piec dłużej – godzinę). Wyjąć, wystudzić, schłodzić w lodówce przynajmniej 2 godziny, przybrać owocami i podawać.

Smacznego!






Sernik z musem rabarbarowym na drugie urodziny bloga



Niemożliwe! Dwa lata. Aż dwa lata – 730 dni, miliony godzin, niezliczone ilości minut prowadzę tego bloga.
Ależ to szybko minęło – dokładnie pamiętam jak rok temu świętowałam pierwszą rocznicę dzielenia się z Wami moimi kuchennymi popisami.
A dziś już mija kolejny rok.
Taki dzień trzeba uczcić. Uczcić oczywiście ciastem. Jednym z moich ulubionych – sernikiem. A ponieważ jest sezon na rabarbar, a ja przeżywam zauroczenie tym warzywem (owocem), połączenie sernika i rabarbaru od razu zyskało miano „niezwykłego” i odpowiedniego na tę wyjątkową okazję. Oczywiście nie pomyliłam się – sernik wyszedł pyszny, świetnie zastępuje tort (za którym nie przepadam) i jest w ogóle wspaniały!
Polecam, polecam, polecam!


Składniki:
• 100 g herbatników
• 30 g masła

• 400 g rabarbaru
• 100 g cukru
• 2 łyżki wody

• 500 g sera twarogowego /na sernik/
• 150 g cukru
• cukier wanilionowy
• 2 jajka
• 2 łyżki budyniu waniliowego

Przygotować tortownicę o średnicy 20 cm. Spód wyłożyć papierem do pieczenia, a boki wysmarować masłem.
W małym garnuszku rozpuścić masło.
W misce pokruszyć herbatniki, dodać masło i wymieszać wszystko dokładnie, aż osiągnie konsystencję mokrego piasku. Wyłożyć na spód tortownicy, dokładnie docisnąć tworząc zwarty spód. Odstawić.
Rabarbar obrać, umyć i pokroić w niewielkie kawałki. Włożyć do garnuszka, wlać wodę, wsypać cukier i gotować (często mieszając) na niewielkim ogniu, aż cukier się rozpuści, rabarbar rozpadnie, wszystko mocno zgęstnieje i powstanie gęsty mus – około 15 minut. Zdjąć z ognia, przestudzić do temperatury pokojowej.
W misce utrzeć ser z cukrem i cukrem waniliowym. Dodawać po jednym jajku miksując po każdym wbiciu. Na końcu wsypać budyń waniliowy – zmiksować.
Na miasteczkowy spód tortownicy wyłożyć połowę masy serowej. Na niej dokładnie rozsmarować ¾ musu rabarbarowego. Przykryć wszystko pozostałą połową sera, a na wierzchu wyłożyć łyżką kleksy z reszty musu. Ciasto przykryć folią aluminiową (dzięki temu kolor sernika pozostanie bez zmian) i wstawić do piekarnika nagrzanego do 170 stopni na 30 minut. Po tym czasie zdjąć folię i piec jeszcze 10 minut. Następnie piekarnik wyłączyć, drzwiczki uchylić i nie wyjmując ciasta wystudzić je całkowicie. Na kilka godzin wstawić do lodówki, aby sernik nabrał odpowiednią konsystencję.

Smacznego!







Ciasto z cukinią



Dużo ciast mam już na swoim koncie – niektóre dziwne, niektóre oryginalne, niektóre pyszne, niektóre kompletnie nieudane. Dużo ciast z owocami, z mlekiem skondensowanym, z czekoladą, z kremem i z budyniem. Piekłam już nawet ciacho z majonezem, burakami czy nawet marchewką. Nadszedł więc czas na wypielenie kolejnej grządki w moim wymyślonym ogródku – w mojej głowie dojrzała cukinia. Ku mojemu zdziwieniu ciasto z cukinią jest bardzo popularne, proponuje je nawet Ewa Wachowicz w swojej książce „Słodki Świat”. A ile znalazłam jego modyfikacji – z czekoladą, z kakao, przekładane, z kawałkami czekolady, z owocami! A gdzie ta cukinia? Co ona daje, czy wzbogaca jakoś ciasto? Aby się o tym przekonać – postanowiłam zrobić to ciasto i nie dodawać do niego żadnych zbędnych dodatków, które mogłyby wpłynąć na smak ciasta. Jako podstawa przepisu posłużył mi przepis z powyższej książki, ale ponieważ samo ciasto beż żadnych dodatków wydawało mi się „łyse”, postanowiłam je zmodyfikować – zrezygnowałam z oleju, dodałam sok pomarańczowy, kawałki czekolady i przełożyłam pseudo kremem z serka homogenizowanego. Co wyszło? Pyszne, wilgotne i bardzo ciężkie ciasto. Niezbyt słodkie, ale bardzo sycące. Bardzo dobre, choć nie o konkretnym smaku. Cukinii nie czuć w smaku, ale bardzo dobrze w wilgotności. Poza tym widać po kolorze. Nietypowy, pyszny wypiek.
Polecam!

Składniki:
• 250 g cukinii
• 2 jajka
• 200 g cukru
• 1 cukier wanilinowy
• 200 ml soku pomarańczowego świeżo wyciskanego
• 250 g mąki
• 1 łyżeczka proszku do pieczenia
• ¼ łyżeczki sody
• 100 g gorzkiej czekolady
Krem:
• 300 g serka homogenizowanego gęstego
• 30 g mleka w proszku
• 60 g cukru pudru


Cukinię umyć, nie obierać i zetrzeć na tarce o grubych oczkach.
Mąkę wymieszać z proszkiem do pieczenia i sodą.
Czekoladę posiekać na małe kawałki.
W misce ubić jajka z cukrem i cukrem wanilinowym na puszystą, gęstą masę. Cały czas miksując dodać połowę mąki, a następnie wlać sok pomarańczowy. Zmiksować i dodać drugą połowę mąki. Zmiksować. Dodać cukinię i dokładnie wymieszać. Wsypać czekoladę, ponownie wymieszać. Tortownicę o średnicy ok. 23 cm (u mnie owalna forma) wyłożyć papierem do pieczenia. Wlać do niej ciasto, wyrównać wierzch i piec w piekarniku nagrzanym do 180 stopni Celsjusza przez około 40 – 50 minut (ciasto zbrązowieje za wbity w środek patyczek nie będzie oblepiony ciastem). Wystudzić.
Przygotować krem: serek homogenizowany z zmiksować z mlekiem w proszku i cukrem pudrem. Schłodzić w lodówce ok. pół godziny, aż zgęstnieje.
Wystudzone ciasto przekroić wzdłuż na pół. Dolną część posmarować 2/3 ilości kremu, przykryć drugą częścią i na wierzchu rozprowadzić pozostały krem.
Smacznego!