Irlandzki chleb na sodzie



W dni, kiedy nie mam żadnych obowiązków mogłabym siedzieć w kuchni i piec. Mam czas na niespieszne zagniatanie ciasta, na cierpliwe czekanie aż ono urośnie by potem znowu je wyrobić, ponownie odłożyć do wyrośnięcia, uformować, nadziać, podpiec, ostudzić, doprawić, upiec do końca, ostudzić, wypełnić nadzieniem, pokryć lukrem, pokroić spróbować – czyli zrobić wszystko dokładnie tak jak powinno być, w takim czasie jaki jest podany w przepisie. Bo mam wolne – wolne od pracy, od zakupów, od obowiązków.
A ja co? Piekę chleb irlandzki – na sodzie, więc bez wyrastania, bez zagniatania, bez zaczynu. Pieczony 30 minut. Szybciej niż większość ciast. Totalna łatwizna, ale liczy się efekt, który, pomimo moich obaw – bardzo pozytywnie mnie zaskoczył.
Chlebek jest naprawdę smaczny, z chrupiącą skórką – jakby lekko orzechowy? Niestety, za sprawą sody wydaje mi się słony, a dla osoby, która tej przyprawy w ogóle nie używa – każda szczypta jest mocno wyczuwalna. Ale pomimo tego szczegółu, biorąc pod uwagę czas przygotowania – wypiek ma same plusy, jest idealny do kanapek, do podjadania samemu, do zbierania sosu z talerza.
Niestety nie miałam mąki pełnoziarnistej, która powinna być użyta – dałam jedynie zwykłą pszenną, ale i tak chlebek wyszedł udany. Przepis wzięłam stąd.


Składniki (robiłam z połowy składników i tak też tutaj podaję):
• 130 g mąki pszennej razowej (nie miałam więc zastąpiłam zwykłą pszenną)
• 130 g mąki pszennej
• ½ łyżeczki sody oczyszczonej
• ½ łyżeczki brązowego cukru
• ½ łyżeczki soli
• 250 ml maślanki

Piekarnik nagrzać do 230 stopni Celsjusza. Blachę (lub formę) do pieczenia chleba zostawić w środku, tak aby nagrzała się razem z piekarnikiem.
W dużym naczyniu wymieszać mąkę, sodę, cukier i sól. Dodać maślankę – zmiksować. Ciasto będzie lepkie i gęste, ale lejące. Gdy piekarnik osiągnie już wymaganą temperaturę wyjąć blachę (lub formę) i wyłożyć na nią uformowany dowolnie chleb. Piec 10 minut. Po tym czasie zmniejszyć temperaturę do 200 stopni Celsjusza i piec ok. 25 minut. Wyjąć gotowy chleb (powinien mieć przypieczoną skórkę), ostudzić i pokroić.

Smacznego!





Śniadaniowa polenta



Śniadanie jako najważniejszy posiłek dnia? Owszem, ale nie dla mnie. Ja traktuję śniadanie wybitnie po macoszemu, wręcz nie zwracam na nie uwagi i jak cokolwiek rano zjem – mogę uznać to za mały sukcesik. Dlatego też nie zwracam uwagi na to co jem. Mam trochę jogurtu – zjem, serek homogenizowany też może być, podobnie z sałatkami, surówkami, koktajlami i wszelkim jadłem, którego rano nie trzeba przygotowywać. Ja muszę mieć coś gotowego – żeby otworzyć lodówkę i zjeść. Beż żadnych przygotowań, bo to dla mnie zbyt czasochłonne jak na śniadanie. Jednakże ileż można jeść te jogurty, a sałatki i surówki – bądźmy szczerzy, dość szybko się psują. Rzadko kiedy mam pomysł na coś, co starczyło by mi na kilka dni, jest smaczne, inne, poprzedniego dnia można je szybko przygotować i nie można się doczekać by rano wstać i zasmakować się w tym specjale. I nadal tkwiłabym w tej niewiedzy, gdyby nie jeden z programów kulinarnych, na który natknęłam się „po wiadomościach”. W tym odcinku prowadząca składała hołd jabłkom i wszystkie potrawy przyrządzała z ich użyciem, w tym śniadaniową polentę. O polencie słyszałam, a raczej czytałam już dużo, ale kiedy zobaczyłam jak ona wygląda i że oprócz wypełniacza do obiadu można ją użyć także jako podstawowy składnik innych posiłków wytężyłam wzrok i odłożyłam książkę. Przygotowanie – rzeczywiście ekspresowe, wynik – coś pomiędzy kaszą a budyniem. Żółciutkie, gęste, naprawdę apetyczne. Przypomniałam sobie o tym przepisie będąc w sklepie, wzięłam do koszyka polentę – czyli kaszkę kukurydzianą i na bazie tamtego przepisu przygotowałam własną, zmienioną dla swoich potrzeb kaszkę. Naprawdę dobra! Ale gęsta, aż łyżka staje – rzeczywiście kasza gęstnieje w miarę stygnięcia i po nocy w lodówce moja wersja niewiele miała wspólnego z płynną, gęstą polentą, ale bryłą z której można było wykrawać wszelkie kształty i formy dla urozmaicenia śniadań.

Składniki:
• 500 ml mleka
• 80 g polenty (kaszki kukurydzianej)
• 30 g cukru
• 1 brzoskwinia
• 1 nektarynka
• 1 łyżka wody
• kilka winogron
• 1 łyżka miodu
• 2 łyżki jogurtu naturalnego


Najpierw należy przygotować owoce: brzoskwinię i nektarynkę umyć, pokroić na niewielkie kawałki, włożyć do garnka i wlać łyżkę wody. Dodać miód i gotować na niewielkim ogniu aż owoce puszczą sok i zmiękną. Ostawić.
W drugim garnku zagotować mleko z cukrem. Kiedy zawrze, wsypać kaszkę energicznie mieszając by nie powstały grudki. Następnie odłożyć trzepaczkę, wziąć łyżkę i na małym ogniu, cały czas mieszając zagotować i pogotować ok. dwóch minut. Czas gotowania wpływa na ostateczną gęstość polenty – im dłużej gotowana, tym gęstsza. Należy pamiętać, w miarę stygnięcia będzie jeszcze gęstniała.
Gotową kaszkę przelać do talerza, na wierzchu wyłożyć przygotowane wcześniej owoce, polać je jogurtem naturalnym i ułożyć winogrona. Można jeść zarówno na gorąco jak i zimno!
Smacznego!





Czekoladki z masłem orzechowym



Na wielu angielskojęzycznych blogach widziałam już ten przepis, który z absolutną premedytacją omijałam sądząc, że po pierwsze niemożliwe jest, aby bez żadnych magicznych sztuczek udało się gotowy produkt zjeść bez papierka, a po drugie – przepis tak banalnie prosty, że aż nie warto brudzić naczyń. I po części miałam rację – przepis jest banalny, ale zdecydowanie pomyłam się co do naczyń i do odchodzenia od papierka. Nie dość, że czekoladki cudowanie się od niego odklejają, nie zostawiają ani grama papilotki, to na dodatek łączą dwa smaki – słony i słodki, a to połączenie jest dla mnie nieustającym hitem.
Czekolada i masło orzechowe musi być dobre bez względu na konstrukcję, proporcje, sposób połączenia i podania. Wszystko tam gra, pasuje do siebie i idealnie się łączy. Tak jak w tych czekoladkach. Jak z cukierni!
A jakie one są? Jak już pisałam słodko – słone, ale przede wszystkim na tyle zwarte, że spokojnie można wziąć je w ręce, ugryźć i odstawić na talerzyk. W takim samym kształcie. Nic nie odpada, nic się nie kruszy, nic nie wypływa.
Przepis zdecydowanie do powtórzenia, absolutnie pyszny!


Składniki (na ok. 10 czekoladek):
• 150 g mlecznej czekolady
• 200 g masła orzechowego
• 40 g cukr pudru
• 20 g masła

Na parze rozpuścić czekoladę na gładką masę. Następnie dodać ok. 50 g masła orzechowego – wymieszać. Na spód 10 papilotek muffinkowych wylać po niecałej 1 łyżeczce masy, a następnie małym pędzelkiem posmarować boki papilotek masą z garnka (nie zużywając całej). Schłodzić około 15 minut.
W tym czasie przygotować nadzienie – do miski włożyć pozostałe masło orzechowe, dodać masło i cukier puder – utrzeć wszystko razem. Schłodzić w lodówce ok. ½ godziny.
Wyjąć papilotki z lodówki i ponownie posmarować pędzelkiem ich boki (zostawić trochę masy na przykrycie czekoladek). Znowu schłodzić ok. 15 minut.
Po tym czasie wyjąć papilotki i masę orzechową. Do środka każdej papilotki wkładać 1 czubatą łyżeczkę (lub więcej jak się zmieści) masy orzechowej i przykrywać ją łyżeczką masy czekoladowej. Tak przygotowane czekoladki schłodzić około 2-3 godzin w lodówce.
Smacznego!



Flan na czekoladowym spodzie



Nadal piekę bez owoców. Nadal preferuję je w formie surowej, bez cukru, śmietany, jogurtu czy miodu. Nadal uważam, że najsmaczniejsze są prosto z krzaka, ewentualnie od razu po kupieniu od chłopa, lub jakiegoś przydrożnego straganiarza. Przyniesione do domu, umyte, odszypułkowane, pozbawione pestek i ułożone na półmisku już nie smakują tak samo. Nie wiem dlaczego, ale wtedy znika ta magia lata – gdy można delektować się pysznymi owocami, jednocześnie ciesząc się promieniami słońca i ogólnie panującą duchotą – lub – zaznając chłodu znad wody, cienia od lasu. Może dlatego tak mam, że przez cały rok, a szczególnie zimą ratujemy się cytrusami, jabłkami i bananami, a one kojarzą mi się z dekoracją stołu, ładnym ułożeniem na półmisku i generalnie rzecz biorąc – nie wiem dlaczego tak – z nieciekawą porą roku. Dlatego każdym sezonowym owocem cieszę się jakby był pierwszym zjedzonym w tym sezonie i nie zagłuszam jego smaku niczym innym. Nawet ciastem.
Dziś więc kolejny wypiek bez owoców. Wręcz przeciwnie – ze słodkim mlekiem skondensowanym i kakao. O dziwo, z taką ilością słodyczy – wypiek jest niezwykle lekki, ale słodziutki. Ba! Bardzo słodki, ale nie zapychający. Owszem, potrafi zasłodzić, owszem może zapchać, ale na krótko. Ciasto jest maksymalnie wilgotne – za sprawą zmiany miejsca położenia warstw. Część z mlekiem skondensowanym wylewa się na wierzch masy kakaowej, a wyjmuje się z piekarnika w odwrotnym ułożeniu – masa mleczna jest na dnie. Dziwne, ale prawdziwe. I to przejście mleka przez kakaową masę zapewnia jej wilgotność i dodatkowy, pyszny smak. Wszystko w tym cieście jest na miejscu, wszystko jest odpowiednie, wszystko jest idealne. Zdecydowanie jeden z najlepszych wypieków! Przepis pochodzi z tej strony z moimi małymi zmianami.


Składniki:

Karmel:
• 200 g cukru
• 25 ml wody
• 100 ml śmietanki kremówki

Ciasto:
• 120 g masła
• 100g cukru
• 1 jajko
• 210 g mąki
• ¾ łyżeczki proszku do pieczenia
• ¾ łyżeczki sody oczyszczonej
• 20 g kakao
• 300 g maślanki lub kefiru

Flan:
• 400 g mleka skondensowanego słodzonego
• 360 g mleka skondensowanego niesłodzonego
• 120 g twarogu (sera białego, ale gładkiego!)
• 3 jajka
• 1 łyżeczka ekstraktu waniliowego

Najpierw należy przygotować karmel: go garnuszka z grubym dnem wsypać cukier i wlać wodę. Gotować na dużym ogniu, nie mieszając, aż powstanie bursztynowy karmel (około 10 minut). Natychmiast dodać śmietankę i mieszając – podgrzewać, aż wszystko się połączy i osiągnie gęstą konsystencję. Wyłączyć gaz, ostudzić.
Ciasto: Mąkę przesiać z proszkiem do pieczenia, sodą oczyszczoną i kakao.
W misce utrzeć masło z cukrem na jasną masę. Dodać jajko – zmiksować. Wmieszać 1/3 mieszanki mącznej, następnie połowę maślanki. Ponownie dodać 1/3 mąki – zmiksować i wlać resztę maślanki. Na końcu wmiksować pozostałą mąkę.
Flan: W dużym naczyniu umieścić oba rodzaje mleka, twaróg, jajka i ekstrakt. Zmiksować dokładnie.

Szczelną tortownicę o średnicy 22 cm (lub naczynie do zapiekania) wysmarować masłem. Na dno wylać równa warstwą karmel. Na karmel wykładać ciasto kakaowe, wyrównać, a na nie delikatnie, łyżka po łyżce wylać flan. Przykryć folią aluminiową. Tortownicę postawić ba blasze do pieczenia, do której wlać wrzątek tak, aby dosięgał do 1/3 wysokości naczynia z ciastem. Piec w piekarniku nagrzanym do 175 stopni Celsjusza przez 50 minut – 1h (do suchego patyczka). Po tym czasie ciasto wyjąć z piekarnika, zdjąć folię, wystudzić i wstawić do lodówki na co najmniej 3-4 godziny. Po tym czasie ciasto wyjąć: talerz, na którym ma ono być podane położyć na górze formy (dnem do góry). Tortownicę złapać za spód i jedną ręką trzymając talerz, drugą tortownicę – zdecydowanym ruchem przewrócić naczynia, tak aby ciasto wysunęło się z naczynia. Ostrożnie zdjąć tortownicę i wyłożyć resztę karmelu z jej dna na ciasto. Smacznego!