Karmelowo – orzechowa krajanka



Kto by przypuszczał, że połączenie karmelu z orzechami, wylane na kruche ciasto może stanowić połączenie tak doskonałe jak kawa z mlekiem, twaróg z pomidorem czy masło orzechowe z łyżeczką ;-) Ja – w życiu. I chociaż przepis znałam prawie na pamięć – przeglądałam go bardzo często, podziwiałam zdjęcie, czytałam składniki i już oczami wyobraźni widziałam ja gotowy wypiek stoi u mnie na blacie w fioletowej foremce....zawsze go omijałam,. No bo to tylko kruche ciasto, tylko karmel i tylko orzechy włoskie. Trzy elementy, połączone, zapieczone i wystudzone. Ciągle tłumaczyłam sobie, że następnym razem, za tydzień, jak tylko upiekę kilka innych ciast, które mam w planach...aż w końcu nadszedł ten następny raz, ten tydzień i ten czas. Nie będę nikogo oszukiwać – podchodziłam do tego przepisu jak pies do jeża – z duża dozą ostrożności. Co prawda byłam prawie pewna, że efekt będzie co najmniej zadowalający, ale obawiałam się, że wszystko razem będzie mdłe, słodkie i takie trochę nijakie. Oczywiście się pomyliłam.
Smak krajanki jest co prawda bardzo słodki, ale jak ktoś lubi karmel, toffi lub różne jego odmiany – będzie zachwycony. Ciasto kruche, jest naprawdę kruche – nie twarde, ale w żaden sposób nie gumowate. Warstwa karmelowo – orzechowa jest miękko – lepko chrupiąca. Karmel – rozlewa się na talerzyku, a orzechy zdecydowanie chrupią (choć nie są twarde). Dodałam sól do smaku – przez co słodycz jest jeszcze bardziej podkreślona, ale na końcu języka czuć lekkie jej przełamanie. Jednym słowem rewelacja.
Ciasto najlepiej przechowywać w lodówce – wtedy lepiej się kroi i zachowuje dość zwartą konsystencję, natomiast pozostawione w temperaturze pokojowej – powoduje, że karmel staje się półpłynny, co w połączeniu z bardzo kruchym ciastem i chrupiącymi, miękkimi orzechami daje absolutną rozkosz podniebienia! Przepis zaczerpnęłam z książki „Back to baking” Anny Olson i pozmieniałam co nieco.


Składniki:
• 130 g mąki
• 60 g masła
• ¼ łyżeczki soli

• 200 g cukru
• 3 łyżki wody
• 20 g masła
• ½ łyżeczki soli
• 100 ml śmietany kremówki
• 2 jajka
• 40 g cukru brązowego
• 150 g orzechów włoskich


W misce wymieszać mąkę z solą. Dodać pokrojone na kawałki masło i wyrobić tylko do powstania kruszonki. Nie zagniatać ciasta – ma pozostać kruszonka. Wysypać ją na wyłożoną papierem do pieczenia formę o boku 20 cm i ugnieść tworząc jednolity, równy spód. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 175 stopni Celsjusza i podpiec ok. 10 minut – aż brzegi zaczną się „zezłacać”. Wyjąć z piekarnika, odstawić.
Do garnuszka z grubym dnem wsypać cukier, dodać wodę i gotować aż powstanie bursztynowy karmel. Zdjąć z ognia, dodać masło, sól (rozpuścić w gorącym karmelu, cały czas zdjętym z ognia) i śmietanę kremówkę. Garnuszek postawić ponownie na ogniu i podgrzewać, aż skrystalizowany cukier (bo po wlaniu śmietany cukier się zbije w grudki) całkowicie się rozpuści a masa wyraźnie zgęstnieje – około 10 minut. Zdjąć z ognia i prawie całkowicie wystudzić.
W miedzy czasie w misce roztrzepać jajka z brązowym cukrem. Nie ubijać na pianę. Dodać wystudzony karmel, wymieszać. Wsypać orzechy – ponownie wymieszać. Masę wylać na przestudzony kruchy spód i piec w piekarniku nagrzanym do 175 stopni Celsjusza przez około 15 – 20 minut, aż wierzch się zetnie, ale po bokach ciasta karmel będzie „bąblował”. Wyjąć, wystudzić i wstawić do lodówki aż masa się zetnie i nabierze odpowiedniej konsystencji (choć można jeść zaraz po wystudzeniu, lecz będzie bardzo trudno ukroić kawałek).

Smacznego



Czekoladowy chiffon cake / ciasto szyfonowe



Czasem mam ochotę na zwykłe ciasto, z normalnych prostych składników, bez skomplikowanych technik kulinarnych, bez niezwykłych składników, wieloetapowych przygotowań i skomplikowanego sposobu pieczenia. Takie, ot ciasto do herbaty, kawy czy szklanki mleka. Ale żeby było puszyste, słodkie, czekoladowe lub kakaowe i długo świeże. Acha i miękkie. Mając w głowie te wszystkie kryteria sięgnęłam do książki, którą ostatnio zaniedbałam, ale która jak na razie jest moim hitem i nieskończonym źródłem inspiracji i przede wszystkim gotowych, sprawdzonych przepisów. Rozsiadłam się wygodnie, otworzyłam pierwszą stronę, drugą, trzecią, piątą, czterdziestą siódmą i póki co nic. Albo nie miałam jakiegoś składnika, albo czas przygotowania był zdecydowanie zbyt długi. Każdy przepis miał jakiś feler. Jednakże jeden zaciekawił mnie mocno. Składniki dostępne w każdym domu, przygotowanie – szybkie i łatwe. Pieczenie – krótkie. Studzenie – do góry nogami! Niemożliwe? A jednak. I grawitacja nie przeszkadza w trzymaniu ciasta odwrotnie. Nic nie wypada, nic się nie odrywa, ale po wystudzeniu idealnie odkrawa od brzegów tortownicy, świetnie się kroi na porcje, a polewa, której nie żałowałam – będąca już moim dodatkiem bardzo, bardzo dobrze uzupełnia cały wypiek.
Jakie ciasto jest w smaku? Czekoladowe – wyraźnie czekoladowe. Ale nie zapychające. Niezwykle miękkie (ugina się pod naciskiem łyżeczki czy widelca), o gąbczastej strukturze, naprawdę rozpływające w ustach. Polewa dopełnia bogaty smak przez co wszystko razem staje się bardzo uzależniające. Najlepiej jest podawać ciasto z owocami, bitą śmietaną lub sosem waniliowym. Przepis z książki Anny Olson „Back to baking”.


Składniki (na tortownicę 20 cm):
• 150 g mąki
• 100 g cukru pudru
• 15 g kakao
• 1 łyżeczka proszku do pieczenia
• ¼ łyżeczki soli
• ¾ szklanki zaparzonej mocnej kawy
• 3 jajka – oddzielone
• 40 ml oleju
• 50 g cukru (zwykłego)

• 50 g masła
• 50 g czekolady gorzkiej
• 50 g czekolady mlecznej


Zaparzyć kawę, ostudzić do temperatury pokojowej.
Do dużej miski przesiać mąkę, cukier puder, kakao, proszek do pieczenia i sól.
Dodać kawę, żółtka i olej. Zmiksować na gładką masę.
W drugiej misce ubić białka na sztywną pianę, pod koniec ubijania dodawać stopniowo 50 g cukru. Gdy piana będzie sztywna, 1/3 jej ilości dodać do masy mącznej i wymieszać (aby rozluźnić konsystencję ciasta). Następnie dodać resztę piany i bardzo delikatnie wmieszać ją do ciasta.
Dno tortownicy o średnicy 20 cm wyłożyć papierem do pieczenia. Boki zostawić czyste – niczym nie smarować i nie wykładać. Wylać ciasto do formy i wstawić do piekarnika nagrzanego do 160 stopni Celsjusza na ok. 30 minut. Ciasto będzie upieczone, gdy wbity w środek patyczek po wyjęciu będzie suchy, bez kawałków oblepionego ciasta.
Po upieczeniu ciasto wyjąć z piekarnika, jednym ruchem odwrócić do góry dnem i oprzeć o kratkę lub inny przyrząd, naczynie – u mnie pomiędzy palnikami w kuchence, tak aby powierzchnia ciasta wisiała w powietrzu i nie dotykała żadnej powierzchni. Tak odwrócone ciasto wystudzić kompletnie. Następnie odwrócić do normalnej pozycji, nożem obkroić dookoła (by odkleiło się od tortownicy), delikatnie wyjąć.
W między czasie przygotowac polewę: W garnuszku, na parze stopić masło, dodać połamana kawałki czekoladę (oba rodzaje) i podgrzewając, co jakiś czas mieszać do uzyskania jednolitej, gładkiej i gęstej masy. Polewę wylać na wystudzone ciasto, wygładzić i poczekać aż stężeje. Kroić na porcje i podawać.

Smacznego!



Napoleonki bez pieczenia



Każdy z nas ma w pamięci, zeszycie, na kartce lub w dzisiejszych czasach – uwiecznione w komputerze przepisy, które są z nami od zawsze. Które robili nasi dziadkowie, rodzice, teraz my i zapewne nasze dzieci też będą. Przepisy klasyki, które nigdy się nie znudzą. Przepisy, które często zapominane i odkładane na wiele lat wpadają nam w ręce w najmniej oczekiwanym momencie. Czytamy wtedy pobieżnie tytuł, następnie składniki ale przy technologii wykonania już jesteśmy wciągnięci w przepis, zaczynamy się uśmiechać, w głowie robimy szybki przegląd zawartości szafek i jeżeli wszystko mamy pod ręką – odkładamy pierwotny plan działania (który zmusił nas do zajrzenia w to miejsce, gdzie skrywał się przepis) i zaczynamy pieczenie. Takie przepisy – zwykle proste – mają jakąś niesamowitą magię, która niczym wyjątkowa przyprawa zmienia mocno przeciętny smak zwykłej babki w arcydzieło stuki kulinarnej.
Ja też mam takie przepisy, które kiedyś zostały znalezione przeze mnie lub Mamę w starych gazetach, wykonane kilkanaście razy nagle poszły w odstawkę. Z dnia na dzień. Pierwsze skrzypce zaczęły grać inne wypieki, nowocześniejsze, ciekawsze. I co prawda ten, o którym zaraz napiszę nie jest wyjątkowy, nie jest niczym szczególnym – ba! nawet pochodzi z gazety a nie z przekazywanego z pokolenia na pokolenie przepisu – to dla mnie zapisał się na kartach pamięci wyraźnie. Przez długi czas deser ten był jednym z moich ulubionych. Dlatego teraz polecam go Wam.
Przygotowanie jest szybkie, proste i przyjemne, aczkolwiek niestety czekanie na finalny efekt musi potrwać. Ale opłaca się czekać. A jaki jest w smaku? Słodko – słony z nutą charakteru, czyli taki jak lubię najbardziej. Słony za sprawą krakersów, słodki – dzięki masie budyniowej a charakterny – za sprawą soku z cytryny. Masa budyniowa jest gładziutka, słodziutka, idealnie zastyga. Pyszna. A krakersy – słone i mięciutkie od masy. Sok z cytryny nadał wyrazistości całemu deserowi, bez niego mógłby być zbyt mdły.
Deser zdecydowanie dla maniaków mas budyniowych, połączeń przeciwległych smaków i rozpływających się w ustach deserów. Zdecydowanie polecam. Przepis wygrzebałam ze starego numeru Mojego Gotowania i lekko zmodyfikowałam.


Składniki:
• krakersy solone (w moim przypadku starczyły 24 sztuki)
• 4 żółtka
• 750 ml mleka
• 60 g masła
• 100 g mąki
• 150 g cukru
• sok z cytryny
• cukier puder

500 ml mleka zagotować z masłem. Odstawić do lekkiego przestygnięcia.
Żółtka utrzeć z cukrem na puszystą i jasną masę. Wsypać mąkę i zmiksować – będzie trudno, powstaną zbite grudki, ale tak ma być. Następnie wlewać pozostałe 250 ml mleka, miksując aż do powstania jednolitej, płynnej masy.
Gdy zagotowane mleko z masłem przestygnie – wlać kilka łyżek do masy żółtkowej (aby zahartować żółtka) i energicznie wymieszać. Następnie zahartowaną masę przelać z powrotem do garnka z mlekiem i gotując na małym ogniu, mieszać cały czas aż masa wyraźnie zgęstnieje i zacznie bulgotać – wtedy zniknie posmak mąki. Na końcu wlać sok z cytryny i dokładnie wymieszać. Jeżeli w trakcie gotowania powstaną grudki – należy dalej gotować masę i mieszać, grudki się rozbiją na gładki krem. Gdyby jednak tak nie było – po zagotowaniu masy można ją zmiksować, wtedy wszystko się dokładnie rozbije i połączy.
Połowę krakersów wylać na blachę ( u mnie o bokach 20 x 26 cm), uprzednio wyłożoną folią aluminiową lub spożywczą. Na krakersy wylać gorącą masę budyniową i przykryć pozostałymi krakersami – układać górną warstwę dokładnie tak jak dolną (żeby można było równe kawałki pokroić). Napoleonkę wstawić do lodówki na kilka godzin, aż masa stężeje. Przed podaniem posypać cukrem pudrem.

Smacznego!



Dyniowy sernik z mlekiem skondensowanym



Zakładając bloga nawet nie przypuszczałam, że zacznę tak mocno i skwapliwie śledzić sezonowość naszego klimatu i wszelkie dobra jakimi częstują nas poszczególne pory roku. Już teraz wiem w jakim miesiącu jest sezon na maliny, kiedy najlepiej kupować truskawki, dowiedziałam się jak smakuje i co to w ogóle jest rabarbar, oraz, że dynia nie służy tylko i wyłącznie do ozdabiania witryn sklepowych. No proszę, jak bardzo można poszerzyć swoją wiedzę...piekąc ciasta i babeczki. Zaczęłam też odważniej łączyć składniki, tworzyć własne przepisy, eksperymentować. Nie zawsze są to udane próby, choć nie powiem – smaczne. Czasami coś mi się nie zsiądzie, przepiecze, rozpadnie – na bloga się nie nadaje, ale smak jest. A jak już uda mi się coś w 100% to nie posiadam się z radości. Jakbym książkę kulinarną napisała :-) Niemniej nie oznacza to, że nie szukam inspiracji u innych – przeglądam blogi kulinarne regularnie. Czytam przepisy, z zazdrością oglądam piękne zdjęcia i często upatrzone przepisy wykorzystuję u siebie. Jeżeli można – staram się jednak w nich zmienić co – nieco, aby nie były idealną kopią ale na smaku nic nie straciły, choć wiem, że nie zawsze takie zmiany są możliwe.
Tym razem, korzystając jeszcze z dostępności dyni, po lekturze bloga „Raz a dobrze”, postanowiłam upiec sernik, inspirując się tym przepisem. Pozmieniałam to i owo – spód zmieniłam, troszkę wygląd ciasta i zrezygnowałam z polewy. Chciałam aby ser był na pierwszym miejscu i zdecydowanie się wyróżniał i dominował nad resztą ciasta, stąd taki ubogi wierzch.
I co mogę powiedzieć? Sernik lubi każdy – również i ja. Ten sernik jest trochę inny w smaku niż typowe – nie jest bardzo słodki, dynia zdecydowanie tłumi sugerowaną słodycz i daje swój smak. Na spód użyłam herbatników z solą i kakao, dlatego nie daje on wyraźnej słodkości – tylko subtelną – słodycz herbatników jest przytłumiona gorzkim kakao i zrównoważona solą. Ale to dobrze! Przesłodzone serniki, ulepkowate, gdzie nie czuć smaku sera lecz samą słodycz nie są dla mnie, a ten absolutnie tak! Lekko wytrawny smak dyni, połączony z białą częścią, już słodszą – komponuje się w jedną, idealnie wyważoną całość. Kakaowy spód wcale nie daje goryczy, a przyjemny posmak kakaowy. Ciastem spokojnie można się raczyć bez popijania gorzką herbatą, wodą z cytryną czy kwaśnym sokiem – nie ma ryzyka przesłodzenia, a smak taki jaki lubię! Polecam!


Składniki (z moimi zmianami):
• 150 g herbatników
• 50 g masła
• 20 g kakao
• 1/3 łyżeczki soli

• 800 g sera twarogowego lub sera na serniki
• 533 g – 1 puszka – mleka skondensowanego słodzonego
• 3 jajka
• 30 g mąki ziemniaczanej
• 350 g puree z dyni
• ½ łyżeczki cynamonu

Masło stopić. Herbatniki pokruszyć do niewielkiej miseczki, dodać do nich kakao i sól. Wlać rozpuszczone masło i wymieszać wszystko, aż powstanie masa o konsystencji mokrego pisaku, która będzie jednak klejąca. Przełożyć masę na spód formy o wymiarach 20 x 26 cm wyłożonej papierem do pieczenia i grzbietem łyżki wcisnąć w dno, wyrównując powierzchnię. Podpiec w piekarniku nagrzanym do 170 stopni Celsjusza przez 10 minut.
W między czasie przygotować masę serową. Do dużej miski włożyć ser i wlać mleko skondensowane. Zmiksować. Wbijać po jednym jajku dokładnie miksując po każdym dodaniu. Dodać mąkę – zmiksować. Połowę masy przelać do kolejnej miski i wymieszać z puree dyniowym i cynamonem. Na podpieczony spód wylać masę białą, a na nią delikatnie masę dyniową. Drugą końcówkę łyżki, lub patyczek do ciasta włożyć w masę serową (głęboko, aby prawie dotykała dna) i zrobić esy-floresy. Ciasto przykryć folią aluminiową i piec w piekarniku nagrzanym do 170 stopni Celsjusza przez 50 minut, następnie zdjąć folię i dopiec jeszcze 10 minut, aż sernik się zetnie. Po tym czasie wyłączyć piekarnik i studzić ciasto w zamkniętym piekarniku przez 20 minut. Następnie otworzyć piekarnik i wystudzić całkowicie. Przed podaniem koniecznie schłodzić w lodówce przynajmniej 3 godziny.

Smacznego!



Muffinki z karmelem i kakaowym kremem



W miarę regularnie staram się umieszczać na blogu wypieki z różnych kategorii – chociaż wcześniej w ogóle nie przywiązywałam do tego wagi, teraz jak długo zaniedbuję jakąś kategorię – jest mi głupio. A ponieważ już od dawna czułam, że bardzo, bardzo dawno nie piekłam muffinek – przy pierwszej możliwej sposobności zdecydowałam się właśnie na nie. Już prawie nie pamiętałam jak przyjemnie jest wziąć jedną taką babeczkę do ręki, obrać z papierka i zatopić zęby najpierw w jej kremie, potem w nadzieniu by zakończyć tę podróż na miękkim cieście. Bardzo, bardzo przyjemne uczucie i forma wypieku – wszystko robi się szybko, smakuje gościom i domownikom, ładnie się prezentuje na talerzu. Muffinki mają same plusy. A na dodatek – można do nich dodać wszystko na co ma się ochotę! Do muffinek wszystko pasuje!
Moje są z drażami mlecznymi i karmelem, przykryte kakaowym kremem. Brzmi zbyt słodko? Wcale takie nie jest. Muffinki, jak to słodkie wypieki – takie są, ale wcale draże i karmel nie sprawiają, że jedyną myślą po zjedzeniu takiej babeczki jest ratowanie się słonym śledziem. Babeczki są idealne – słodkie ciasto, z kawałkami gorzkiej czekolady, mleczne draże, karmelowy sos, a na wierzchu dość gorzki krem. Połączenie dość ciekawe – różne tekstury składników, różna ich gęstość, różne smaki. W przygotowaniu szybkie, szczególnie jak mamy gotowy karmel, masę krówkową lub krówki, które wystarczy jedynie rozpuścić schłodzić.


Składniki:
• 260 g mąki
• 1 łyżeczka sody oczyszczonej
• ¾ łyżeczki soli
• 50 g masła
• 100 g cukru
• 2 jajka
• 100 g jogurtu naturalnego
• 80 g gorzkiej czekolady

• 300 g gotowego sosu karmelowego/ masy krówkowej/ krówek
LUB:
• 100 g cukru
• 1 łyżka wody
• 20 g masła
• 150 ml śmietanki kremówki

• 150 g draży mlecznych

• 100 g śmietany kremówki
• 150 g gęstego serka homogenizowanego lub twarogu
• 20 g cukru
• 20 g kakao

• odrobina posypki kolorowej (opcjonalnie)


Czekoladę posiekać.
Do niewielkiego naczynia przesiać mąkę, sodę i sól.
W misce utrzeć masło z cukrem na puszystą i jasną masę. Dodawać po jednym jajaku – miksując. Wsypać mąkę, zmiksować jeżeli masa będzie bardzo gęsta, aż niemożliwa do miksowania – dodać jogurt. Ponownie zmiksować (masa powinna być mocno gęsta ale plastyczna). Wmieszać czekoladę.
Krówki rozpuścić na małym ogniu LUB masę krówkową przełożyć do miseczki i rozmieszać, by była bardziej plastyczna LUB przygotować sos karmelowy:
W garnuszku o grubym dnie umieścić i podgrzewać cukier z łyżką wody aż cukier się rozpuści i powstanie bursztynowy karmel. Dodać masło, rozmieszać i wlać śmietankę. Podgrzewać cały czas mieszając – aby skrystalizowane kawałki cukru się rozpuściły, a masa zgęstniała. Zdjąć z ognia, wystudzić a następnie schłodzić w lodówce (około godziny) – masa ma bardzo zgęstnieć

12 foremek na muffinki wyłożyć papilotkami. Każdą z nich napełniać, do ¾ wysokości masą muffinkową. Wyrównać powierzchnię. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 175 stopni Celsjusza i piec 12 minut – do suchego patyczka. Wyjąć i z gorących muffinek ściąć wierzch i wydrążyć dziurę. Od razu wsypać do niej draże, wciskając je w środek. Na wierzch wykładać po łyżce – dwóch sos karmelowy. Schłodzić.
Przygotować krem: Śmietanę kremówkę ubić na sztywno. Wmieszać do serka homogenizowanego, Dodać cukier i kakao – zmiksować. Masę przełożyć do rękawa cukierniczego i wyciskać na wierzch każdej babeczki tworząc dowolny kształt. Obsypać posypką kolorową.