Napoleonki bez pieczenia



Każdy z nas ma w pamięci, zeszycie, na kartce lub w dzisiejszych czasach – uwiecznione w komputerze przepisy, które są z nami od zawsze. Które robili nasi dziadkowie, rodzice, teraz my i zapewne nasze dzieci też będą. Przepisy klasyki, które nigdy się nie znudzą. Przepisy, które często zapominane i odkładane na wiele lat wpadają nam w ręce w najmniej oczekiwanym momencie. Czytamy wtedy pobieżnie tytuł, następnie składniki ale przy technologii wykonania już jesteśmy wciągnięci w przepis, zaczynamy się uśmiechać, w głowie robimy szybki przegląd zawartości szafek i jeżeli wszystko mamy pod ręką – odkładamy pierwotny plan działania (który zmusił nas do zajrzenia w to miejsce, gdzie skrywał się przepis) i zaczynamy pieczenie. Takie przepisy – zwykle proste – mają jakąś niesamowitą magię, która niczym wyjątkowa przyprawa zmienia mocno przeciętny smak zwykłej babki w arcydzieło stuki kulinarnej.
Ja też mam takie przepisy, które kiedyś zostały znalezione przeze mnie lub Mamę w starych gazetach, wykonane kilkanaście razy nagle poszły w odstawkę. Z dnia na dzień. Pierwsze skrzypce zaczęły grać inne wypieki, nowocześniejsze, ciekawsze. I co prawda ten, o którym zaraz napiszę nie jest wyjątkowy, nie jest niczym szczególnym – ba! nawet pochodzi z gazety a nie z przekazywanego z pokolenia na pokolenie przepisu – to dla mnie zapisał się na kartach pamięci wyraźnie. Przez długi czas deser ten był jednym z moich ulubionych. Dlatego teraz polecam go Wam.
Przygotowanie jest szybkie, proste i przyjemne, aczkolwiek niestety czekanie na finalny efekt musi potrwać. Ale opłaca się czekać. A jaki jest w smaku? Słodko – słony z nutą charakteru, czyli taki jak lubię najbardziej. Słony za sprawą krakersów, słodki – dzięki masie budyniowej a charakterny – za sprawą soku z cytryny. Masa budyniowa jest gładziutka, słodziutka, idealnie zastyga. Pyszna. A krakersy – słone i mięciutkie od masy. Sok z cytryny nadał wyrazistości całemu deserowi, bez niego mógłby być zbyt mdły.
Deser zdecydowanie dla maniaków mas budyniowych, połączeń przeciwległych smaków i rozpływających się w ustach deserów. Zdecydowanie polecam. Przepis wygrzebałam ze starego numeru Mojego Gotowania i lekko zmodyfikowałam.


Składniki:
• krakersy solone (w moim przypadku starczyły 24 sztuki)
• 4 żółtka
• 750 ml mleka
• 60 g masła
• 100 g mąki
• 150 g cukru
• sok z cytryny
• cukier puder

500 ml mleka zagotować z masłem. Odstawić do lekkiego przestygnięcia.
Żółtka utrzeć z cukrem na puszystą i jasną masę. Wsypać mąkę i zmiksować – będzie trudno, powstaną zbite grudki, ale tak ma być. Następnie wlewać pozostałe 250 ml mleka, miksując aż do powstania jednolitej, płynnej masy.
Gdy zagotowane mleko z masłem przestygnie – wlać kilka łyżek do masy żółtkowej (aby zahartować żółtka) i energicznie wymieszać. Następnie zahartowaną masę przelać z powrotem do garnka z mlekiem i gotując na małym ogniu, mieszać cały czas aż masa wyraźnie zgęstnieje i zacznie bulgotać – wtedy zniknie posmak mąki. Na końcu wlać sok z cytryny i dokładnie wymieszać. Jeżeli w trakcie gotowania powstaną grudki – należy dalej gotować masę i mieszać, grudki się rozbiją na gładki krem. Gdyby jednak tak nie było – po zagotowaniu masy można ją zmiksować, wtedy wszystko się dokładnie rozbije i połączy.
Połowę krakersów wylać na blachę ( u mnie o bokach 20 x 26 cm), uprzednio wyłożoną folią aluminiową lub spożywczą. Na krakersy wylać gorącą masę budyniową i przykryć pozostałymi krakersami – układać górną warstwę dokładnie tak jak dolną (żeby można było równe kawałki pokroić). Napoleonkę wstawić do lodówki na kilka godzin, aż masa stężeje. Przed podaniem posypać cukrem pudrem.

Smacznego!