Arachidowe łamańce



Niektóre desery są dziwne. Niby smaczne, ale jakieś takie nie do końca odpowiadające moim preferencjom kulinarnym. Przynajmniej na początku. Przy pierwszym spróbowaniu – a to jest właśnie ten kluczowy moment klasyfikujący moje dzieło. Pierwsze dwa kęsy. I jak one mnie nie zachwycą, mogę uznać deser za porażkę. Bo to, czego najbardziej nie lubię to na siłę przekonywanie się i doszukiwanie smaku w miejscu, gdzie go po prostu nie ma. Już zdarzyło mi się kilka takich wpadek, ale cóż – nikt nie jest idealny. Źle dobrane proporcje, kiepskie składniki, niezbyt trafnie wyliczony czas pieczenia. Ale z każdą porażką uczę się coraz więcej, staram się wyciągać wnioski i nie popełniać błędów. Nie zawsze mi to wychodzi… Bo wiedząc, że nie przepadam za orzechami ziemnymi w deserach w swojej pierwotnej postaci (masło orzechowe uwielbiam!) oraz redukując ilość masła czy jakiegokolwiek tłuszczu maksymalnie jak się da – postanowiłam zrobić deser bazujący na tych dwóch składnikach. Nie wiem co ja sobie myślałam, że nagle z dnia na dzień pokocham ten specyficzny smak arachidów? Czy może zacznę totalnie ignorować kaloryczność i poziom tłuszczu w wypiekach? Nie wiem. Ale wiem, że jak spróbowałam dzieła jeszcze zanim osiągnęło ono odpowiednią formę już miałam ochotę je wyrzucić. Ale nie poddałam się. Wylałam masę, poczekałam aż stężeje, polałam czekoladą. I deser zmienił swój smak. Schłodzony w lodówce przybrał zupełnie inny wymiar. Zachował specyficzny smak orzechów, ale w ogóle to nie przeszkadzało! Wręcz bardzo mi to zasmakowało! Do tego czekolada, która swoją słodyczą przełamuje słoność deseru – pycha. Bo ten deser jest słono – słodki z wyraźnym smakiem orzechów, karmelu i czekolady. Jest dość twardy, nie da się go ładnie pokroić tylko połamać, dlatego nadaje się bardziej do przegryzania przy książce lub filmie niż na prezentację szerszemu gronu osób, ale forma podania smaku mu nie odbiera. O dziwno mogę powiedzieć, że polecam!

Składniki:
• 110 g masła
• 120 g cukru
• ¼ łyżeczki soli
• 100 g orzechów ziemnych solonych i prażonych
• 1 łyżeczka sody oczyszczonej
• Aromat waniliowy

• 110 g czekolady (połowa mlecznej, połowa gorzkiej)
• 25 g masła

W średnim garnuszku umieścić masło, cukier, sól i aromat waniliowy. Mieszając gotować, aż masło się rozpuści, a mieszania połączy. Wsypać orzechy i chwilę pogotować, cały czas mieszając – orzeszki lekko się podprażą, ale tak powinno być. Garnek zdjąć z ognia i dodać sodę oczyszczoną. Od razu intensywnie mieszać – masa zacznie bąblować, kipieć i zmieni kolor na jaśniejszy oraz zgęstnieje. Jak tylko się trochę uspokoi – wylać ją do wyłożonej papierem do pieczenia formy ( u mnie o boku 20 cm). Odstawić do ostygnięcia i stężenia.
W garnuszku, w kąpieli wodnej rozpuścić czekoladę z masłem, aż będzie płynna. Wylać ją na zastygniętą masę orzechową, rozsmarować i odstawić do zastygnięcia. Najlepiej na kilka godzin wstawić do lodówki. Następnie deser wyjąć z formy i połamać na nierówne kawałki.
Smacznego!



Wesołych Świąt!




Kochani!
Życzę Wam zdrowych, spokojnych i wesołych Świąt Bożego Narodzenia!!!
Mnóstwa prezentów pod choinką i całe mnóstwo pyszności na świątecznym stole!!!

Marta

Migdałowo – kokosowa krajanka



Ostatnio skoncentrowałam swoją uwagę wyłącznie na ciastach świątecznych, piernikach, sernikach, makowcach i wszystkich tych obrządkach, które w tym okresie chcąc nie chcąc spychają inne czynności na dalszy plan i górując zajmują sobą dosłownie wszystko. Nie ukrywam, że uwielbiam ten okres, kupowanie prezentów, pakowanie, pieczenie, świąteczne zakupy oraz nawet sprzątanie jest dla mnie wyjątkowe, gdyż przyprawione magiczną atmosferą, zagłuszone dźwiękiem dzwoneczków, przysłonięte widokiem spacerujących aniołków, a wszędobylskie piosenki świąteczne, które chyba nigdy mi się nie znudzą sprawiają, że nic nie jest w stanie mnie zniechęcić, popsuć humor czy zasmucić. Jednakże, by nie stracić tego zapału do jedzenia świątecznych pyszności misternie gotowanych, ucieranych, miksowanych i pieczonych przeze mnie i Mamę, muszę na chwilę chociaż odejść od korzenno – cynamonowego aromatu i drożdżowego smaku. Dlatego dzisiaj nie świątecznie.
Dziś proponuję krajankę migdałowo – kokosową. Słodką bardzo, ale jaką pyszną! Łatwą do zrobienia, szybką w pieczeniu i zasładzającą na długo. Kawałek, nawet dla takiego maniaka jak ja wystarczył na pół dnia, co wcześniej rzadko się zdarzało.
Wypiek ma smak kokosowo – migdałowo – mleczny, z lekką nutą kakao, która nieśmiało przebija się z bogatego wierzchu. Spód stanowi ciasto ala brownie, jednakże jest go niewiele, aby tylko główny bohater, czyli wierzch był w stanie się utrzymać i dumnie prezentował swoje oblicze.
Ciasto jest ciężkie, kokosy i migdały zapychają, a mleko skondensowane będące swoistym ich zlepiaczem dodatkowo zasładza masę. Efekt jak najbardziej pożądany, oczekiwany i zdecydowanie dla mnie – uwielbiam wszystkie składniki tworzące finalne dzieło, ale uwaga – jest naprawdę słodkie! Migdały, które chociaż w płatkach nie rozpadają się, trzymają formę i są składnikiem „zdecydowanie do pogryzienia”, wiórki kokosowe, które chłoną mleko skondensowane, razem z nim tworzą słodkie, mięciutkie kokosowe nadzienie a samo mleko….co tu dużo pisać. Pyszne i kropka.
Zdecydowanie polecam wszystkim – ciasto bowiem można dowolnie modyfikować, dodać kwaśnych żurawin, migdały zamienić na orzechy lub wzbogacić smak według własnego gustu! Przepis z książki Anny Olson „Back to baking”.


Składniki:
Spód:
• 60 g gorzkiej czekolady
• 50 g masła
• 70 g mąki
• 50 g cukru
• 1 jajko
Wierzch:
• 120 g wiórków kokosowych
• 70 g płatków migdałowych
• 400 g mleka skondensowanego słodzonego
• ¼ łyżeczki soli

Czekoladę z masłem rozpuścić na parze. Przestudzić. Dodać cukier, jajko i mąkę – zmiksować na gładką masę. Wylać na dno formy o boku 20 cm wyłożonej papierem do pieczenia, wyrównać (warstwa będzie dość cienka) i piec w piekarniku nagrzanym do 170 stopni Celsjusza przez 10 minut. Ciasto ma tylko stracić swój połysk z wierzchu i lekko się ściąć. Wyjąć, odstawić do przestudzenia, na czas przygotowania wierzchu.
W misce wymieszać 100 g wiórków kokosowych z płatkami migdałowymi oraz solą. Wlać mleko skondensowane, dokładnie wymieszać. Gdy masa będzie zbyt rzadka – lejąca, należy dosypać pozostałe 20 g wiórków. Masa ma być gęsta, ale możliwa do rozsmarowania.
Masę rozsmarować po przestudzonym czekoladowym spodzie, wyrównać. Przykryć folia aluminiową i piec w piekarniku około 20 minut. Na ostatnie 5 minut zdjąć folię, by wierzch się lekko zezłocił. Po tym czasie ciasto wyjąć z piekarnika, ostudzić i podawać. Wierzch można polać polewą czekoladową, ale dla mnie to już zbyt dużo jak na jeden słodki wypiek.
Smacznego!



Serniczki z piernikowym nadzieniem i kawowo-cynamonowym lukrem



W moim domu od kilku już lat panuje tradycja, że na Święta przygotowujemy przynajmniej jedną nową potrawę. Nową dla nas, ale wpisującą się w kanon potraw obowiązujących w tym okresie. Zapewne w innych domach większość „naszych nowości” jest bardzo dobrze znana – my w tym względzie zawsze byliśmy wierni smakom, które od lat uwielbiamy i na które czekamy cały rok i przez wiele lat jakiekolwiek próby zmian były od razu odrzucane, bo przecież Święta już od dawna mamy zaplanowane jedzeniowo, my niewiele jemy a każda dodatkowa rzecz to niestety rezygnacja, lub ograniczenie innej – tej wyczekiwanej (abyśmy dali radę to wszystko zjeść). Ale od kilku lat przełamaliśmy ten upór i próbujemy, testujemy, smakujemy nowe dania. Tym razem, poza nowym wcieleniem karpia, kompletnie innym obiadem świątecznym i całkiem oryginalnymi mięsiwami na śniadanie w Święta ja postanowiłam upiec małą słodycz. Małą – bo duże ciasta będą także, więc poza pierniczkami coś niewielkiego też będzie dobrym pomysłem. A ponieważ wszyscy, zarówno w mojej rodzinie, jak i wśród znajomych nie wyobrażają sobie Świąt nie tylko bez makowca, ale i bez sernika – ja postanowiłam ten drugi właśnie upiec. Ale nie w postaci dużego jednego ciasta, ale małych mini serniczków. Serniczków – ze świąteczną nutą, czyli z piernikowym środkiem i lukrem cynamonowym. Brzmią smakowicie? Takie właśnie są. Naprawdę pyszne! Nawet nie przypuszczałam, że udadzą się aż tak dobrze! Smaki się przyjemnie mieszają – kremowy słodki sernik, piernikowe nadzienie i kawowo – cynamonowy lukier. Wszystko jest słodkie – jak to na taki rarytas przystało, ale nie przeszkadza to w ogóle! Na świąteczny stół – idealne! Polecam!

Składniki (na 10 serniczków):

Serniczki:
• 100 g herbatników
• 40 g masła
• ¼ łyżeczki soli

• 500 g sera twarogowego
• 200 g cukru
• 2 jajka
• 20 g mąki ziemniaczanej
• kilka kropel aromatu waniliowego

Piernikowy środek (wychodzi go znacznie więcej niż potrzeba, z reszty możńa upiec pierniczki):
• 30 g miodu
• 50 g cukru
• 20 g masła
• 1 jajko
• 150 g mąki
• 3/4 łyżeczki sody oczyszczonej
• 15 g kakao
• 2-3 łyżeczki przyprawy do piernika

Lukier:
• 100 g cukru pudru
• 4 łyżeczki mocnej kawy, zimnej
• ½ łyżeczki cynamonu


Najpierw należy przygotować ciasto na pierniczki: miód, cukier i masło włożyć do garnuszka i podgrzewać aż wszystkie składniki się rozpuszczą. Ostudzić. Następnie dodać jajko, zmiksować krótko, wsypać mąkę, sodę oczyszczoną, kakao i przyprawę do piernika. Zmiksować. Masa powinna być gęsta, ale nie „sztywna”. Wstawić do lodówki do schłodzenia (na pół godziny).
W tym czasie przygotować masę na serniczki: w małym garnuszku rozpuścić masło. W malakserze pokruszyć herbatniki i przełożyć do miseczki. Dodać sól i rozpuszczone masło. Wszystko wymieszać, aż powstanie masa o konsystencji mokrego piasku. Odstawić.
W dużej misce zmiksować twaróg z cukrem. Po kolei wbijać jajka, miksując za każdym razem. Dodać mąkę i olejek waniliowy – zmiksować.
Przygotować lukier: do miseczki wsypać cukier puder i cynamon, a następnie wlać kawę. Ucierać, aż powstanie gęsty lukier (gdyby był zbyt rzadki – dosypać cukier puder, a zbyt gęsty – dolać kawy).
Formę na muffinki wyłożyć papilotkami. Na spód każdej kłaść 1 łyżkę herbatników i docisnąć je do dna, by utworzyły jednolity spód.
Ciasto pierniczkowe wyjąć z lodówki i odrywając z niego kawałki (najlepiej mokrymi rękami) formować kulki wielkości około 1,5 orzecha laskowego. Każdą kulkę ułożyć na środku miasteczkowego spodu. Każdą papilotkę uzupełnić masą sernikową, zakrywając całkowicie pierniczkowe kulki. Tak przygotowane serniczki wstawić do piekarnika nagrzanego do 170 stopni Celsjusza i piec przez 20 minut, aż urosną i zbrązowieją na brzegach. Po upieczeniu wyjąć, ostudzić całkowicie (w tym czasie opadną). Jeżeli po studzeniu piernikowy środek będzie wystawał – należy delikatnie ściąć go nożem, aby wierzch serniczka tworzył równą powierzchnię. Serniczki ozdobić lukrem kawowym. Spód małych foremek pierniczkowych w kształcie gwiazdki zanurzyć w oleju, położyć na wierzchu serniczków, lekko przycisnąć i środek wypełnić lukrem. Nie zdejmując foremek wstawić serniczki do lodówki, na około pół godziny, alby lukier zastygł w odpowiednim kształcie. Po tym czasie delikatnie zdjąć foremki aby nie zdeformować lukru.
Smacznego!





Ten wpis dodaję do akcji:

Babka tiramisu



Odkryłam jakiś czas temu rzecz dla mnie wspaniałą – ratowanie ciast babkowych i ucieranych przed ich nadmiernym wysychaniem, płaskim smakiem i powiedzmy – przeciętną atrakcyjnością (nie wizualną, bo musze przyznać, że babki są piękne, ale mają ograniczone pole smaku). Mianowicie: dodawanie do masy sera. Już chyba kiedyś miałam przyjemność testować takie przepisy, ale moja niezawodna pamięć jest nadwyraz krótka i muszę o tym napisać ponownie.
Tak, dodawanie do wnętrza ciasta sera, twarogu bądź innego mokrego i zatrzymującego wilgoć składnika powoduje, że cały wypiek jest bardzo wilgotny, miękki (nawet po kilku dniach) i rozpływający się w ustach.
Ja tym razem dodałam do ciasta serek mascarpone – jako, że moja babka ma przypominać deser tiramisu, więc żaden inny ser nie ma tu racji bytu. Oczywiście ten rodzaj wypełniacza jest zupełnie inny od zwykłego twarogu – przede wszystkim jest słodki, bardzo kremowy i bardzo tłusty. Dlatego właśnie jest on jedynym dostarczycielem tłuszczu jaki znajduje się w babce.
A jak smakuje finalny wypiek? Fantastycznie – pisałam już o niesamowitej wilgotności ciast z serem, ten także wpisuje się w tę regułę – nawet po kilku dniach nie można o nim powiedzieć nic innego jak tylko „dopiero wyjęty z piekarnika i ostudzony”. Kawowy smak jest mocno wyczuwalny, więc wielbiciele tego napoju będą zachwyceni – ja podkreśliłam go jeszcze kawowym lukrem, który dzięki swojej słodyczy i nutce kawy zdecydowanie dodaje dekadencji całej babce. Absolutnie polecam!


Składniki:
• 210 g mąki
• 1 łyżeczka proszku do pieczenia
• ½ łyżeczki sody
• ¼ łyżeczki soli
• 250 g serka mascarpone
• 100 g cukru
• 2 jajka
• odrobina aromatu waniliowego
• 10 g kakao
• 35 g kawy rozpuszczalnej
• 1,5 łyżki wody
• 150 g jogurtu naturalnego

• 1/3 szklanki zaparzonej zimnej kawy
• 120 g cukru pudru – lub tyle, ile jest niezbędne do powstania lukru

Do niedużej miseczki przesiać mąkę, proszek do pieczenia, sodę i sól.
W filiżance rozpuścić kakao i kawę z wodą (można podgrzać miksturę by na pewno wszystko ładnie się rozpuściło).
W dużej misce ubić mascarpone z cukrem na puszystą masę, a następnie dodawać po jednym jajku oraz wanilię dokładnie miksując za każdym razem. Następnie dodać 1/3 ilości mąki, zmiksować, wlać połowę jogurtu – ponownie zmiksować. Powtórzyć czynność z kolejną 1/3 ilości mąki i drugą połową jogurtu, kończąc na ostatniej partii mąki.
Masę podzielić na dwie części. Do jednej dodać miksturę kawową i dokładnie zmiksować.
Foremkę babkową (u mnie okrągła, malutka o średnicy 13 cm ale następnym razem dam większą) wyłożyć papierem do pieczenia. Przełożyć do niej ciasto jasne, a na wierzch wylać ciasto ciemne i za pomocą patyczka wymieszać, robiąc esy-floresy w cieście. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 170 stopni Celsjusza i piec przez około 35 minut, aż do suchego patyczka. Upieczone ciasto wyjąć i wystudzić.
Zaparzoną kawę utrzeć z cukrem pudrem – nie dodając na początku całego cukru, ale dosypywać w trakcie ucierania, aż powstanie gładki niezbyt gęsty lukier. Polać nim ostudzoną babkę i poczekać aż zastygnie, a następnie kroić i podawać.

Smacznego!