Malinowe lustro



Ku mojemu ogromnemu zdziwieniu ostatnio nie mam ochoty na ciężkie, zapychające, sycące ciasta. W przypadku mojej osoby jest to zjawisko iście niespotykane, gdyż bez względu na pogodę, porę roku, temperaturę powietrza, czy dzień tygodnia ja zawsze, ale to zawsze z przyjemnością zajadam się ciężkimi sernikami, wariacjami na temat brownie, czy ciastami z kajmakiem, karmelem lub kremem (byle nie maślanym). Ale ostatnimi czasy preferuję desery owocowe nad czekoladowymi. Sama się sobie dziwię, ale nie ma co się spierać z własnym organizmem, tylko trzeba mu ulec. Choć raz poddać się bez walki i z białą flagą w ręku zrobić coś owocowego. I co wprawiło mnie w jeszcze większe osłupienie – chciałam coś bez pieczenia, by smak był jak najbardziej wyrazisty, niezmieniony względem oryginału, owocu prosto z drzewa. Dziwne, bo fanką takich ciast nie jestem. Ale zrobiłam. Miałam jeszcze maliny, które uwielbiam w każdej postaci, miałam książkę Ewy Wachowicz, w której wiedziałam, że jest deser chodzący mi po głowie od jakiegoś czasu, miałam czas, ochotę i zapał.
I jaki efekt? Rewelacyjny. Lekki, słodki, choć nie za słodki deser. Intensywnie malinowy. Piękny wizualnie, wcale nie zapycha, ale pozostawia przyjemne uczucie słodko – kwaśnego deseru. Po prostu bomba. Na taką pogodę idealny!
Przepis z ksiązki Ewy Wachowicz „Słodki Świat”, jednakże z moimi małymi zmianami.


Składniki:
Ciasto:
• 130 g mąki
• 50 g masła
• 80 g cukru
• 1 jajko
• 120 g jogurtu
Nadzienie:
• 500 g malin
• 4 żółtka
• 125 g cukru
• 200 ml mleka
• 1,5 łyżki żelatyny
• 200 g śmietany kremówki
Lustro:
• ¾ szklanki soku malinowego (powstałego z malin z nadzienia)
• 1 łyżka żelatyny


Przygotować ciasto: W naczyniu zagnieść mąkę z masłem do uzyskania kruszonki, następnie dodać cukier i jajko – ponownie zagnieść do uzyskania jednolitego ciasta. Jeżeli ciasto będzie zbyt sypkie – należy wlać jogurt. Ciastem wylepić tortownicę o średnicy 22 cm wyłożoną papierem do pieczenia i piec w piekarniku nagrzanym do 170 stopni Celsjusza przez 15 – 20 minut (do zbrązowienia). Wyjąć, wystudzić.
Przygotować nadzienie: Maliny zmiksować i przetrzeć przez sitko (odlać ¾ szklanki). Mleko zagotować.
W żaroodpornej misie ubić żółtka z cukrem na puszystą, jasną masę. Bardzo powoli, cały czas miksując wlewać gorące mleko. Masę postawić na garnek z gotującą wodą i mieszając ogrzewać na parze, aż masa zgęstnieje. Powinno to trwać około 10 minut. Następnie masę odstawić do przestudzenia. W tym czasie żelatynę zalać gorącą wodą (wody 2 x więcej niż żelatyny), wymieszać i miseczkę z żelatyną wstawić do gorącej wody, ponownie cały czas mieszając doprowadzić do rozpuszczenia kryształków i kłaczków. Żelatynę przelać do masy żółtkowej, dodać zmiksowane i przetarte maliny i wszystko dokładnie zmiksować. Zostawić do całkowitego wystudzenia (pilnując, aby masa nie stężała).
Ubić śmietanę kremówkę na sztywno. Delikatnie wmieszać do masy żelatynowej, a następnie wszystko przelać na wystudzony spód ciasta. Wyrównać, wstawić do lodówki do zastygnięcia.
Po tym czasie przygotować lustro: Żelatynę zalać gorącą wodą (wody 2 x więcej niż żelatyny). Wlać do soku malinowego, wymieszać i wylać na zastygnięte malinowe nadzienie.
Ponownie wstawić wszystko do lodówki i poczekać aż zastygnie.

Smacznego!





Mus czekoladowo-malinowy



Podejrzewałam, że tak może się to skończyć. Już zabierając się za przygotowywanie tego musu miałam dziwne przeczucie, że będzie on zabójczo słodki. I chociaż zmieniłam nieco podstawowy przepis – zamiast moreli i mango dałam kwaśne maliny – poziom słodyczy zdecydowanie przekroczył dopuszczalną normę dla mnie.
Ale muszę przyznać, że po nocy w lodówce, kiedy wszystkie smaki przeszły sobą, mus się porządnie schłodził – jego ekstremalna słodycz już nie była aż taka ekstremalna.
Deser jest dość prosty w przygotowaniu, choć wieloetapowy i niestety czasochłonny. Wszystkie elementy składowe muszą być schłodzone przed połączeniem ze sobą, ale warto czekać – szczególnie maniacy słodyczy, którzy nie znają powiedzenia „zbyt słodkie” będą zachwyceni.
W efekcie finalnym maliny czuć wyraźnie. Bardzo ciekawie łączą się z gorzką czekoladą, tworząc kwaśno – gorzki duet sprzeciwiający się armii cukru wystawionej frontem przez kogel - mogel i pianę z białek.
Na szczęście ubita kremówka hamuje i wyrównuje walkę tych dwóch przeciwstawnych smaków, dając wytchnąć naszym kubkom smakowym.
Przepis lekko zmodyfikowany z książki Gordona Ramsaya „Desery”.


Składniki:
I baza – pâte à bombe:
• 100 ml wody
• 150 g cukru
• 5 żółtek
II baza – beza włoska:
• 120 g cukru
• 20 ml wody
• 2 duże białka
Ponadto:
• 200 g gorzkiej czekolady
• ok. 200 ml soku (lub musu) malinowego – do smaku (można dać więcej lub mniej)
• 100 g śmietany kremówki

Aby przygotować mus malinowy należy maliny (500 g) zagotować z 1 łyżką cukru aż się rozpadną i powstanie płynna masa. Następnie taką masę należy przetrzeć przez sitko, by pozbyć się pestek i odstawić do ostudzenia.
Przygotować I bazę: Wodę i cukier umieścić w garnuszku i podgrzewać na niewielkim ogniu aż cukier się rozpuści i powstanie syrop. Zwiększyć ogień.
W między czasie, w żaroodpornej misce utrzeć żółtka na jasną, gęstą i puszystą masę.
Syrop gotować aż uzyska temperaturę 120 stopni Celsjusza (lub gdy z kropli wpuszczonej do zimnej wody będzie można uformować kulkę) – powinno zająć to około 5 – 7 minut. Zdjąć z ognia.
Przy włączonym mikserze, do ubitych żółtek wlewać cienkim strumieniem syrop, cały czas miksując, aż masa zwiększy objętość, stanie się kremową i będzie konsystencją przypominała pianę.
Do garnuszka po syropie wlać niewielką ilość wody i zagotować. Postawić na nim miskę z masą i ubijać mikserem ok. 5 minut, aż masa zgęstnieje. Zdjąć z ognia i ubijać jeszcze chwilę do uzyskania temperatury pokojowej. Miskę przykryć folią spożywczą i schłodzić w lodówce.
Przygotować II bazę: W niewielkim garnuszku umieścić wodę i cukier. Podgrzewać na niewielkim ogniu, aż cukier się rozpuści i powstanie syrop. Zwiększyć ogień.
W między czasie w misce ubić pianę z białek na prawie sztywną masę.
Syrop gotować aż uzyska temperaturę 120 stopni Celsjusza (lub gdy z kropli wpuszczonej do zimnej wody będzie można uformować kulkę) – powinno zająć to około 5 – 7 minut. Zdjąć z ognia. Syrop wlewać cieniutkim strumieniem do ubitych białek, cały czas miksując. Po wlaniu całego syropu pianę miksować dalej, aż uzyska temperaturę pokojową (powinna być bardzo gęsta, praktycznie sztywna). Przykryć folią i schłodzić w lodówce.

Czekoladę stopić na parze. Odstawić do wystygnięcia.
Śmietanę kremówkę ubić na sztywną masę.

Z lodówki wyjąć obie bazy.
Do pierwszej (pâte à bombe) wlać czekoladę i sok (mus) malinowy. Zmiksowac. Wmieszać łyżką bezę włoską, aby nie straciła puszystości i objętości, a następnie wmieszać kremówkę.
Mus przełożyć do pucharków, schłodzić, a przed podaniem udekorować.

Smacznego!

Ciasto żytnie z owocami



Chciałam upiec ciasto zwykłe – niezwykłe. Zwykłe, bo szybkie, smaczne i łatwe do zrobienia. Niezwykłe – bo chciałam, żeby jednak nie było takim najbardziej popularnym, najzwyklejszym plackiem z owocami. Akurat miałam na stanie morele i brzoskwinie. A ponieważ odkąd prowadzę bloga smak wywrócił mi się do góry nogami – jestem teraz na etapie zachwycania się ciastami i deserami z owocami sezonowymi, a konsumpcję owoców surowych pozostawiam tylko dla wybranych: arbuzów, winogron i truskawek, to najlepszym rozwiązaniem było dojrzewające w kuchni i czekające na swoją kolej brzoskwinie i morele dodać po prostu do ciasta.
Ale jak to zrobić, by nie był to kolejny zwykły przepis, ale jednocześnie, by wykonanie go nie zabrało więcej czasu niż kwadrans? Odpowiedź jest banalna: zmienić mąkę. Niby nic, a jednak coś. Ja pojechałam po całej linii i zmieniłam ją kompletnie – ze zwykłej pszennej na pełnoziarnistą i do tego jeszcze żytnią. Bardzo byłam ciekawa jak się ona zachowa w piekarniku, jaki będzie efekt wizualny, bo niestety w trakcie obróbki kolor mąki raczej odstraszał niż zachęcał do dalszej pracy. Podobno mąki pełnoziarniste mają lekko orzechowy posmak. Musiałam to sprawdzić.
I jak wyszło? Ku mojemu ogromnemu zdziwieniu fajnie. Ciasto wyszło miękkie, puszyste i rzeczywiście lekko orzechowe. O bardzo charakterystycznym smaku, ciężkim do opisania. Lekko chlebowym, lekko orzechowym. Z brzoskwiniami i morelami dało efekt lekkiego, choć tak naprawdę bogatego w błonnik i witaminy, niezbyt słodkiego ciasta. Ale takiego, które spokojnie można zjeść do popołudniowej kawy. I chociaż wyglądem odbiega od cukierniczych standardów – mogę go polecić każdemu, kto chciałby raz odmienić tradycyjne wypieki.


Składniki:
• 60 g masła
• 120 g cukru
• 3 jajka
• 220 g mąki pełnoziarnistej żytniej
• 1 czubata łyżeczka proszku do pieczenia
• 2 brzoskwinie
• 2 morele
• cukier puder do oprószenia

Owoce umyć i pokroić na plasterki. Można obrać, ale nie jest to konieczne.
W misie miksera utrzeć masło z cukrem na jasną i puszystą masę. Po kolei wbijać jajka, po każdym dodaniu dokładnie miksując. Wsypać mąkę z proszkiem do pieczenia, zmiksować.
Masę przelać do formy do pieczenia (o boku około 20 cm) wyłożonej papierem do pieczenia, wyrównać wierzch. Na wierzchu ułożyć naprzemiennie owoce, lekko wciskając je w ciasto.
Przed wstawieniem do piekarnika wierzch można obsypać cukrem, aby się ładnie przypiekł.
Piec w piekarniku nagrzanym do 170 stopni Celsjusza przez około 35 minut, do suchego patyczka.

Smacznego!

Muffinki z gruszkami i granolą



Kiedy siedzę w domu przy komputerze i coś na nim robię – czy przygotowuję ważne pisma, czy buszuję w Internecie, czy oglądam zdjęcia – zawsze mam włączony telewizor. A ponieważ mam go w zasięgu wzroku staram się, aby cokolwiek, co ma namiastki jakiegokolwiek sensu w nim grało. Dlatego też z góry odrzucam telezakupy, telenowele wenezuelskie, programy paradokumentalne i wszelkie inne podobne mentalnie programy. Nie, żebym pracując przy komputerze wyjątkowo wsłuchiwała się w telewizyjne przesłanki, jednak lubię, gdy na czymś można ucho i oko zawiesić.
Kiedy zerknęłam kątem oka w ekran coś się akurat skończyło, ktoś wdzięczył się do widzów zachwalając proszek do prania, który nie tylko spierze plamy po soku wymieszane z błotem, szminką, winem i atramentem, ale także idealnie wyprasuje ubranie, bo po wyjęciu z pralki zawsze jest ono perfekcyjnie gładkie. Westchnęłam pod nosem zatapiając wzrok w dane na monitorze. Nawet nie wiedziałam kiedy wyczerpał się limit pięknych i młodych matek szykujących swoim nastoletnim dzieciom do szkoły kanapki z kremem orzechowo – czekoladowym, kiedy wszyscy bohaterowie domów zabudowali już nie tylko swoje osiedle ale chyba i całą dzielnicę, oraz kiedy wszystkie przykładne żony nafaszerowały mężów baterią leków przeciwbólowych, dzięki czemu teraz mogą stać w oknie z kubkiem kawy w jednym ręku, machając drugą ręką im na pożegnanie w drodze od pracy. Zarejestrowałam tylko fakt, że Gordon Ramsay obierał marchewkę w dużej kuchni. Spojrzałam chwilę dłużej. Nie, to nie jest reklama ani zapowiedź jego kolejnego programu, tylko regularny odcinek w którym gotuje, piecze i smaży. Zerkając co chwila a to na monitor, a to na ekran telewizora czekałam co następnego Gordon zaproponuje. I zaproponował: muffinki z granolą i gruszkami. Według niego idealne na śniadanie, dla mnie – jak zwykle jako deser.
Nie zastanawiałam się długo, przy najbliższej okazji kupiłam niezbędne składniki i upiekłam. Jakie wyszły? Wcale nie zbyt słodkie. Gruszkowe, tak, chrupiące, tak, ale nie zbyt słodkie. Takie na drugie śniadanie. Miękkie, świeżutkie. Takie jakie sobie wyobrażałam.
Gruszkę rzeczywiście czuć, dodaje dużej słodyczy do wypieku i jednocześnie go nawilża.
Polecam! Przepis z jednego z odcinków programu Grodona Ramsaya „We własnej kuchni”.


Składniki (na około 15 sztuk):
• 300 g mąki
• 1 łyżeczka proszku do pieczenia
• 1 łyżeczka cynamonu
• 125 g cukru brązowego
• 250 ml mleka
• 2 jajka
• 100 g masła (dałam 50 g i 50 ml więcej mleka)
• 2 gruszki
• 100 g granoli

Gruszki obrać i pokroić w kostkę. Masło stopić, ostudzić.
W misce wymieszać mąkę, proszek do pieczenia, cynamon i cukier.
W drugim naczyniu wymieszać mleko, jajka i masło. Tę mieszankę wlać do suchych składników, zmiksować. Nie musi być dokładnie, byle składniki się połączyły. Wmieszać gruszki i połowę ilości (czyli 50 g) granoli.
Formę na muffiny wyłożyć papilotkami. Każdą z nich napełniać masą prawie do pełna. Na wierzch muffinki wyłożyć resztę granoli wciskając ją lekko w masę. Przygotowane muffinki piec w piekarniku nagrzanym do 170 stopni Celsjusza przez około 20 minut (do suchego aptyczka).





Serowe ciasto z czereśniami i bezą



Piękna pogoda za oknem, która w ostatnich dniach gości w mojej okolicy sprawia, że nabieram energii, chęci do działania i tryskam dobrym humorem. Wydaje mi się, że mogę góry przenosić, aż się palę do działania i wszystko wykonuje ze zdwojoną siłą.
Do pieczenia też zabieram się z podwójną ochotą, choć muszę przyznać, że brakuje mi pomysłów na wypieki z maksymalnym wykorzystaniem darów sezonu letniego.
Tym razem jednak, zamiast wymyślać coś kompletnie nowego, postanowiłam przerobić trochę przepis, który już kiedyś publikowałam i w wersji podstawowej – z czekoladą – zachwycił i niezmiennie zachwyca wszystkich degustujących.
Ciasto składające się z trzech podstawowych warstw – kruchego, choć bardziej ucieranego spodu, warstwy sernikowo – czereśniowej i słodkiej, puszystej bezy na wierzchu.
Brzmi skomplikowanie? Wcale takie nie jest. Wręcz przeciwnie, banalne, szybkie do wykonania, choć długie w studzeniu. Ale warto się przemęczyć, dla późniejszego efektu.
Ciacho jest słodkie, nawet bardzo – pomimo, iż sera prawie w ogóle nie posłodziłam. Czereśnie, w których miałam nadzieję, na złamanie słodkiego smaku okazały się same w sobie tak słodkie, że w połączeniu ogólnym podsyciły jeszcze ten smak więc następnym razem zastąpię je wiśniami, lub porzeczkami.
Ale generalnie ciasto jest naprawdę fajne! Beza na wierzchu jest mięciutka, lekko zrumieniona, spód ciasta kruchy, nie rozpadający się, tylko owoce powinny być bardziej kwaśne, ale to detal!


Składniki:
Spód:
• 70 g masła
• 70 g cukru
• 3 żółtka (białka zachować)
• 220 g mąki
• 1 łyżeczka proszku do pieczenia
Nadzienie:
• 350 g twarogu
• 50 g cukru
• 1 jajko
• 1 żółtko (ciałka zachować)
• ok. 250 g czereśni
Wierzch:
• 4 białka
• 100 g cukru

Przygotować spód: W misie miksera utrzeć masło z cukrem na puszystą jasną masę. Dodać żółtka, zmiksować do połączenia składników. Wsypać mąkę z proszkiem do pieczenia – zmiksować. Może być ciężko, masa może nie chcieć się połączyć (powstaną malutkie okruszki z całej masy), ale w dłoniach masa powinna dać radę się bez problemu skleić. Tak przygotowane ciasto wsypać na spód foremki (26 cm x 20 cm) wyłożonej papierem do pieczenia i wylepić dno, z lekkimi brzegami. Odstawić.
Przygotować nadzienie: Czereśnie umyć, pokroić na pół, usunąć pestki. Ser zmiksować z cukrem, następnie dodać jajko i żółtko i ponownie zmiksować do połączenia składników.
Wyłożyć masę na przygotowany wcześniej spód, a na wierzch poukładać ciasno połówki czereśni, rozcięciem do góry.
Przygotować wierzch: W dużej misie ubić białka ze szczyptą soli na sztywną masę. Pod koniec ubijania dodawać partiami cukier, cały czas miksując. Po wsypaniu całego cukru miksować jeszcze około 2 minut, aż piana będzie bardzo sztywna i lśniąca.
Wyłożyć ją na warstwę czereśniową.
Ciasto przykryć folią aluminiową i piec w piekarniku nagrzanym do 170 stopni Celsjusza przez 23 minut, a następnie zdjąć folię i dopiec jeszcze 10 minut, aż beza zbrązowieje.
Po tym czasie piekarnik wyłączyć, ale nie otwierać. Przetrzymać tak bezę około pół godziny, a następnie otworzyć do połowy drzwiczki piekarnika i wystudzić ciasto do temperatury pokojowej. Następnie wstawić do lodówki i schłodzić przed podaniem.
Smacznego!