Szarlotka



Ciasto z jabłkami zawsze przynajmniej raz w sezonie musiało pojawić się na moim rodzinnym stole. Kiedyś, gdy cała machina kulinarna nie była aż tak rozwinięta jak dzisiaj, przepisy przechodziły tylko z ust do ust w gronie rodziny i znajomych. Nikt, przynajmniej w moim otoczeniu nie słyszał o sławnym na cały świat amerykańskim apple pie, o placku, w którym jabłka kładło się w całości i przykrywało cienkim płatem ciasta, o szarlotce z budyniem czy nawet o zwykłym dorzuceniu pokrojonych jabłek do ciasta ucieranego, czekoladowego czy sernika. Gdy padło hasło „ciasto z jabłkami” wiadomo było, że chodzi o szarlotkę – na kruchym spodzie, z cienką warstwą słodkich jabłek, przykrytą również kruchym ciastem. Ciasta było dużo, jabłek mało. I jakoś tak się utarło w mojej rodzinie, przynajmniej w moim mniemaniu, że w szarlotce najważniejsze jest ciasto. A to nie prawda! Najważniejsze są jabłka! I dlatego, kiedy zorientowałam się, że nie pamiętam, kiedy ostatni raz jadłam te pyszne ciasto – postanowiłam zmienić proporcje i dać dużo jabłek i malutko ciasta. Zamarzyły mi się także kwaśne i mocno cynamonowe jabłka – więc praktycznie w ogóle ich nie posłodziłam, ale dałam sporo cynamonu. W efekcie wyszło naprawdę słodko – kwaśne ciasto, z naciskiem na kwaśne. Oczywiście jabłka można mocniej posłodzić, ale ja tym razem postawiłam na orzeźwiający, nie przytłaczający smak – idealny do kawy!
Polecam!

Składniki:
• 270 g mąki
• 140 g cukru
• 110 g zimnego masła
• kasza manna lub buła tarta (do posypania spodu)
• 1 jajko
• 1200 g kwaśnych jabłek
• 2 łyżeczki cynamonu
• 20 g brązowego cukru
• cukier puder

Mąkę z cukrem i masłem pokrojonym w kawałki zagnieść do powstania okruszków. Dodać jajko i ponownie zagnieść na jednolitą masę, którą można zwinąć w kulę. Jeżeli ciasto będzie zbyt sypkie – można dodać kilka łyżek zimnej wody. Przygotowane ciasto podzielić na dwie części (jedna troszkę większa od drugiej), owinąć folią spożywczą i wstawić do lodówki na około godzinę.
Jabłka umyć, obrać, pokroić na ćwiartki, wydrążyć gniazda nasienne i każdą ćwiartkę pokroić na cienkie plasterki. Włożyć do miski, wsypać cynamon i cukier, dokładnie wymieszać. Odstawić.
Schłodzoną większą część ciasta wyjąć z lodówki, i rozwałkować na prostokąt wielkości foremki – 18 – 26 cm. Przełożyć do foremki wyłożonej papierem do pieczenia i podpiec w piekarniku nagrzanym do 180 stopni przez około 15 minut. Po tym czasie na spód ciasta wysypać kaszę mannę (powinna przykryć spód cienką warstwą – zapobiegnie to namoknięciu ciasta sokiem z jabłek). Na nie wyłożyć jabłka, na wierzch zetrzeć na tarce drugą część ciasta. Szarlotkę wstawić do piekarnika nagrzanego do 180 stopni Celsjusza i piec około 60 minut.
Po wystudzeniu obsypać cukrem pudrem.
Ciasto wybornie smakuje na ciepło, jak i na zimno!
Smacznego!



Żytnie pełnoziarniste crumble z owocami



A miałam nie wykorzystywać owoców do wypieków, tylko jeść je na surowo... tak to z moimi postanowieniami jest. Jak się nastawię na coś, to zwykle nic z tego nie wychodzi, ale jak już sobie czegoś zakażę, to często łamię ten zakaz pod byle jakim pretekstem. Chociaż w przypadku wykorzystania owoców moje postanowienie było dość absurdalne i od razu skazane na porażkę. Ale takie rozczarowania mogę ponosić :-)
Dziś proponuję Wam owocowe crumble na absolutnie pełnoziarnistej mące. Te popularne owoce pod kruszonką nadają się dla każdego, nawet totalnego antytalencia kuchennego – wszak tu nie ma prawa nic się nie udać. I na dodatek całe przygotowanie wraz z pieczeniem zajmuje nie więcej niż reklamy w trakcie filmu. Zaletą tego przepisu, poza oczywistym faktem, że jest bardzo zdrowy, jest dowolność i niezwykle szerokie spektrum możliwości jakie możemy zastosować, by uczynić go deserem idealnym. Ja dysponowałam morelami, brzoskwiniami i borówkami amerykańskimi, ale znakomicie pasują tutaj porzeczki, wiśnie, truskawki, jabłka, gruszki i wszystkie inne owoce świata. A co do wierzchu – w moim przypadku była to mąka żytnia razowa (stąd ten kolor), ale można użyć zwykłej pszennej, pełnoziarnistej, orkiszowej a nawet płatków owsianych. Posłodzić można cukrem, miodem, słodzikiem – wszystkim.
Moja propozycja, ma zdecydowany letni smak, z przełamaną nutą orzechową – za sprawą mąki i kokosową, dzięki wiórkom. Dobra propozycja na śniadanie, świetna na deser, a podana z gałką lodów, lub bitą śmietaną i jedzona na ciepło zapewnia niezwykłe doznania smakowe, bez wyrzutów sumienia – wszak to same owoce, dobra mąka i trochę cukru :-)


Składniki (na małą porcję):
• 50 g masła
• 100 g mąki
• 70 g cukru
• 15 g wiórków kokosowych
• 2 morele
• 1 brzoskwinia
• 60 g borówek amerykańskich.


Morele i brzoskwinie obrać i pokroić na niewielkie kawałki. Przełożyć do małego naczynia do zapiekania, wsypać borówki i wymieszać.
W misce wymieszać mąkę z cukrem i wiórkami kokosowymi. Dodać zimne, pokrojone w kostkę masło i rękami wyrabiać do powstania kruszonki (gdyby było trudno połączyć składniki można dodać więcej masła, lub je stopić). Kruszonkę równomiernie wysypać na owoce i wstawić do piekarnika nagrzanego do 180 stopni Celsjusza na 20 minut.
Po tym czasie wyjąć, przestudzić i podawać – można na ciepło, lub poczekać aż całkowicie wystygnie.

Smacznego!



Muffinki z borówkami i mąką kukurydzianą



Posiadanie stałego dopływu sezonowych owoców z własnych krzaczków czy drzewek ma zdecydowanie mnóstwo plusów. Można bez obaw o budżet najeść się ich po kokardę, zamrozić na ciężkie czasy – gdy otuleni grubymi swetrami smętnie wyglądając przez okno i klnąc na zawieje i zamiecie śnieżne zachce nam się choćby chwilowego powrotu do lata, lub w przypływie chęci i nadmiarze wolnego czasu otworzyć domową przetwórnię i gotować, smażyć, żelować, przekładać do słoików a następnie pasteryzować zbiory w postaci dżemów, frużelin i innych słodziutkich przysmaków.
Można też na bieżąco piec z nimi ciasta, ciasteczka, muffinki, babeczki, batoniki i wszystko, co tylko nam podpowie nieznająca granic wyobraźnia. Moja, choć nie oryginalna, od jakiegoś czasu krzyczała mi w głowie: „Masz borówki amerykańskie w ilościach przemysłowych? Upiecz muffinki. Nie obchodzi mnie, że nie masz czasu. Nie dbam o to, że jest to tak popularny i banalny przepis, że aż nie chce się zabierać i nikt nie zwróci na niego uwagi. Zrób i koniec, bo nie dam ci spokoju”. I rzeczywiście nie dała. Na nic zdały się próby zagłuszenia jej szukaniem innych inspiracji, przeglądaniem gazet z przepisami, czy wmawianiem sobie, że na muffinki przyjdzie jeszcze pora. Musiałam się poddać. I upiekłam.
Ale, żeby nie były one takie absolutnie tradycyjne, użyłam do nich zupełnie innej mąki, z którą miałam do czynienia pierwszy raz. Mianowicie: mąki kukurydzianej. Jej żółciutki kolor idealnie pasuje do granatowych borówek, więc gdyby w smaku okazały się pomyłką – wyglądem miały nadrabiać.
Ale na szczęście nie musiałam się o ten smak martwić. Wyszły pyszne. Borówki nie są tak kwaśne jak jagody, więc nie wymagały dodania zbyt dużej ilości cukru, ale nie są także mdłe – ich kwaskowaty pazur pozostał. Mąka kukurydziana sprawiła, że muffinki są jakby lżejsze niż tradycyjne. Bardziej puszyste, bardziej miękkie. Takie letnie. I bardzo słoneczne. Pulchne, słodkie z kwaskowatym posmakiem. Borówki zachowały swój kształt i choć pod wpływem pieczenia zmiękły, nadal trzymają fason – nie puszczają soku przy ugryzieniu.
Zdecydowanie polecam!


Składniki (na 8 sztuk):
• 150 g mąki kukurydzianej
• 1 łyżeczka proszku do pieczenia
• 80 g cukru
• 1 jajko
• 40 g masła
• 170 g jogurtu naturalnego
• 150 g borówek amerykańskich

W misce wymieszać mąkę z proszkiem do pieczenia i cukrem.
Masło stopić, przestudzić. Dodać do niego jajko i jogurt – wymieszać. Przelać masę do mąki i niezbyt dokładnie wymieszać wszystko razem. Na końcu wsypać borówki (garść zostawić do położenia na wierzchu muffinek), delikatnie wymieszać.
Formę na muffinki wyłożyć papilotkami. Do każdej wkładać około 1,5 łyżki masy (do ¾ wyskości), a na wierzch układać pozostałe borówki, lekko wciskając je w ciasto. Piec w piekarniku nagrzanym do 170 stopni Celsjusza przez 15 – 20 minut, aż wyrosną.

Smacznego!



Jagodowy sernik



Dorwałam się do jagód. Nie wiem co mnie podkusiło, bo zdecydowanie nie są to moi faworyci wśród sezonowych darów ziemi. Małe kuleczki, które wchodzą w zęby, barwią je na fioletowo, brudzą ręce... ale mają coś w sobie, co sprawiło, że nie mogłam przejść obok nich obojętnie. I wzięłam. Trochę bezmyślnie, z potrzeby chwili, z ładnego wyglądu. Ale po przyjściu do domu ochota na skonsumowanie ich na surowo mi przeszła – musiałam więc coś wymyślić, żeby skonsumować je inaczej. I oczywiście, jak zwykle, gdy nie ma się pomysłu jak wykorzystać kupione pod wpływem chwili składniki ratunkiem jest sernik. To wdzięczne ciasto przyjmie wszystko, więc jagody też. I co z tego wyszło? Niezbyt słodki, o pięknym kolorze, jagodowy przysmak. Jagody czuć umiarkowanie, wszak nie miałam ich dużo, ale wyraźnie są zaakcentowane. Chciałam jednak, by sernik został sernikiem, dlatego wmieszałam je w masę lekko i niedbale – stąd białe, sernikowe plamy. Ogólnie – polecam. Fajny smak, fajny wygląd.

Składniki:
• 200 g mąki
• 70 g masła
• 70 g cukru
• 1 jajko
• 25 g kakao
• 120 g jogurtu naturalnego

• 600 g sera na sernik
• 150 g cukru
• 3 jajka
• 200 g jagód


Z mąki, masła, cukru, jajka, kakao i jogurtu zagnieść kruche ciasto. Zwinąć w folię spożywczą i schłodzić w lodówce przez przynajmniej 1 godzinę. Następnie rozwałkować, wylepić dno formy o boku około 23 cm i podpiec w piekarniku nagrzanym do 170 stopni Celsjusza przez 15 minut.
W między czasie przygotować masę: jagody zmiksować na puree, odstawić.
W misie miksera utrzeć ser z cukrem. Wbijać po jednym jajku, miksując. Następnie dodać jagodowe puree i lekko przemieszać, zostawiając białe części sernika. Wylać masę na podpieczony spód i wstawić do piekarnika nastawionego na 170 stopni Celsjusza na około 50 – 55 minut. Studzić w uchylonym piekarniku. Przed podaniem schłodzić.
Smacznego!