Krajanka z czekoladą i żurawinami



Z deserami z mleka skondensowanego jest tak, że są one najpyszniejsze na świecie, ale niestety do fotografowania się kompletnie nie nadają. Albo ja jestem tak mało doświadczona w tej kwestii, albo coś musi być na rzeczy, skoro kolejny wyrób z tym składnikiem jest dla mnie nie do ujęcia. Staram się, pstrykam fotki do upadłego: pionowo, poziomo, z lampą błyskową, bez, na różnych przesłonach (choć jeżeli chodzi o kwestie techniczne zdjęć to jestem w tym baaardzo cienka), w różnym oświetleniu i zawsze wychodzi jak wychodzi. Ani dobrze widoczne, ani apetyczne. Mamałyga taka.
Musicie mi więc uwierzyć na słowo, że ta kupa słodyczy, która prezentuje się na zdjęciu jest naprawdę pyszna. Nie żartuję. Połączenie słodkiego mleka skondensowanego, ze słonymi orzeszkami, kakaowym spodem i lekko kwaśnymi żurawinami tworzy iście poetycką kompozycję. Krajanka ma różną teksturę – lekko chrupiące orzeszki, wymagające żucia żurawiny, kruchy spód i przede wszystkim ciągnące mleko skondensowane, które to wszystko spaja nie pozwala przejść obok tej krajanki obojętnie. Ale coś za coś – mega smak za problem z krojeniem. Wszystko się ciągnie, nie da rady pokroić na zgrabne kawałeczki. Trudno. I tak krajanka ta jest dla mnie wygrana. Zdecydowanie polecam!
Przepis z programu „Annabel Langbein - kuchnia w stylu wolnym” z moimi zmianami.


Składniki:
• 100 g masła
• 250 g herbatników
• 20 g kakao
• 100 g wiórków kokosowych
• 100 g czekolady (u mnie pół mlecznej i pół gorzkiej)
• 100 g suszonych żurawin
• 50 g solonych orzeszków ziemnych
• puszka (530 g) mleka skondensowanego słodzonego

Czekoladę posiekać na kawałki.
Masło stopić, herbatniki pokruszyć. Do herbatników dodać kakao, wlać masło i dokładnie wymieszać – ma powstać masa o konsystencji mokrego pisaku. Przełożyć do blaszki o boku około 26 x 18 cm wyłożonej uprzednio papierem do pieczenia, dokładnie ugnieść i wyrównać. Na spód wysypać wiórki kokosowe, czekoladę, następnie żurawinę a na wierzchu wysypać orzeszki. Wszystko zalać puszka mleka skondensowanego i nie mieszając wstawić do piekarnika nagrzanego do 160 stopni Celsjusza. Piec przez około 25 minut. Następnie krajankę wyjąć, poczekać aż wystygnie, schłodzić i dopiero wtedy kroić. Wcześniej jest to praktycznie niemożliwe.

Smacznego!



Babka z krakersami i kremem czekoladowym



Znowu kolejna babka. Znowu eksperyment, czy aby tym razem również nie będzie sucha ani twarda. Czy uda mi się upiec ją do takiego momentu, gdy pozostanie wilgotna, bez zakalca, mięciutka i pachnąca? Czy dodatek do środka w postaci krakersów i kremu czekoladowego będzie dobrym pomysłem? Przygotowując wszystko zastanawiałam się, co z tego mojego miksu wyjdzie. Obawiałam się, że krakersy rozmiękną, rozpadną się, a krem rozleje po całym cieście i w nie wsiąknie. Ale skoro założyłam sobie już wcześniej, że takie ciasto powstanie – zaparłam się i nie odpuściłam. Nie zmieniałam proporcji, tylko upiekłam według przepisu z poprzedniej babki, co mi bardzo odpowiadało – wszak wiedziałam czego mogę się spodziewać i bardzo chciałam taki efekt uzyskać. Czy się udało? Pewnie!
Przełożenie warstw ciasta krakersami i kremem czekoladowym również mnie pozytywnie zaskoczyło – krakersy nie rozmiękły, wręcz pozostały lekko charakterne. Nie twarde, ale czuć że są. A krem czekoladowy, który użyłam - przyjemnie ożywił i wzbogacił smak. Lekko je „dociążył”, sprawił, że stało się bardziej konkretne. Bo sama babka jest leciutka, miękka i puszysta. A słodki i ciężki pasek na jej środku stanowi bardzo miłą odmianę, przyjemny dodatek o innej strukturze i smaku.
Polecam!


Składniki:
• 300 g mąki
• 2 łyżeczki proszku do pieczenia
• 60 g masła
• 130 g cukru
• 32 g cukru wanilinowego
• 200 g jogurtu naturalnego
• 2 jajka

Ponadto:
• krakersy (najlepsze są grube)
• około 200 g kremu czekoladowego do smarowania


Do naczynia przesiać mąkę z proszkiem do pieczenia.
W dużej misce utrzeć masło z cukrem i cukrem wanilinowym na jasną masę. Wbijać po jednym jajku, miksując po każdym dodaniu. Następnie dodawać mąkę na zmianę z jogurtem. Wszystko dokładnie zmiksować.
Połowę masy przełożyć do keksówki wyłożonej papierem do pieczenia.
Na wierzch ułożyć krakersy (jeżeli są cieniutkie można położyć dwie warstwy). Na nich rozsmarować krem czekoladowy – gdyby był zbyt twardy warto go podgrzać, lekko ciepły lepiej się rozsmarowuje. Krem przykryć krakersami. Przykryć drugą połową ciasta. Wyrównać wierzch i wstawić do piekarnika rozgrzanego do 170 stopni Celsjusza na około 45 minut. Przed pokrojeniem ciasto wystudzić.
Smacznego!

Serowo-bananowy dip z czekoladą



Lubię wszelakie smarowidła do chleba. Wiem, że większość to mieszanka tłuszczowo – cukrowa, ale ja je po prostu lubię. Kremy orzechowe, orzechowo – czekoladowe, mleczne, kokosowe – każde. A masło orzechowe wręcz uwielbiam. I niestety, nie zawsze udaje mi się powstrzymać od kupienia słoiczka i prawie natychmiastowej konsumpcji łyżeczką prosto ze słoika, ale staram się i próbuję wymyślić coś, co mogłoby być dobrą alternatywą takich kupnych kremów. Często moje próby skończą się kompletną katastrofą – a to przesadzę z cukrem, albo wręcz go nie dodam, albo masa wyjdzie zbyt rzadka, albo bez smaku. Ale czasem udaje mi się osiągnąć to, co chcę.
Tym razem stworzyłam coś w rodzaju pasty, czy dipu na bazie twarogu i bananów z czekoladą. Do wyjadania łyżeczką, do rozsmarowywania na owocach, ciastkach lub do posmarowania tosta.
Mój dip wyszedł gęsty, smarowny. Nie spływa z łyżeczki, ma wręcz konsystencję prawie stałą. Konsystencję gęstego twarogu – wszak on jest bazą mojego dzieła.
Jak smakuje? Naprawdę fajnie. Ponieważ użyłam twaróg nie mielony, dokładnie czuć w nim (i widać) ziarenka sera, co przyjemnie zmienia finalną konsystencję. Banany – zmiksowane na puree dodają trochę smaku, ale przede wszystkim słodyczy. Ale takiej specyficznej. Bananowej, nie cukrowej. A czekolada – ja dałam gorzką i mleczną – zapewnia smak, wygląd i zdecydowanie dodaje swoją nutę, która bardzo przyjemnie kontrastuje z twarogiem i idealnie pasuje do wszystkiego z czym ten dip zechcemy zjeść.
Polecam!


Składniki:
• 200 g twarogu
• 2 duże banany
• 100 g czekolady ( u mnie 50 g mlecznej, 50 g gorzkiej)

Czekolady stopić na parze. Przestudzić.
Banany zmiksować na gładkie puree. Dodać twaróg, ponownie zmiksować. Dokładnie wmieszać czekoladę.
Podawać z owocami, herbatnikami lub wyjadać łyżeczką!

Smacznego!



Whoopie pies



Nie wiem dlaczego, ale nie przepadam za pieczeniem ciastek. Może to wydać się dziwne, gdyż na blogu jest ich dużo i tego typu wypieki są zawsze bardzo funkcjonalne, ja jednak wolę ciasta. Jakoś zjedzenie ciastka, jako słodkiego deseru nie przemawia do mnie tak bardzo jak spałaszowanie kawałka ciasta. Dziwnie się czuję to pisząc, wszak z ciastkami można eksperymentować znacznie bardziej niż z ciastami, piecze się je dużo szybciej, a i przygotowuje łatwiej (zakładając, że nie mamy ambicji na fantazyjne kształty i wielopoziomowe formy). Ja jednak zostanę przy swoim. Ale jeżeli wpadnę na jakiś pomysł, lub gdzieś zobaczę ciekawą propozycję dotyczącą ciasteczek – jestem w stanie ulec.
A jak już wiecie dość często zdarza mi się przeglądać zagraniczne blogi kulinarne – Whoopie pies na każdym z nich pojawiają się w przynajmniej dwóch odsłonach.
Intrygowały mnie te ciastka już od dawna, wiedząc, że podstawą ich odmienności od innych stanowi nadzienie. Marshmallow fluff, którego w Polsce nie można dostać w ogólnodostępnych sklepach.
Ja jednak mam już za sobą produkcję tego kremu domowym sposobem, więc nie pozostało mi nic innego jak tylko wziąć się do pracy. Połączenie wydało mi się intrygujące – mocno kakaowe ciastko, z cukrowym, ciągnącym nadzieniem. Gorzko – słodkie. Coś dla mnie. Połączenie dwóch przeciwstawnych smaków. Zaczęłam więc wczytywać się w propozycje tych ciastek, porównywać składniki i techniki przyrządzania i udało mi się wybrać ten najbardziej optymalny dla mnie. Poniżej go Wam prezentuję.
Ciastka są…niezłe. Długo świeże, ale lekko gumowate. Krem Marshmallow, jak tego typu krem jest ciągnący i słodki, ale niestety ciężar ciastka powoduje, że bardzo łatwo wypływa na boki. Mocno kakaowe ciastka nie są zbyt słodkie, za to wyraźnie czuć kakao. To na plus. Ale sama konsystencja – pomiędzy biszkoptem, a ucieranym ciastem nie jest moją ulubioną.
Decyzję na upieczenie pozostawiam bez rozpatrzenia – zależy od Was, warto jednak spróbować domowej wersji tych najsłynniejszych amerykańskich ciastek.


Składniki:
Ciastka:
• 230 g mąki
• 30 g kakao
• 1,5 łyżeczki sody oczyszczonej
• 0,5 łyżeczki soli
• 180 g maślanki
• 40 g masła
• 100 g cukru
• 1 jajko
Krem:
• 3 białka
• 150 g cukru
• 4 łyżki wody

Przygotować ciastka: Mąkę z kakao, sodą i solą wymieszać razem w naczyniu.
W misie utrzeć masło z cukrem na jasną masę. Dodać jajko i ponownie zmiksować.
Następnie dodawać mieszankę mączną na zmianę z maślanką, zaczynając i kończąc na mące. Ciasto powinno być bardzo gęste.
Na blachę do pieczenia wyłożoną papierem pergaminowym wykładać okrągłe ciastka – dowolnej wielkości (mnie z tej ilości wyszło 8 dużych, podwójnych ciastek) pamiętając, że rozpłyną się odrobinę na boki. Piec w piekarniku nagrzanym do 170 stopni Celsjusza przez około 11 minut.
Wyjąć, wystudzić.
W między czasie przygotować krem: W garnuszku zagotować cukier z wodą. Gdy zawrze, przykręcić odrobinę gaz i gotować do uzyskania temperatury 120 stopni Celsjusza.
W tym samym czasie białka ubić na sztywną pianę. Następnie powoli, cały czas ubijając, wąskim strumieniem wlewać gorący syrop do białek. Miksować cały czas, aż masa osiągnie temperaturę pokojową i zgęstnieje. Masę dobrze jest schłodzić przynajmniej godzinę.
Na jedno ciastko wyłożyć łyżkę masy i delikatnie przykryć drugim ciastkiem. Tak postąpić z każdym ciastkiem. Podawać od razu, a przechowywać w lodówce, gdyż krem w temperaturze pokojowej po dwóch dniach się psuje.

Smacznego!



Kakaowo-kawowa babka



Jak już zapewne wiecie wszelkiego rodzaju babki kojarzą mi się z suchym, kruszącym się i bezsmakowym przerośniętym słodkim bochenkiem, posypanym cukrem pudrem lub na wpół przezroczystym lukrem. Tego typu ciasta smakują mi jedynie na surowo 
Dlatego rzadko je piekę. Bo zdaję sobie sprawę, że zaraz po wystygnięciu, lub nawet jeszcze ciepłe ciasto jest pyszne, ale z każdą następną godziną bardzo traci na smaku i wszelkich pozytywnych walorach.
Ta babka jednak jest zupełnie inna. Nie jest sucha, wręcz jest bardzo wilgotna. Długo zachowuje świeżość, jest mięciutka, łatwo się kroi i ma smak. Smak dzięki dodatkom, które dodałam w dość dużej ilości – i chociaż są nimi tylko kakao i kawa, to absolutnie wystarczy, aby zmienić jej oblicze. Zamiast słodko – mdłego ulepku zyskałam słodko – kakaowo – specyficznie kawowe ciasto, którego gorzkość kakao i kawy bardzo smacznie współgra z waniliową częścią. Sama babka bardzo efektownie wygląda – po przekrojeniu trzy różne kolory zaciekawiają i intrygują.
I chociaż nie lubię babek – tę mogę Wam polecić!


Składniki:
• 300 g mąki
• 2 łyżeczki proszku do pieczenia
• 60 g masła
• 130 g cukru
• 32 g cukru wanilinowego
• 200 g jogurtu naturalnego
• 2 jajka
• 20 g kawy rozpuszczalnej
• 25 g kakao
• cukier puder do oprószenia

Kawę rozpuścić w małej ilości gorącej wody. Wystudzić.
Do naczynia przesiać mąkę z proszkiem do pieczenia.
W dużej misce utrzeć masło z cukrem na jasną masę. Wbijać po jednym jajku, miksując po każdym dodaniu. Następnie dodawać mąkę na zmianę z jogurtem. Wszystko dokładnie zmiksować. Masę podzielić na trzy części.
Do pierwszej wmiksować cukier wanilinowy.
Do drugiej wmiskować rozpuszczoną kawę.
Do trzeciej wsypać kakao i zmiksować.
Klasyczną keksówkę wyłożyć papierem do pieczenia. Na dno wyłożyć masę z kakao, rozsmarować równo. Na nią wyłożyć masę kawową, a na wierzch waniliową. Ciasto wstawić do piekarnika nagrzanego do 170 stopni Celsjusza i piec około 45 – 50 minut (do suchego patyczka). Wyjąć, wystudzić i obsypać cukrem pudrem.
Smacznego!