Grysikowiec z wiśniami



Kasza manna ostatnio stała się moim faworytem jeżeli chodzi o szybkie wrzucenie czegoś do żołądka zanim pobiegnę do pracy. Wiem, że przygotowanie kaszy zajmuje kilka, żeby nie rzec nawet kilkanaście ładnych minut, ale ja nie jadam jej na ciepło i na świeżo. Dziwne? Nie dla mnie. Nie lubię ciepłych śniadań, więc wszystko co rano zjadam nigdy nie ma temperatury wyższej niż lodówkowa, bez znaczenia czy jest to jogurt, zupa mleczna, jakaś surówka, sałatka, kasza manna, płatki z mlekiem czy ciasto  Dzięki całonocnemu chłodzeniu przygotowane potrawy osiągają odpowiednią konsystencję i strukturę.
A kasza twardnieje. Bo ja lubię taką, którą można kroić nożem. Która nie jest w ogóle płynna, tylko sztywna i twarda. Do pogryzienia. Mieszam ją jeszcze z dżemem albo cynamonem i naprawdę muszę przyznać, że w takiej wersji smakuje wybornie. Porządną porcję gotuję wieczorem, a przez następne kilka dni (nawet i 4) mam gotowe, powiedzmy – śniadanie. Ale okazało się, że dużo osób to moje pseudo-śniadanie wylewa na przygotowany przez siebie dowolny spód, schładza i podaje na stół pod nazwą „Grysikowiec”. Zainteresowało mnie to, więc i ja postanowiłam coś takiego przyrządzić. Nie szukałam nigdzie inspiracji, zrobiłam prawie tak jak zwykle robię – dodałam jedynie więcej cukru i znacznie więcej kaszy, by mieć pewność, że deser osiągnie odpowiednią konsystencję.
Udało się. Wszystko wyszło w nim idealne. Szybko go przygotowałam, a na schłodzenie dałam mu całą noc. Efekt był taki jakiego się spodziewałam – gęsta, jak na kaszę dość twarda konsystencja, z wyczuwalnym charakterystycznym smakiem głównego składnika, zmieszana z intensywnymi i kwaskowatymi wiśniami. Pycha. Choć muszę przyznać, że nie zaszalałam z cukrem. I chociaż nie lubię przesłodzonych ciast, ten deser był dla mnie idealny, wręcz balansował na granicy między odpowiednią słodkością a niedocukrzeniem. Następnym razem bym go jednak troszkę bardziej posłodziła.
Ale poza tym jest super.
Dla miłośników kaszy manny. Polecam.


Składniki:
• 1 litr mleka
• 100 g cukru (można dać więcej)
• 150 g kaszy manny
• 300 g dżemu wiśniowego
• 150 g wiśni (u mnie mrożone)
• 100 g herbatników


Formę do pieczenia o bokach 20 cm x 26 cm wyłożyć folią spożywczą lub papierem do pieczenia. Na dno ułożyć herbatniki bardzo ciasno, jeden przy drugim.
W garnku zagotować mleko z cukrem. Gdy zawrze wsypać kaszę mannę i cały czas mieszając gotować, aż masa bardzo zgęstnieje i zacznie się ponownie gotować.
Zdjąć z ognia i 2/3 masy przełożyć na herbatniki. Wyrównać i na wierzch ułożyć wiśnie.
Do pozostałej 1/3 masy dodać dżem wiśniowy i dokładnie wymieszać. Spróbować, czy nie należy dodać jeszcze cukru. W razie czego dosypać cukier puder. Mieszankę wyłożyć na warstwę wiśni, wyrównać, wystudzić do temperatury pokojowej. Następnie przykryć folią (by deser nie chłonął zapachów) i schłodzić w lodówce.
Smacznego!



Tarta z mlekiem czekoladowym i bananami



Siedzę na kanapie. W tle włączony jest telewizor, akurat słyszę program informacyjny. Na kolanach mam książkę ze słodkimi przepisami. Myślę na co mam ochotę, co mogłabym upiec, by najbliższy tydzień jakoś sobie osłodzić. Przerzucam karty książki, nie wiedząc w zasadzie czego szukam. Niestety książka nie posiada zdjęć do każdego przepisu, znaczną ich ilość muszę sobie wizualizować w myślach. Ale przeglądam dokładnie. Czytam większość przepisów, a nie tylko same tytuły. I dobrze, bo trafiam na coś interesującego. Czekoladowa tarta z bananami i wiórkami kokosowymi. Na francuskim cieście, z masą z mleka czekoladowego, z dużą ilością karmelizowanych bananów i uwieńczona wiórkami kokosowymi.
Musi być pyszne. Patrzę na składniki – fajne, ale jakoś tak w porównaniu do ilości reszty składników masy mlecznej mało. Trzeba zwiększyć. Żeby był smak. I zrobić. Bo łatwe, bo szybkie, bo ciekawe.
Zrobiłam. Zwiększyłam ilość masy mlecznej, co wyszło na dobre, ale niestety nie podołałam bananom – powinny być ładne plasterki, a w moim przypadku przy karmelizacji większość się rozpadła. Nie dało rady ich ułożyć inaczej niż łyżką, prosto z patelni, próbowałam jedynie zachować jako-taki wygląd. A w smaku? Mocno się zawiodłam. Bo czuć tylko banany. Lekko masa mleczna daje o sobie znać, ale zdecydowanie ugina się pod ciężarem owoców.
Wiórków w ogóle nie czuć. A ciasto francuskie? Absolutnie traci swoją chrupkość. Jest miękkie, jedynie po bokach zostaje lekko chrupiące. Ale lekko. Spód kruchy zdałby egzamin lepiej. Tarta jest bardzo lekka, nie zapycha, nie zasładza. Ale czegoś jej brakuje. Może lodów waniliowych na wierzchu? Może kleksa z bitej śmietany?
Przepis zaczerpnęłam z książki „100 i więcej przepisów na łatwe i tanie ciasta domowe” wyd. rea.



Składniki (z moimi zmianami):
• 1 opakowanie ciasta francuskiego
• 500 ml mleka czekoladowego
• 3 jajka
• 20 g mąki ziemniaczanej
• 60 g wiórków kokosowych
• 4 duże banany
• 50 g cukru
• 20 g masła
• Cukier puder

Masło roztopić na patelni.
Banany obrać, pokroić w plastry i skarmelizować wraz z cukrem na maśle. Starając się, by plastry zachowały swój kształt. Odstawić do przestygnięcia.
W dużej misce połączyć mleko czekoladowe z jajkami i mąką. Dodać wiórki kokosowe, wymieszać.
Ciasto francuskie lekko rozwałkować i wyłożyć na spód formy do tarty o średnicy 23 cm, zachowując brzeg. Schodzić w lodówce kila minut. Następnie wylać na nie masę czekoladową, a na wierzch poukładać banany.
Piec w piekarniku rozgrzanym do 180 stopni Celsjusza przez około 25 minut.
Można podawać lekko ciepłą, lub wystudzoną, posypaną cukrem pudrem.

Smacznego!

Brownie z płatkami owsianymi



Ilość wariacji na temat brownies nigdy mnie nie przestanie zaskakiwać. Ostatnio wręcz doszłam do wniosku, że ten typ ciasta jest jak sernik – wszystko do niego pasuje.
Bardzo mi odpowiada takie wdzięczne przyjmowanie przeróżnych dodatków, gdyż głowa moja nierzadko podsuwa mi tak absurdalne pomysły, że sama już nie wiem, czy aby przypadkiem nie postradałam zmysłów chcąc połączyć ciasto z choćby czymś mocno wytrawnym.
Kiedyś natknęłam się na zdjęcie brownie w płatkach owsianych. Spodnią i górną warstwę stanowiła masa z płatków, a w środku pyszniło się zakalcowate, mocno czekoladowe ciasto. Postanowiłam je popełnić. Przeszukałam zgromadzone przepisy, poczytałam coś na temat technologii wykonania w necie i lekko łącząc wszystkie przepisy powstał mój.
Nie wiem tylko na którym etapie zawaliłam, ale niestety owsiana część ciasta się bardzo kruszy – niemożliwe jest pokrojenie jej na zgrabne, ładne kawałki.
Część właściwa – brownie, wyszło idealne. Bardzi zakalcowate, wręcz mażące się, ciągnące, mocno czekoladowe i tym razem dość słodkie. Chociaż – jak to zwykle ja – ostrożnie dodawałam cukru, to i tak poprzez bardzo specyficzne owsiane warstwy, które również są słodkie i niestety dość suche – wrażenie słodyczy się potęguje. Ale tym razem mi to w ogóle nie przeszkadzało.
Podsumowując – ciasto jest smaczne, nawet bardzo, ale niestety niemożliwe do ładnego pokrojenia. Płatki się kruszą i chociaż wcześniej podpiekłam dolną warstwę nie zestaliła się ona wystarczająco. Wielbiciele płatków owsianych będą zachwyceni – one bardzo dominują. Ale fani ciężkich i lekko niedopieczonych ciast także znajdą coś dla siebie – środek wypieku. Jest pyszny. Mięciutki i rozpływa się w ustach. Idealna kompozycja ze specyficznymi płatkami owsianymi. Polecam!


Składniki:
Warstwa owsiana:
• 315 g płatków owsianych
• 100 g mąki
• 80 g cukru
• ¾ łyżeczki proszku do pieczenia
• ¼ łyżeczki soli
• 160 g masła
Brownie:
• 150 g mąki
• 1 łyżeczka proszku do pieczenia
• ¾ łyżeczki soli
• 160 g gorzkiej czekolady
• 50 g masła
• 120 g cukru
• 4 jajka

Przygotować warstwę owsianą: Masło stopić. W dużej misce wymieszać płatki owsiane, mąkę, cukier, proszek do pieczenia i sól. Wlać masło i dokładnie wymieszać do połączenia. W masie nie powinno być elementów niepokrytych masłem. ¾ mikstury przełożyć do formy o wymiarach 18 x 26 cm, wyłożonej papierem do pieczenia. Ugnieść i podpiec w piekarniku nagrzanym do 170 stopni Celsjusza przez około 10 minut. Wyjąć, odstawić.
Przygotować brownie: W małej miseczce wymieszać mąkę, proszek do pieczenia i sól.
Czekoladę z masłem stopić na parze, przestudzić. Dodać cukier – zmiksować. Wbić jajka (wszystkie na raz), ponownie zmiksować do połączenia składników. Masę wylać na podpieczony owsiany spód. Na wierzch wyłożyć pozostałą ¼ owsianej masy i wstawić do piekarnika nagrzanego do 170 stopni Celsjusza na około 20-22 minuty (wierzch ma się lekko zezłocić). Ciasto może lekko urosnąć, a potem opaść, ale nie zmieni to jego specyficznej tekstury.
Smacznego!



Serowa tarta z masłem orzechowym i bananami



Znowu dałam się ponieść żądzom i niezbyt wyszukanym potrzebom – przygotowując specjał z dużym dodatkiem masła orzechowego. Chodziło mi ono po głowie od dłuższego czasu, ale wiedziałam, że jak tylko je zrobię, to zamiast czekać grzecznie na pomysł jak je wykorzystać – natychmiast całe pochłonę łyżeczką prosto z malaksera. Przecież to tylko jedna łyżeczka. Nic się nie stanie jak zjem. I tak co chwila. Aż w końcu zjem tyle, że nie ma sensu czekać z resztą na ciasto – trzeba wykończyć to co zostało.
Tym razem jednak byłam mądrzejsza – zanim zrobiłam masło orzechowe, wręcz, zanim kupiłam orzechy, wiedziałam co z niego zrobię, zgromadziłam wszystkie pozostałe składniki, a produkcją masła zajęłam się na samym końcu, żeby nie kusiło mnie nawet przez chwilę – wszak nauczona doświadczeniem wiedziałam jak mogłoby się to skończyć.
I udało się – powstała pyszna, choć słodka tarta bananowo-orzechowa z dodatkiem białej czekolady. Jak ona smakuje? Bananowo, to muszę przyznać. Słodko też, bo choć masło orzechowe jest słone – dodatek białej czekolady przyćmiewa tę słodycz. Nie zabija, ale skutecznie przyćmiewa. Odniosłam wręcz wrażenie, że nie wiadomo co tak naprawdę się je – czy masło orzechowe, czy białą czekoladę – miks tych dwóch składników pozbył ich charakterystycznego smaku, ale nie mogę powiedzieć, że nie nadał nowego. Choć troszkę mdły, to smaczny. Banany – jak to banany, smaczne, słodkie i niestety bardzo szybko ciemniejące. Ogólnie – mocna czwórka. Dużo pracy, całkiem fajny efekt, ale brakuje strzału, który rzuciłby o podłogę. Przynajmniej mnie.


Składniki:
• 150 g herbatników
• 80 g masła
• 3 banany
• 400 g twarogu mielonego lub sera na serniki
• 150 g białej czekolady
• 300 g masła orzechowego
• 200 g śmietany kremówki


Masło stopić, herbatniki pokruszyć. Połączyć oba składniki dokładnie mieszając tak, aby powstała masa o konsystencji mokrego pisaku. Wyłożyć nią dno blachy (uprzednio wyłożonej folią spożywczą lub papierem do pieczenia), uklepując i uciskając, by spód był zwarty i jednolity. Schłodzić.
Banany pokroić na plasterki.
Czekoladę stopić na parze, przestudzić.
Śmietanę kremówkę ubić na sztywno.
W misce utrzeć twaróg, dodać stopioną białą czekoladę. Zmiksować. Dodać masło orzechowe i ponownie zmiksować, aby wszystko się połączyło. Na końcu łyżka wmieszać ubitą kremówkę.
Na ciasteczkowy spód ułożyć plastry bananów (kilka odłożyć do dekoracji i skropić sokiem z cytryny, by nie ściemniały). Następnie wyłożyć masę serowo – czekoladowo – orzechową masę. Wyrównać i schłodzić przynajmniej przez godzinę. Przed pokrojeniem udekorować bananami.

Smacznego!