Orzechowo – kawowy torcik



Upiekłam sobie tort. Nie przez przypadek, nie dlatego, że nagle pokochałam torty, ale z innego zupełnie banalnego powodu. To jest tort urodzinowy. Mój tort. Co prawda urodziny miałam we wtorek, ale ponieważ według zasady, że w pewnym wieku wszystko już można, ale nigdy nie ma na to czasu – ja na ten wpis znalazłam czas dopiero dzisiaj. Ale, ale – w oktawie się mieści. Więc mogę powiedzieć, że jest to urodzinowy tort. Bez świeczek, bo to już wstyd próbując zdmuchnąć taką liczbę płomieni. Poza tym, mam pewne obawy, że ta ilość nie zmieściłaby się na torcie.
A co do samego tortu, to obawy miałam tylko wtedy, gdy w oryginalnym przepisie zobaczyłam zdjęcie przedstawiające tort.. Bo poza tym kompletnie nie przypomina on (poza wyglądem) tortów rozumianych przeze mnie jako biszkoptowe placki nasączone jakimś podejrzanym alkoholem zmieszanym z czymś nieokreślonym i przełożone masą przypominającą bitą śmietanę, a jak będzie to tort w wersji De Lux, to jeszcze poza śmietaną jest coś, co powinno przypominać dżem, a na wierzchu obowiązkowo owoce kandyzowane. Fuj.
Ten tort jest zupełnie inny. Samo ciasto nie jest napuszone, a konkretne i orzechowe. Bardzo przyjemne w smaku, czuć bardzo orzechy i chociaż jest miękkie, to nie przypomina waty, którą często można uświadczyć w kupnych tortach. W przypadku kremu – również miłe zaskoczenie. Oryginalny przepis zaleca użycie serka Mascarpone, ja jednak zdecydowałam się na bardzo gęsty twaróg, który okazał się dobrym pomysłem. Smak kremu jest wspaniały – kawowo – słodki. Czyli czuć kawę bardzo dobrze, ale kompletnie nie ma tej charakterystycznej goryczy, jaką kawa sama z siebie generuje. Krem można dosładzać według upodobań. Gdyby okazał się zbyt rzadki – wtedy warto zagęścić go mlekiem w proszku (jeżeli mamy granulowane, to koniecznie trzeba je zblendować na proszek), które nie zmieni smaku, a „wciągnie” wilgoć i krem nabierze odpowiedniej konsystencji.
Zdecydowanie polecam! Przepis stąd, z moimi zmianami.


Składniki:
• 100 g miękkiego masła
• 150 g cukru
• 3 jajka
• 150 g mąki
• 1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
• 70 g orzechów laskowych
• 2 łyżeczki kawy rozpuszczone w 1 łyżce gorącej wody

Krem:
• 350 g gęstego twarogu (można użyć Mascarpone, jak w oryginale)
• 80 g cukru pudru
• 3 łyżeczki kawy rozpuszczone w 2 łyżeczkach gorącej wody
• ewentualnie mleko w proszku dla osiągnięcia odpowiedniej konsystencji


Przygotować ciasto: Mąkę z proszkiem do pieczenia przesiać. Orzechy posiekać bardzo drobno. Masło utrzeć z cukrem na puszystą i jasną masę. Po kolei wbijać jajka, miksując po każdym dodaniu. Stopniowo dosypywać mąkę. Miksować dalej. Dodać orzechy i kawę i ponownie, delikatnie zmiksować do połączenia składników. Masę wylać do tortownicy o średnicy 20 cm wyłożonej od spodu papierem do pieczenia, a po bokach wysmarowanej masłem i obsypanej mąką i piec w piekarniku nagrzanym do 180 stopni Celsjusza przez około 20 minut (do suchego patyczka). Lekko przestudzić w piekarniku, a następnie całkowicie wystudzić na kratce.
Przygotować krem: Twaróg wymieszać z cukrem pudrem. Dodać kawę i ponownie wymieszać. Gdyby krem okazał się zbyt rzadki – dosypać mleko w proszku (zaczynając od 2-3 łyżek) i schłodzić. Po godzinie krem powinien nabrać odpowiedniej konsystencji. Jeżeli nadal będzie zbyt rzadki – dosypać mleka.
Upieczone i wystudzone ciasto przekroić wzdłuż na pół. Następnie około 1/3 kremu posmarować dolny blat, przykryć górnym a resztą kremu posmarować górę i boki tortu. Udekorować orzechami i schłodzić w lodówce.
Smacznego!



Makowy sernik na korzennym spodzie



Odkąd pamiętam nigdy nie mogłam doczekać się Świąt. Magiczny nastrój dopadał mnie od razu, gdy tylko w sklepach zobaczyłam oferty pierwszych bombek, łańcuchów i choinek. Podśpiewywałam sobie kolędy pod nosem, a w głowie już siedziałam przy stole pełnym pyszności i podziwiałam przepiękną choinkę dumnie ubraną w ozdoby robione jeszcze ręcznie przez Mamę gdy była dzieckiem oraz „nowsze” łańcuchy – misternie plecione przeze mnie.
Tak było przez bardzo długo. Ostatnio jednak życie przelatuje mi przez palce i czas również nie wiem kiedy i jak ucieka w taki sposób, że kompletnie nie czuję zbliżających się Świąt. I nie mówię tutaj tylko o Wigilii, ale także o wszystkich innych wydarzeniach, które w między czasie mają miejsce. Ale nie o tym.
Zastanawiając się dlaczego nie czuję „magii świąt” postanowiłam poczekać. Na przełomową datę – 1-szy grudnia. Wtedy będzie lepiej. Nadszedł ten dzień i nic. Minął, a ja nadal tkwiłam w zwykłej codzienności, a reklamy świąteczne kompletnie do mnie nie docierały. Pomyślałam więc, że może 6 grudnia będzie stanowił przejście na inny tryb. Mikołajki, świąteczne piosenki, nawet aniołki przechadzające się po centrach handlowych z ofertą opłatków. Ale to też nie było to. To może pierwszy śnieg? Tylko, że nic ani nikt go nie zapowiada. Nie może być przecież tak, że aż do samej Wigilii przez wszystkie przygotowania przejdę niewzruszona.
Postawiłam na ostatni charakterystyczny element, który można wcześniej przygotować i który może tym razem jakoś mnie nastroi odpowiednio. Mianowicie: słodki wypiek z makiem. Maku używamy praktycznie tylko do świątecznego makowca, więc gdy tylko coś z nim przygotowuję zaraz przychodzą mi na myśl się Święta. I można powiedzieć, że ten sukces chociaż w połowie osiągnęłam. Gdy jadłam sernik i czułam smak maku myślałam - Świętaaaaa, ale zaraz potem wracałam do szarej rzeczywistości. Na szczęście niedługo już naprawdę będą Święta i nie trzeba będzie na siłę wprawiać się w ten wyjątkowy nastrój :-)
Sernik z makiem okazał się naprawdę świąteczny! Mak, chociaż sypnięty prosto z opakowania, bez mielenia, gotowania, ucierania – nie chrzęści w zębach, nie przeszkadza, a bardzo porządnie smakuje. Aby nadać wypiekowi jeszcze bardziej świątecznego charakteru – spód do sernika zrobiłam korzenny. Co wyszło? Pyszne, wprowadzające w nastrój świąteczny ciacho, które także będzie idealne na świąteczny stół. Polecam!


Składniki
Spód:
• 150 g mąki
• 50 g masła
• 1 jajko
• 100 g cukru
• 1 łyżeczka proszku do pieczenia
• 2 łyżeczki przyprawy do piernika
Masa serowa:
• 800 g sera na sernik
• 170 g cukru
• 3 jajka
• 25 g mąki pszennej
• 40 g maku suchego
Polewa:
• 60 ml wody
• 60 g cukru
• 100 g masła
• 40 g kakao

Przygotować spód: na stolnicy lub w naczyniu utrzeć masło z mąką na mase przypominająca kruszonkę. Dodać jajko, cukier, proszek do pieczenia i przyprawę do piernika i ponownie zagnieść. Gdyby ciasto okazało się zbyt sypkie – można dodać odrobinę śmietany, jogurtu lub zimnej wody. Wyrobione ciasto uformować w kulę i schłodzić w lodówce przynamniej pół godziny. Następnie wyłożyć ciastem formę o boku 18 x 23 cm (wyłożonej wcześniej papierem do pieczenia) i podpiec w piekarniku nagrzanym do 170 stopni Celsjusza przez około 15 minut.
W tym czasie przygotować masę serową: ser utrzeć z cukrem. Dodawać po jednym jajku, następnie mąkę i mak. Wszystko krótko zmiksować. Przygotowaną masę wylać na podpieczony spód i wszystko piec w piekarniku nagarzanym do 170 stopni Celsjusza przez 50 minut. Ciasto powinno być ścięte po bokach, ale kremowe „ruchome” na środku. Wyłączyć piekarnik i tak zostawić ciasto na przynajmniej godzinę, a następnie uchylić piekarnik i wystudzić i wstawić do lodówki.
Przygotować polewę: W garnuszku zagotować wodę z cukrem. Gdy zawrze dodać masło i na małym ogniu mieszać, aż się rozpuści. Wyłączyć gaz i dodać kakao – energicznie mieszać, do połączenia składników. Odstawić do wystygnięcia, a następnie wstawić do lodówki, by polewa zgęstniała.
Gęstą polewą polać wierzch sernika i ponownie schłodzić w lodówce.
Smacznego!



Metrowiec



To ciasto miałam w planach dawno, dawno temu jak tylko znalazłam przepis na nie w zeszycie Mamy. Ale nie dało się Mamy przekonać, by wspólnie je upiec, bo od razu zostało zakwalifikowane do bardzo trudnych – wszak trzeba upiec tak naprawdę dwa ciasta, zrobić jeszcze krem, polewę i to poprzekładać. Nie ma mowy. No i nie było. Już więcej o tym cieście nie wspominałam, bo przyznać muszę, że zapomniałam o nim kompletnie, a przypomniała mi niedawno o jego istnieniu blogosfera. Ktoś je upiekł i zaprezentował u siebie. A u mnie zadziałało to jak porażenie piorunem – Metrowiec! Muszę go zrobić. I chociaż chodziło mi po głowie coś kompletnie innego, postanowiłam sama zmierzyć się z tym przekładańcem i zobaczyć co mi z tego wszystkiego wyjdzie.
Przystąpiłam do dzieła i okazało się, że ciasto nie jest trudne, ale bardzo pracochłonne. Upieczenie dwóch ciast nie zajęło mi dużo czasu, ale ich studzenie, gotowanie budyniu a potem przekładanie kromek – już tak. I jeszcze polewa. Chociaż mam naprawdę dobry przepis na polewę – ugotowanie jej, schłodzenie, stężenie, polanie i zastygnięcie na cieście to dodatkowy czas. Ale warto czekać. Ciasto jest wyborne.
Miękkie, słodkie z budyniowym kremem i dodatkowo z pyszną polewą kakaową, która nie jest wcale aż tak bardzo słodka. Wszystko się idealnie równoważy, wszystko razem smakuje wybornie. Ale dodatkowo ciasto się pięknie prezentuje. Kromki nie są wysokie, ale długie, bo ciasto kroi się na skos, pod kątem 45 stopni – by za jednym razem uwzględnić wszystkie jego elementy.
Smacznego!


Składniki:
Ciasta:
• 6 jajek
• 160 g cukru
• 75 ml oleju
• 100 ml wody
• 360 g mąki
• 2 dość czubate łyżeczki proszku do pieczenia
• 100 g jogurtu naturalnego
• 15 g kakao
Krem budyniowy:
• 500 ml mleka
• 110 g cukru
• aromat waniliowy
• 25 g mąki pszennej
• 25 g mąki ziemniaczanej
• 50 g masła
Polewa:
• 50 ml wody
• 50 g cukru
• 100 g masła
• 40 g kakao

Przygotować ciasto: Białka oddzielić od żółtek. Żółtka utrzeć z cukrem na jasną, puszystą masę. Dodać olej, wodę i zmiksować. Wsypać mąkę z proszkiem do pieczenia. Dodać jogurt, krótko zmiksować. Połowę masy przełożyć do drugiego naczynia. Do tej połowy dodać kakao i zmiksować dokładnie.
W dużej misce ubić pianę z białek na sztywno. Podzielić na dwie części. Połowę dodać do jasnej masy i delikatnie wymieszać, drugą połowę wmieszać do ciasta kakaowego.
Dwie jednakowe keksówki wyłożyć papierem do pieczenia. Do jednej wylać ciasto jasne, a do drugiej ciemne. Piec w piekarniku nagrzanym do 170 stopni Celsjusza przez około 25 – 30 minut (do suchego patyczka).
Ciasto wyjąć, wystudzić.
Przygotować budyń: Połowę mleka wlać do garnka, wsypać cukier i zagotować. Resztę mleka wymieszać z mąkami. Gdy mleko z cukrem zawrze, zdjąć z ognia i wlać mieszankę z mąką. Postawić na małym gazie i cały czas mieszając gotować do powstania bąbelków i zgęstnienia masy. Wystudzić do temperatury pokojowej. Masło wyjąc z lodówki – ma być miękkie.
W naczyniu utrzeć masło prawie do białości. Następnie powoli dodawać ostudzony budyń i miksować cały czas. Na końcu wmieszać aromat waniliowy.
Zimne ciasta (kakaowe i jasne) pokroić na plastry tej samej grubości. Każdy z nich po jednej stronie smarować masą budyniową i na zmianę składać w jedno ciasto. Najpierw posmarować masą jasny plaster, następnie – od strony budyniu – przyłożyć do niego ciemny plaster ciasta i posmarować go ponownie masą (od suchej strony). Do niej przyłożyć jasny plaster i ten także posmarować masą. I tak na zmianę do wykorzystania całego ciasta i kremu. Gotowe ciasto schłodzić w lodówce.
Przygotować polewę: wodę zagotować z cukrem. Gdy zawrze dodać masło i mieszając rozpuścić je. Następnie wyłączyć gaz, wsypać kakao i bardzo dokładnie wymieszać – już nie gotując. Po uzyskaniu jednolitej masy, wystudzić ją, a następnie schłodzić w lodówce, aż mocno zgęstnieje i nie będzie spływała z ciasta. Taką polewą posmarować ciasto – zarówno górę jak i boki, a potem ponownie schłodzić.
Kroić ciasto pod kątem, na skos, tak aby w każdym plastrze znalazło się jasne i ciemne ciasto.
Smacznego!