Cygańskie ścieżki



Macie czasami tak, że wiecie, że coś jest kompletnie nie dla Was. Nie będzie Wam smakowało lub nie będziecie wiedzieć co z daną rzeczą zrobić, albo po porostu jej nie potrzebujecie a jednak decydujecie się na jej zakup? Ja staram się eliminować takie zachcianki, ale czasami nie mogę się oprzeć. Jak coś ładnie wygląda, to nie ma wyjścia – musi być moje. Szczególnie, jeżeli chodzi o sprawy związane z jedzeniem, a konkretnie z własnoręcznym pieczeniem ciast. Tak, tak. Może to zabrzmiało dość dziwnie, ale dlaczego tak bardzo wszyscy blogerzy kulinarni starają się sfotografować potrawę jak najapetyczniej? Właśnie dlatego, żeby jak najwięcej osób się na nią skusiło. A ja podatna jestem na zdjęcia. Bardzo. I chociaż czytając składniki i technologię wykonania potrafię ocenić, czy finalny wypiek przypadnie mi do gustu czy nie – czasem zdrowy rozsądek przegrywa z chęcią sprawdzenia, czy aby na pewno dana rzecz nie jest dla mnie.
I już wiem. Cygańskie ścieżki, choć piękne wizualnie nie staną się moim ulubionym ciastem. Chociaż, muszę przyznać, że nie jest złe – moja Mama okrzyknęła je wręcz mistrzowskim, ale ja zachowuję zdrowy dystans. Samo ciasto, na bazie białek z różnymi dodatkami zmieniającymi kolor prezentuje się efektownie, a krem stanowi swoisty sernik na zimno – mieszanina galaretki z serkiem homogenizowanym. I chyba to mi w tym cieście najbardziej nie pasuje – ja nie lubię tego połączenia. Ale wszystkim, którzy ciasto próbowali – niezwykle zasmakowały ścieżki, chociaż chyba większy efekt „ŁAŁ” wywołał u nich sam jego wygląd.
Przepis zaczerpnęłam stąd (leciutko tylko zmieniłam ilość cukru i oleju).


Składniki:
Ciasto:
• 9 białek
• 200 g cukru
• 1 cukier wanilionowy
• 200 g mąki
• 2 łyżeczki proszku do pieczenia
• 150 g oleju (niecałe ¾ szklanki)
Ponadto:
• 4 żółtka + 2 łyżki mąki
• 30 g maku
• 10 g kakao
• 1 opakowanie kisielu wiśniowego

Krem:
• 400 g serka homogenizowanego
• 1 opakowanie czerwonej galaretki
• 4 galaretki w różnych kolorach

Najpierw należy przygotować 4 galaretki w różnych kolorach: Każdą z nich przygotować według przepisu na opakowaniu, zmniejszając ilość wody do 1 szklanki. Wystudzić, zostawić do stężenia a następnie pokroić w małe kwadraciki.
Przygotować ciasto: Białka ubić na sztywną pianę, pod koniec dodawać stopniowo cukier i cukier wanilinowy. Następnie dodać mąkę, proszek do pieczenia i olej, i wszystko bardzo dokładnie wymieszać. Ciasto podzielić na 4 równe części.
Do pierwszej dodać 4 żółtka i 2 łyżki mąki – wymieszać.
Do drugiej – mak. Wymieszać.
Do trzeciej – kakao. Wymieszać.
Do czwartej – kisiel (proszek, prosto z torebki). Wymieszać.
Blachę, u mnie kwadratowa o boku 24 cm wyłożyć papierem do pieczenia. Na środek wykładać na zmianę po dwie łyżki każdej z mas. Najpierw dwie łyżki pierwszej masy, na jej środek dwie łyżki drugiej masy, następnie na sam środek dwie łyżki trzeciej masy i na końcu dwie łyżki czwartej. Aż do wykorzystania całego ciasta. Tak przygotowane ciasto wstawić do piekarnika nagrzanego do 180 stopni Celsjusza i piec około 40 minut (do suchego patyczka). Wyjąć, wystudzić. Następnie przekroić na dwa blaty (jak tort).
Przygotować krem:
Jedną galaretkę rozpuścić według instrukcji na opakowaniu, zmniejszając ilość wody do 1 szklanki. Wystudzić, schłodzić i poczekać aż zacznie tężeć (choć jeżeli będzie płynna to też się uda).
Do miski przełożyć serek homogenizowany i wlać zimną galaretkę. Zmiksować dokładnie.
Następnie wsypać wcześniej pokrojone 4 kolory galaretek i delikatnie wymieszać.
Spód ciasta włożyć do blachy. Wyłożyć cały galaretowy krem, a wierzch ciasta odwrócić (środkiem do góry by było widać teksturę ciasta) i położyć na krem. Leciutko docisnąć. Wstawić do lodówki najlepiej na całą noc.
Smacznego!