Kakaowe brownie z czekoladową truflą



A gdyby tak w Święta zmodernizować tradycję i obok makowców, makówek, strucli, serników i kutii postawić na stół ciasto podwójnie czekoladowe?
Dlaczego by nie przełamywać stereotypów i stawiać na oryginalność? Oczywiście, nie piszę tutaj o rezygnacji z karpia, barszczu, pierogów (chociaż u nas na wigilijnym stole już od wieeelu lat nie goszczą), czy tradycyjnych, smakujących tak dobrze jedynie w ten świąteczny czas potraw. Ale może warto choć raz zaryzykować i wprowadzić coś, z pozoru banalnego, nadającego się na każdy inny dzień roku, co jednocześnie pozwoliłoby na chwilkę dać odpocząć kubkom smakowym od maku, drożdży, sera i pierniczków?
Moja propozycja brzmi: brownie z musem z mleka skondensowanego i Nutelli. Czyż to nie brzmi kusząco? Święta mają to do siebie, że można sobie pozwolić na ustępstwa od diet, liczenia kalorii, zastanawiania się nad konsekwencjami każdego kawałka ciasta. Dlatego zdecydowanie ta propozycja jest na ten moment idealna. Czekoladowa, ba! podwójnie czekoladowa, słodka, sycąca i inna. Inna konsystencja, struktura. Bardzo ładnie się prezentuje na stole, bardzo dobrze kroi a i przygotowanie nie zabiera dużo czasu. Spokojnie można dzień wcześniej wszystko przygotować, nie odrywając się za nadto od tradycyjnych obowiązków, które na każdym z nas w tym okresie ciążą.
A jak smakuje torcik? Zacnie. Ciasto czekoladowe, w typie brownie jest wilgotne, ciężkie i zakalcowate, a wierzchni mus - mocno słodki, mocno czekoladowy z wyczuwalnym mlekiem skondensowanym. Zastyga bardzo szybko, więc dla zabieganych nawet na ostatnią chwilę w Wigilię też jest dobrym rozwiązaniem, a dumnie pyszniący się na stole wśród tradycyjnych potraw wywoła zdziwienie, zaciekawienie i nieodpartą chęć skonsumowania wśród wszystkich domowników i gości biesiadujących przy stole.
Przepis wzięłam stąd i zdecydowanie polecam wszystkim!


Składniki:
Cisato:
• 100 g masła
• 100 g cukru
• 2 jajka
• 100 g mąki
• 1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
• 50 g kakao
Mus czekoladowy:
• 400 g mleka skondensowanego słodzonego
• 200 g Nutelli
• 130 g gorzkiej czekolady (pokrojonej na mniejsze kawałki)
• 20 g masła

Przygotować ciasto: Masło stopić i zmiksować z cukrem. Dodawać po jednym jajku, dokładnie miksując. Mąkę wymieszać z proszkiem do pieczenia i kakao, a następnie dodać do masy jajecznej i zmiksować do połączenia składników.
Tortownicę o średnicy 20 cm wyłożyć papierem do pieczenia. Wyłożyć do niej ciasto i wstawić do nagrzanego do 180 stopni Celsjusza piekarnika na około 20 minut (po wbiciu patyczka powinny na nim zostać kawałki ciasta). Wyjąć, wystudzić.
Przygotować mus: Na garnku z lekko gotującą się wodą postawić miskę (która nie pęknie pod wypływem temperatury) i przełożyć do niej wszystkie składniki. Delikatnie mieszać, aż wszystko się połączy w jeden, gęsty czekoladowy mus. Przestudzić - masa powinna zgęstnieć.
Zimny, gęsty mus wylać na wystudzony spód ciasta i wstawić do lodówki na kilka godzin, aż masa zastygnie.
Smacznego!


Lekki torcik bez pieczenia



Miałam ogromną potrzebę upieczenia czegoś słodkiego. Nie wiedziałam tylko co miałoby to być, bo jakoś kolejne ciasto z czekoladą przestało mnie już kręcić, a wypieki z jabłkami, prawdę mówiąc, wychodzą mi już bokiem. Usiadłam więc zrezygnowana przed Internetem i wytężając swoje szare komórki, przeglądałam blogi kulinarne, żeby poszukać inspiracji. Troszkę to trwało, bo w tym momencie królują propozycje świąteczne, a makowce i pierniki u mnie przyjdzie jeszcze czas, więc patrząc, przeglądając i czytając wpisy trafiłam na ten. Patrzę, czytam, myślę - ciekawy, lekki, bez pieczenia, prosty torcik....w letnich kolorach, z letnimi smakami. Może warto przełamać tę depresyjną aurę, którą serwuje nam pogoda za oknem i na przekór wszystkim zrobić coś zupełnie innego? Pewnie, że warto. Zrobiłam. I wyszło pysznie - piankowy, lekki torcik, którego konsystencja zupełnie odbiega od ciast pieczonych przeze mnie w ostatnim czasie. Słodki w sam raz. Z owocami z puszki, które dodatkowo dodają słodyczy, z biszkoptami, które troszkę przełamują tę kremową konsystencję i ze startą czekoladą na wierzchu, która - choć w niewielkiej ilości, troszkę dodaje od siebie smaczku.
Torcik robi się prosto, choć długo - składniki muszą stygnąć, tężeć się w lodówce, a to zajmuje kilka godzin. Jednak wierzcie mi - zdecydowanie warto!

Składniki (cytuję za autorką, choć zmieniłam rodzaj owoców, smak galaretek i ilość masła):
• 150 g okrągłych biszkoptów
• 2 budynie śmietankowe lub waniliowe w proszku, bez cukru
• 750 ml mleka
• 20 g cukru
• 2 opakowania galaretki w czerwonym kolorze (u mnie truskawkowa)
• 100g masła w temperaturze pokojowej
• 1 puszka brzoskwiń w syropie
Wierzch:
• 200g niesłodzonego mleka skondensowanego
• 1 galaretka pomarańczowa
Dodatkowo:
• kilka kostek czekolady do starcia

Budynie razem z cukrem rozmieszać w 250 ml mleka. Pozostałe mleko zagotować i dodać rozmieszane budynie, znów zagotować, cały czas mieszając. Zdjąć z ognia i dodać dwie galaretki w proszku, mieszać, aż galaretki się rozpuszczą. Gorącą masę nakryć folią spożywczą i odstawić do całkowitego ostygnięcia (ma mieć temperaturę pokojową jak masło).
Masło ucierać mikserem na najwyższych obrotach przez około 4-5 minut. Następnie cały czas ucierając mikserem, stopniowo dodawać galaretkę z budyniem. Mieszać, aż powstanie jednolity, dosyć gęsty krem.
Brzoskwinie odsączyć i pokroić na mniejsze kawałaki.
Dno tortownicy o średnicy 23-24cm wyłożyć papierem do pieczenia i ułożyć na nim biszkopty. Połowę kremu wyłożyć na biszkopty w tortownicy. Na wierzchu poukładać owoce, na owoce wyłożyć pozostały krem, wyrównać. Blaszkę wstawić do lodówki na około 1-2 godziny.
Przygotować wierzch: Galaretkę pomarańczową rozpuścić 1 szklance gorącej wody i odstawić do ostygnięcia.
Blaszkę z ciastem wyjąć z lodówki i na wierzchu ponownie poukładać biszkopty.
Mleko skondensowane miksować na najwyższych obrotach przez około 2-3 minuty. Następnie cały czas mieszając, wlewać powoli ostygniętą galaretkę. Tak przygotowaną piankę wyłożyć na biszkopty w blaszce i ciasto wstawić do lodówki na parę godzin, najlepiej na całą noc.
Po wyjęciu z lodówki oddzielić nożem ciasto od brzegów tortownicy i ostrożnie zdjąć obręcz. Przed podaniem ciasto posypać startą czekoladą.



Jabłkowe bomby



Znowu u mnie na tapecie jabłka. To wszystko dzięki Rodzicom i ich magicznemu działkowemu drzewku, które w tym roku wybitnie poczuło się wywołane do odpowiedzi i obrodziło owocami za wszystkie inne drzewka na pobliskich działkach. Stąd jabłka, jabłka, jabłka i jabłka. Wiem, że są zdrowe, wiem, że smaczne, wiem, że powinno się je jeść (szczególnie te domowe, niepryskane), ale tak naprawdę ile można? W cieście można dużo :-) Tym razem zapraszam na bomby jabłkowe, czyli - kule z kruchego ciasta nadziane rozpróżonymi jabłkami z cynamonem. Dziwne? Nieeee, pyszne! Dodatkowo oblane sosem toffi, podkreślającym smak jabłek. Bombowe!

Składniki:
ciasto:
• 200 g mąki
• 3/4 łyżeczki proszku do pieczenia
• 100 g masła
• 1 jajko
• 50 g cukru
• 100 g jogurtu naturalnego
nadzienie
• 5 jabłek
• 1 łyżeczka cynamonu
sos:
• 150 g krówek
• 50 ml mleka
• garść dowolnych orzeszków

Przygotować ciasto: Wszystkie składniki ciasta zagnieść, ulepić z niego kulę i chłodzić w lodówce przynajmniej godzinę.
Przygotować nadzienie: Jabłka obrać, usunąć gniazda nasienne, pokroić na mniejsze kawałki i włożyć do garnuszka. Podlać odrobiną wody i podgrzewać na małym ogniu, od czasu do czasu mieszając, aż się rozpróżą. Wsypać cynamon, wymieszać. Wystudzić.
Ze schłodzonego ciasta odrywać kawałki, rozwałkowywać je na kształt koła, na środku kłaść po około łyżce jabłek i zamykać ciasto jak bułeczki, tworząc kule. Układać w formie wyłożonej papierem do pieczenia.
Piec w piekarniku nagrzanym do 180 Stopni Celsjusza przez około 20 miut, aż ciasto urośnie i zbrązowieje. Wyjąć, wystudzić.
Przygotować sos: Do rondelka wlać mleko i dodać pokrojone na kawałeczki krówki. Pogrzewać, aż się rozpuszczą i połączą z mlekiem tworząc gęsty sos.
Ciepłym sosem polać wystudzone ciasto i posypać orzeszkami. POjedyncze bomby można odrywać, albo odkrajać nożem w miejscu połączenia.
Smacznego!



Twarogowe trufle z oreo




Ja wiedziałam, że tak to się skończy. Już wchodząc do kuchni w celu przygotowania tego deseru przeczuwałam, że nic dobrego z tego nie wyjdzie. To znaczy wyjdzie, a raczej wyszło dobre baaa - nawet pyszne, ale katastrofalne dla mojej silnej woli i całe-życie-diety.
No bo jak można się oprzeć małym trufelkom z ciasteczek oreo i twarogu? Jak można przejść obojętnie obok pyszniących się małych kuleczek oblanych mleczną czekoladą? Jak można nie ugryźć kawałka, lub wchłonąć jednej małej kuleczki czekając aż woda w czajniku się zagotuje? No właśnie. Nie można. I tu jest ten problem. Trufelki, które miały być porcją łakoci na cały długi tydzień zniknęły w 3 dni. Miałam zjeść codziennie jedną do porannej kawy, ale oczywiście po powrocie z pracy tak na szybko jadłam kolejną, przynajmniej pół, a i po bieganiu też mi się zdarzyło. Ale napiszę Wam, że było warto!!! Bo one są przepyszne. Idealnie słodkie, konkretne, niezapychające, bardzo efektowne, szybkie do zrobienia i bardzo, bardzo pasujące do śniadania, kawy, herbaty, deseru, jogurtu, wody, obiadu i wszyyystkiego. Nie ma już wymówki - musicie zrobić!


Składniki:
200 g ciastek typu oreo
200 g mielonego sera twarogowego
150 g mlecznej czekolady

W malakserze zmiksować ciasteczka na drobną masę. Ja zachowałam większe kawałki ciastek, by ich tekstura była wyczuwalna. Dodać twaróg i jeszcze raz zmiksować do połączenia składników. Uformować małe kuleczki i wstawić do lodówki na przynajmniej pół godziny. Pod koniec chłodzenia rozpuścić na parze czekoladę. Każdą kulkę zanurzać w czekoladzie, dokładnie ją obtaczając. Trufelki układać na talerzu wyłożonym folią aluminiową lub papierem do pieczenia i poczekać, aż czekolada zastygnie.
Smacznego!