Sernik na zimno z Delicjami



Tknęło mnie ostatnio na sernik. Nie wiem dlaczego, ale zachciało mi się sernika na zimno – znalazłam przepis, według którego przygotowanie ciasta jest lekkie, łatwe i przyjemne, a gotowe dzieło nie jest banalnym przełożeniem dwóch kakaowych blatów zmielonym twarogiem. No dobra, trochę jest, bo niby czym innym jest sernik? Ale ten ma jeszcze dodatkowo dwa składniki, które zmieniają jego charakter. I rzeczywiście, niby dwie banalne rzeczy a taka zmiana. Zaskakującym dla mnie był fakt – choć po przemyśleniu (nawet nie głębszym, tylko lekkim ruszeniu głową) jest to absolutnie normalne i logiczne – gotowy sernik ma smak twarogu (lub takiego serka, który użyliśmy do sernika), bez żadnej zmiany. Upieczone serniki mają jednak inny smak, niż surowa masa serowa, a ten sernik – dzięki braku pieczenia – ma smak sera praktycznie identyczny jak użyty twaróg. Lekko kwaskowaty, specyficzny. Zdecydowanie mnie pozytywnie zaskoczył.
A co w tym serniku jest takiego innego? Dżem i Delicje. Niby nic, a jednak coś. Dżem posmarowany na spodzie blatu ciasta a Delicje pomiędzy twarogiem – dają fajny efekt, trochę kwaskowaty, ale ostatecznie słodki, wszak ciastka są słodkie, jeszcze z czekoladą.
Wierzch ozdobiłam także połówkami delicji oraz oblałam pyszną czekoladową polewą.
Przepis pochodzi z gazetki: „Ciasta sprawdzone przepisy”.


Składniki:
Ciasto:
• 5 jajek
• 100 g cukru
• 130 g mąki
• 30 g kakao
• 1 łyżeczka proszku do pieczenia
Masa serowa:
• 1 kg sera na serniki
• 150 g cukru pudru
• 200 g śmietany kremówki
• 6 czubatych łyżeczek żelatyny
Polewa:
• 120 g masła
• 30 g kakao
• 60 g cukru
• 30 ml mleka
Ponadto:
• Słoik dżemu wiśniowego
• 2 opakowania ciastek typu Delicje
• Pół szklanki mocnego naparu kawy

Przygotować ciasto: Białka oddzielić od żółtek. W dużej misce ubić białka na sztywną masę, pod koniec ubijania dodawać partiami cukier. Następnie wlać żółtka – ponownie zmiksować. Wsypać mąkę z kakao i proszkiem do pieczenia – bardzo delikatnie wymieszać. Masę przelać do tortownicy o średnicy około 24 - 25 cm wyłożonej papierem do pieczenia i piec w piekarniku nagrzanym do 175 stopni Celsjusza przez około 35 minut (do suchego patyczka). Upieczone ciasto wyjąć, wystudzić. Zupełnie zimne przeciąć wzdłuż na pół – na dwa blaty.
Przygotować masę serową: Twaróg z miksować z cukrem. Kremówkę ubić na sztywna masę. Żelatynę zalać gorącą wodą (aby woda wystawała nad żelatynę około 0,5 cm). Wymieszać do rozpuszczenia żelatyny, aby nie było grudek. Kilka łyżek zmiksowanego twarogu przełożyć do żelatyny – dokładnie wymieszać (zahartować) a następnie wlać żelatynę do sera. Dokładnie zmiksować. Przełożyć ubitą kremówkę – wymieszać.
Oba blaty ciasta nasączyć naparem kawy. Dolny blat włożyć do tortownicy, zapiąć obręcz. Na nim rozsmarować dokładnie dżem. Wyłożyć połowę masy serowej. Na niej dokładnie poukładać Delicje, a następnie przykryć drugą połową sera. Na wierzchu położyć drugi blat ciasta. Lekko przycisnąć, odstawić do lodówki.
Przygotować polewę: Masło rozpuścić na niewielkim ogniu. Dodać cukier, kakao i mleko – mieszając zagotować. Chwilkę pogotować, aż powlewa lekko zacznie gęstnieć. Wyłączyć gaz. Ostudzić. Gdy polewa zacznie tężeć, rozsmarować ją na powierzchni ciasta i udekorować połówkami pozostałych Delicji. Schłodzić przez przynajmniej kilka godzin, a najlepiej całą noc.
Smacznego!



Biała Nutella z kokosową nutą



Skoro skład najpopularniejszej na świecie Nutelli to, poza konserwantami, różnymi wspomagaczami i przedłużaczami trwałości – głównie mleko, cukier, kakao i orzechy, a jedna z popularniejszych wersji domowej jej produkcji zawiera w sobie mleko skondensowane – dlaczego by nie spróbować zrobić białej wersji tego smarowidła? No właśnie – dlaczego nie? Wystarczy tylko kakao na coś zamienić i już. To coś, to oczywiście biała czekolada, bo cóż by innego….W moim wydaniu domowa biała Nutella jest znacznie bardziej bogata niż tylko mleko skondensowane, czekolada i orzechy. Ja dodałam jeszcze odrobinę zwykłego mleka i wiórki kokosowe, które jakoś mi wyjątkowo podpasowały do tej masy. I nie zawiodłam się. Wyszło Nutellowo – kokosowo. Czyli bajecznie. Słodko, ulepkowato, smarownie i nietypowo, bo w przeciwieństwie do klasyku – moja wersja nie jest gładka (choć wolałabym żeby była, ale eksperymentować będę niebawem) tylko z wyraźnie wyczuwalnymi wiórkami i kawałeczkami orzechów. R-E-W-E-L-A-C-J-A!!!!

Składniki:
• 300 g mleka skondensowanego słodzonego
• 100 ml mleka zwykłego
• 150 g białej czekolady
• 70 g orzechów laskowych
• 40 g wiórków kokosowych

Orzechy lasowe uprażyć na suchej patelni lub podpiec około 10 minut w piekarniku nagrzanym do 180 stopni Celsjusza, by następnie przy użyciu ściereczki kuchennej zatrzeć z nich skórkę. Orzechy bardzo drobno posiekać. Można tłuczkiem utłuc na tzw. mąkę, można zmiksować w malakserze na masło.
Mleko skondensowane przelać go garnuszka. Dodać mleko zwykłe i czekoladę. Podgrzewając mieszać, aby wszystkie składniki dokładnie się połączyły. Następnie wsypać wiórki kokosowe i orzechy i dokładnie wymieszać. Gotową masę przelać do słoiczków.
Smacznego!

Maślane ciasto z jabłkami i migdałami



Znowu znalazłam się w posiadaniu sporej ilości jabłek. I znowu musiałam się nad nimi pochylić i coś z ich udziałem popełnić. Nie wiedziałam tylko co, bo w tym sezonie robiłam tyle ciast z jabłkami, że sama już nie mogę na nie patrzeć. Ale wiedziałam, że te owoce na surowo, bez dodatków nie przejdą. Surówka z jabłkiem i marchewką – zaliczona, mięso pieczone z cząstkami jabłek – też zrobione. A tu ich jeszcze zostało tyle w koszyku. No to co? To ciasto. Z jabłkami, ale nie szarlotka, nie apple pie, nie typowe ciasto ucierane z jabłkami. Na pomoc przyszedł mi przepis z tzw. Kuchni Lidla – ciasto z jabłkami, syropem klonowym i migdałami. Brzmiało pysznie. Przygotowanie też nie wyglądało na zbyt uciążliwe, więc zrobiłam.
Dużo masła. Jak dla mnie bardzo dużo. Dużo za dużo. Ale ponieważ odtwarzałam przepis, to z ciężkim sercem i bólem dodałam tyle ile trzeba było. I jak? Rzeczywiście pyszne. Bardzo długo świeże, bardzo długo wilgotne, mięciutkie, słodkie i jabłkowe. A wierzch – poezja. Karmelizowane w syropie klonowym migdały są niesamowite. Orzechowo – karmelowe, pyszne. Pychota i bomba. Nie tylko kaloryczna, ale bomba na języku. Łatwe, pyszne, efektowne – czego chcieć więcej?


Składniki:
• 250 g masła
• 150 g cukru
• 5 jajek
• 160 g mąki pszennej
• 70 g mąki ziemniaczanej
• 1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
• 800 g jabłek
• 1 cytryna
Ponadto:
• 100 g migdałów w słupkach
• 100 ml syropu klonowego
• 50 g masła

Jabłka umyć, obrać i pokroić w kostkę. Skropić sokiem z cytryny – odstawić.
Mąkę pszenną, ziemniaczaną i proszek do pieczenia przesiać razem.
W misie miksera utrzeć miękkie masło na jasną, gładką masę, stopniowo dodając cukier. Następnie dodawać po jednym jajku, dokładnie miksując po każdym wbiciu. Dodać przesiane mąki z proszkiem, delikatnie wymieszać do połączenia składników.
¾ ciasta przełożyć do wyłożonej papierem do pieczenia formy (u mnie 17 cm x 25 cm). Rozłożyć równomiernie jabłka, po czym przykryć je pozostałą ¼ masy.
Ciasto wstawić do piekarnika nagrzanego do 170 stopni Celsjusza i piec przez 40 minut do suchego patyczka.
Pod koniec pieczenia przygotować karmelizowane migdały: na patelni rozpuścić masło i wlać syrop klonowy. Gdy składniki się mocno podgrzeją, dodać migdały i mieszając cały czas smażyć, aż karmel zgęstnieje a migdały lekko się zezłocą.
Po 40 minutach ciasto wyjąć z piekarnika, równomiernie rozłożyć na powierzchni migdały i podpiec jeszcze około 8 – 10 minut.
Smacznego!



Pączki z ziemniakami



Tłusty czwartek już jutro, a ja nie lubię pączków ani faworków. Jedyne co mogę zjeść, ale tak tylko troszkę i ewentualnie – to małe pączusie z serka homogenizowanego, które ostatnio robię dość często, bo rodzina za nimi przepada. Ale jak już pisałam próbuję troszkę. I czasami. Ogólnie pączków nie jadam. Ale inni już tak, a z racji tego, że jestem okrzyknięta rodzinnym cukiernikiem zostałam poproszona o usmażenie prawdziwych, drożdżowych, dużych pączków z nadzieniem i lukrem. Dobrze. Wiedziałam, że będę chciała je Wam zaprezentować, więc muszą to być pączki niebanalne, niezwykłe w swojej zwykłości i inne niż te, które już na blogu są. Przegrzebałam przepisy, przeszukałam Internet i znalazłam przepis na pączki z ziemniakami. Posłużyłam się tym przepisem, więc wiedziałam, że jeżeli się udadzą, to będą na pewno pyszne. I miałam takie przeczucie, że ziemniaków nie będzie czuć w ogóle. I miałam rację. Pączki smakują jak zwykłe, klasyczne pączki. Niczym się nie różnią, są takie same w konsystencji ale i niestety w starzeniu się też. Już następnego dnia pączki nie były smacznym, miękkim, słodkim i świeżutkim okrąglutkim cudeńkiem, tylko suchym, twardawym i mocno średnim ciastkiem. Nie, żebym uważała, że ten przepis jest zły – każdy pączek tak ma, że jest świeży tylko w dniu upieczenia. Ale warto spróbować je usmażyć, gdyż ziemniaki stanowią tutaj niebanalny ale zaskakujący dodatek, którego w ogóle nie czuć, a pomimo tego wszystko ładnie wychodzi. :-)

Składniki:
• 500 g mąki pszennej
• 200 g ugotowanych, utłuczonych lub przeciśniętych przez praskę ziemniaków
• 50 ml mleka
• 3 duże jajka
• 1 żółtko
• 80 g masła
• 60 g cukru
• 12 g drożdży suchych
• 1 łyżka wódki lub ekstraktu z wanilii lub soku z cytryny
Ponadto:
• 300 g cukru pudru + woda
• słoik dżemu

Masło roztopić.
Mąkę pszenną przesiać, wymieszać z suchymi drożdżami.
Dodać pozostałe składniki i wyrobić, pod koniec dodając rozpuszczone masło. Wyrabiać kilka minut, aż ciasto będzie gładkie i miękkie (starając się nie dosypywać mąki, mimo iż ciasto będzie się lekko kleiło). Wyrobione ciasto uformować w kulę, włożyć do oprószonej mąką miski, przykryć i odstawić w ciepłe miejsce do podwojenia objętości (około 1,5 godziny).
Po tym czasie ciasto wyjąć na blat. Rozwałkować na grubość około 1 - 1,3 cm i szklanką wykrawać pączki (moje były duże – ok 7 cm średnicy). Odkładać je na blaszkę oprószoną mąką do podwojenia objętości (powinny być bardzo dobrze napuszone).
Po wyrośnięciu smażyć pączki w oleju rozgrzanym do temperatury 175ºC, po kilka minut z każdej strony. Temperatura oleju nie powinna być zbyt wysoka, ponieważ pączki szybko zbrązowieją od zewnątrz, a w środku będą surowe. Po usmażeniu odkładać na bibułkę do odsączenia.
Dżem przełożyć do rękawa cukierniczego z cienką i długą końcówką. Każdy pączek nadziewać „od boku” dżemem.
Cukier puder wymieszać z około 2 – 3 łyżkami wody, do uzyskania konsystencji lukru – powinien być lejący ale bardzo gęsty.
Na nadziane pączki wylewać po około 1,5 łyżeczki lukru. Ostawić i odczekać aż lukier zastygnie.



Tarta kokosowa - Bounty



Zimno, ciemno, mokro – brrrrr. Tak się teraz czuję wychodząc z domu. I chociaż pogoda zupełnie mi nie przeszkadza w wykonywaniu codziennych czynności, muszę przyznać, że lepiej biega się gdy nie pada i na koniu także przyjemniej jeździ się gdy ręce nie odmarzają. Ale cóż zrobić – taki mamy klimat. Trzeba sobie radzić domowymi sposobami na poprawę tej aury.
Jak to zrobić? Ja wiem – upiec ciasto, ale nie zwykłe ciasto. Wyjątkowe. Czyli – przywołujące swoim smakiem letnie, gorące miesiące, upały, piekące słońce, żar lejący się z nieba i wszystko to, czym lato się charakteryzuje. Wiem, wiem – w tym momencie powinnam napisać, że upiekłam ciasto ze świeżymi truskawkami, musem malinowym, obłożone borówkami, brzoskwiniami i udekorowane poziomkami. Nic z tych rzeczy. Owoce zostawiam sobie na autentyczny letni sezon. A na zastępczy zostawiam sobie kokos. Dlaczego uważam, że kokosy przywołują lato? Ponieważ – jak każdy człowiek, który ma, lub przynajmniej miał telewizor w domu kojarzy reklamy. A jak reklamowane są kokosowe batoniki, lody, jogurty czy ciasta? Latem, plażą, słońcem, odpoczynkiem i wszystkim co najlepsze. I mi to skojarzenie zostało. Dlatego postanowiłam to wykorzystać.
Zrobiłam tartę kokosową. Jaka ona jest? Idealna. Pyszna, wspaniała. Spód z kruchych ciasteczek z kakao. Gorzkawy, ale zdecydowanie nie gorzki. Środek – marzenie – wiórki kokosowe z mlekiem skondensowanym. A wierzch – roztopiona czekolada. Przepraszam, czego chcieć więcej?
Już po samych składnikach można stwierdzić, że ciasto smakuje wybornie. Bo tak jest. Środek jest zwarty, ale „ciągnący”. Wiórki kokosowe w miarę gryzienia uwalniają i swój aromat i mleko skondensowane, które w połączeniu z kruchym spodem i czekoladą tworzy wyśmienite połączenie. Nie ma co więcej pisać – trzeba spróbować. Zdecydowanie polecam!


Składniki:
Spód:
• 50 g herbatników
• 150 g krakersów
• 50 g masła
• 20 g kakao
Nadzienie:
• 530 g mleka skondensowanego słodzonego
• 200 g wiórków kokosowych
• 1 jajko
Ponadto:
• 200 g czekolady (mlecznej + gorzkiej w dowolnej proporcji, pomieszane)
• Wiórki kokosowe do dekoracji

Przygotować spód: herbatniki i krakersy pokruszyć na bardzo drobniutkie kawałeczki. Można zmielić w malakserze. Masło stopić i dodać do herbatników. Wsypać kakao – wymieszać. Formę na tarty o średnicy około 23 cm wyłożyć papierem do pieczenia i wyłożyć herbatnikową mieszankę. Docisnąć do dna, wyrównać i podpiec w piekarniku nagrzanym do 170 stopni Celsjusza przez 10 minut. Wyjąć, odstawić na czas przygotowywania nadzienia.
Przygotować nadzienie: w misce zmiksować mleko skondensowane z jajkiem. Dodać wiórki kokosowe – zmiksować, lub wymieszać. Masę wylać na podpieczony spód i wstawić do piekarnika nagrzanego do 170 stopni Celsjusza na około 30 minut (nadzienie musi się zestalić i leciuteńko zbrązowieć na bokach). Wyjąć, przestudzić na czas przygotowywania polewy.
Do żaroodpornej miseczki ustawionej na garnku z parującą wodą wsypać połamaną na kostki czekoladę. Mieszając rozpuścić ją do uzyskani a płynnej, gładkiej masy. Natychmiast wylać ją na ciasto, rozprowadzić i boki obsypać wiórkami kokosowymi. Poczekać, aż ciasto wystygnie, wstawić do lodówki na minimum 2 godziny, a następnie kroić na kawałki i podawać.
Ciasto lepiej smakuje w temperaturze pokojowej – nie jest takie twarde, więc po zastygnięciu w lodówce wszystkich składników, warto ciasto trzymać w temperaturze pokojowej.
Smacznego!