Muffinki z płynnym nadzieniem



Z muffinkami to jest tak: nie mogę się zebrać, żeby je upiec – zawsze wydaje mi się, że wszystkie możliwości zaprezentowania tego co w nich najlepsze już wykorzystałam, a na dodatek wychodzi ich dużo i szybko tracą swoją świeżość. A gdy już upiekę – to zawsze żałuję, że robię to tak rzadko, bo podczas próbowania ich i częstowania innych, już mam w głowie pomysły na następne małe wypieki. Ale nie piekę ich non stop, bo urozmaicenie jest niezbędne. I po muffinkach jest ciasto, potem może jakiś deser, znowu ciasto i znowu…aż o muffinkach zapominam.
Ale teraz upiekłam. Zawzięłam się i upiekłam. I co? Pyyycha. Zdecydowanie rewelacyjne. Mocno czekoladowe, z płynnym nadzieniem – wybitne. Polecam każdemu, kto lubi takie malutkie wypieki, z niespodzianką w środku, nie suche, długo świeże i zdecydowanie mocno czekoladowe!


Składniki (na 12 sztuk) :
Ciasto:
• 50 g masła
• 100 g cukru
• 1 jajko
• 20 g kakao
• 1 łyżeczka sody oczyszczonej
• szczypta soli
• 130 g mąki
• 70 g jogurtu naturalnego
• 90 ml gorącej wody
Nadzienie czekoladowe:
• 40 g masła
• 70 g serka kremowego
• 160 g kremu czekoladowego w typie Nutelli
• 50 g czekolady (deserowej lub mlecznej)
Wierzch:
• 100 g kremu czekoladowego w typie Nutelli
• 30 ml mleka

Przygotować muffinki: W misie miksera miękkie masło utrzeć na puszystą masę. Dodać cukier i miksować około 2 minut. Następnie wbić jajko – ponownie zmiksować. Dodać kakao, sodę oczyszczoną i sól – zmiksować. Zmniejszyć moc miksera na najmniejszą i na zmianę dosypywać mąkę i dolewać jogurt – zaczynając od mąki. Najpierw 1/3 ilości mąki, potem połowę jogurtu, kolejną 1/3 mąki, drugą połowę jogurtu kończąc na ostatniej 1/3 mąki. Nadal mając włączony mikser na najniższych obrotach – wlać gorącą wodę. Połączyć – ciasto będzie bardzo rzadkie. Takie ma być.
Formę na muffinki wyłożyć papilotkami. Do każdej papilotki nalewać ciasto do wysokości maks. ¾ . Piec w piekarniku nagrzanym do 170 stopni Celsjusza przez około 15 minut. Muffinki powinny być upieczone, ale patyczek wsadzony w środek ciastka powinien mieć okruszki po wyjęciu (muffinki powinny być bardzo miękkie po wyjęciu, mogą sprawiać wrażenie surowych w środku). Wyjąć muffinki , ostudzić. Powinny lekko opaść. Gdy wystygną ostrym nożem wyjąć ze środka kawałek ciasta – tak, aby powstał krater na nadzienie. Wyciętego ciasta nie wyrzucać. Odstawić.
Przygotować nadzienie: W rondelku na niewielkim gazie połączyć mleko i krem czekoladowy. Odstawić do wystudzenia i zgęstnienia.
Przygotować wierzch: Najpierw roztopić czekoladę. Następnie w miseczce utrzeć masło z serkiem kremowym. Dodać krem czekoladowy i roztopioną czekoladę i wszystko dokładnie zmiksować.
Złożyć muffinki: Pusty, wycięty krater wypełnić po brzegi nadzieniem. Wierzch przykryć kawałkiem odkrojonego ciasta. Wierzch dowolnie udekorować kremem. Nie trzeba przechowywać w lodówce –wręcz lodówka powoduje, że płynne nadzienie zastyga, a przechowywane w pudełeczku – cały czas są mięciutkie i płynne w środku!
Smacznego!



Placek ze śliwkami na maślance



Nigdy bym nie przypuszczała, że na moim blogu pojawi się coś ze śliwkami. Nie lubię tych owoców ani w formie świeżej, ani suszonej, ani w cieście, ani z cukrem, ani z lodami, ani w powidłach, ani w żadnej konfiguracji w której one są nawet najmniejszym dodatkiem. Ale to ciasto musiałam zrobić – tak wiem, wiem – przecież nie muszę go jeść, ono i tak zniknie w ciągu dwóch dni, ale jakoś nie przepadam za pieczeniem ciast, których wiem, że nie zjem. Co ciekawe, ciasto jest tak uniwersalne, że nadają się do niego wszystkie owoce – kiedyś robiłam już z rabarbarem i truskawkami, ale teraz, gdy na dworzu wyraźnie czuć jesień – warto upiec taką wersję. A że sezon na śliwki…..
Muszę przyznać, że ciasto jest przepyszne. Pomijając akurat ten dodatek owocowy, wszystko w nim jest idealne. Przede wszystkim świeżość – nawet trzy, ba! cztery dni po upieczeniu jest mięciutkie, nie kruszy się i wybornie smakuje. Kruszonka – idealnie współgra z resztą, a lukier uzupełnia cały wypiek stawiając kropkę nad i. Idealne, na każdą okazję, szybkie w przygotowaniu, choć piecze się dość długo. Ale w tym czasie można spokojnie obejrzeć film, przeczytać gazetkę, pobuszować w Internecie.
Źródło na ciasto – portal Cin-Cin.


Składniki:
• 330 g mąki
• 3 łyżeczki z lekką górką proszku do pieczenia
• 160 g cukru
• 3 jajka
• 240 g maślanki, kefiru lub jogurtu naturalnego
• 100 g oleju (pół szklanki)
• Aromat waniliowy lub cukier wanilinowy
Kruszonka:
• 50 g cukru
• 50 g masła
• 90 g mąki
Ponadto:
• 500 g śliwek
Lukier:
• 150 g cukru pudru
• Ok. 2 łyżeczki wody

Śliwki umyć, wydrążyć pestki i część pokroić na połówki, a część na ćwiartki. Ostawić.
Przygotować kruszonkę: w niewielkim miseczce umieścić cukier, masło i mąkę i zagnieść szybko między palcami, tworząc kruszonkę (konsystencja powinna być dość sypka, ale z łatwością powinno się całe ciasto skleić w kulkę). Odstawić do lodówki.
Przygotować ciasto: Do dużej miski wsypać cukier, jajka, maślankę, olej i aromat. Przesiać mąkę z proszkiem do pieczenia i dodać do ciasta. Zmiksować wszystko na gładką masę. Ciasto powinno być gęste. Ciasto wylać do formy do pieczenia o wymiarach ok. 20 cm x 26 cm, wyłożonej papierem do pieczenia. Na wierzch powtykać owoce, bardzo gęsto, w każdą wolną przestrzeń, wciskając owoce w ciasto. Na wierzch ułożyć kruszonkę (ściskając ją troszkę, tworząc cos jakby kuleczki). Piec w piekarniku nagrzanym do 175 stopni Celsjusza przez około 45 – 60 minut (do suchego patyczka). Wyjąć, całkowicie wystudzić.
Przygotować lukier: cukier puder wymieszać łyżeczką (utrzeć) z wodą, powinien być gęsty ale lejący. Wylać na ciasto, odczekać aż zastygnie – kroić.
Smacznego!



Kokosanki



Ostatnio przestałam piec ciastka. Kompletnie nie wiem dlaczego, ale tak się skoncentrowałam na ciastach, że o mniejszych wypiekach najzwyczajniej w świecie zapomniałam. Przeglądając blogi oczywiście co chwila wpadałam na niezwykle apetyczne „małe co nieco” i wtedy obiecywałam sobie, że następnym razem i ja takie upiekę, ale na obietnicach się zawsze kończyło. Aż w końcu powiedziałam dość! Robię kokosanki. Uwielbiam kokos, a w połączeniu z mlekiem skondensowanym i dodatkowo jeszcze mleczną czekoladą….to musiało być pyszne. I było! Jak batonik Bounty. Słodkie, kokosowe, czekoladowo mleczne. Achhhh no rewelacyjne. Małe ciasteczka, na jeden – dwa gryzy. Idealna do kawy, herbaty, pyszne! I szybkie do zrobienia. Polecam!

Składniki:
• puszka mleka skondensowanego (ok 500 g.)
• 200 g wiórków kokosowych
• 50 g mąki
• 100 g mlecznej czekolady

W naczyniu połączyć mleko skondensowane, wiórki kokosowe i mąkę. Można mikserem, można łyżką. Mikstura powinna być kleista, ale zwarta. Z masy formować kulki dowolnej wielkości, układać na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia i piec w piekarniku nagrzanym do 170 stopni Celsjusza przez dosłownie 6-7 minut, aż kokosanki zaczną się rumienić. Wyjąć, wystudzić.
Czekoladę rozpuścić (na parze, w kąpieli wodnej, albo w kuchence mikrofalowej). Następnie oblewać wierzch każdej kokosanki około 1 łyżeczką czekolady. Poczekać, aż zastygnie.
Smacznego!

Jagodowy sernik z białą czekoladą



Chyba nic tak człowieka nie cieszy jak widok plonów z własnych, pielęgnowanych grządek albo sadzonek. Pomidorków, mini papryczek, ziół – wszystkiego. Niektórzy podchodzą do tego z banalnym westchnięciem, gdyż na co dzień w ogrodzie mają takie przyjemności, które dla nich są już codziennym obowiązkiem a nie radosną nowiną, którą trzeba się pochwalić wszystkim i wszędzie, ale są tacy, którzy nawet ledwo widoczny zalążek pielęgnują, głaszczą, mówią do niego – byleby rozwinął się w oczekiwany owoc/warzywo. Jest też taka grupa ludzi, która pomimo wszelkich starań – regularnego (nawet co do godziny) podlewania, nawożenia, naświetlania, głaskania, mówienia i ogólnie rzecz biorąc – wdzięczenia się do rośliny osiągają spektakularną porażkę. Do takich osób należę właśnie ja. Nie umiem wyhodować nic. Nawet ziół, które podobno są bardzo proste w obsłudze. U mnie zawsze więdną. Chociaż stoją w takim miejscu, żebym na pewno nie zapomniała ich podlać. Ledwo jestem w stanie utrzymać przy życiu dwa kwiatki, które jakoś przyzwyczaiły się do trudnych warunków i nadal jakoś dają radę pod moimi rządami. Dlatego też – nie mogąc nic wyhodować – ja cieszę się niezmiernie jak do potrawy dodam składnik, który w jakimś sensie sama zdobyłam – i nie mówię tu o odstaniu w kilometrowej kolejce do kasy, czy rzuceniu się na ostatni produkt w sklepie. Mówię o czymś bardziej kreatywnym. Czyli , w tym przypadku o własnoręcznym zebraniu jagód. Wydaje się banalne, hm? To proszę – uzbierajcie pół kilograma jagód. Wśród pająków, latającego robactwa, cały czas w kucki i jeszcze w moim stroju – iście późno jesiennym, bo doszłam do wniosku, że w sierpniu w lesie będzie na pewno bardzo zimno – a te 25 stopni nad jeziorem mnie jakoś nie przekonały do zdjęcia polara, grubych rajstop i kilku swetrów  Ale tak na poważnie – zbieranie jagód jest dla mnie żmudne, nudne i trudne, więc jak uda mi się uzbierać taką ilość by móc z niej coś zrobić – jestem tak dumna jakbym to ja sama te jagody wyhodowała.
A co mogłam zrobić z jagód? Sernik. Z białą czekoladą i polewą jogurtową. Muszę przyznać, że jest zacny. Pyszny – mocno jagodowy, słodko – kwaśny, bardzo kremowy. Absolutnie rewelacyjny. A kolor – kuszący, szczególnie w połączeniu z białym, jogurtowym wierzchem. Na przepis natknęłam się na stronie Cin – Cin.
Polecam!


Składniki:
Spód:
• 250 g herbatników
• 50 g masła

Warstwa serowa:
• 750 g sera na sernik
• 220 g białej czekolady
• 500 g jagód
• 25 g mąki
• 2 jajka

Ponadto:
• 400 g. jogurtu greckiego lub kwaśnej śmietany

Herbatniki zmielić lub rozkruszyć na okruszki. Masło stopić i wymieszać z herbatnikami. Ma powstać konsystencja mokrego piasku. Taką miksturą wyłożyć dno tortownicy o średnicy 23 cm, wyłożonej papierem do pieczenia. Wyrównać, uklepać i schłodzić w lodówce.
Przygotować masę serową: Jagody umyć, zblendować. Czekoladę rozpuścić.
W naczyniu umieścić ser, mąkę, jajka – zmiksować. Dodać jagody i białą czekoladę. Zmiksować.
Wylać na schłodzony spód ciasteczkowy. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 160 stopni Celsjusza i piec przez 60 minut. Po tym czasie na wierzchu sernika (delikatnie) rozprowadzić jogurt grecki. Wyłączyć piekarnik, a sernik wstawić do środka. Pozostawić do ostygnięcia. Nastepnie schłodzić w lodówce.
Smacznego!