Mini serniczki z wiśniami i czekoladą



Znowu zatęskniłam za pieczonym twarogiem z cukrem. Nie wiem co w nim jest takiego wyjątkowego, ale jak raz na jakiś czas nie zjem nawet kawałka sernika to autentycznie choruję. Nie fizycznie, nie z gorączką, katarem i dreszczami. Ale psychicznie. Czegoś mi brakuje, cos jest nie tak i jakaś taka jestem nieswoja. I dosłownie malutki gryzik wystarcza by wszystko wróciło do normy, by przywrócić mnie do życia, stanu używalności i całkiem normalnego funkcjonowania.
Ostatnio też tak było, więc obeznana z pierwszymi objawami głodu sernikowego, jak tylko się takowe pojawiły popędziłam po twaróg, jajka, cukier i zamknęłam się w kuchni. Nie na długo, bo serniczki robi się błyskawicznie, ale niestety aby uzyskały pełnię smaku muszą wystygnąć. I najlepiej się schłodzić.
A co to za serniczki? Inspirowane Sernikiem Czarny Las z Moich Wypieków - ja jednak postanowiłam zrobić je w mniejszej wersji, aby każdy kto ma ochotę na coś na ząb - mógł, przechodząc, nawet nie zatrzymując się przy talerzu wziąć jednego takiego serniczka i od razu zjeść. Bo jak nagle najdzie ochota to nie ma zmiłuj. W tej sekundzie trzeba i już. Nie ma czasu na wyjmowanie talerzyka, wyjmowanie ciasta, krojenie, odkładanie, szukanie widelczyka…
A jaki jest sernik? Wcale nie bardzo słodki. Wiśniowy, owszem, sernikowy - owszem. Czekoladowy? Może troszeczkę. Ale wszystko razem łączy się w fajną kompozycję, która zadowoli wszystkich fanów serników, owoców, czekolady i umiarkowanej słodyczy.

Polecam!

Składniki: (na ok 18 sztuk)
• 9 sztuk (18 połówek) markiz kakaowych
• 500 g sera na serniki (zmielonego)
• 150 g cukru
• 2 jajka
• 10 g mąki ziemniaczanej
• 2 łyżki kwaśnej śmietany
• ok. 100 g wiśni
• 30 g mlecznej czekolady
• kakao do oprószenia

Markizy rozdzielić na dwie części. Jedna będzie z kremem - można go zdjąć, można zostawić.
Wyłożyć każdą połówką dno papilotki, uprzednio włożonej do formy na muffinki.
Czekoladę zetrzeć na tarce o najdrobniejszych oczkach.
W dużej misie umieścić twaróg i cukier. Zmiksować. Dodawać po kolei jajka, króciutko miksując po każdym dodaniu. Dodać mąkę i śmietanę. Zmiksować.
Wykładać po dużej łyżce masy do każdej papilotki (tak aby zapełnić około połowę jej wysokości) a następnie włożyć i troszkę wcisnąć w masę wiśnie - po dwie, trzy do każdej papilotki. Posypać łyżeczką startej czekolady i uzupełnić masą serową do końca papilotki. Wstawić do piekarnika nagrzanego do temperatury 170 stopni Celsjusza i piec około 25 minut. Aż ser się zetnie.
Wyjąć, wystudzić i przed podaniem posypać kakao. Schłodzić w lodówce.
Smacznego!

Kulki mocy



Z masłem orzechowym u mnie jest tak - mam dobry blender, mam orzechy (zawsze! - gdy ich zabraknie pędzę do sklepu po zapas i chociaż potrafią leżeć w szafce nietknięte przez długi czas, to sama świadomość ich posiadania daje mi dziwne poczucie bezpieczeństwa, pod względem możliwości zrobienia masła kiedy tylko będę miała na nie ochotę), mam w sobie nieopisaną miłość do tego produktu....ale nie mam chęci do jego tworzenia. Dziwne to, wiem - wszak całą robotę wykonuje za mnie mechanizm i moja rola ogranicza się do zebrania okruszków ze ścianek naczynia, ale chyba już zapał do stania nad blenderem i oceniania konsystencji jakoś mnie demobilizuje. To się nazywa starość. Czasami wolę kupić słoik masła i gdy najdzie mnie na nie ochota - odkręcić nakrętkę i jeść. A nie wyjmować blender, wsypywać orzeszki, zeskrobywać ze ścianek, znowu wsypywać, znowu zeskrobywać. I gdy trzymam słoik masła w ręku pojawia się u mnie problem natury egzystencjonalnej, psychicznej, fizycznej, umysłowej i przede wszystkim smakowej. Czy delektować się tym produktem saute, czy może do czegoś go wykorzystać, połączyć smaki, spróbować czegoś nowego. Ale tak, by nie zatracić pierwotnego smaku.
Zwykle zastanawiając się nad zutylizowaniem masła w inny sposób niż ordynarne wyjadanie prosto ze słoika - trzymam łyżeczkę w ręku i nie wiedząc kiedy zagłębiam ją w maśle a potem w swoich ustach....ale tym razem byłam twarda. Miałam plan, żeby coś z masła ciekawego zrobić. I udało się.
Kulki mocy - choć to tak oklepana nazwa, że aż mi się od niej ulewa, nie mogę inaczej tych okrągłych i pysznych naładowanych samymi dobrami tworów nazwać.
Kulki - łatwo wydedukować dlaczego. A dlaczego mocy? Bo mają w składzie samo dobro - masło orzechowe, płatki owsiane, orzechy, wiórki kokosowe, miód i nasiona chia. Zdrowe, aż wychodzi uszami :-) i do tego jeszcze pyszne. Chrupiące, bardzo mocno orzechowe, słodko - słone, nie zapychające i urocze. Acha i do wykonania w dosłownie 20 minut. Czy kogoś jeszcze nie przekonałam? Jak grzeszyć słodyczami to raz na jakiś czas warto też tymi zdrowymi. Pyyyycha!


Składniki:
200 g masła orzechowego
ok. 100 g płatków owsianych
ok. 100 g miodu, najlepiej płynnego
50 g orzechów włoskich - drobniutko pokrojonych
40 g wiórków koksowych
20 g nasion chia

W dość dużej misce zmiksować masło orzechowe z płatkami owsianymi i miodem. Dodać orzechy, wiórki i nasiona chia - zmiksować ponownie. Spróbować koniecznie - czy nie za mało słodkie, czy czuć wszystkie składniki. Jeżeli jest okej, to mokrymi dłońmi formować małe kuleczki i układać w malutkich papilotkach. Nie trzeba chłodzić - w lodówce stwardnieją, a najlepsze są mięciutkie! Rozpływające się w ustach!

Smacznego!