Orzechowo - czekoladowy mus na spodzie brownie



Nie będę oryginalna jak napiszę, że znowu wpadłam w pułapkę masła orzechowego. Ale ja nic nie poradzę na to, że tak bardzo je lubię! Próbuję się powstrzymać od masowego wyjadania go łyżeczką prosto ze słoika, ale ta kremowa tekstura, słonawy smak - dla mnie czysta poezja, bez której nie mogę się obejść. Oczywiście, przecież mogę nie kupować i nie jeść, i odzwyczaić się, i być może nawet zapomnieć o tym smaku, ale gdzie tam! Ci, którzy mnie znają wiedzą, że ja potrafię zawsze zrobić coś z niczego - gdy nie mam ciasta w domu, a poczuję, że zwariuję, jak nie zjem choćby małego gryzika czegoś słodkiego to biorę większy kubek, trochę mąki, jajko, cukier, kakao, siekam czekoladę - wszystko mieszam, wkładam na 1,5 min do mikrofalówki i już - znacznie szybciej niż tradycyjnie mam ciasto w dłoni. I to jeszcze ciepłe. Dlatego też ukręcenie masła orzechowego z orzechów, które zawsze mam w domu, nie będzie dla mnie żadnym problemem, gdy nagle dopadnie mnie orzechowy głód ;-) No ale…raz na jakiś czas warto coś z tym masłem upichcić. Z tym, że warunek jest jeden: masło orzechowe musi być czuć! I to porządnie! Przejrzałam Internety, przeszukałam książki, przefiltrowałam swoje szufladki w głowie z zapamiętanymi przepisami i znalazłam ten. Ten, który Wam prezentuję. Mus. Dwu warstwowy mus na czekoladowym brownie. Jeden orzechowy, a drugi czekoladowy. I do tego brownie. I masło orzechowe. I brownie :-D
Przejdźmy do rzeczy: ciasto - mus, wyszło wyśmienite. Takie właśnie jak chciałam. Słodko - słone. Warstwę z masłem orzechowym czuć bardzo mocno, choć nie tłumi ona reszty smaków - czekoladowy mus także nie przytłacza, a spód brownie - poezja. Wilgotny, ciężki - i tutaj ogromny plus dla niego - wszak pozostałe warstwy - pomimo składników, które kompletnie temu przeczą - nie dają wrażenia ciężkości, są dość lekkie, ale jednocześnie wyraziste w smaku. I polewa czekoladowa. I orzeszki na wierzch. Nie wiem co jeszcze napisać. Dla mnie - mocna 10 :-) Musicie sami spróbować, koniecznie!

Składniki:
Ciasto czekoladowe:
• 50 g masła
• 90 g cukru
• 25 g kakao
• ½ łyżeczki soli
• 40 g mąki
• 1 jajko
Warstwa z masłem orzechowym:
• 35 g twarogu, sera na sernik
• 30 g cukru pudru
• 150 g masła orzechowego
• 200 g śmietany kremówki
Warstwa czekoladowa:
• 130 g czekolady (deserowej, lub gorzkiej pomieszanej z mleczną)
• 35 g twarogu, sera na sernik
• 30 g cukru pudru
• 200 g śmietany kremówki
• 2 - 3 łyżki masła orzechowego
Polewa czekoladowa:
• 100 g czekolady deserowej
• 100 g śmietany kremówki
• garść orzeszków

Ciasto czekoladowe: W garnku rozpuścić masło, cukier i kakao na jednolitą masę. Wystudzić. Dodać sól i jajka. Zmiksować. Na końcu wsypać mąkę i wymieszać do połączenia składników. Masę przelać do tortownicy o średnicy 20 cm wyłożonej papierem do pieczenia i piec w piekarniku nagrzanym do 170 stopni Celsjusza przez ok 20 minut. Wyjąć, wystudzić.
Warstwa z masłem orzechowym: W misce zmiksować twaróg z cukrem pudrem na jednolitą masę. Dodać masło orzechowe (150 g) - zmiksować. Wlać połowę śmietany (nie ubijając jej wcześniej) - porządnie zmiksować. Dodać drugą połowę śmietany (także nieubitą wcześniej) - znowu zmiksować. Wyłożyć mus na wystudzony spód czekoladowy. Schłodzić w lodówce.
Warstwa czekoladowa: W niewielkim garnuszku rozpuścić czekoladę. Wystudzić. Twaróg zmiksować z cukrem pudrem na gładką masę. Dodać kompletnie wystudzoną czekoladę i zmiksować. Wlać połowę śmietany (nieubitej wcześniej) - porządnie zmiksować. Następnie wlać resztę śmietany i znowu zmiksować, aż powstanie puszysta masa.
Dwie łyżki masła orzechowego rozłożyć na wystudzonym musie orzechowym - w kilku miejscach tworząc „kopczyki”, bez rozsmarowywania po całej powierzchni.
Następnie przygotowany mus czekoladowy wyłożyć (wylać) na warstwę orzechową i schłodzić przez przynajmniej dwie - trzy godziny.
Przygotować polewę: W garnuszku rozpuścić czekoladę razem ze śmietaną. Ostudzić, poczekać aż zacznie gęstnieć i rozprowadzić na uprzednio schłodzonym cieście. Wierzch posypać orzeszkami.
Smacznego!



Styropian



Niestety stałam się ofiarą konsumpcjonizmu. W najgorszym tego słowa znaczeniu. Na zakupy mogłabym chodzić codziennie, lubię szwendać się po sklepach w poszukiwaniu nowości, ciekawych promocji i atrakcyjnych bonusów, a oczywiście poza zwykłymi zakupami w 99% wezmę coś ekstra - choćby nawet za kilkadziesiąt groszy, ale wezmę. Promocje typu dwa produkty w cenie jednego są dla mnie niczym magnez - biegnę jak głupia i biorę. Może nie wszystko i w hurtowych ilościach, ale jak tylko pojawia się coś takiego w gazetce sklepu - wiadomo, że w najbliższym czasie się tam pojawię.
Mam jeszcze drugą wadę. Lubię robić i często robię zakupy na „głodniaka”. W związku z tym biorąc cokolwiek spożywczego do ręki, szczególnie gdy jestem baaardzo głodna - nie potrafię tego już odłożyć. A gdy ubzduram sobie, że upiekę jakieś ciasto i nabiorę składników do niego potrzebnych….od kasy odchodzę z pełnymi siatami, a przyszłam tylko po pieczywo, ser i warzywa.
A po powrocie do domu, po skubnięciu tego i tamtego, gdy moja potrzeba zapełnienia brzucha zastanie zaspokojona mogę „na zimno” przekalkulować co w amoku promocji i głodu nabrałam. Zwykle jednak jestem wstrzemięźliwa i artykułów typowo mi zbędnych nie biorę, ale zdarza się, że wezmę cos pod wpływem impulsu i potem leży. Najbardziej jestem zła na siebie, jak wezmę składniki do ciasta, którego mi się potem odechciewa robić. Albo nie mam na nie czasu, albo weny, albo jest tyle innego jedzenia, że kolejny wypiek nie miałby sensu, albo coś, albo coś. Gdy takimi składnikami są mąka, jajka, cukier czy czekolada - okej, mogą leżeć. Ale ostatnio kupiłam jogurt, który przeleżał ponad dwa tygodnie, a ja ciasta z nim nie upiekłam. Aż zaczął się zbliżać deadline i żeby nie wyrzucać - dosłownie - pieniędzy do kosza musiałam szybko coś z niego wymyślić.
Chciałam coś innego, coś czego jeszcze nie piekłam, ale jednocześnie nic baaardzo skomplikowanego i wieloetapowego. Chodził mi od jakiegoś czasu po głowie jeden przepis - właśnie z wykorzystaniem dużej ilości jogurtu, więc pomyślałam, że może to jest dobry czas na jego wypróbowanie.
No i stało się. Styropian. Sernik bez sera, na jogurtach albo śmietanie. Z kruchym ciastem na spodzie i wierzchu oraz brzoskwiniami. Całkiem przyjemny do przygotowania, bielutki, ładnie się prezentujący i bezproblemowy w obsłudze. I to wszystko. Bo smak….to już oddzielny temat. Dla mnie nijaki. Ani serowy, ani jogurtowy, ani słodki, ani kwaśny - żaden. Nie przepadam za takimi wypiekami, więc zawiodłam się bardzo, choć wiem, że innym smakowało. Ja lubię wyraziste, konkretne ciasta o zdecydowanych smakach. Ten niestety do takich nie należy. A szkoda bo wygląda pysznie :-)


Składniki:
Kruche ciasto:
• 200 g mąki
• 50 g cukru
• 3 żółtka
• 120 g masła
• 1 łyżeczka proszku do pieczenia
Masa jogurtowa:
• 600 g. jogurtu naturalnego (albo śmietany, albo miksu śmietany i jogurtu)
• 120 g cukru
• 100 g wiórków kokosowych
• 25 g mąki ziemniaczanej
• aromat waniliowy
• kilka brzoskwiń z puszki

Przygotować ciasto: wszystkie składniki zagnieść, aż powstanie kula ciasta. Podzielić ją na dwie części. Jedną wylepić dno formy (20 cm x 26 cm) wyłożonej papierem do pieczenia i schłodzić, a drugą wstawić owiniętą folią spożywczą do lodówki.
Przygotować nadzienie: Brzoskwinie pokroić w kostkę. Białka ubić na sztywną pianę (z odrobiną soli), a następnie partiami dodawać cukier, cały czas miksując. Następnie dodać wiórki, aromat i mąkę - szybko zmiksować. Wlać jogurt (śmietanę, lub miks) i delikatnie - łyżką - wymieszać masę, by piana nie opadła.
Tak przygotowaną miksturę wlać na schłodzony spód. Na wierzchu ułożyć brzoskwinie (powinny tworzyć pojedynczą warstwę) i na nie zetrzeć pozostałe kruche ciasto.
Piec w piekarniku nagrzanym do temperatury 180 stopni przez około 55 minut - do zezłocenia się wierzchu.


Babka kawowa z orzechami i czekoladą



Zawsze czuję niepewność przed upieczeniem kawowego ciasta. I chociaż smak kawy uwielbiam - nie wyobrażam sobie dnia bez tego trunku, to jeżeli chodzi o dodawanie jej jako jednego z głównych składników do ciast i deserów, jestem niezwykle ostrożna. Jak wiadomo, kawa jest gorzka i zbyt intensywny jej smak może popsuć nawet najbardziej wykwintny wypiek. Jednakże większość przepisów z jakimi się spotkałam oprócz kawy mają także w składzie czekoladę, więc na szczęście zawsze można spróbować popracować nad proporcjami ciasta, - tutaj dodać mniej kawy, zrobić lżejszy napar, lub dorzucić więcej czekolady.
Przepis, który dzisiaj Wam prezentuję poza kawowym smakiem ciasta ma także - uwierzcie mi, że ma, choć kompletnie tego nie widać - wkładkę czekoladowo - orzechową. Prawdę mówiąc, ona głównie przekonała mnie do zabrania się za to ciasto bo kawowy smak ciasta ucieranego i orzechowo - czekoladowa, powiedzmy - pralina - musiały smakować niebiańsko. I wierzcie mi, że do ostatniej chwili wierzyłam, że moja wizualizacja gotowego wypieku znajdzie odzwierciedlenie w rzeczywistości. Wynik możecie zobaczyć na zdjęciach. Cóż, może i nie wygląda, ale jak smakuje! Wkładka czekoladowa jest wyczuwalna, orzechy przyjemnie chrupią, a kawowy smak nie jest zbyt intensywny. Ciasto ot takie kawowe, może nie na przyjęcia i pokazy, ale na umilenie popołudnia - starczy.


Składniki:
Ciasto kawowe:
• 260 g mąki
• 20 g kawy rozpuszczalnej w granulkach
• 1 łyżeczka proszku do pieczenia
• 1 łyżeczka sody oczyszczonej
• 1 niepełna łyżeczka soli
• ¾ szklanki naparu kawowego (mocnego)
• 100 g kwaśnej śmietany
• 100 g masła
• 120 g cukru
• 3 jajka
Wkładka czekoladowo-orzechowa:
• 180 g czekolady deserowej
• 20 g masła
• ok. 50 - 80 g orzechów
• ¼ szklanki naparu kawowego (mocnego)
• 10 g cukru
Kruszonka:
• 130 g mąki
• 100 g masła
• 50 g brązowego cukru
• 50 g cukru pudru
• 20 g kawy w granulkach
• ¼ łyżeczki soli

Najpierw należy przygotować kruszonkę: W misce umieścić mąkę, masło, oba cukry, kawę oraz sól i zagnieść składniki do powstania kruszonki. Odstawić do lodówki.
Przygotować wkładkę czekoladowo - kawową: Czekoladę z masłem roztopić na parze. Orzechy posiekać. Do rozpuszczonej czekolady dodać orzechy, kawę i cukier. Wymieszać. Masa powinna być gęsta, ale smarowna (powinna nie spływać z łyżki) - gdyby okazała się zbyt rzadka, należy zagęścić ją orzechami. Ostawić.
Przygotować ciasto: W niewielkim naczyniu wymieszać mąkę, kawę w granulkach, proszek do pieczenia, sodę oczyszczoną i sól.
W drugim naczyniu wymieszać kwaśną śmietanę z naparem kawowym.
W kolejnej misce utrzeć masło z cukrem na jasną, puszysta masę. Po kolei wbijać jajka, miksując po każdym dodaniu. Następnie wsypać (w trzech turach) suche składniki, na zmianę (w dwóch turach) z mokrymi. Zaczynając od mieszanki mącznej. Zmiksować dokładnie.
Formę do pieczenia (najlepsza na babkę) wyłożyć papierem do pieczenia. Ciasto podzielić na trzy części. Na spód formy wylać jedną część ciasta (1/3 ogólnej ilości), wyrównać powierzchnię. Rozsmarować ½ wkładki czekoladowo - orzechowej. Na nią wyłożyć kolejną (kolejną 1/3) część ciasta, wyrównać i rozsmarować pozostałą część wkładki. Na wierzch wylać ostatnią część ciasta. Wyrównać i wysypać równomiernie kruszonkę, troszkę wbijając ją w powierzchnię ciasta.
Wstawić do nagrzanego do 180 stopni piekarnika i piec około 45 minut (do prawie suchego patyczka).
Wyjąc, wystudzić.
Smacznego!

Czekoladowe ciasto z fasoli



Znowu myślałam, że nic mnie już nie zdziwi. Połączenia smakowe, które stosuję i naprawdę lubię, innych ludzi potrafią przyprawić o mdłości. A ja zajadam się ile wlezie. I - z racji tego, że prowadzę bloga już od dobrych kilku lat, chętnie poszukuję nowych smaków, z pozoru dziwnych zestawień i niecodziennych propozycji, którymi mogłabym uraczyć swoje podniebienie. Któregoś dnia koleżanka zapytała mnie czy jadłam ciasto z fasoli. Phi! Jadłam już pączki z ziemniakami, ciasto z burakami, z cukinią i z marchewką, to z fasolą miałabym nie jeść? Okej, nie jestem pewna czy była to fasola czy soja, wszak taki twór piekłam dosłownie 100 lat temu podczas studiów, ale coś takiego wiem, że próbowałam. I dodałam, że wyszło suche i mocno średnie w smaku. Rozmowa ta odbywała się w pracy i całe szczęście, że w rękach trzymałam tylko karki papieru a nie segregator, bo następne zdanie, które koleżanka wymówiła sprawiła, że wszystko wypadło mi z rąk i upadło na nogi, guma do żucia wpadła mi do gardła, a gdybym piła kawę, to zapewne wylądowałabym na OIOM-ie z diagnozą zalania wnętrza płuc płynem. To zdanie brzmiało: „Ale czy jadłaś ciasto z czerwonej fasoli z puszki?” To są chyba jakieś żarty. Z tej fasoli, którą się do sałatek dodaje? Tej, która w sklepach stoi obok ogórków konserwowych i kukurydzy? Tak tej. I aby mnie dobić koleżanka dodała, że ciasto to nie ma ani grama mąki. Tylko fasolę, cukier lub miód, kakao, banany i proszek do pieczenia. Wszystko się miksuje i piecze. Zbladłam, bo NIE WYOBRAŻAŁAM sobie takiego połączenia. Ale zostałam zapewniona, że ciasto jest pyszne.
Dlatego po powrocie z pracy zasiadłam przed Internetem i zaczęłam poszukiwania. Nie byłam pewna czy coś znajdę, ale po dosłownie 4 sekundach okazało się, że prawie każda osoba prowadząca bloga już takie ciasto piekła! I każdy, dosłownie każdy się zachwycał.
Bo wilgotne, bo mocno bananowe i kakaowe jednocześnie, bo niezbyt słodkie, bo nie czuć fasoli, bo w typie brownie, bo ach i och - jednym słowem konieczne do zrobienia. To upiekłam.
I wiecie co? Jestem zachwycona! Ciasto rzeczywiście ciężkie, bardzo wilgotne, bananowe i kakaowe jednocześnie. Zakalcowate. Fasoli nie czuć, ale musze przyznać, że smakuje inaczej niż typowe ciasto „na mące”. Naprawdę fajne. Ten, kto nie będzie wiedział, co jest głównym składnikiem na pewno się nie pozna! Polecam!
Ciasto zrobiłam z proponowanej na blogach porcji, jednakże Autorzy sugerują upieczenie w dwóch keksówkach - ja wlałam ciasto do jednej, bo lubię wysokie ciasta :-)


Składniki (na jedną keksówkę):
• 2 puszki czerwonej fasoli
• 2 banany
• 4 jajka
• 2 czubate łyżeczki proszku do pieczenia
• 40 g kakao
• ok. 150 g cukru (lub miodu) - ja dałam pół na pół
• polewa czekoladowa - dowolna

Czerwoną fasolę odsączyć na sitku i dokładnie wypłukać. Przełożyć do miski, wraz z obranymi i połamanymi na mniejsze kawałki bananami, jajkami, proszkiem do pieczenia, kakao i cukrem (lub miodem).
Wszystko bardzo dokładnie zblendować - aby nie było kawałków fasoli. Przelać do keksówki wyłożonej papierem do pieczenia i piec w piekarniku nagrzanym do 180 stopni przez około 35 - 40 minut, do prawie suchego patyczka (mogą pozostać lekkie okruszki ciasta). Wyjąć, wystudzić, polać ulubioną polewą czekoladową i zajadać! Smacznego!

Mini serniczki z wiśniami i czekoladą



Znowu zatęskniłam za pieczonym twarogiem z cukrem. Nie wiem co w nim jest takiego wyjątkowego, ale jak raz na jakiś czas nie zjem nawet kawałka sernika to autentycznie choruję. Nie fizycznie, nie z gorączką, katarem i dreszczami. Ale psychicznie. Czegoś mi brakuje, cos jest nie tak i jakaś taka jestem nieswoja. I dosłownie malutki gryzik wystarcza by wszystko wróciło do normy, by przywrócić mnie do życia, stanu używalności i całkiem normalnego funkcjonowania.
Ostatnio też tak było, więc obeznana z pierwszymi objawami głodu sernikowego, jak tylko się takowe pojawiły popędziłam po twaróg, jajka, cukier i zamknęłam się w kuchni. Nie na długo, bo serniczki robi się błyskawicznie, ale niestety aby uzyskały pełnię smaku muszą wystygnąć. I najlepiej się schłodzić.
A co to za serniczki? Inspirowane Sernikiem Czarny Las z Moich Wypieków - ja jednak postanowiłam zrobić je w mniejszej wersji, aby każdy kto ma ochotę na coś na ząb - mógł, przechodząc, nawet nie zatrzymując się przy talerzu wziąć jednego takiego serniczka i od razu zjeść. Bo jak nagle najdzie ochota to nie ma zmiłuj. W tej sekundzie trzeba i już. Nie ma czasu na wyjmowanie talerzyka, wyjmowanie ciasta, krojenie, odkładanie, szukanie widelczyka…
A jaki jest sernik? Wcale nie bardzo słodki. Wiśniowy, owszem, sernikowy - owszem. Czekoladowy? Może troszeczkę. Ale wszystko razem łączy się w fajną kompozycję, która zadowoli wszystkich fanów serników, owoców, czekolady i umiarkowanej słodyczy.

Polecam!

Składniki: (na ok 18 sztuk)
• 9 sztuk (18 połówek) markiz kakaowych
• 500 g sera na serniki (zmielonego)
• 150 g cukru
• 2 jajka
• 10 g mąki ziemniaczanej
• 2 łyżki kwaśnej śmietany
• ok. 100 g wiśni
• 30 g mlecznej czekolady
• kakao do oprószenia

Markizy rozdzielić na dwie części. Jedna będzie z kremem - można go zdjąć, można zostawić.
Wyłożyć każdą połówką dno papilotki, uprzednio włożonej do formy na muffinki.
Czekoladę zetrzeć na tarce o najdrobniejszych oczkach.
W dużej misie umieścić twaróg i cukier. Zmiksować. Dodawać po kolei jajka, króciutko miksując po każdym dodaniu. Dodać mąkę i śmietanę. Zmiksować.
Wykładać po dużej łyżce masy do każdej papilotki (tak aby zapełnić około połowę jej wysokości) a następnie włożyć i troszkę wcisnąć w masę wiśnie - po dwie, trzy do każdej papilotki. Posypać łyżeczką startej czekolady i uzupełnić masą serową do końca papilotki. Wstawić do piekarnika nagrzanego do temperatury 170 stopni Celsjusza i piec około 25 minut. Aż ser się zetnie.
Wyjąć, wystudzić i przed podaniem posypać kakao. Schłodzić w lodówce.
Smacznego!