Jaglane brownie



Nie wiem jakim cudem, ale coraz częściej przekonuję się, że składniki potocznie zwane „obiadowymi” można spokojnie i to z całkiem niezłym efektem dodawać do ciasta. Ciekawi mnie tylko kto wymyśla takie połączenia i ile nieudanych prób musi przełknąć, by wreszcie trafić na jakąś perełkę. Sama miałam już doświadczenie z ciastem czekoladowym z burakami, czy majonezem, ale myślałam, że to już są wyżyny udziwnień i niesamowitych połączeń, na które ludzkie kubki smakowe i zmysł dobrego smaku są sobie w stanie pozwolić. Nic bardziej mylnego. Wiem, że istnieje jeszcze ciasto łączące miks ziemniaków z czekoladą, babka ucierana ze skwarkami z wędzonego boczku, czy desery z wszelkiego rodzaju kaszami.
I o ile nie jestem jeszcze psychicznie przygotowana do dwóch pierwszych wyżej wymienionych wypieków, o tyle ciasto z kaszą postanowiłam upiec. Z kaszą jaglaną – konkretnie brownie. Przekonały mnie do niego liczne pozytywne opinie i zachwyty wypisywane na jego temat w Internecie, a jak wiadomo cała rzesza blogerów kulinarnych nie może się mylić. A ponieważ kaszę jaglaną miałam w domu....zabrałam się.
Ciasto robi się bardzo szybko, jedyną dłużyzną może być przygotowywanie kaszy. Ale i na to jest sposób – po ugotowaniu wystarczy dokładnie przelać ją zimną wodą by natychmiast wystygła. I można działać dalej.
Jakiego efektu można się spodziewać? Mocno kakaowego, ciężkiego i niezwykle wilgotnego ciasta, którego niewielki kawałek wystarczy na popołudniowe/ranne/wieczorne zasłodzenie. Ten typ brownie urzekł mnie dodatkowo brakiem mąki w składzie, właśnie na rzecz kaszy – więc spokojnie, z czystym sumieniem można sobie wmawiać, że kasza, kakao, jajka to idealnie zdrowe połączenie. Jakby śniadaniowe....co prawda w składzie jest także cukier, ale taki drobiazg można wrzucić do worka zatytułowanego 10-cio procentowym odstępstwem od diety. Zdecydowanie polecam! Efekt smakowy jest niezwykły, kompletnie nie przypomina zwykłego ciasta – szczególnie, gdy kaszy nie zmieli się na pastę, a pozostawi część w postaci niezmienionej, jak ja uczyniłam. Dzięki temu uzyskałam fajną teksturę – ciężkie, miękkie ciasto z wyraźnie wyczuwalnymi ziarenkami kaszy. Dla mnie bomba.
Polecam! Przepis zaczerpnęłam z Internetu. Nie będę podawać konkretnego źródła, bo znaczna większość blogerów wzorowała się na tych samych składnikach i technice wypieku, więc chcąc podać inspirację, musiałabym zalinkować około 30 źródeł. Oczywiście zmieniłam to i owo, dla swoich potrzeb, ale ogólny schemat postępowania pozostawiłam bez zmian.


Składniki:
• 150 g kaszy jaglanej
• 3 szklanki wody
• 2 jajka
• 180 g śmietany kremówki
• 200 g cukru
• 40 g kakao
• 1,5 czubatej łyżeczki proszku do pieczenia
• garść orzechów ziemnych

Kaszę jaglaną wypłukać w gorącej wodzie, a następnie ugotować w 3 szklankach wody do miękkości (lub wchłonięcia wody) – około 15 minut. Następnie ostudzić i zmiksować. Można na gładką masę, ale można zostawić także kawałki niezmielonych ziarenek. Do kaszy dodać jajka, śmietanę, cukier, kakao i proszek do pieczenia i wszystko zmiksować.
Ciasto przelać do formy o boku 17 x 23 cm, wyłożonej papierem do pieczenia, posypać orzeszkami i piec w piekarniku nagrzanym do 180 stopni Celsjusza przez około 40 minut (patyczek powinien być tylko lekko oblepiony ciastem). Ciasto wyjąć z piekarnika, ostudzić i schodzić przed podaniem (według mnie wszystkie brownie najlepiej smakują schłodzone).
Smacznego!



Kakaowa babka z mlekiem skondensowanym



Znowu wpadłam w pułapkę ciast z mlekiem skondensowanym. Nie wiem co ono ma w sobie, ale jak tylko widzę przepis z nim w roli głównej, wiem, że długo nie będzie on obojętnie czekał na moje hasło „koniecznie do zrobienia”, tylko od razu zabiorę się za pieczenie. Ale to już wiecie. Chyba, że nie wiecie, bo nie czytacie moich opowiastek i ta jest Wasza pierwsza. To teraz już wiecie. I wiecie, albo właśnie teraz się dowiadujecie, że jeżeli chodzi o wszystko co zawiera w sobie właśnie mleko skondensowane to w mojej ocenie ma bardzo dużą tolerancję – bardzo często przymykam oko na jakieś niedogodności, niezbyt apetyczny wygląd, zbytnią słodycz lub nie do końca określony smak. Wszystko dlatego, że samo mleko nadaje wypiekom specyficzną teksturę i taką ciągliwość – co w moim przypadku jest niezwykle istotne, bo – jak również wiecie, lub właśnie się dowiadujecie – nienawidzę ciast suchych i kruszących się. A to, które w zasadzie jest ciastem ucieranym, babkowym, zupełnie takie nie jest.
Nie ma kremu, nie jest niczym nasączone, a pomimo tego jest niezwykle wilgotne. Nie jak brownie, ale też specyficznie ciężkie, trochę zakalcowate choć paradoksalnie mięciutkie i puszyste. Niemożliwe co? A jednak. Ciężko określić jego strukturę, bo krojąc kawałek i biorąc do ręki można odnieść wrażenie, że ciasto jest niczym puch. Ale po ugryzieniu kawałka wydobywa się jego czekoladowość, ciągnąca i wilgotna struktura oraz głębia smaku mleka. Na samym końcu czuć nutę pomarańczy. Nie mocną – bardzo delikatną. Bardzo subtelną. Po jednym kawałku można się zaczekoladowić. Chociaż w przepisie czekolady nie ma, to duża ilość kakao dobrze ją zastępuje.
Problem miałam, przyznaję się, z pieczeniem. Powinnam piec je około pół godziny, ale w moim przypadku po godzinie ciasto było w środku surowe. Od góry upieczone, fakt, ale głębiej – praktycznie płynne. Zdecydowałam się zaryzykować: wyłączyłam piekarnik, wyjęłam je na blat i zostawiłam na noc. I okazało się, że przez noc samo się dopiekło! Następnego dnia wyglądało tak jak na zdjęciach i wydaje mi się, że właśnie dzięki takiemu ruchowi pozostało wilgotne i ciężkie. Nie polecam jednak Wam takiego zabiegu, trochę szkoda jakby okazało się, że jednak nie wszystkim ciasto się samo dopieka. Dlatego lepiej piec dłużej, ale do suchego, lub prawie suchego patyczka. Żeby mieć pewność sukcesu, choć dla mnie to ciasto w jakiejkolwiek formie by nie było – i tak zakwalifikowane zostanie do tych ulubionych. :-)


Składniki:
• 35 g kakao
• 250 g mąki
• 1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
• szczypta soli
• 125 g miękkiego masła
• 530 g mleka skondensowanego słodzonego
• 3 jajka
• dwie pomarańcze
• cukier puder do oprószenia

Wycisnąć sok z pomarańczy.
Kakao, mąkę, proszek do pieczenia i sól wymieszać w misce. Dodać masło – zmiksować. Będzie ciężko, ale po kilku minutach powinno powstać ciasto o konsystencji kruszonki.
Dodać mleko skondensowane, jajka i sok z pomarańczy i ponownie zmiksować do połączenia składników i powstania jednolitej masy. Ciasto wylać do keksówki wyłożonej papierem do pieczenia i wstawić do piekarnika nagrzanego do 170 stopni Celsjusza. Piec około godziny do prawie suchego patyczka (powinno na nim zostać kilak okruszków, ciasta). Wyjąć ciasto z piekarnika, ostudzić i posypać cukrem pudrem.
Smacznego!



Ciasto czekoladowe z musem i batonikami



Tutaj naprawdę są batoniki. I naprawdę nie ma zakalca. Choć wiem, że zdjęcie nie potwierdza żadnego z powyższych zdań, ja jednak będę trzymać się wersji, że ciasto to wyszło tak jak powinno i jest zdecydowanie warte polecenia.
Może nie prezentuje się zbyt efektownie, ale ten ciężki z wyglądu spód jest także ciężki w konsystencji, bogaty w smaku i bardzo treściwy. Górną warstwę natomiast stanowi mus. Lekki, ale także wyrazisty w smaku. Mocno czekoladowy. I te batoniki. Niby ich nie ma, niby nie widać, ale w konsystencji gdzieś tam można je wyczuć. Chociaż bez nich, ciacho byłoby tak samo dobre. I tak samo czekoladowe. Ciasto najlepsze jest schłodzone, wtedy wydaje się bardziej bogate, mus jest mocniejszy, bardziej twardszy, przez co całe ciasto wydaje się bardziej czekoladowe i jeden mały kawałek wystarczy na dłuższy czas.


Składniki:
Ciasto:
• 150 g cukru
• 210 g mąki
• 1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
• 35 g kakao
• 2 jajka
• 55 g masła
• 250 g jogurtu naturalnego
• 6 batoników Milky Way
Mus:
• 200 g śmietany kremówki
• 180 g gorzkiej czekolady
• 3 jajka
• 50 g cukru


Przygotować ciasto: Masło stopić. Batoniki pokroić na małe kawałeczki.
W dużej misce zmiksować wszystkie składniki, oprócz batoników. Masę przełożyć do formy o wymiarach 17 cm x 23 cm, wyłożonej papierem do pieczenia. Wyrównać, na wierzchu położyć kawałki batoników.
Przygotować mus: W rondelku podgrzać śmietanę aż zawrze. Dodać czekoladę połamaną na kawałki, wyłączyć gaz i powoli wymieszać, aż powstanie jednolita masa. Przestudzić.
W misce ubić jajka z cukrem. Dodać przestudzoną masę czekoladową i dokładnie wymieszać. Wszystko wylać na spód z batonikami i wstawić do piekarnika nagrzanego do temperatury 170 stopni. Piec 40 minut. Wyjąć z piekarnika wystudzić. Można schłodzić.
Smacznego!




Brownie z płatkami owsianymi



Ilość wariacji na temat brownies nigdy mnie nie przestanie zaskakiwać. Ostatnio wręcz doszłam do wniosku, że ten typ ciasta jest jak sernik – wszystko do niego pasuje.
Bardzo mi odpowiada takie wdzięczne przyjmowanie przeróżnych dodatków, gdyż głowa moja nierzadko podsuwa mi tak absurdalne pomysły, że sama już nie wiem, czy aby przypadkiem nie postradałam zmysłów chcąc połączyć ciasto z choćby czymś mocno wytrawnym.
Kiedyś natknęłam się na zdjęcie brownie w płatkach owsianych. Spodnią i górną warstwę stanowiła masa z płatków, a w środku pyszniło się zakalcowate, mocno czekoladowe ciasto. Postanowiłam je popełnić. Przeszukałam zgromadzone przepisy, poczytałam coś na temat technologii wykonania w necie i lekko łącząc wszystkie przepisy powstał mój.
Nie wiem tylko na którym etapie zawaliłam, ale niestety owsiana część ciasta się bardzo kruszy – niemożliwe jest pokrojenie jej na zgrabne, ładne kawałki.
Część właściwa – brownie, wyszło idealne. Bardzi zakalcowate, wręcz mażące się, ciągnące, mocno czekoladowe i tym razem dość słodkie. Chociaż – jak to zwykle ja – ostrożnie dodawałam cukru, to i tak poprzez bardzo specyficzne owsiane warstwy, które również są słodkie i niestety dość suche – wrażenie słodyczy się potęguje. Ale tym razem mi to w ogóle nie przeszkadzało.
Podsumowując – ciasto jest smaczne, nawet bardzo, ale niestety niemożliwe do ładnego pokrojenia. Płatki się kruszą i chociaż wcześniej podpiekłam dolną warstwę nie zestaliła się ona wystarczająco. Wielbiciele płatków owsianych będą zachwyceni – one bardzo dominują. Ale fani ciężkich i lekko niedopieczonych ciast także znajdą coś dla siebie – środek wypieku. Jest pyszny. Mięciutki i rozpływa się w ustach. Idealna kompozycja ze specyficznymi płatkami owsianymi. Polecam!


Składniki:
Warstwa owsiana:
• 315 g płatków owsianych
• 100 g mąki
• 80 g cukru
• ¾ łyżeczki proszku do pieczenia
• ¼ łyżeczki soli
• 160 g masła
Brownie:
• 150 g mąki
• 1 łyżeczka proszku do pieczenia
• ¾ łyżeczki soli
• 160 g gorzkiej czekolady
• 50 g masła
• 120 g cukru
• 4 jajka

Przygotować warstwę owsianą: Masło stopić. W dużej misce wymieszać płatki owsiane, mąkę, cukier, proszek do pieczenia i sól. Wlać masło i dokładnie wymieszać do połączenia. W masie nie powinno być elementów niepokrytych masłem. ¾ mikstury przełożyć do formy o wymiarach 18 x 26 cm, wyłożonej papierem do pieczenia. Ugnieść i podpiec w piekarniku nagrzanym do 170 stopni Celsjusza przez około 10 minut. Wyjąć, odstawić.
Przygotować brownie: W małej miseczce wymieszać mąkę, proszek do pieczenia i sól.
Czekoladę z masłem stopić na parze, przestudzić. Dodać cukier – zmiksować. Wbić jajka (wszystkie na raz), ponownie zmiksować do połączenia składników. Masę wylać na podpieczony owsiany spód. Na wierzch wyłożyć pozostałą ¼ owsianej masy i wstawić do piekarnika nagrzanego do 170 stopni Celsjusza na około 20-22 minuty (wierzch ma się lekko zezłocić). Ciasto może lekko urosnąć, a potem opaść, ale nie zmieni to jego specyficznej tekstury.
Smacznego!



Czekoladowe ciasto z cukinią



Od razu mówię – to nie jest zakalec! Choć tak wygląda, to absolutnie efekt ten jest zamierzony. Taki jaki powinien być. Ciasto ma wyglądać ciężko, czekoladowo, słodko i apetycznie. Czy się udało? Mam nadzieję, że tak. Wszak jeden składnik, choć powszechny o tej porze roku, do ciast raczej jest rzadko dodawany.
Jednakże na blogach króluje właśnie w słodkościach. Czekoladowe ciasto z cukinią. Każdy je zachwala, każdy nie może uwierzyć co jest w środku, każdy rozpływa się nad konsystencją tego ciasta.
Ale ponieważ większość blogerów proponuje bardzo podobny przepis na to ciasto – ja postanowiłam go lekko zmienić. Nie dodawałam oleju, ale za to mnóstwo jogurtu. Zmniejszyłam ilość masła, cukru i kakao. Ale za to dałam więcej cukinii. Udało się. Dla mnie wyszło wspaniale. Dokładnie takie jakie powinno wyjść. Pyszne, ciężkie, czekoladowe. Bardzo mokre, nie zbyt słodkie. A polewa? Przyznam, że bardzo fajna – bardzo prosta w wykonaniu, miękka, błyszcząca cały czas. Zdecydowanie polecam, zdecydowanie prezentuje się bardzo dobrze, zdecydowanie świetnie smakuje i wszystko związane z tym ciastem jest zdecydowanie na tak.


Składniki:
• 85 g masła
• 160 g cukru
• 2 łyżeczki proszku do pieczenia
• ½ łyżeczki soli
• 2 jajka
• 400 g jogurtu naturalnego
• 330 g mąki
• 40 g kakao
• 400 g cukinii
• 100 g gorzkiej czekolady

Ponadto, na polewę:
• 40 ml wody
• 40 g cukru
• 60 g masła
• 30 g kakao

Cukinię umyć i zetrzeć na tarce na grubych oczkach (razem ze skórką i pestkami).
Gorzką czekoladę posiekać na małe kawałeczki.
Mąkę wymieszać z proszkiem do pieczenia i solą.
W dużym naczyniu utrzeć masło z cukrem na jasną masę. Dodawać po jednym jajku, cały czas miksując. Następnie dodawać mąkę na zmianę z jogurtem – zaczynając i kończąc na mące. Dodać kakao – dokładnie zmiksować.
Za pomocą łyżki wmieszać startą cukinię oraz posiekaną gorzką czekoladę.
Ciasto przelać do wyłożonej papierem do pieczenia formy o boku około 22 cm i piec w piekarniku nagrzanym do 180 stopni Celsjusza przez około 45 minut (do suchego patyczka).
Po tym czasie ciasto wyjąć, wystudzić.
Przygotować polewę. Do garnuszka wlać wodę, wsypać cukier i zagotować – do rozpuszczenia cukru. Następnie dodać masło, podgrzewać aż się rozpuści i połączy z wodą. Wyłączyć gaz i wmieszać (najlepiej trzepaczką) kakao – intensywnie mieszać, aż masa stanie się jednolita i zgęstnieje.
Polewę lekko przestudzić i wylać na zimne ciasto. Odczekać chwilkę, aż polewa zastygnie i podawać.
Smacznego!