Cynamonowe bułeczki



Od dłuższego czasu, czyli mniej więcej od 6 grudnia nastrajam się świątecznie słuchając „christmasowych” piosenek. Oczywiście w pracy włączone jest radio, w którym raz na kilka- kilkanaście piosenek można usłyszeć coś świątecznego, ale jak tylko z niej wychodzę - daję czadu. Wskakuję w strój do biegania, zakładam słuchawki na uszy, włączam internetową zakładkę radia „na święta” i dawaj! 2,5 godziny samych śnieżynek, prezentów pod choinką, szczęśliwych świąt, choinek, szczęścia i padającego śniegu. Cieszę się tym jak dziecko, bo pogoda przypomina raczej tę w połowie listopada niż na chwilę przed Gwiazdką. Lubię się też nastrajać świątecznie poprzez drobiazgi, które smakowo przypominają mi o świętach. Chociaż nie przesadzam - makowca nie robię, na karpia w galarecie też czekam do Świąt, ale jakieś malutkie smaczki przemycam. I tak jest teraz - upiekłam bułeczki drożdżowe z dużą ilością cynamonu, by choć troszkę poczuć ten świąteczny okres. Cynamon jest przyprawą, którą uwielbiam, więc bułeczki trafiają w sedno moich smaków. Niekoniecznie typowo na Święta, niekoniecznie by sobie ogrzać tę zimową porę roku - upieczcie ot tak. Dla siebie.
Ciasto idealnie odchodzi od ręki po krótkim wyrabianiu. Fajnie rośnie, jest długo świeże a nadzienie - bajka. Na ciasto inspirowałam się przepisem z Moich Wypieków i muszę przyznać, że będę z niego często korzystać.
Zdecydowanie polecam!

Składniki:
• 360 g mąki
• 60 g cukru
• ½ łyżeczki soli
• opakowanie drożdży suszonych
• 50 g masła
• 150 ml mleka
• 1 jajko

Nadzienie:
• 40 g masła
• 100 g cukru
• 2 - 3 czubate łyżeczki cynamonu

Masło stopić w rondelku, mleko lekko podgrzać.
Mąkę wymieszać z cukrem, suchymi drożdżami i solą. Dodać mleko i masło. Wyrobić kilka minut, aż ciasto będzie elastyczne i będzie odchodzić od ręki. Włożyć do miseczki (można ją wysmarować olejem) i odstawić w ciepłe miejsce do podwojenia objętości. Następnie ciasto rozwałkować na kształt prostokąta grubość około niecałego 1 centymetra.
Przygotować nadzienie: Masło stopić. Wsypać do niego cukier oraz cynamon. Dokładnie wymieszać do powstania pasty.
Nadzienie cynamonowe rozprowadzić na rozwałkowanym cieście, po czym zwinąć je w roladę. Taką surową kroić na plastry (około 2 - 2,5 cm grubości) i układać je na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia, zachowując odstępy. Ciasto urośnie, dlatego musi być przestrzeń pomiędzy plastrami. Następnie blachę przykryć ściereczką i odstawić na pół godziny w ciepłe miejsce. Powinno jeszcze trochę urosnąć. Po tym czasie wstawić do nagrzanego do 180 stopni Celsjusza piekarnika i piec około 15 minut. Po tym czasie wyjąć, wystudzić i posmarować lukrem, lub dowolną polewą.
Smacznego!

Ciasto drożdżowe z rabarbarem i kruszonką



Do ciasto drożdżowych zabieram się jak pies do jeża. Nie lubię bawić się z drożdżami – nigdy nie mam cierpliwości do wyrabiania ciasta, a jeszcze świadomość, że muszę robić to rękami – nieeee. Rezygnuję. Kilka razy już – mając ogromną ochotę na najzwyklejszą „drożdżówkę” dawałam za wygraną, oczami wyobraźni widząc swoje ręce całe lepkie od ciasta i mnie stojącą w kuchni i z niecierpliwością wyrabiając to nieszczęsne ciasto „aż będzie odchodzić od ręki”. Mnie nigdy nie odchodzi. próbowałam już kilka metod – na wyrabianie do skutku (raz się zaparłam i 40 minut to trwało), dosypywanie mąki, ucieranie mikserem z hakiem. Nic to nie dało. Ciasto cały czas było lepkie i ciągnące. Nie wiem jak inni uzyskują ten gładziutki i elastyczny efekt. Dlatego tak bardzo unikam drożdży.
Ale tym razem uległam. Sezon na rabarbar trwa w najlepsze. A ciasto drożdżowe z rabarbarem i kruszonką to istotny „MUST HAVE” w sezonie. Wiedziałam, że musi być zrobione i wiedziałam, że jak się przemęczę i przejdę przez to żmudne wyrabianie ciasta – potem będzie już tylko lepiej, a efekt finalny mnie powali na łopatki. Tak też się stało.
Ciasto drożdżowe posłodziłam dość mocno (jak na mnie), dlatego bo rabarbar dałam zupełnie surowy, bez dodatków i osłodzić go mogło tylko ciasto i kruszonka. I wyszło. Pysznie. Idealnie. Cudowanie. Letnio :-)


Składniki:
Ciasto:
• 8 g suchych drożdży
• 50 ml ciepłe mleka
• 15 g mąki
• ¼ łyżeczki cukru

• 50 ml mleka
• 60 g cukru
• 25 g masła
• 1 jajko
• 250 – 300 g mąki
• szczypta soli

• 300 g rabarbaru

Kruszonka:
• 50 g masła
• 50 g cukru
• 90 g mąki

Masło stopić. Wystudzić.
Do niewielkiego garnuszka wlać ciepłe mleko. Wsypać drożdże, dodać mąkę i cukier. Wymieszać, przykryć i odstawić – do momentu aż drożdże zaczną pracować (podniosą się lekko i spienią).
Do dużej miski wlać drugie 50 ml mleka, dodać cukier, jajko, mąkę i sól. Wymieszać. Wlać rozczyn drożdżowy i rozpuszczone masło. Wszystko wymieszać, a następnie wyrobić rękami gładkie i elastyczne ciasto. Wyrobione ciasto przełożyć do naczynia, przykryć ściereczką i odstawić do wyrośnięcia na około 1,5 godziny (powinno podwoić objętość).
W między czasie obrać i pokroić w niewielkie kawałki rabarbar.
Przygotować kruszonkę: Wszystkie składniki kruszonki przełożyć do miseczki i rozetrzeć w palcach, aż powstaną małe grudki – kruszonka. Miseczkę wstawić do lodówki.
Wyrośnięte ciasto drożdżowe przełożyć do formy do pieczenia (u mnie 17 cm x 25 cm). Na wierzch położyć rabarbar – należy go trochę wepchnąć w ciasto. A na rabarbar rozsypać kruszonkę. Znowu przykryć ściereczką i odczekać około 30 minut, aż ciasto lekko podrośnie.
Ciasto wstawić do piekarnika nagrzanego do 180 stopni Celsjusza na około 30 – 40 minut.
Ciasto przestudzić kilkanaście minut w uchylonym piekarniku, a następnie wyjąć i wystudzić na blacie.
Pierwszego dnia kruszonka jest chrupiąca, niestety z każdym następnym dniem traci swoją chrupkość.
Smacznego!




Pączki z ziemniakami



Tłusty czwartek już jutro, a ja nie lubię pączków ani faworków. Jedyne co mogę zjeść, ale tak tylko troszkę i ewentualnie – to małe pączusie z serka homogenizowanego, które ostatnio robię dość często, bo rodzina za nimi przepada. Ale jak już pisałam próbuję troszkę. I czasami. Ogólnie pączków nie jadam. Ale inni już tak, a z racji tego, że jestem okrzyknięta rodzinnym cukiernikiem zostałam poproszona o usmażenie prawdziwych, drożdżowych, dużych pączków z nadzieniem i lukrem. Dobrze. Wiedziałam, że będę chciała je Wam zaprezentować, więc muszą to być pączki niebanalne, niezwykłe w swojej zwykłości i inne niż te, które już na blogu są. Przegrzebałam przepisy, przeszukałam Internet i znalazłam przepis na pączki z ziemniakami. Posłużyłam się tym przepisem, więc wiedziałam, że jeżeli się udadzą, to będą na pewno pyszne. I miałam takie przeczucie, że ziemniaków nie będzie czuć w ogóle. I miałam rację. Pączki smakują jak zwykłe, klasyczne pączki. Niczym się nie różnią, są takie same w konsystencji ale i niestety w starzeniu się też. Już następnego dnia pączki nie były smacznym, miękkim, słodkim i świeżutkim okrąglutkim cudeńkiem, tylko suchym, twardawym i mocno średnim ciastkiem. Nie, żebym uważała, że ten przepis jest zły – każdy pączek tak ma, że jest świeży tylko w dniu upieczenia. Ale warto spróbować je usmażyć, gdyż ziemniaki stanowią tutaj niebanalny ale zaskakujący dodatek, którego w ogóle nie czuć, a pomimo tego wszystko ładnie wychodzi. :-)

Składniki:
• 500 g mąki pszennej
• 200 g ugotowanych, utłuczonych lub przeciśniętych przez praskę ziemniaków
• 50 ml mleka
• 3 duże jajka
• 1 żółtko
• 80 g masła
• 60 g cukru
• 12 g drożdży suchych
• 1 łyżka wódki lub ekstraktu z wanilii lub soku z cytryny
Ponadto:
• 300 g cukru pudru + woda
• słoik dżemu

Masło roztopić.
Mąkę pszenną przesiać, wymieszać z suchymi drożdżami.
Dodać pozostałe składniki i wyrobić, pod koniec dodając rozpuszczone masło. Wyrabiać kilka minut, aż ciasto będzie gładkie i miękkie (starając się nie dosypywać mąki, mimo iż ciasto będzie się lekko kleiło). Wyrobione ciasto uformować w kulę, włożyć do oprószonej mąką miski, przykryć i odstawić w ciepłe miejsce do podwojenia objętości (około 1,5 godziny).
Po tym czasie ciasto wyjąć na blat. Rozwałkować na grubość około 1 - 1,3 cm i szklanką wykrawać pączki (moje były duże – ok 7 cm średnicy). Odkładać je na blaszkę oprószoną mąką do podwojenia objętości (powinny być bardzo dobrze napuszone).
Po wyrośnięciu smażyć pączki w oleju rozgrzanym do temperatury 175ºC, po kilka minut z każdej strony. Temperatura oleju nie powinna być zbyt wysoka, ponieważ pączki szybko zbrązowieją od zewnątrz, a w środku będą surowe. Po usmażeniu odkładać na bibułkę do odsączenia.
Dżem przełożyć do rękawa cukierniczego z cienką i długą końcówką. Każdy pączek nadziewać „od boku” dżemem.
Cukier puder wymieszać z około 2 – 3 łyżkami wody, do uzyskania konsystencji lukru – powinien być lejący ale bardzo gęsty.
Na nadziane pączki wylewać po około 1,5 łyżeczki lukru. Ostawić i odczekać aż lukier zastygnie.



Odrywane ciasto drożdżowe z jabłkami



Sezon na jabłka trwa - wiem to, po obserwacji zbiorów Rodziców, którzy za każdym razem po powrocie z działki przywożą siaty tych owoców, mówiąc, że to tylko z jednego drzewka. Fakt - na działce jest słownie JEDNA mała, stara jabłoń. Ale za to jaka! Do swojej roli dostarczyciela nam swoich płodów przykłada się niezwykle skrupulatnie i naprawdę bardzo się stara. Skutkiem tego mamy ogromne ilości jabłek nie do przejedzenia, nie do przerobienia i nie do przetrzymania. Trzeba więc na bieżąco coś z nimi robić. Ale ile można je jeść na surowo i dodawać do surówek? W moim przypadku - króciutko, bo ja za jabłkami w formie naturalnej nie przepadam. Choć te są akurat takie jak lubię - słodkie, twarde i kruche. Jednakże mając zapas jabłek na przynajmniej kilka miesięcy codziennego ich konsumowania postanowiłam coś z nich zrobić. Ale nie chciałam, żeby była to zwykła szarlotka, chciałam coś innego. A ponieważ naszła mnie ochota na ciasto drożdżowe (co występuje u mnie naprawdę bardzo rzadko) - musiałam to wykorzystać. Zabrałam się natychmiast to pracy i efekt, widoczny w poniższym wpisie, przeszedł moje najśmielsze oczekiwania. Ciasto wyszło przepyszne! Miękkie, wilgotne, słodkie, z kwaskowatymi jabłkami i cynamonem. Dodatek cytrynowego lukru jedynie podbił smak, co uwieńczyło sukces drożdżowych wypieków w moim wydaniu!

Składniki:
• 125 ml mleka
• 250 g mąki
• 50 g cukru
• 1 jajko
• 40 g masła
• 7 g suszonych drożdży
• 1 cukier wanilinowy

• 5 - 6 jabłek
• 30 g brązowego cukru
• 3/4 łyżeczki cynamonu

• 15 ml wody
• sok z cytryny
• cukier puder

Mleko podgrzać. Do niewielkiej miseczki wlać połowę mleka, dodać drożdże, łyżeczkę cukru i łyżkę mąki – wszystko razem wymieszać i odstawić aż drożdże ruszą.
Masło stopić.
W dużej misie utrzeć razem jajko, resztę cukru i cukier waniliowy. Dodać wyrośnięte drożdże, resztę mąki i pozostałe ciepłe mleko. Dokładnie wyrobić, aż ciasto zacznie odchodzić od brzegów miski – wtedy dodać roztopione masło i jeszcze trochę powyrabiać. Odstawić w ciepłe miejsce przykryte ściereczką aż podwoi swoja objętość (niecałą godzinę).
Jabłka umyć, obrać i pokroić na kawałki. Obtoczyć w cynamonie.
Wyrośnięte ciasto rozwałkować na grubość około 1 cm, wierzch posypać brązowym cukrem a następnie ułożyć jabłka. Ciasto zwinąć w roladę. Kroić z niej plastry - 1 - 1,5cm grubości i układać na blasze wyłożonej papierem do pieczenia obok siebie, aby się lekko stykały. Wyłożone plastry przykryć ściereczką i pozostawić do lekkiego wyrośnięcia na około 30 minut. Następnie wstawić do piekarnika nagrzanego do 200 stopni Celsjusza i piec 10 - 12 minut. Wyjąć, wystudzić.
Przygotować lukier: do miseczki wlać wodę, dodać sok z cytryny i dodać cukier puder - nie podaję ilości, bo jego gęstość zależy od Was, jaki preferujecie. Rzadszy, czy bardziej gęsty. Ja dodaję około 0,5 - 3/4 szklanki.
Wystygnięte ciasto polać lukrem i poczekać chwilkę aż zastygnie. Odrywać lub kroić kawałki ciasta według plastrów układanych obok siebie.
Smacznego!



Pączki. Moje pierwsze takie



Obiecałam. Sobie i innym. I napisałam o tym na blogu. Zrobię pączki. Drożdżowe, które muszą rosnąć, które trzeba wyrabiać. Te, których nie lubię. Przyznaję, że zabierałam się do nich jak przysłowiowy pies do jeża – myślałam o nich, obliczałam jakiego dnia i o której godzinie zacząć zagniatać ciasto, aby wszystkie etapy logistycznie połączyć, nie rezygnując jednocześnie z biegania, spania, pracy, zakupów i wszystkich innych rzeczy, które robię na co dzień i jednocześnie usmażyć pączki o normalnej porze. I udało się. Mój misterny plan się udał, pozwalając wykonać więcej rzeczy niż sobie zakładałam. A ponieważ ja pączków nie lubię – i nadal trzymam się tej wersji, chociaż te wyszły znacznie lepsze niż sklepowe – upiekłam dla siebie ciasto. Robiąc jednocześnie pączki. Co oznacza, że nie są aż tak frapujące i absorbujące. Choć przy smażeniu – trzeba na nie uważać i lepiej więcej absorbujących rzeczy nie robić.
Decydując się na pączki, musiałam mieć sprawdzony, na 100% pewny i odpowiednio wyważony ilościowo przepis. Musiałam go poszukać, poszperać i poczytać. W książkach i broszurkach kucharskich przepisów na pączki jest całe mnóstwo i chociaż nie mam podstaw, żeby nie wierzyć w ich rzetelność, ja jednak wiedziałam skąd i od kogo mogę liczyć na absolutny profesjonalizm. A ponieważ każde ciasto drożdżowe tej autorki mi wyszło, po pączki jej także sięgnęłam bez mrugnięcia okiem. I bardzo dobrze! Postanowiłam postąpić dokładnie z instrukcją, nawet w przypadku czasu wyrabiania ciasta. 45 minut mieszania. Ręcznie. Ale dałam radę. I wysiłek się opłacił. Pączki wyszły takie jak trzeba – pulchne, ale lekkie, z białą obwolutką i przyjemnie żółciutkie. Dla pączkomaniaków!
Polecam! Oryginalny przepis tu. Ja zmniejszyłam ilości o połowę i takie proporcje podaję.


Składniki (na 12 pączków):
• 300 g mąki
• 60 g masła
• ½ łyżki suchych drożdży
• 120 ml mleka
• 30 g cukru
• 1 jajko
• 4 żółtka

• Olej do smażenia

Lukier:
• 250 g cukru pudru
• 40 ml wody

Mąkę przesiać. Mleko podgrzać. Dodać do niego drożdże, łyżeczkę cukru, wymieszać i zostawić do wyrośnięcia – na około 10 minut.
Masło, cukier, jajko i żółtka utrzeć na jasną masę. Dodać do niej mąkę, wyrośnięte drożdże i wyrabiać ciasto około 1 godzinę. Ja wytrwałam 45 minut i wystarczyło. Wyrobione ciasto odstawić do wyrośnięcia, aż podwoi objętość – około godzinę w ciepłym miejscu. Po tym czasie z wyrośniętego ciasta formować kulki i układać na blaszce, talerzu lub desce. Przykryć ściereczką i ponownie zostawić do napuszenia. W szerokim garnku nagrzać olej do temperatury 180 stopni Celsjusza (wrzucony kawałek ciasta lub chleba ma się zarumienić w ciągu 40 sekund) i wkładać wyrośnięte kulki. Nie można na raz smażyć dużo pączków, bo temperatura oleju spadnie – a aby nie wchłonęły zbyt dużej ilości tłuszczu i usmażyły się w środku – temperatura oleju musi cały czas oscylować w granicach 180 stopni. Pączki smażyć ok 3 minuty z każdej strony, aż będą złociste. Usmażone przekładać na ręcznik papierowy.
Przygotować lukier: cukier puder utrzeć z wodą na gładką i gęstą masę. Wystudzone pączki polać lukrem i poczekać aż zastygną.
Smacznego!







Przepis dodaję do akcji:
Tłusty czwartek 2014