Rogaliki maślane



Są rzeczy, których się panicznie boję. Myśląc o nich dostaję ataku paniki, czuję jak blednę i zdecydowanie przestaję logicznie myśleć, a jedyne na co mnie stać to szalona ucieczka, ewentualnie okopanie się i udawanie, że mnie nie ma. Takich rzeczy nie ma dużo, ale jak już są, to zawsze zostawiają ślad w mojej głowie, bo rzadko kiedy po podjęciu takiego wyzwania wychodzę z niego obronną ręką. Ale zostawiając bez komentarza wszystkie niekulinarne koszmary, skoncentruję się na tematycznych, pasujących do założeń mojego bloga. Czego się tak panicznie boję? Pieczenia mięs, gotowania zup, rozpuszczania białej czekolady i wyrobów z ciasta drożdżowego. Szczególnie drożdżowego. Bo zawsze coś sknocę i choćbym miała idealny przepis, coś musi mi się nie udać. Albo drożdże potraktuję zbyt gorącym płynem, albo zbyt krótko dam im czas na rośnięcie, albo zbyt długo zostawię w spokoju….a wyrabianie doprowadza mnie do białej gorączki. Nie wiem na jakiej podstawie w przepisach istnieje klauzula „wyrabiać aż ciasto będzie odchodzić od ręki”, bo mi nigdy nie odchodzi. I choćbym wyrabiała 10 minut, czy 10 godzin zawsze będzie się kleić i większość zamiast w misce, zostanie mi na ręku. Żeby temu zapobiec dosypuję mąkę, ale ile kilogramów można zużywać do samego odklejania ciasta od ręki, podczas powinno wszystko się udać bez podsypywania? Ta tajemnica jest dla mnie nie do odkrycia. Potem rośnięcie – do podwojenia objętości. I tu zaczyna się kolejna dawka stresu: czy nie za bardzo wyrobiłam drożdże, czy nie za zimny lub ciepły płyn dodałam, czy ta mąka, którą podsypałam ciasto nie zaburzy proporcji i ciasto urośnie? W efekcie wyrastanie ciasta wygląda tak, że co chwila je podglądam czy rośnie. I zamiast zostawić je w spokoju i w cieple – ja zaglądam, obserwuję, badam…..a i tak zwykle coś idzie nie tak.
Ale w przypadku poniższego przepisu mogłam być pewna, że wszystko pójdzie dobrze, bo wiem, że autorka dzieli się jedynie sprawdzonymi i bardzo, bardzo dokładnie wymierzonymi przepisami. Przynajmniej na ciasta z dodatkiem drożdży. I chociaż w przypadku tych rogalików musiałam podsypywać ciasto mąką w trakcie wyrabiania, w efekcie wszystko wyszło tak jak powinno. Moje rogaliki nie są tak imponujące jak autorki, bo oczywiście coś musiałam sknocić, ale muszę powiedzieć, że wyszły pyszne. Maślane, mięciutkie, na ciepło – pyszne. Do mleka, kawy, herbaty, czekolady, kakao – do wszystkiego idealne! Po wystygnięciu a nawet następnego dnia są tak samo dobre.
Zdecydowanie polecam, jako przepyszną słodką przekąskę, drugie śniadanie, zaspokojenie głodu na coś innego niż czekolada, ciastka czy cukierki. Pycha! Przepis z forum Cin-cin.


Składniki (na 24 rogaliki) cytuję bezpośrednio za autorką, bez zmian na gramy:
• 1 szklanka mleka
• ½ kostki masła
• ½ szklanki cukru
• ½ łyżeczki soli
• 1 łyżka suchych drożdży
• 3 duże jajka
• 4, 5 szklanki maki

• 3-4 łyżki roztopionego masła

Drożdże wsypać do małego naczynia, dodać troszkę mąki i cukru. Mleko podgrzać, aż będzie letnie i 1/4 szklanki zalać drożdże, dobrze wymieszać i zostawić aż zaczyn zacznie się podnosić.
Resztę mleka zagotować i dodać do niego masło i cukier. Odstawić aż lekko wystygnie. Następnie wsypać mąkę, dodać rozczyn, jajka i wymieszać, aż utworzy się miękkie ciasto. Wyłożyć na stolnicę i wyrabiać kilka minut, aż będzie gładkie i lśniące. Włożyć z powrotem do miski i zostawić do wyrośnięcia w ciepłym miejscu na około 1 godzinę, aż podwoi swoja objętość.
Podzielić ciasto na 3 części, z każdej uformować koło o średnicy 22cm. Posmarować roztopionym masłem, podzielić na 8 trójkątów i zwijać rogaliki, układać na wysmarowanej blasze. Posmarować masłem, przykryć i zostawić do wyrośnięcia. Piec 8 - 10 minut w temperaturze 200 stopni Celsjusza. Następnie wyjąć z piekarnika i jeszcze gorące ponownie posmarować masłem.





Wpis dodaję do akcji:
Rogale i rogaliki

Zawijane drożdżówki z dżemem truskawkowym



Dziś wpis będzie krótki. Bo po co mam powtarzać to, co już pisałam? Rozpisywać się ponownie i jeszcze raz opowiadać o zaletach ciasta drożdżowego i moich obawach z nim związanych? Nie ma sensu, więc od razu przejdę do rzeczy.
Pamiętacie zawijane drożdżówki z masłem czekoladowym i bananami? Były pyszne i długo pozostawały świeżutkie, choć piekąc je byłam pewna, że następnego dnia już będą suche, a dwa dni później – twarde i niedobre. Moje pozytywne zdziwienie tymi drożdżówkami było tym większe im pomimo upływu czasu nic się z nimi nie działo. A ponieważ smakowo były także cudowne – postanowiłam powtórzyć wypiek, zmieniając nadzienie.
Zamiast słodkiej czekolady i bananów, tym razem postawiłam na dżem truskawkowy. Domowy, więc bez sztucznych wzmacniaczy smaku i poprawiaczy konsystencji. I tu pojawił się pierwszy problem – dżem okazał się bardzo dobry do rozsmarowania, zawijanie też się udało, ale przy krojeniu niestety, pod naciskiem noża zaczął wypływać. Konfitura byłaby znacznie lepsza. Ale nie miałam takiej, więc musiałam sobie poradzić z tym co mam. I udało się – po delikatnym krojeniu, ostrożnym obchodzeniu się ze zwiniętym ciastem – wszystko poszło dobrze. A upieczone drożdżówki wynagrodziły mój trud – wyszły nawet lepsze niż te z czekoladą. Słodziutkie ciasto i lekko kwaskowato – słodki dżem w środku. Pyszny!


Składniki – podaję na szklanki i łyżeczki, bo proporcja jest idealna (przepis na około 10 bułeczek):
• 1 szklanka mleka
• 1 jajko
• 1/4 szklanki cukru
• 3 łyżki masła
• 1/4 łyżeczki soli
• 2 szklanki maki
• 1 ½ łyżeczki suchych drożdży

• 250-300 g dżemu truskawkowego

• 100 g cukru pudru
• 15 ml wody


W małym garnuszku lekko podgrzać mleko. W małej miseczce wymieszać drożdże, łyżeczkę cukru, łyżkę mąki i wlać ¼ szklanki mleka. Odstawić na około 10 minut aż zaczną „bąblować”. W tym czasie rozpuścić masło i ostudzić. Następnie w misce wymieszać resztę składników – pozostałą ilość mleka, jajko, cukier, mąkę, sól, rozczyn drożdżowy oraz roztopione masło. Wyrobić ciasto (powinno być miękkie i gładkie), po czym odstawić do wyrośnięcia, na około 1,5 godziny, do podwojenia objętości. Po tym czasie z ciasta rozwałkować na prostokąt o grubości niecałego centymetra. Rozsmarować warstwę dżemu. Zwijać jak roladę i delikatnie pokroić na 2 – 3 cm plastry. Ułożyć je w tortownicy (blaszce) wyłożonej papierem do pieczenia, pamiętając, że będą rosły, więc trzeba zachować odstęp. Przykryć folią i wstawić do lodówki na przynajmniej 2 godziny (w lodówce leciutko powinny urosnąć). Wyjąć na pół godziny przed pieczeniem. Piekarnik rozgrzać do temperatury 200 stopni Celsjusza i piec bułeczki 10 minut. W tym czasie przygotować lukier: do miseczki wsypać cukier puder i wlać wodę – rozetrzeć składniki na dość rzadki lukier. Gdyby okazał się zbyt gęsty – dodać wody, a jeżeli będzie zbyt rzadki – dosypać cukru pudru.
Po tym czasie wyjąć, wystudzić i polukrować.
Smacznego!

Zawijane drożdżówki z masłem czekoladowym i bananami



Jak już wiecie ciasto drożdżowe nie jest moim ulubionym typem wypieku. Nie dość, że trzeba długo czekać aż wyrośnie, to jeszcze wyrabianie – u mnie podwójnie upierdliwe, bo mikser, który posiada funkcję wyrabiania ciasta – uporczywie i za każdym razem zamiast je wyrabiać, wciąga w każdą szczelinę, pod nakładkę wyrabiającą i ogólnie rzecz biorąc: nie miesza. Muszę więc zaangażować w tę pracę ręce, a wyrabianie ciasta rękami jest czynnością, której wybitnie nienawidzę. Ale czasem się poświęcam. I zwykle jestem zadowolona z efektu. Szczególnie, jeżeli uda mi się trafić na naprawdę dobry przepis – z proporcjami składników niewymagającymi dosypywania mąki, dodawania masła lub dodatkowo dolewania mleka w celu uzyskania odpowiedniej konsystencji. I udało mi się – przepis z forum Cin – Cin okazał się idealny – po zmieszaniu składników, wyrabianie trwa króciutko, a ciasto łączy się idealnie, nic się nie klei, nie odpada, nie trzeba nic uzupełniać. Takie ciasta lubię. I takie mogę piec. Dlatego, póki mam pozytywne wrażenia z pracą z drożdżami – piekę.
Dziś – zawijane bułeczki do odrywania. Autorka przepisu, który okazał się idealnym, proponuje nadzienie z cukru i cynamonu, ja dałam masło czekoladowe i banany.
Efekt? Przeszedł moje oczekiwania. Bułeczki wyszły niezwykle miękkie, leciutkie, delikatne, a paradoksalnie dodatek masła czekoladowego i bananów podkreślił lekkość ciasta. Smak nadzienia nie przyćmił smaku ciasta, wręcz pomaga utrzymać jego świeżość i miękkość.
Ja bułeczki ułożyłam obok siebie, by można było je odrywać, ale spokojnie można uformować z nich oddzielne drożdżówki. Pyszne, pyszne, pyszne. Przepis stąd.


Składniki – podaję na szklanki i łyżeczki, bo proporcja jest idealna (przepis na około 10 bułeczek):
• 1 szklanka mleka
• 1 jajko
• 1/4 szklanki cukru
• 3 łyżki masła
• 1/4 łyżeczki soli
• 2 szklanki maki
• 1 ½ łyżeczki suchych drożdży

• 150 g masła czekoladowego
• 1 duży banan pokrojony w plasterki

• 100 g cukru pudru
• 15 ml wody

W małym garnuszku lekko podgrzać mleko. W małej miseczce wymieszać drożdże, łyżeczkę cukru, łyżkę mąki i wlać ¼ szklanki mleka. Odstawić na około 10 minut aż zaczną „bąblować”. W tym czasie rozpuścić masło i ostudzić. Następnie w misce wymieszać resztę składników – pozostałą ilość mleka, jajko, cukier, mąkę, sól, rozczyn drożdżowy oraz roztopione masło. Wyrobić ciasto (powinno być miękkie i gładkie), po czym odstawić do wyrośnięcia, na około 1,5 godziny, do podwojenia objętości. Po tym czasie z ciasta rozwałkować na prostokąt o grubości niecałego centymetra. Rozsmarować na nim masło czekoladowe, rozłożyć plasterki banana. Zwijać jak roladę i delikatnie pokroić na 2 – 3 cm plastry. Ułożyć je w tortownicy (blaszce) wyłożonej papierem do pieczenia, pamiętając, że będą rosły, więc trzeba zachować odstęp. Przykryć folią i wstawić do lodówki na przynajmniej 2 godziny (w lodówce leciutko powinny urosnąć). Wyjąć na pół godziny przed pieczeniem. Piekarnik rozgrzać do temperatury 200 stopni Celsjusza i piec bułeczki 10 minut. W tym czasie przygotować lukier: do miseczki wsypać cukier puder i wlać wodę – rozetrzeć składniki na dość rzadki lukier. Gdyby okazał się zbyt gęsty – dodać wody, a jeżeli będzie zbyt rzadki – dosypać cukru pudru.
Po tym czasie wyjąć, wystudzić i polukrować.

Smacznego!



Cynamonowe drożdżówki



Z czasów mojego dzieciństwa najbardziej nie lubiłam ciast drożdżowych. Nie dlatego, że były one dla mnie niesmaczne, ale niezwykle denerwował mnie ogrom czasu jaki mijał od momentu, gdy mama zapowiedziała pieczenie tego ciasta do chwili, kiedy mogłam wgryźć się w jego kawałek najlepiej posmarowany masłem.... Wyrabianie, rośnięcie, znowu wyrabianie, znowu rośnięcie, pieczenie i stygnięcie. Nie wiem ile godzin mijało, ale mi się wydawało, że kilkanaście. A teraz, kiedy jestem bardziej cierpliwa i potrafię logicznie sobie wytłumaczyć, że na ciasto trzeba poczekać, że nic na siłę, nie ma co przyspieszać ciasto drożdżowe preferuję w formie drożdżówek. Są mniejsze, zgrabniejsze, bardziej skore do modyfikacji – przyjemniejsze do pracy. A mając odrobinę czasu i chęci na przygotowywanie ciasta, odpowietrzanie, odgazowanie, rośnięcie i potem pieczenie – polecam właśnie drożdżówkę, szczególnie tą, gdyż zanim straci on swoją świeżość, dawno ślad i smak za nią zaginie – zostanie zjedzona od razu! Ja sama, podchodząc do niej z pewną rezerwą – byłam bardzo, ale to bardzo miło zaskoczona. Świeżutka, słodziutka, cynamonowa, pyszna!

Składniki (na dwie sztuki dość dużych drożdżówek):
• 350 g mąki
• ½ łyżeczki soli
• 120 ml mleka
• 7 g drożdży suchych
• 50 g masła
• 1 żółtko
• 20 g cukru

• 30 g masła
• 2 łyżki cynamonu
• 4 łyżki cukru

• 20 g masła
• 20 g cukru


Mleko lekko podgrzać, masło stopić. Do mleka dodać drożdże i cukier. Odstawić na 10 minut, aż na powierzchni pojawią się bąbelki.
W dużej misce wymieszać mąkę i sól. Dodać zaczyn drożdżowy, żółtko i masło. Wyrobić na gładkie ciasto, odchodzące od ręki. Przykryć ściereczką, odstawić w ciepłe miejsce do podwojenia objętości (około 1h).

W między czasie stopić dodatkowe 20 g masła. Ostudzić.

Po tym czasie ciasto podzielić na pół. Jedną połówkę rozwałkować na grubość około 1 cm, tworząc prostokąt. Posmarować go połową stopionego masła, posypać równomiernie połową cukru i cynamonu. Zrolować wzdłuż krótkiego boku (jak na pierwszym zdjęciu).
Następnie ostrym nożem przeciąć zrolowane ciasto wzdłuż, zostawiając kawałek ciasta nie przeciętego (aby utworzyły się dwie złączone odnogi ciasta). Każdą odnogę wywinąć nacięciem do góry – zdjęcie drugie.
Powstałe dwa paski ciasta zawinąć ze sobą, a następnie złączyć oba końce tworząc okrągłą formę (zdjęcie trzecie i czwarte). Końce zwinąć pod spód. To samo powtórzyć z drugą częścią ciasta.
Tak przygotowane drożdżówki ułożyć na blaszce do pieczenia wyłożonej papierem do pieczenia i posmarowanej masłem (aby nie przykleiły się do spodu) i zostawić na około pół godziny do podrośnięcia.
Stopić pozostałe 20 g masła.
Wyrośnięte drożdżówki posmarować stopionym masłem i posypać cukrem.
Wstawić je do piekarnika nagrzanego do 200 stopni Celsjusza i piec 20 minut, a następnie zmniejszyć temperaturę do 170 stopni Celsjusza i dopiec około 5-7 minut.
Wyjąć, wystudzić, jeść.

Smacznego!



Zdjęcie nr 1:


Zdjęcie nr 2:


Zdjęcie nr 3:


Zdjęcie nr 4:

Drożdżówki z budyniem



Nie lubię pracować z ciastem drożdżowym. Nie wiem ile czasu trzeba je wyrabiać, żeby było dobre, czy należy robić to ręcznie, czy może mnie w tej kwestii wyręczyć robot. I to rośnięcie... Ile powinno rosnąć – bo ja nigdy nie umiem określić co to znaczy, że ciasto ma podwoić objętość. A potem je uformować i znowu odstawić do rośnięcia, i znowu – nadziać, uformować – odstawić. I tak zabierając się za drożdżowe wypieki wiem, że spróbuje ich dopiero po kilku ładnych godzinach. Dlatego tak rzadko je robię. Ale czasami mam po prostu ochotę na coś innego, dla mnie zupełnie nietypowego. Czyli na drożdże. Jak już coś takiego piekę, to zwykle są to drożdżówki, bo spokojnie można je zamrozić, uformować w dowolne kształty, nadziać i przede wszystkim szybko zjeść.
Dlatego też poniższe drożdżówki są trochę wytworem mojej wyobraźni, kształtem ściągnięte z wypieków prezentowanych na innych blogach, trochę podczytane gdzieś, trochę zapamiętane. Taki miks, ale całkiem smaczny! Niestety zbyt spieczony – już wiem, że będę musiała krócej je piec. Słodkie nadzienie, miękki miąższ, chrupiąca skórka. Naprawdę fajne ciacha na drugie śniadanie!


Składniki (8 duuużych sztuk):
• 250 g mąki
• 40 g cukru
• 1 łyżeczka suszonych drożdży
• 100 ml mleka
• 1 jajko
• 20 g masła
• szczypta soli

• budyń waniliowy + 400 ml mleka
• ok. 200 g kremu orzechowego do smarowania pieczywa

• 300 g cukru pudru
• 40 ml wody (około)

Budyń ugotować zgodnie z przepisem na opakowaniu – zmniejszając ilośc mleka do 400 ml. Wystudzić.
Mleko lekko podgrzać, masło rozpuścić i ostudzić.
Mąkę, cukier i drożdże wsypać do miski. Dodać mleko i odstawić na chwilę, aż drożdże ruszą (dosłownie 5-7 minut). Po tym czasie wbić jajko, dodać masło i sól i wyrobić. Dokładnie, aż ciasto będzie miękkie i gładkie. Miskę przykryć ściereczką i dostawić do wyrośnięcia aż ciasto podwoi objętość (około 1,5 h).
Po tym czasie ciasto podzielić na 8 części, każdą rozwałkować na prostokąt o grubości ok. 0,5 cm. 1/3 długości prostokąta naciąć obok siebie, tworząc podłużne paski (jakby zęby w grzebieniu). Na środkowej 1/3 rozsmarować budyń, a na nim posmarować krem orzechowy. Używając pustej, dolnej 1/3 ciasta zakryć tę część z nadzieniem, a następnie, na wierzch założyć tę, z której powstał grzebień. Ścisnąć brzegi każdej drożdżówki. Odstawić do wyrośnięcia na około pół godziny. Po tym czasie wstawić je do piekarnika nagrzanego do 190 stopni Celsjusza i piec 20 minut, uważając by za bardzo się nie zrumieniły. Następnie wyjąć, wystudzić.
Przygotować lukier: cukier puder utrzeć z wodą (powinna powstać dość gęsta masa – regulować ją należy dodawaniem cukru pudru lub wody).
Gdy drożdżówki wystygną – posmarować je powstałym lukrem.

Smacznego!