Tarta z mlekiem czekoladowym i bananami



Siedzę na kanapie. W tle włączony jest telewizor, akurat słyszę program informacyjny. Na kolanach mam książkę ze słodkimi przepisami. Myślę na co mam ochotę, co mogłabym upiec, by najbliższy tydzień jakoś sobie osłodzić. Przerzucam karty książki, nie wiedząc w zasadzie czego szukam. Niestety książka nie posiada zdjęć do każdego przepisu, znaczną ich ilość muszę sobie wizualizować w myślach. Ale przeglądam dokładnie. Czytam większość przepisów, a nie tylko same tytuły. I dobrze, bo trafiam na coś interesującego. Czekoladowa tarta z bananami i wiórkami kokosowymi. Na francuskim cieście, z masą z mleka czekoladowego, z dużą ilością karmelizowanych bananów i uwieńczona wiórkami kokosowymi.
Musi być pyszne. Patrzę na składniki – fajne, ale jakoś tak w porównaniu do ilości reszty składników masy mlecznej mało. Trzeba zwiększyć. Żeby był smak. I zrobić. Bo łatwe, bo szybkie, bo ciekawe.
Zrobiłam. Zwiększyłam ilość masy mlecznej, co wyszło na dobre, ale niestety nie podołałam bananom – powinny być ładne plasterki, a w moim przypadku przy karmelizacji większość się rozpadła. Nie dało rady ich ułożyć inaczej niż łyżką, prosto z patelni, próbowałam jedynie zachować jako-taki wygląd. A w smaku? Mocno się zawiodłam. Bo czuć tylko banany. Lekko masa mleczna daje o sobie znać, ale zdecydowanie ugina się pod ciężarem owoców.
Wiórków w ogóle nie czuć. A ciasto francuskie? Absolutnie traci swoją chrupkość. Jest miękkie, jedynie po bokach zostaje lekko chrupiące. Ale lekko. Spód kruchy zdałby egzamin lepiej. Tarta jest bardzo lekka, nie zapycha, nie zasładza. Ale czegoś jej brakuje. Może lodów waniliowych na wierzchu? Może kleksa z bitej śmietany?
Przepis zaczerpnęłam z książki „100 i więcej przepisów na łatwe i tanie ciasta domowe” wyd. rea.



Składniki (z moimi zmianami):
• 1 opakowanie ciasta francuskiego
• 500 ml mleka czekoladowego
• 3 jajka
• 20 g mąki ziemniaczanej
• 60 g wiórków kokosowych
• 4 duże banany
• 50 g cukru
• 20 g masła
• Cukier puder

Masło roztopić na patelni.
Banany obrać, pokroić w plastry i skarmelizować wraz z cukrem na maśle. Starając się, by plastry zachowały swój kształt. Odstawić do przestygnięcia.
W dużej misce połączyć mleko czekoladowe z jajkami i mąką. Dodać wiórki kokosowe, wymieszać.
Ciasto francuskie lekko rozwałkować i wyłożyć na spód formy do tarty o średnicy 23 cm, zachowując brzeg. Schodzić w lodówce kila minut. Następnie wylać na nie masę czekoladową, a na wierzch poukładać banany.
Piec w piekarniku rozgrzanym do 180 stopni Celsjusza przez około 25 minut.
Można podawać lekko ciepłą, lub wystudzoną, posypaną cukrem pudrem.

Smacznego!

Serowa tarta z masłem orzechowym i bananami



Znowu dałam się ponieść żądzom i niezbyt wyszukanym potrzebom – przygotowując specjał z dużym dodatkiem masła orzechowego. Chodziło mi ono po głowie od dłuższego czasu, ale wiedziałam, że jak tylko je zrobię, to zamiast czekać grzecznie na pomysł jak je wykorzystać – natychmiast całe pochłonę łyżeczką prosto z malaksera. Przecież to tylko jedna łyżeczka. Nic się nie stanie jak zjem. I tak co chwila. Aż w końcu zjem tyle, że nie ma sensu czekać z resztą na ciasto – trzeba wykończyć to co zostało.
Tym razem jednak byłam mądrzejsza – zanim zrobiłam masło orzechowe, wręcz, zanim kupiłam orzechy, wiedziałam co z niego zrobię, zgromadziłam wszystkie pozostałe składniki, a produkcją masła zajęłam się na samym końcu, żeby nie kusiło mnie nawet przez chwilę – wszak nauczona doświadczeniem wiedziałam jak mogłoby się to skończyć.
I udało się – powstała pyszna, choć słodka tarta bananowo-orzechowa z dodatkiem białej czekolady. Jak ona smakuje? Bananowo, to muszę przyznać. Słodko też, bo choć masło orzechowe jest słone – dodatek białej czekolady przyćmiewa tę słodycz. Nie zabija, ale skutecznie przyćmiewa. Odniosłam wręcz wrażenie, że nie wiadomo co tak naprawdę się je – czy masło orzechowe, czy białą czekoladę – miks tych dwóch składników pozbył ich charakterystycznego smaku, ale nie mogę powiedzieć, że nie nadał nowego. Choć troszkę mdły, to smaczny. Banany – jak to banany, smaczne, słodkie i niestety bardzo szybko ciemniejące. Ogólnie – mocna czwórka. Dużo pracy, całkiem fajny efekt, ale brakuje strzału, który rzuciłby o podłogę. Przynajmniej mnie.


Składniki:
• 150 g herbatników
• 80 g masła
• 3 banany
• 400 g twarogu mielonego lub sera na serniki
• 150 g białej czekolady
• 300 g masła orzechowego
• 200 g śmietany kremówki


Masło stopić, herbatniki pokruszyć. Połączyć oba składniki dokładnie mieszając tak, aby powstała masa o konsystencji mokrego pisaku. Wyłożyć nią dno blachy (uprzednio wyłożonej folią spożywczą lub papierem do pieczenia), uklepując i uciskając, by spód był zwarty i jednolity. Schłodzić.
Banany pokroić na plasterki.
Czekoladę stopić na parze, przestudzić.
Śmietanę kremówkę ubić na sztywno.
W misce utrzeć twaróg, dodać stopioną białą czekoladę. Zmiksować. Dodać masło orzechowe i ponownie zmiksować, aby wszystko się połączyło. Na końcu łyżka wmieszać ubitą kremówkę.
Na ciasteczkowy spód ułożyć plastry bananów (kilka odłożyć do dekoracji i skropić sokiem z cytryny, by nie ściemniały). Następnie wyłożyć masę serowo – czekoladowo – orzechową masę. Wyrównać i schłodzić przynajmniej przez godzinę. Przed pokrojeniem udekorować bananami.

Smacznego!



Migdałowo – kokosowa tarta z porzeczkami i bananami



Tarty tak naprawdę odkryłam dopiero wtedy, gdy zaczęłam prowadzić bloga. I choć wcześniej już wiedziałam, że coś takiego istnieje – słyszałam o nich w programach kulinarnych, widziałam zdjęcia w książkach kucharskich, zawsze omijałam je szerokim łukiem. Chyba wydawały mi się takim niepełnym ciastem – bo tylko spód, bo dużo nadzienia, bo takie dziwne. Ani to tort, ani deser, ani ciasto. A gdy zobaczyłam propozycję wytrawnej tarty, złapałam się za głowę. Niesłodka? Na obiad? Niemożliwe….a jednak. To było bardzo dawno temu. Teraz tarty są obowiązkową pozycją w moim menu – zarówno te słodkie, jak i wytrawne. I właśnie one są dla mnie inspiracją, bo w nich, tak jak w popularnych koktajlowych nabijanych na wykałaczkę koreczkach można umieścić wszystko. I to mi się bardzo podoba. Jedyną granicą jest nasza wyobraźnia, choć w ramach zdroworozsądkowego myślenia nie sądzę, by ktoś odważył się na połączenie łososia wędzonego z sosem czekoladowym, ale mnóstwo innych z pozoru dziwnych kompozycji jest jak najbardziej pożądana! Tarty mają jeszcze jedną zaletę – bardzo szybko się je przygotowuje. Kruchy spód, z dosłownie trzech składników, którego nawet – jak ktoś nie chce – nie trzeba podpiekać, a wierzch wedle uznania, dowolny. Warto tylko pamiętać, by składniki nadzienia zespoić razem – wszak to nie jest pizza, tylko tarta. Dlatego do tart dodaje się wypełniacze w postaci mieszaniny jajek, mleka, śmietany, ziół i przypraw.
Poniższa tarta, choć przyznam, że nie przygotowywana w odpowiedniej formie podbiła moje podniebienie. Słodko – kwaśna. Z mlekiem skondensowanym, wiórkami kokosowymi, migdałami, gorzką czekoladą i kwaśnymi porzeczkami. Przeciwstawne smaki w idealnej kompozycji. Każdy ze składników czuć osobno, każdy przenika smakiem przez całe ciasto i tworzy połączenie, które nie pozwala na poprzestanie na jednym kawałku. Słodycz najpierw, potem lekki smak wyrazistej czekolady i na końcu kwaskowaty posmak porzeczek, wyrównujący tę początkową słodycz. Pyszne, naprawdę warto spróbować! Polecam!


Składniki:

Spód:
• 120 g mąki
• 40 g cukru
• 50 g masła
• 2 łyżki zimnej wody

Nadzienie:
• 70 g gorzkiej czekolady
• 20 g masła
• 2 banany
• 100 g czerwonych porzeczek (mogą być mrożone)

• 400 g mleka skondensowanego słodzonego
• 250 ml wody
• 20 g mąki ziemniaczanej
• 3 żółtka
• 30 g wiórków kokosowych + do posypania po wierzchu
• 30 g płatków migdałowych

Przygotować spód: W misce zagnieść mąkę z cukrem i masłem, aż powstaną okruszki. Masa będzie sypka, ale nie należy się tym przejmować. Następnie dodać wodę i wyrobić gładkie, kruche ciasto. Wylepić nim spód formy do tarty (moja forma, nie do tarty o boku 20 cm) wyłożonej uprzednio papierem do pieczenia i podpiec w piekarniku nagrzanym do 170 stopni Celsjusza przez około 10 minut. Wyjąć, wystudzić na czas przygotowywania nadzienia.

Przygotować nadzienie: Gorzką czekoladę stopić na parze z masłem, ostudzić.
Banany pokroić na plasterki.
Porzeczki – jeżeli nie mrożone, pozbawić cielonych gałązek, umyć i osuszyć.
Do dużego garnka wlać wodę, dodać mąkę i dokładnie wymieszać, aby pozbyć się wszelkich grudek. Dodać mleko skondensowane i zółtka. Podgrzewać na małym ogniu, mieszając cały czas aż mieszanina wyraźnie zgęstnieje a na powierzchni pojawią się bąbelki. Zdjąć z ognia, dodać wiórki i płatki migdałowe. Wymieszać.
Na podpieczony i wystudzony spód wylać roztopioną czekoladę. Na nią poukładać plasterki bananów, następnie rozsypać porzeczki a na wierzch wyłożyć masę mleczną. Wyrównać wierzch, posypać wiórkami kokosowymi i wstawić do lodówki przynajmniej na 3 godziny, aż masa się zetnie, a czekolada stężeje.

Smacznego!



Tarta z jabłkami i mlekiem skondensowanym



Wrzesień sypnął jabłkami. W związku z tym również i u mnie w domu zrobiło się gęsto od tych owoców. A ponieważ jabłek w postaci surowej w swoim menu nie uwzględniam – mam duże pole do popisu w wymyślnych modyfikacjach i przeróbkach tych owoców, by móc cieszyć się ich smakiem i dostatkiem, a nie męczyć jedząc na siłę surowe owoce i udając, że uwielbiam jesień za jej dary :-)
Dzisiaj prezentuję Wam tartę, która chodziła mi już po głowie dość długo – ale zwlekałam z jej upieczeniem właśnie oczekując na jabłka. I cały czas myśląc, czy to połączenie będzie zjadliwe. Okazało się strzałem w dziesiątkę! Wszystko w tym cieście do siebie pasuje, wszystko się uzupełnia i razem tworzy przepyszną całość, która nie dość, że jest lekka, wcale nie zbyt słodka, to pozostawia w buzi przyjemny delikatny posmak jabłek.
Tartę przygotowuje się dość szybko, piecze także, ale niestety z konsumpcją należy poczekać do następnego dnia, aż masa całkowicie się zsiądzie, bo w innym wypadku zamiast zwartego kawałka pysznej tarty z kremem otrzymamy kruche ciasto z pieczonym jabłkiem polane mlecznym sosem. Dlatego czekanie jest niezbędne, ale warto!


Składniki:
• 250 g mąki
• 80 g cukru
• 20 g kakao
• ½ łyżeczki soli
• 60 g masła
• 100 ml mleka

• 400 ml mleka skondensowanego słodzonego
• kilka kropel aromatu waniliowego
• 2 jajka

• 2 jabłka
• szczypta cukru brązowego
• cukier puder do oprószenia

W dużym naczyniu wymieszać mąkę z cukrem, kakao i solą. Dodać pokrojone na kawałki masło i utrzeć między palcami do połączenia (powstanie konsystencja na kształt bardzo luźnej i suchej kruszonki). Dodać mleko – zmiksować. Powinna powstać zwarta, twarda ale plastyczna masa. Wylepić nią formę do tarty (wysmarowanej masłem) o średnicy 22 cm. Podpiec w piekarniku nagrzanym do 180 stopni Celsjusza przez 10 minut. Przestudzić.
W między czasie przygotować masę mleczną: W misce zmiksować mleko skondensowane z aromatem i jajkami.
Jabłka obrać, przekroić na pół i delikatnie wydrążyć gniazda nasienne. Każdą część pokroić na plasterki, utrzymując jednak kształt połówki jabłka.
Owoce układać na przestudzonym spodzie tarty a resztę miejsca delikatnie wypełnić masą mleczną. Każde jabłko posypać po wierzchu odrobiną cukru pudru, a następnie całość wstawić do piekarnika nagrzanego do 180 stopni Celsjusza i piec przez 30 – 35 minut aż cukier się skarmelizuje, a masa mleczna się zetnie (przy poruszaniu foremką jej środek będzie się trząsł, ale po schłodzeniu w lodówce zetnie się odpowiednio). Wyjąć ciasto z piekarnika, ostudzić i wstawić najlepiej na całą noc do lodówki. Przed podanie oprószyć cukrem pudrem.
Smacznego!



Porzeczkowo – wiśniowa tarta z bezą



Zawsze zazdrościłam wszystkim posiadaczom małego, ale i całkiem dużego ogródka za to, że mają od początku do końca sezonu swoje owoce i warzywa, i zawsze, bez względu na porę dnia czy weekendu mogą iść i zerwać świeży towar. Maliny do ciasta – skończyły się w domu? Nic się nie stało, pójdę na zewnątrz po następną porcję. Ogórków do sałatki nie ma? Dobrze, że są na grządkach. Duże, małe, do wyboru. Podobnie z jabłkami, gruszkami i wszystkim innym co rośnie nie w warunkach laboratoryjnych. Jednakże od pewnego czasu mogę pochwalić się, że mam dostatek swoich własnych porzeczek i jabłek. Z jabłkami – jak to z nimi bywa – raz obradzają raz nie, ale na porzeczki można liczyć regularnie. W tym roku też obrodziły. Mocno. Z trzech niewielkich krzaczków można zebrać nie przesadzając kilka kilogramów owoców! Na szczęście jestem amatorem kwaśnych owoców – więc porzeczki z nieukrywaną przyjemnością podjadam albo prosto z krzaka, albo z miseczki – bez żadnych dodatków.
No i ciasto. Obowiązkowo słodko – kwaśne. Połączenie, które podbija moje serce za każdym razem mocniej. Tym razem słodka beza otulająca kwaśne porzeczki i wiśnie. Słodkie, kwaśne i chrupiące za sprawą kruchego spodu jednocześnie. Wyjątkowo letnie, bardzo lekkie, długo trzymające smak, dające możliwość dużych modyfikacji – spód może być kakaowy, porzeczki można zamienić na morele, do białek też można sypnąć kakao.
Ciasto jest pyszne. Wcale nie takie kwaśne, jakby mogło się wydawać po rodzaju użytych owoców i nie takie słodkie – patrząc na ilość wykorzystanego cukru. Pyszne! Zdecydowanie polecam!


Składniki:
• 60 g mąki
• 50 g płatków owsianych
• 1 żółtko
• 50 g masła
• 60 g cukru
• 1 łyżka zimnej wody

• 270 g owoców (wiśnie i czerwone porzeczki)
• 3 białka
• 130 g cukru
• szczypta soli


W misce umieścić mąkę i masło – posiekać. Dodać płatki owsiane, żółtko i cukier – zagnieść na jednolite i gładkie ciasto. Gdyby było zbyt suche – można dodać łyżkę wody.
Ciasto rozwałkować i wyłożyć formę do tarty o średnicy 22 cm. Podpiec 10 minut w piekarniku nagrzanym do 170 stopni Celsjusza. Wyjąć, wystudzić.

W dużej misce ubić białka z solą na prawie sztywno. Pod koniec ubijania zacząć dodawać partiami cukier, powoli – cały czas miksując. Masa powinna być ubita jak na bezę – lśniąca i sztywna.
Umyte i wydrylowane wiśnie jak i pozbawione gałązek porzeczki wymieszać razem i przełożyć do białek. Delikatnie wymieszać. Białka wyłożyć na podpieczony spód i całość wstawić do piekarnika nagrzanego do 160 stopni Celsjusza na ok. 50 minut (beza powinna ładnie zbrązowieć).
Smacznego!