Muffinki truskawkowe z bezą włoską



Wcale nie miałam zamiaru w tym roku używać truskawek do wypieków. Nawet nie bardzo miałam ochotę na delektowanie się nimi na surowo - jak to zwykle w moim zwyczaju było. Zwykle w drodze na działkę kupowaliśmy łubiankę truskawek i dawaj! Jedzenie aż do znudzenia. Ja preferuję truskawki saute - bez żadnych dodatków, ale wiem, że ze śmietaną, cukrem a w wersji obiadowej - wraz z makaronem są także pochłaniane bez opamiętania. Ale ponieważ sezon truskawkowy w tym roku jest taki opóźniony to i ja jakoś tak o tych truskawkach zapomniałam. Ale wczoraj, spontanicznie postanowiłam coś z nimi upiec. Miałam w domku resztki owoców, mąkę, masło, cukier - więc jak tylko wróciłam z biegania, doprowadziłam się do porządku - zakasałam rękawy i upiekłam.
Wymyśliłam najprostsze - muffinki, z kawałkami truskawek. Wierzch udekorowałam bezą włoską - bo miałam ochotę na coś ekstremalnie słodkiego, gdyż same muffinki nie mają zbyt dużo cukru.
Co wyszło? Smaczne, truskawkowe babeczki. Słodkie, mięciutkie, takie truskawkowe. Dla chcących w szybkim czasie mieć coś do popołudniowej kawki albo herbatki.

Składniki:
• 130 g mąki
• ½ łyżeczki proszku do pieczenia
• 100 g cukru
• 30 g masła
• 1 jajko
• 200 g jogurtu naturalnego
• ok. 15 truskawek
Beza włoska:
• 2 białka
• 20 ml wody
• 125 g cukru

Przygotować ciasto: truskawki pokroić na mniejsze kawałeczki. Masło rozpuścić i wystudzić. W dość dużym naczyniu wymieszać wszystkie suche składniki - mąkę, proszek i cukier, a w małej miseczce mokre - rozpuszczone masło, jajko i jogurt. Następnie mokre składniki przelać do suchych, zmiksować i na końcu dodać truskawki. Wymieszać.
Foremkę na muffinki wyłożyć papilotkami. W każdą papilotkę wlać ciasto - do ¾ wysokości. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 170 stopni Celsjusza na około 25 minut. Wyjąć, wystudzić.
Po tym czasie przygotować bezę włoską: wodę z cukrem zagotować w rondelku. Białka ubić na sztywno. Gdy woda osiągnie temperaturę 120 stopni Celsjusza (po około 5 minutach gotowania - powinien powstać przeźroczysty syrop, który jak się włoży łyżkę do środka to po jej wyjęciu powinien tworzyć nitki łączące łyżkę z zawartością garnka). Gdy syrop cukrowy będzie gotowy, należy cieniutkim strumieniem wlewać go do ubitych białek - cały czas miksując. Potem nie przerywać miksowania - masa ma osiągnąć temperaturę pokojową.
Tak powstałą masą dekorować muffinki i ozdabiać kawałkami truskawek. Smacznego!



Muffinki z płynnym nadzieniem



Z muffinkami to jest tak: nie mogę się zebrać, żeby je upiec – zawsze wydaje mi się, że wszystkie możliwości zaprezentowania tego co w nich najlepsze już wykorzystałam, a na dodatek wychodzi ich dużo i szybko tracą swoją świeżość. A gdy już upiekę – to zawsze żałuję, że robię to tak rzadko, bo podczas próbowania ich i częstowania innych, już mam w głowie pomysły na następne małe wypieki. Ale nie piekę ich non stop, bo urozmaicenie jest niezbędne. I po muffinkach jest ciasto, potem może jakiś deser, znowu ciasto i znowu…aż o muffinkach zapominam.
Ale teraz upiekłam. Zawzięłam się i upiekłam. I co? Pyyycha. Zdecydowanie rewelacyjne. Mocno czekoladowe, z płynnym nadzieniem – wybitne. Polecam każdemu, kto lubi takie malutkie wypieki, z niespodzianką w środku, nie suche, długo świeże i zdecydowanie mocno czekoladowe!


Składniki (na 12 sztuk) :
Ciasto:
• 50 g masła
• 100 g cukru
• 1 jajko
• 20 g kakao
• 1 łyżeczka sody oczyszczonej
• szczypta soli
• 130 g mąki
• 70 g jogurtu naturalnego
• 90 ml gorącej wody
Nadzienie czekoladowe:
• 40 g masła
• 70 g serka kremowego
• 160 g kremu czekoladowego w typie Nutelli
• 50 g czekolady (deserowej lub mlecznej)
Wierzch:
• 100 g kremu czekoladowego w typie Nutelli
• 30 ml mleka

Przygotować muffinki: W misie miksera miękkie masło utrzeć na puszystą masę. Dodać cukier i miksować około 2 minut. Następnie wbić jajko – ponownie zmiksować. Dodać kakao, sodę oczyszczoną i sól – zmiksować. Zmniejszyć moc miksera na najmniejszą i na zmianę dosypywać mąkę i dolewać jogurt – zaczynając od mąki. Najpierw 1/3 ilości mąki, potem połowę jogurtu, kolejną 1/3 mąki, drugą połowę jogurtu kończąc na ostatniej 1/3 mąki. Nadal mając włączony mikser na najniższych obrotach – wlać gorącą wodę. Połączyć – ciasto będzie bardzo rzadkie. Takie ma być.
Formę na muffinki wyłożyć papilotkami. Do każdej papilotki nalewać ciasto do wysokości maks. ¾ . Piec w piekarniku nagrzanym do 170 stopni Celsjusza przez około 15 minut. Muffinki powinny być upieczone, ale patyczek wsadzony w środek ciastka powinien mieć okruszki po wyjęciu (muffinki powinny być bardzo miękkie po wyjęciu, mogą sprawiać wrażenie surowych w środku). Wyjąć muffinki , ostudzić. Powinny lekko opaść. Gdy wystygną ostrym nożem wyjąć ze środka kawałek ciasta – tak, aby powstał krater na nadzienie. Wyciętego ciasta nie wyrzucać. Odstawić.
Przygotować nadzienie: W rondelku na niewielkim gazie połączyć mleko i krem czekoladowy. Odstawić do wystudzenia i zgęstnienia.
Przygotować wierzch: Najpierw roztopić czekoladę. Następnie w miseczce utrzeć masło z serkiem kremowym. Dodać krem czekoladowy i roztopioną czekoladę i wszystko dokładnie zmiksować.
Złożyć muffinki: Pusty, wycięty krater wypełnić po brzegi nadzieniem. Wierzch przykryć kawałkiem odkrojonego ciasta. Wierzch dowolnie udekorować kremem. Nie trzeba przechowywać w lodówce –wręcz lodówka powoduje, że płynne nadzienie zastyga, a przechowywane w pudełeczku – cały czas są mięciutkie i płynne w środku!
Smacznego!



MUFFINKI Z MIGDAŁAMI I BIAŁĄ CZEKOLADĄ



Coś szybkiego, smacznego, słodkiego i dającego się bezpiecznie przewozić w nie zawsze komfortowych dla danego wypieku warunkach. Coś małego, ale treściwego, coś na szybki głód i spadek poziomu cukru we krwi. Coś idealnego do kawy. Coś, co można wziąć w rękę i zjeść. Coś, co nie brudzi ubrań przy gryzieniu. Coś niezwykle smacznego w prostocie połączenia. Co to jest? Oczywiście muffinki. Ale nie byle jakie – z migdałami i białą czekoladą. Słodkie, ale nie przesadnie, za to bardzo wyraźnie migdałowe. I to jest w nich chyba najlepsze – ten bardzo konkretny, migdałowy smak. Przebija się przez niego nuta czekolady, ale absolutnie nic nie zagłusza, nie przytłacza i nie zasładza. Podkreśla. Tak – podkreśla migdały, podkreśla słodkość i jedzone zaraz po wyjęciu z piekarnika – rozpływa się w ustach! Zdecydowanie polecam!

Składniki:
• 120 g migdałów
• 100 g białej czekolady
• 100 g mąki
• 70 g cukru
• 11/2 łyżeczki proszku do pieczenia
• ½ łyżeczki soli
• 1 jajko
• 50 ml oleju
• 200 g jogurtu naturalnego

Ponadto:
• 50 g mlecznej czekolady
• 12 migdałów do ozdoby

Migdały drobno posiekać, czekoladę pokroić na kawałeczki.
Mąkę, cukier, proszek do pieczenia i sól wymieszać w misce.
Do oddzielnego naczynia wbić jajko, dodać olej i jogurt. Wszystko razem wymieszać na jednolitą masę.
Płynne składniki dodać do mieszaniny mącznej – szybko zmiksować. Wsypać migdały i białą czekoladę i łyżką wymieszać, aby wszystkie składniki równomiernie się rozłożyły w cieście.
Formę na muffinki wyłożyć 12 papilotkami. Każdą z nich napełniać do ¾ wysokości ciastem, wstawić do piekarnika nagrzanego do 170 stopni Celsjusza i piec przez 25 minut. Wyjąć, wystudzić.
Mleczną czekoladę rozpuścić na parze. Nabierając na łyżeczkę odrobinę, tworzyć ozdobne esy-floresy na wierzchu każdej muffinki, a następnie położyć migdała.

Smacznego!

Muffinki z borówkami i mąką kukurydzianą



Posiadanie stałego dopływu sezonowych owoców z własnych krzaczków czy drzewek ma zdecydowanie mnóstwo plusów. Można bez obaw o budżet najeść się ich po kokardę, zamrozić na ciężkie czasy – gdy otuleni grubymi swetrami smętnie wyglądając przez okno i klnąc na zawieje i zamiecie śnieżne zachce nam się choćby chwilowego powrotu do lata, lub w przypływie chęci i nadmiarze wolnego czasu otworzyć domową przetwórnię i gotować, smażyć, żelować, przekładać do słoików a następnie pasteryzować zbiory w postaci dżemów, frużelin i innych słodziutkich przysmaków.
Można też na bieżąco piec z nimi ciasta, ciasteczka, muffinki, babeczki, batoniki i wszystko, co tylko nam podpowie nieznająca granic wyobraźnia. Moja, choć nie oryginalna, od jakiegoś czasu krzyczała mi w głowie: „Masz borówki amerykańskie w ilościach przemysłowych? Upiecz muffinki. Nie obchodzi mnie, że nie masz czasu. Nie dbam o to, że jest to tak popularny i banalny przepis, że aż nie chce się zabierać i nikt nie zwróci na niego uwagi. Zrób i koniec, bo nie dam ci spokoju”. I rzeczywiście nie dała. Na nic zdały się próby zagłuszenia jej szukaniem innych inspiracji, przeglądaniem gazet z przepisami, czy wmawianiem sobie, że na muffinki przyjdzie jeszcze pora. Musiałam się poddać. I upiekłam.
Ale, żeby nie były one takie absolutnie tradycyjne, użyłam do nich zupełnie innej mąki, z którą miałam do czynienia pierwszy raz. Mianowicie: mąki kukurydzianej. Jej żółciutki kolor idealnie pasuje do granatowych borówek, więc gdyby w smaku okazały się pomyłką – wyglądem miały nadrabiać.
Ale na szczęście nie musiałam się o ten smak martwić. Wyszły pyszne. Borówki nie są tak kwaśne jak jagody, więc nie wymagały dodania zbyt dużej ilości cukru, ale nie są także mdłe – ich kwaskowaty pazur pozostał. Mąka kukurydziana sprawiła, że muffinki są jakby lżejsze niż tradycyjne. Bardziej puszyste, bardziej miękkie. Takie letnie. I bardzo słoneczne. Pulchne, słodkie z kwaskowatym posmakiem. Borówki zachowały swój kształt i choć pod wpływem pieczenia zmiękły, nadal trzymają fason – nie puszczają soku przy ugryzieniu.
Zdecydowanie polecam!


Składniki (na 8 sztuk):
• 150 g mąki kukurydzianej
• 1 łyżeczka proszku do pieczenia
• 80 g cukru
• 1 jajko
• 40 g masła
• 170 g jogurtu naturalnego
• 150 g borówek amerykańskich

W misce wymieszać mąkę z proszkiem do pieczenia i cukrem.
Masło stopić, przestudzić. Dodać do niego jajko i jogurt – wymieszać. Przelać masę do mąki i niezbyt dokładnie wymieszać wszystko razem. Na końcu wsypać borówki (garść zostawić do położenia na wierzchu muffinek), delikatnie wymieszać.
Formę na muffinki wyłożyć papilotkami. Do każdej wkładać około 1,5 łyżki masy (do ¾ wyskości), a na wierzch układać pozostałe borówki, lekko wciskając je w ciasto. Piec w piekarniku nagrzanym do 170 stopni Celsjusza przez 15 – 20 minut, aż wyrosną.

Smacznego!



Muffinki z gruszkami i granolą



Kiedy siedzę w domu przy komputerze i coś na nim robię – czy przygotowuję ważne pisma, czy buszuję w Internecie, czy oglądam zdjęcia – zawsze mam włączony telewizor. A ponieważ mam go w zasięgu wzroku staram się, aby cokolwiek, co ma namiastki jakiegokolwiek sensu w nim grało. Dlatego też z góry odrzucam telezakupy, telenowele wenezuelskie, programy paradokumentalne i wszelkie inne podobne mentalnie programy. Nie, żebym pracując przy komputerze wyjątkowo wsłuchiwała się w telewizyjne przesłanki, jednak lubię, gdy na czymś można ucho i oko zawiesić.
Kiedy zerknęłam kątem oka w ekran coś się akurat skończyło, ktoś wdzięczył się do widzów zachwalając proszek do prania, który nie tylko spierze plamy po soku wymieszane z błotem, szminką, winem i atramentem, ale także idealnie wyprasuje ubranie, bo po wyjęciu z pralki zawsze jest ono perfekcyjnie gładkie. Westchnęłam pod nosem zatapiając wzrok w dane na monitorze. Nawet nie wiedziałam kiedy wyczerpał się limit pięknych i młodych matek szykujących swoim nastoletnim dzieciom do szkoły kanapki z kremem orzechowo – czekoladowym, kiedy wszyscy bohaterowie domów zabudowali już nie tylko swoje osiedle ale chyba i całą dzielnicę, oraz kiedy wszystkie przykładne żony nafaszerowały mężów baterią leków przeciwbólowych, dzięki czemu teraz mogą stać w oknie z kubkiem kawy w jednym ręku, machając drugą ręką im na pożegnanie w drodze od pracy. Zarejestrowałam tylko fakt, że Gordon Ramsay obierał marchewkę w dużej kuchni. Spojrzałam chwilę dłużej. Nie, to nie jest reklama ani zapowiedź jego kolejnego programu, tylko regularny odcinek w którym gotuje, piecze i smaży. Zerkając co chwila a to na monitor, a to na ekran telewizora czekałam co następnego Gordon zaproponuje. I zaproponował: muffinki z granolą i gruszkami. Według niego idealne na śniadanie, dla mnie – jak zwykle jako deser.
Nie zastanawiałam się długo, przy najbliższej okazji kupiłam niezbędne składniki i upiekłam. Jakie wyszły? Wcale nie zbyt słodkie. Gruszkowe, tak, chrupiące, tak, ale nie zbyt słodkie. Takie na drugie śniadanie. Miękkie, świeżutkie. Takie jakie sobie wyobrażałam.
Gruszkę rzeczywiście czuć, dodaje dużej słodyczy do wypieku i jednocześnie go nawilża.
Polecam! Przepis z jednego z odcinków programu Grodona Ramsaya „We własnej kuchni”.


Składniki (na około 15 sztuk):
• 300 g mąki
• 1 łyżeczka proszku do pieczenia
• 1 łyżeczka cynamonu
• 125 g cukru brązowego
• 250 ml mleka
• 2 jajka
• 100 g masła (dałam 50 g i 50 ml więcej mleka)
• 2 gruszki
• 100 g granoli

Gruszki obrać i pokroić w kostkę. Masło stopić, ostudzić.
W misce wymieszać mąkę, proszek do pieczenia, cynamon i cukier.
W drugim naczyniu wymieszać mleko, jajka i masło. Tę mieszankę wlać do suchych składników, zmiksować. Nie musi być dokładnie, byle składniki się połączyły. Wmieszać gruszki i połowę ilości (czyli 50 g) granoli.
Formę na muffiny wyłożyć papilotkami. Każdą z nich napełniać masą prawie do pełna. Na wierzch muffinki wyłożyć resztę granoli wciskając ją lekko w masę. Przygotowane muffinki piec w piekarniku nagrzanym do 170 stopni Celsjusza przez około 20 minut (do suchego aptyczka).