Bagietka czosnkowa



Pisałam już Wam kiedyś, że nie lubię pieczywa. Szczególnie tego białego, nadmuchanego, plastikowego, które zaraz po wyjęciu z pieca jest obłędne, ale godzinę później już twardnieje, zsycha się i – jednym słowem – staje się niejadalne. Ale ponieważ czasem należy zjeść choć trochę chleba, ja – jak już muszę – to piekę go sama. Jedyny warunek jaki sobie stawiam przy wyborze rodzaju wypieku, jest jego atrakcyjność i oryginalność. Dlatego nie piekę zwykłych bułek, czasem zrobię chleb, ale tylko z dużą ilością ziaren, płatków owsianych i z użyciem mąki pełnoziarnistej. Białą mąkę do pieczywa używam tylko wtedy, gdy jest ono opatrzone jakimś dodatkiem, jakąś wariacją. Dodatkiem, który sprawi, że ze zwykłej bułki powstanie dekadencki, pyszny wypiek, będący nie tylko podłożem do wędliny, sałaty i sera, ale stanowiący sam w sobie wystarczające połączenie smakowe, by nie trzeba było myśleć o jakichkolwiek urozmaiceniach. Takim sposobem w mojej kuchni powstała bagietka czosnkowa. A ponieważ uwielbiam czosnek, który w połączeniu z mdłym i bezsmakowym pieczywem nadaje mu lekko ostrawy posmak, ta bagietka jest dla mnie pyszną alternatywą dla typowych bułek. Niestety jednak bez względu na stopień pyszności wypieku, pieczywo szybko mi się nudzi i po kilku gryzach odkładam je do chlebaka na następny dzień. Tak też zrobiłam z tą bagietką, która, ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu, następnego dnia okazała się tak samo świeża jak po upieczeniu! Trzeciego dnia też była pyszna, już nie tak chrupiąca, ale nadal świeża. Dziś jest kolejny dzień, w którym będę testować świeżość wypieku i coś czuję, że się nie zawiodę. Przepis z tej strony.


Składniki (na 1 sporą bagietkę):
• 170 g mąki pszennej
• 100 ml letniej wody
• 50 ml mleka
• 1 łyżeczka suszonych drożdży
• ¼ łyżeczki soli
• ¼ łyżki cukru
• ½ łyżki oliwy

Glazura czosnkowa:
• 1 ząbek czosnku
• 20 g masła

Drożdże i cukier rozpuścić w wodzie i odstawić na 10 minut. Mąkę przesiać do dużej miski, dodać sól, oliwę, mleko i wodę z dodatkami. Wszystko wymieszać. Ciasto powinno odchodzić od brzegów miski (w razie potrzeby dodać nieco więcej wody lub mąki). Wyrabiamy je do momentu, aż zrobi się elastyczne i jednolite (około 7 minut). Przekładamy do miski, przykrywamy i odstawiamy do podwojenia objętości (około 1 i 1/2 godziny). Następnie rozwałkowujemy na prostokąt i „skręcamy" go wokół własnej osi i układamy na blaszce wyłożonej papierem. Przykrywamy i odstawiamy do wyrośnięcia na około 45 minut. W tym czasie przygotować glazurę: Czosnek przecisnąć przez praskę i wymieszać z roztopionym masłem. Przed pieczeniem wyrośnięte ciasto posmarować glazurą czosnkową. Piec w temperaturze 190 stopni Celsjusza przez około 25 minut.

Smacznego!



Chlebek ze szczypiorkiem



Od jakiegoś czasu ogromne zainteresowanie u mnie budzą tradycyjne wypieki z nutą innowacji. Czytając nietypowe przepisy, w których jednym ze składników jest produkt pozornie kompletnie nie pasujący do ogólnego kształtu i rodzaju wypieku – ja natychmiast wytężam uwagę, siadam wygodniej na krześle i zagłębiam się. Wyobrażam sobie jak wyglądają poszczególne etapy przygotowań, jak ciasto wygląda przed upieczeniem, jak smakuje. Potem widzę oczami wyobraźni jak rośnie w piekarniku, jak brązowieje z wierzchu, czuję już jego zapach. Bardzo lubię takie niespodzianki przepisowe, które zmieniają zwykłą potrawę w niezwykłą, choć zupełnie pospolitą w wyglądzie i całkiem podobną do oryginalnego odpowiednika w smaku. Ale zakręconą. Ciasto z burakami, z cukinią, piernik z marchewką. Świetne przepisy – już niebawem na pewno się pojawią na blogu. Ale ja szukałam czegoś innego, oryginalnego. Nie słodkiego, ale nie będącego oddzielną potrawą czy posiłkiem. Coś na ząb, coś bardzo lekkiego i delikatnego. Znalazłam. Wszystko w jednym. Oryginalny, z niebanalnym dodatkiem, nie słodki, ale nie do końca wytrawny. Chleb ze szczypiorkiem i serkiem ricotta. Jako że ja nie jestem fanem chleba – ten pozytywnie mnie zaskoczył. Dlaczego? Bo praktycznie nie smakuje jak zwykły chleb. Jest bardzo delikatny, niezwykle puszysty i leciutko słodkawy. Dodatku szczypiorku nie czuć, ale obawiam się, że gdyby z niego zrezygnować, chleb byłby mdły. Można jeść go jak ciasto – lekko posmarować kromkę masłem, można do śniadania – z wędliną, serem lub pomidorem. Jakiekolwiek wybierzecie dodatki kompozycja będzie wyśmienita. Przepis znaleziony na tej stronie, z moją lekką modyfikacją.


Składniki (na 1 bochenek):
• 250 g mąki pszennej
• 10 g. cukru
• 5 g. drożdży instant
• 125 g. sera ricotta
• 50 g. masła
• 1 małe jajko
• 0,5 łyżeczki soli
• 50 ml wody
• 2 łyżki posiekanego szczypiorku


W dużym naczyniu wymieszać mąkę z cukrem i solą i drożdżami. Wymieszać. Dodać pozostałe składniki (masło nie stopione, ale bardzo miękkie) i miksować aż powstanie gładkie ciasto. Wsypać szczypiorek, krótko zmiksować (tylko do momentu, aż zostanie równie rozprowadzony do cieście). Ciasto przełożyć do miski wyłożonej olejem, przykryć folią i odstawić w ciepłe miejsce na około godzinę. Ciasto powinno podwoić objętość. Wyrośnięte ciasto przełożyć do keksówki (wcześniej wysmarowanej masłem i wysypanej mąką). Ponownie odstawić do wyrośnięcia na 15-20 minut. Nastawić piekarnik do 200 stopni Celsjusza. Spryskać go wodą lub na dno wrzucić ok. pół szklanki kostek lodu.
Wyrośnięty chleb naciąć wzdłuż ostrym nożem. Wstawić do piekarnika. Piec 30-45 minut (w zależności od wielkości chleba). Przed pokrojeniem, ostudzić.


Smacznego!



Bułeczki z pieczarkami



Za czasów dzieciństwa zakupy z Mamą zawsze były dla mnie nie lada wydarzeniem. Szczególnie wtedy, gdy wybierałyśmy się „na dłużej” zaraz po tym jak kończyłam lekcje lub wracałam z wycieczki, tudzież z jakiejś kilkugodzinnej wyprawy i spotykałam się z Mamą porządnie głodna. Wtedy szłyśmy do bardzo dobrze nam znanej budki (lub punktu w sklepie) gdzie można było nabyć świeżutkie, pachnące, prosto z pieca, cieplutkie kanapki, pizzerki, drożdżówki, czy bułeczki. Każdy rodzaj wypieków posiadał mnóstwo różnych wariantów i dodatków, a uśmiechająca się zza lady Pani, z niespotykaną dzisiaj cierpliwością, opowiadała o każdym sprzedawanym produkcie. Pamiętam do dziś, jak stałam przed ladą, z obłędem w oku wpatrując się w kilkanaście rodzajów wypieków – mogąc wybrać tylko jeden, który zawierałby wszystko to co lubię i byłby podany w takiej postaci jaką lubię najbardziej. Pamiętam te męki – burczący brzuch, uaktywniające soki żołądkowe zapachy pieczonych bułeczek, widok roztapianego sera, świeżutkie warzywa będące dodatkami do własnych kompozycji, gęste, delikatne w kolorze sosy, niezwykle działające na zmysły okruchy odpadające na boki podczas przekrawania gorącego pieczywa przez Panią sprzedawczynię. I ja. Jedna. Mała. Ledwo było mnie widać zza lady. Stałam tak z niemałym problemem – którą rzecz powinnam wybrać. Na co mam ochotę. W brzuchu burczało, Mama się niecierpliwiła a ja próbowałam ogarnąć wzrokiem te wszystkie pyszności i wybrać tylko jedną. Wyborną. Tę najlepszą. Ależ to był ciężki wybór. Pizze i kanapki zwykle odpadały już na samym początku, gdyż te pierwsze miały dodatek jakiegoś nieznanego mi mięsa, a kanapki (choć też zapewne pyszne…) jadłam już w szkole. Pamiętam, jak któregoś dnia postanowiłam zjeść coś w rodzaju pasztecika – bułeczkę z nadzieniem grzybowym w środku. Przegryzałam się przez przyrumieniony i chrupiący wierzch, aby dotrzeć do pulchniutkiej i mięciutkiej warstwy bułki i finalnie zanurzyć zęby w gorącym, słonawo – ostrawym nadzieniu. Bułka była dość duża, przypominała dzisiejszą półbagietkę, ale nią nie była. Nadzienie – pieczarkowe, smaczne, dobrze przyprawione, gorące – jak cały pasztecik – ale nie przesadzone w ilości. Ja dałabym go co najmniej dwa razy więcej, ale wiadomo – komercja. Nie ma co pakować nadzienia po brzegi, można dać mniejszą ilość do każdej bułeczki, a więcej ich napełnić. Tak niestety było, i z tego co obserwuję (choć już nie stołuję się w restauracjach, barach szybkiej obsługi ani wszelkiej maści budkach czy punktach z jedzeniem) nadal tak jest. I pewno będzie. Jednakże pomimo, iż nie jestem już klientem wyżej wymienionych punktów gastronomicznych nie oznacza, że produkty w nich serwowane mi nie smakują. Lubię w domu zrobić odpowiednik tego kupnego (kiedyś nie do pomyślenia, że będę wolała domowe wyroby niż kupne). Przypomniałam sobie ostatnio o tych wyprawach z Mamą i bułeczkach. Popatrzyłam trochę w Internecie, poszukałam i znalazłam przepis na domowe bułeczki z pieczarkami. Zaraz po wyjęciu z piekarnika są co najmniej takie same jak tamte kupne – chrupiące, sycące, ale….z dużą ilością nadzienia. Idealne do obiadu, na szybką przekąskę, jako drugie śniadanie. Dwie pieczarkowe gorące bułeczki, kubek barszczu czerwonego i mamy posiłek idealny. Przepis pochodzi z tej strony.


Składniki na 10-11 bułeczek:
• 500 g mąki pszennej chlebowej
• 1/2 szklanki letniego mleka
• 1/2 szklanki letniej wody
• 2 łyżki oleju słonecznikowego
• 1 jajko
• 1 łyżeczka soli
• 12 g drożdży suchych (3 łyżeczki) lub 25 g drożdży świeżych

Ponadto:
• 1 jajko roztrzepane z 1 łyżką mleka do posmarowania

Nadzienie:
• 500 g pieczarek
• 2 średnie cebule
• 2 łyżeczki suszonej natki pietruszki
• olej, do smażenia
• sól, pieprz do smaku


Mąkę wymieszać z suchymi drożdżami (ze świeżymi najpierw zrobić rozczyn). Dodać resztę składników i wyrobić, dodając pod koniec tłuszcz. Wyrabiać ciasto, aż będzie gładkie i elastyczne. Uformować z ciasta kulę, odłożyć przykryte w ciepłe miejsce do podwojenia objętości (około 1 godziny).

Przygotowanie nadzienia: cebulę obrać, pokroić w kosteczkę, zeszklić na oleju. Dodać pokrojone w plasterki (lub w kosteczkę) pieczarki, doprawić, podsmażyć (najlepiej bez przykrycia, by woda odparowała). Chwilę podsmażyć, by zmniejszyły objętość, ostudzić.

Po tym czasie ciasto podzielić na 10-11 równych części. Każdą część lekko rozwałkować na nieduże koło. Kłaść nadzienie, składać na pół, zlepić razem, jak pierogi, następnie układać na nasmarowanej tłuszczem blaszce łączeniem do dołu, zachowując odstępy pomiędzy bułeczkami. Przykryć ściereczką, pozostawić na 20 - 25 minut do napuszenia. Przed samym pieczeniem posmarować jajkiem.
Piec w temperaturze 190ºC przez około 25 minut. Wyjąć, podawać gorące.

Smacznego!



Bułeczki z szynką i dymką



Odkąd pamiętam w moim rodzinnym domu posiłki zawsze spożywaliśmy razem, całą rodziną. Zbieraliśmy się wspólnie przy stole, a każdy z domowników miał swoje zadanie w przygotowaniach – ktoś nakrywał do stołu, ktoś kroił pieczywo, ktoś pilnował jajek czy mleka. Wspólne śniadanie, obiad i kolacja – tak jadaliśmy codziennie. Nie ważne czy to był poniedziałek, środa, czy sobota. Czas na wspólny posiłek był zawsze, można powiedzieć „wpisany w grafik”. Oczywiście, jak u większości z Was – w ciągu tygodnia śniadania trwały niezbędne minimum, zamienialiśmy ze sobą tylko kilka słów o planowanym przebiegu dnia, jednocześnie przełykając kanapki, dość pospiesznie pijąc herbatę. Ale byliśmy razem. Obiad już był spokojniejszy, każdy z nas mógł – bez patrzenia na zegarek – w pełni zasmakować w daniu, opowiedzieć o przeżytych danego dnia przygodach, osiągniętych sukcesach, wyżalić się z niepowodzeń. Przy jedzeniu wszak najlepiej się dyskutuje.... Dzisiaj wiem, że nasza tradycja, która dla mnie była czymś tak naturalnym jak oddychanie, w innych rodzinach praktycznie w ogóle nie ma racji bytu. Przeróżne godziny rozpoczęcia i kończenia pracy rodziców, liczne dodatkowe zajęcia dzieci uniemożliwiają wspólne spożywanie posiłków w inne dni niż weekendowe. Dzisiaj wybieramy dłuższy sen kosztem śniadania, w efekcie biorąc cokolwiek z lodówki, czy stołując się w pracowniczym barku. A tak nie musi być! Przepis, który Wam proponuję można nazwać „bułeczkami 3 w 1”, gdyż zawierają w sobie wszystko to, co powinno się znaleźć na kanapce. Podstawę, czyli węglowodany (wszak to bułka), dodatek białkowy – szynkę i maślankę, oraz warzywo – dymkę. Zamiast tracić czas na przygotowywanie kanapek, można wziąć takie bułeczki, szybko zjeść i dać się ponieść wirowi codziennych obowiązków. Bułeczki są mięciutkie i długo utrzymują świeżość, a ich przygotowanie zajmuje dosłownie chwilkę. Przepis Anny Olson ze strony Kuchnia.tv

Składniki (na 8 bułeczek):
390 g. mąki
50 g cukru
1 łyżka proszku do pieczenia
½ łyżeczki soli
180 g zimnego niesolonego masła
240 g. maślanki, plus trochę do posmarowania bułeczek
1 szklanka szynki pokrojonej w 1-cm kostkę
1 szklanka posiekanej dymki


W dużej misce wymieszać mąkę, cukier, proszek do pieczenia i sól. Połączyć mąkę z kawałkami masła siekając nożem albo rozgniatając w palcach, aż powstanie krucha masa o konsystencji bułki tartej. Wmieszać maślankę, szynkę i dymkę, a kiedy ciasto będzie połowicznie zagniecione, przełożyć je na stolnicę, kilkakrotnie spłaszczyć i złóż ciasto na pół, zagarniając do wnętrza masy wszelkie suche okruchy. Na koniec uformować z ciasta gruby dysk, pokroić go na 8 klinów (ja uformowałam bułeczki) i ułożyć na blasze do pieczenia. Następnie posmarować kawałki maślanką i piec 18 minut w temperaturze 190 stopni, aż bułeczki przybiorą głęboki, złoty kolor. Podawać na ciepło lub w temperaturze pokojowej. Bułeczki najlepiej smakują tego samego dnia, w którym zostały upieczone, choć i gotowe bułeczki, i ciasto, można zamrozić.

Smacznego!




Bułeczki z czosnkiem



Nie przepadam za pieczywem. W zasadzie – poza jednym, konkretnym chlebem (który i tak jem bardzo rzadko) nie lubię go w ogóle. Kajzerki, grahamki, bagietki czy bułki paryskie nie robią na mnie żadnego wrażenia. Nawet zapach świeżego chleba prosto z piekarni nie pobudza moich zmysłów i kubków smakowych. Ale czasem przychodzi ochota na coś, za czym na co dzień się nie tęskni. U mnie tym razem padło na bułeczki. Ale nie chciałam jeść tych zwykłych, nadmuchanych, sklepowych. Myślałam o jakichś innych, nieco zakręconych i urozmaiconych. W poszukiwaniu inspiracji zajrzałam na blog Moje Wypieki. I po chwili znalazłam rozwiązanie, wiedziałam co upiekę. Bułeczki z czosnkiem. Są pyszne – mięciutkie, ale nie nadmuchane, chrupiące, ale nie chrzęszczące w zębach. Pulchne, ale nie puste w środku. I ten smak – wcale nie tak bardzo czosnkowy, gdyż nadzienie nakłada się na wierzch ciasta, a bułeczki jeszcze rosną w trakcie pieczenia. Pycha! Oryginalny przepis tutaj


Składniki na 12 bułeczek (cytuję za autorką):
• 400 g mąki pszennej chlebowej
• 20 g drobnego cukru
• pół łyżeczki soli
• 1 łyżeczka drożdży suchych (4 g) lub 8 g drożdży świeżych
• 260 g mleka
• 30 g masła, roztopionego

Ponadto na posmarowanie:
• 1 jajko roztrzepane z 1 łyżką mleka

Wszystkie składniki na ciasto umieścić w mikserze i zmiksować, można również wyrobić ręcznie (z drożdży świeżych najpierw zrobić rozczyn). Ciasto powinno być gładkie i bardzo dobrze wyrobione. Umieścić w misce, przykryć lnianym ręczniczkiem i pozostawić do podwojenia objętości (1,5 h lub dłużej, w zależności od temperatury otoczenia).
Po tym czasie ciasto podzielić na 12 równych części. Uformować z nich kulki, następnie każdą spłaszczyć i ulepić w podłużną bułeczkę (tak, jak lepicie pierożki), układając złączeniem do blachy. Przykryć, pozostawić na 30 minut do ponownego wyrośnięcia w ciepłym miejscu.

W tym czasie przygotować nadzienie:
• 60 g miękkiego masła
• 4 ząbki czosnku drobniutko posiekane
• 2 łyżeczki suszonej pietruszki
Wszystkie składniki rozetrzeć tyłem łyżki lub zmiksować.
Wyrośnięte bułeczki posmarować jajkiem. Ostrym nożem naciąć do połowy, wycisnać w to miejsce nadzienie.
Piec w temperaturze 180ºC przez około 15 minut. Podawać ciepłe.

Smacznego!