Mus czekoladowo-malinowy



Podejrzewałam, że tak może się to skończyć. Już zabierając się za przygotowywanie tego musu miałam dziwne przeczucie, że będzie on zabójczo słodki. I chociaż zmieniłam nieco podstawowy przepis – zamiast moreli i mango dałam kwaśne maliny – poziom słodyczy zdecydowanie przekroczył dopuszczalną normę dla mnie.
Ale muszę przyznać, że po nocy w lodówce, kiedy wszystkie smaki przeszły sobą, mus się porządnie schłodził – jego ekstremalna słodycz już nie była aż taka ekstremalna.
Deser jest dość prosty w przygotowaniu, choć wieloetapowy i niestety czasochłonny. Wszystkie elementy składowe muszą być schłodzone przed połączeniem ze sobą, ale warto czekać – szczególnie maniacy słodyczy, którzy nie znają powiedzenia „zbyt słodkie” będą zachwyceni.
W efekcie finalnym maliny czuć wyraźnie. Bardzo ciekawie łączą się z gorzką czekoladą, tworząc kwaśno – gorzki duet sprzeciwiający się armii cukru wystawionej frontem przez kogel - mogel i pianę z białek.
Na szczęście ubita kremówka hamuje i wyrównuje walkę tych dwóch przeciwstawnych smaków, dając wytchnąć naszym kubkom smakowym.
Przepis lekko zmodyfikowany z książki Gordona Ramsaya „Desery”.


Składniki:
I baza – pâte à bombe:
• 100 ml wody
• 150 g cukru
• 5 żółtek
II baza – beza włoska:
• 120 g cukru
• 20 ml wody
• 2 duże białka
Ponadto:
• 200 g gorzkiej czekolady
• ok. 200 ml soku (lub musu) malinowego – do smaku (można dać więcej lub mniej)
• 100 g śmietany kremówki

Aby przygotować mus malinowy należy maliny (500 g) zagotować z 1 łyżką cukru aż się rozpadną i powstanie płynna masa. Następnie taką masę należy przetrzeć przez sitko, by pozbyć się pestek i odstawić do ostudzenia.
Przygotować I bazę: Wodę i cukier umieścić w garnuszku i podgrzewać na niewielkim ogniu aż cukier się rozpuści i powstanie syrop. Zwiększyć ogień.
W między czasie, w żaroodpornej misce utrzeć żółtka na jasną, gęstą i puszystą masę.
Syrop gotować aż uzyska temperaturę 120 stopni Celsjusza (lub gdy z kropli wpuszczonej do zimnej wody będzie można uformować kulkę) – powinno zająć to około 5 – 7 minut. Zdjąć z ognia.
Przy włączonym mikserze, do ubitych żółtek wlewać cienkim strumieniem syrop, cały czas miksując, aż masa zwiększy objętość, stanie się kremową i będzie konsystencją przypominała pianę.
Do garnuszka po syropie wlać niewielką ilość wody i zagotować. Postawić na nim miskę z masą i ubijać mikserem ok. 5 minut, aż masa zgęstnieje. Zdjąć z ognia i ubijać jeszcze chwilę do uzyskania temperatury pokojowej. Miskę przykryć folią spożywczą i schłodzić w lodówce.
Przygotować II bazę: W niewielkim garnuszku umieścić wodę i cukier. Podgrzewać na niewielkim ogniu, aż cukier się rozpuści i powstanie syrop. Zwiększyć ogień.
W między czasie w misce ubić pianę z białek na prawie sztywną masę.
Syrop gotować aż uzyska temperaturę 120 stopni Celsjusza (lub gdy z kropli wpuszczonej do zimnej wody będzie można uformować kulkę) – powinno zająć to około 5 – 7 minut. Zdjąć z ognia. Syrop wlewać cieniutkim strumieniem do ubitych białek, cały czas miksując. Po wlaniu całego syropu pianę miksować dalej, aż uzyska temperaturę pokojową (powinna być bardzo gęsta, praktycznie sztywna). Przykryć folią i schłodzić w lodówce.

Czekoladę stopić na parze. Odstawić do wystygnięcia.
Śmietanę kremówkę ubić na sztywną masę.

Z lodówki wyjąć obie bazy.
Do pierwszej (pâte à bombe) wlać czekoladę i sok (mus) malinowy. Zmiksowac. Wmieszać łyżką bezę włoską, aby nie straciła puszystości i objętości, a następnie wmieszać kremówkę.
Mus przełożyć do pucharków, schłodzić, a przed podaniem udekorować.

Smacznego!

Jogurtowy torcik truskawkowy



Chyba najwyższa pora by wykorzystać truskawki w inny sposób niż wyjadanie ich prosto z łubianki lub wypijać pod postacią koktajlu. Chociaż przyznam, że w tym roku te owoce nie budzą we mnie tak ogromnej radości i konieczności najedzenia się nimi na zapas, wręcz obok straganów wypełnionych po brzegi czerwoniutkimi truskawkami przechodzę dość obojętnie. Ale przynajmniej jeden deser z ich wykorzystaniem musi być.
Lekki, smaczny, z owocami w jak najmniej przetworzonej formie, absolutnie nie zasładzający. Idealny na upalne dni. Taki właśnie jest jogurtowy torcik, który Wam prezentuję. Przygotowuje się go bardzo szybko, choć deser musi stężeć w lodówce. Ale nie ma się czym martwić, szybko to trwa, wszak w torciku jest sporo żelatyny.
W smaku torcik jest idealny na lato – wcale nie przesłodzony, bardzo leciutki, orzeźwiający, truskawkowy. Taki, ot jogurtowy!
Przepis zaczerpnęłam z książki „Ciasta owocowe, wiosna – lato”, który leciutko tylko zmodyfikowałam zastępując biszkopty herbatnikami. Polecam!


Składniki:
• 2 jajka
• 100 g cukru
• 16 g żelatyny (4 łyżeczki)
• 600 ml jogurtu naturalnego
• 400 g truskawek
• 200 ml śmietany kremówki
• 200 g herbatników

Truskawki umyć, odsączyć i pokroić na połówki. Większe sztuki na cztery części.
Jajka z cukrem ubić na parze na jasną, gęstą i puszystą masę.
W szklance żelatynę zalać gorącą wodą (w ilości dwa razy większej niż żelatyny), wymieszać dokładnie i szklankę wstawić do gorącej wody, cały czas mieszając rozpuścić wszelkie kłaczki i grudki.
Rozpuszczoną żelatynę wlać do gorącej masy jajecznej i ubijać razem około 5 minut, aż mieszanka wystygnie. Następnie dodawać partiami jogurt, cały czas miksując.
W wysokim naczyniu ubić na sztywno kremówkę i delikatnie wymieszać ją z masą jogurtową. Włożyć truskawki i delikatnie wymieszać.
Formę do pieczenia o boku ok. 23 cm wyłożyć folią aluminiową. Dno i boki wyłożyć herbatnikami. Do środka delikatnie wlać masę z truskawkami, wyrównać wierzch i wstawić do lodówki na przynajmniej 1,5 godziny, aż masa stężeje.
Przed podaniem udekorować truskawkami, lub ubitą kremówką.

Smacznego!

Mus ananasowy



Lubię wszelkie potrawy, które można zjeść mimochodem, będąc na chwilę w kuchni, tylko otwierając lodówkę i wyjeść kawałek łyżeczką. Przygotowania w stylu podgrzewanie, krojenie, rozgrzewanie patelni, piekarnika, krojenie na porcje są nie dla mnie – zbyt dużo czynności jak na „chapnięcie” czegoś na szybko, by zaspokoić potrzebę na przegryzienie smakołyku w danej chwili. Jak już zabieram się za coś „grubszego”, to zanim będzie gotowe do jedzenia – już nie mam na to ochoty i gotowa potrawa ląduje w lodówce, albo w brzuchach innych. Dlatego tak bardzo lubię desery. Oczywiście, do ich przygotowania też potrzebny jest czas, nierzadko nawet dość długi, ale jeżeli ma to skutkować późniejszą możliwością podjadania bez wykonywania zbędnych manewrów – zdecydowanie warto.
Stąd też moja propozycja na dzisiaj – mus ananasowy. Zdecydowanie inny niż wszelkie musy, które miałam przyjemność sama przygotowywać lub próbować. Wydaje się lekki, ale niestety jest bardzo słodki – nawet dodatek soku z cytryny nie zniwelował tej słodyczy, ale obawiam się, że tak musi być. Zmniejszona ilość cukru mogłaby spowodować, że baza, która tworzy deser po prostu nie wyjdzie.
Mus jest dobry, ananasy bardzo lubię, ale niestety troszkę się na nim zawiodłam. Przede wszystkim liczyłam na specyficzną kwaskowatość owoców, ale została ona skutecznie stłumiona słodyczą bazy. Poza tym mus jest od razu do podania, ewentualnie można go przechować kilka godzin w lodówce, ale następnego dnia już nie ma swojej lekkiej konsystencji – podchodzi wodą, robi się bardzo rzadki i bardzo traci na wyglądzie.
Jednakże dla tych, którzy chcą przygotować coś innego, bardzo słodkiego, oryginalnego i wiedzą, że podadzą go prawie od razu – mus ananasowy będzie dobrym wyborem. Przepis zaczerpnęłam z książki Grodona Ramsaya „Desery”, ale dokonałam drobnych zmian, żeby deser nie był aż tak słodki...


Składniki (na 4 duże pucharki):
• 1 średni ananas
• 30 g cukru
I baza – pâte à bombe:
• 100 ml wody
• 150 g cukru
• 5 żółtek
II baza – beza włoska:
• 120 g cukru
• 20 ml wody
• 2 duże białka
Ponadto:
• sok z 1 cytryny
• 200 ml śmietany kremówki


Najpierw należy przygotować ananasa: obrać ze skórki i oczek, usunąć twardy rdzeń i pokroić go małe kawałki. Osuszyć. ¾ kawałków obtoczyć w cukrze i podsmażyć na mocno rozgrzanej suchej patelni aż cukier się skarmelizuje, a ananas zmięknie. Zdjąć z patelni, ostudzić i zmiksować na puree.
Przygotować I bazę: Wodę i cukier umieścić w garnuszku i podgrzewać na niewielkim ogniu aż cukier się rozpuści i powstanie syrop. Zwiększyć ogień.
W między czasie, w żaroodpornej misce utrzeć żółtka na jasną, gęstą i puszystą masę.
Syrop gotować aż uzyska temperaturę 120 stopni Celsjusza (lub gdy z kropli wpuszczonej do zimnej wody będzie można uformować kulkę) – powinno zająć to około 5 – 7 minut. Zdjąć z ognia.
Przy włączonym mikserze, do ubitych żółtek wlewać cienkim strumieniem syrop, cały czas miksując, aż masa zwiększy objętość, stanie się kremową i będzie konsystencją przypominała pianę.
Do garnuszka po syropie wlać niewielką ilość wody i zagotować. Postawić na nim miskę z masą i ubijać mikserem ok. 5 minut, aż masa zgęstnieje. Zdjąć z ognia i ubijać jeszcze chwilę do uzyskania temperatury pokojowej. Miskę przykryć folią spożywczą i schłodzić w lodówce.
Przygotować II bazę: W niewielkim garnuszku umieścić wodę i cukier. Podgrzewać na niewielkim ogniu, aż cukier się rozpuści i powstanie syrop. Zwiększyć ogień.
W między czasie w misce ubić pianę z białek na prawie sztywną masę.
Syrop gotować aż uzyska temperaturę 120 stopni Celsjusza (lub gdy z kropli wpuszczonej do zimnej wody będzie można uformować kulkę) – powinno zająć to około 5 – 7 minut. Zdjąć z ognia. Syrop wlewać cieniutkim strumieniem do ubitych białek, cały czas miksując. Po wlaniu całego syropu pianę miksować dalej, aż uzyska temperaturę pokojową (powinna być bardzo gęsta, praktycznie sztywna). Przykryć folią i schłodzić w lodówce.

Śmietanę kremówkę ubić na sztywną masę.

Gdy obie masy się schłodzą należy dokończyć mus. Do II bazy delikatnie wmieszać puree z ananasów, a następnie ostrożnie wmieszać I bazę. Dodać wyciśnięty sok z cytryny i ubitą śmietanę. Wymieszać ponownie. Dodać pozostałe kawałki ananasów i znowu delikatnie wymieszać. Przełożyć do pucharków i od razu podawać.

Smacznego


Kostka z mlekiem skondensowanym i białą czekoladą



Jak dawno już nie robiłam nic z mlekiem skondensowanym. Aż cały czas się zastanawiam dlaczego i jakim cudem udało mi się tak długo wytrwać. Ale przyszedł wreszcie czas i chęć, której nie śmiałam się przeciwstawić. Wiem, że podobny wyrób już jest na blogu, jednakże ten jest trochę inny, trochę bardziej dopracowany i jednak mogę powiedzieć – bardziej udany.
Z czego się on składa? Banał. 4 składniki – mleko skondensowane słodzone, biała czekolada, ciastka kakaowe i orzeszki solone. Każdy składnik oddzielnie jest sam w sobie bardzo dobry, a w połączeniu ze sobą tworzy zdecydowanie pyszną miksturę, która nie potrzebuje ani piekarnika, ani miksera, ani specjalnych umiejętności. Niezbędna jest jednak lodówka. Bo deser trzeba schłodzić, żeby nabrał odpowiedniej formy. I najlepiej jest chłodzić go kilka godzin lub nawet całą noc, by móc go potem pokroić. Jest słodki, nawet bardzo! Typowo dla amatorów bardzo słodkich słodyczy, bo nawet dodanie słonych orzechów nie wpłynął na zrównoważenie tego smaku. Niemniej polecam bardzo!


Składniki:
• 300 g mleka skondensowanego słodzonego
• 200 g białej czekolady
• 100 g ciastek czekoladowych z kremem
• 30 g orzechów solonych

W średnim garnku umieścić mleko skondensowane i połamaną na kawałki białą czekoladę. Podgrzewać na małym ogniu, często mieszając, aby masa się nie przypaliła. Gdy oba składniki się połączą, wyłączyć gaz i porządnie wystudzić.
Ciastka czekoladowe pokroić na mniejsze kawałki, a orzechy z grubsza posiekać.
Gdy masa mleczna ostygnie i będzie miała temperaturę pokojową dodać pokruszone ciastka (inaczej krem z ciastek się rozpuści i zabarwi masę) i orzechy. Wszystko bardzo delikatnie wymieszać. Wylać do wyłożonej folią spożywczą niewielkiej foremki – idealna będzie po lodach. Wstawić do lodówki i schłodzić przez przynajmniej 4 godziny.
Smacznego!

Pomarańczowy pudding



Ponieważ zbliża się wiosna warto choć na chwilkę oderwać się od ciężkich ciast. Na chwilkę, bo w końcu nie można odmawiać sobie przyjemności tylko dlatego, że dni są coraz dłuższe, słońce świeci mocniej, a płaszcze i długie kurtki zamieniamy na lżejsze kurteczki i bardziej opięte swetry. Na szczęście są sposoby, by umilić sobie dowolną porę dnia nie martwiąc się o nadmierne przyrosty centymetrów w niechcianych miejscach. I nie piszę o zapychaniu się brokułami, pomidorami czy dietetycznymi zupami. Pisząc to mam na myśli poprawiacz humoru, czyli deser. Deser – lekki, niewielki, bardzo odświeżający i naprawdę fajny.
Pudding pomarańczowy. Słodki, ale z wyraźnym posmakiem owocowym, przez co jest lekki i po jego konsumpcji nie mamy ochoty na podjadanie czegoś słodkiego, a jednocześnie nie czujemy się przepełnieni, nie jesteśmy zapchani a wręcz przeciwnie – cytrusowy aromat odświeża nasze podniebienie i naprawdę, dodaje nam lekkości.
Niestety moja wersja puddingu nie jest zbyt wysoka, dlatego proponuję upiec go w wyższym naczyniu, dzięki temu będzie bardziej okazały i jeszcze lepszy! Przepis z książki Grodona Ramsaya „Desery”.


Składniki:
• 300 ml soku pomarańczowego
• sok z 1 cytryny
• 60 g masła
• 100 g cukru
• 4 jajka
• 60 g mąki
• ½ łyżeczki proszku do pieczenia
• 150 ml mleka
• cukier puder do oprószenia

W małym rondelku zagotować sok z pomarańczy i cytryny, aż odparuje połowa i zostanie około 150 ml. Wystudzić.
Białka oddzielić od żółtek.
W misce utrzeć masło z cukrem na jasną i puszystą masę. Dodawać po 1 żółtku, miksując po każdym dodaniu. Dodać mąkę zmieszaną z proszkiem do pieczenia. Wymieszać.
Wystudzony sok pomarańczowy zmieszać z mlekiem i powoli, miksując, wlewać do masy maślanej.
W oddzielnej misce ubić białka na sztywną pianę. 1/3 wmieszać do masy, aby ją trochę rozluźnić, a następnie delikatnie dodać pozostałą pianę. Delikatnie wymieszać.
Tak przygotowane ciasto wlać do wysmarowanej masłem formy do pieczenia (ja wlałam do płaskiego naczynia żaroodpornego) i piec w kąpieli wodnej w piekarniku nagrzanym do180 stopni Celsjusza przez około godzinę. Pudding ma być sztywny z wierzchu, ale kremowy (uginający się) w środku. Gdyby nadmiernie się rumienił – należy przykryć folią aluminiową wierzch. Po upieczeniu wystudzić, schłodzić i posypać cukrem pudrem.
Smacznego!